KOŁEM SIĘ TOCZY

Kuchenki turystyczne wielopaliwowe. Porównanie 2 najpopularniejszych modeli

Chcecie kupić kuchenkę turystyczną i zastanawiacie się jaką wybrać? Czy tańszą wersję na naboje gazowe, czy lepiej inwestować pieniądze w kuchenkę na paliwo płynne – benzynę, olej napędowy, naftę? Przybywam z poradami praktycznymi, podpartymi kilkuletnim doświadczeniem. Mam nadzieję,  że po przeczytaniu tego tekstu, nie będziecie mieli żadnych wątpliwości. Przed Wami kolejny tekst poradnikowy dotyczący sprzętu. Wcześniej The post Kuchenki turystyczne wielopaliwowe. Porównanie 2 najpopularniejszych modeli appeared first on Kołem Się Toczy.

Pielęgnacja włosów po podróży

PODRÓŻE DZIEWCZYNY SPŁUKANEJ

Pielęgnacja włosów po podróży

Optimus Crux

Dobas

Optimus Crux

Włochy by Obserwatore

Alfabet emigracji. Funkcje społeczne w południowych Włoszech

By http://obserwatore.euKrótka historia emancypacji kobiet w południowych Włoszech Koniec. (Mówiłam, że krótka) Czy ja wyglądam na wielbłąda? Wystylizowana, na obcasie, z laptopówką w ręku. Ulubiony sport to bieganie po lotnisku i picie kawy na czas. To w Europie. W Chinach maksymalna koncentracja na śniadaniu, nie wiadomo kiedy następnym razem będzie się jadło. Napięty grafik, spotkania ciągną […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

11 faktów o mnie - wyzwanie blogowe

Zastrzyk Inspiracji

11 faktów o mnie - wyzwanie blogowe

Ceny w Kazachstanie – ile wydaliśmy na miesięczną podróż

Zależna w podróży

Ceny w Kazachstanie – ile wydaliśmy na miesięczną podróż

Ceny na Ukrainie

Zależna w podróży

Ceny na Ukrainie

Podróżniczo

Jak zorganizować udaną podróż? cz. 3 Podsumowanie (+konkurs)

W poprzednich wpisach z cyklu jak zorganizować udaną podróż, pisałam o planowaniu, czyli o tanim transporcie i noclegu oraz o organizacji wyjazdu, czyli o transferze, ubezpieczeniu podróżnym, pakowaniu, planowaniu pobytu na miejscu i ustalaniu budżetu. W tym wpisie chciałabym podsumować samodzielną organizację podróży i zachęcić Was do wzięcia udziału w konkursie! Oto 8 elementów, o których warto pamiętać przy organizacji wyjazdu: 1. Zaplanuj cel podróży i środek transportu Planowanie celu podróży jest bardzo ważne. Z jednej strony może wybrać się do miejsca, do którego obecnie znajdziesz tani przejazd lub planować podróż do wymarzonego kraju i przez jakiś czas polować na tanie bilety. Do wyboru są nie tylko linie lotnicze, ale także autokar, pociąg, własny samochód czy autostop. Wszystko zależy od tego, gdzie planujesz podróż oraz jakie masz zasoby finansowe. Warto sprawdzić kilka opcji! 2. Zorganizuj nocleg Wybór miejsc noclegowych jest bardzo duży. Od hoteli, bed&breakfast, domów lub mieszkań do wynajęcia, przez hostele aż do couchsurfingu. Ograniczeniem są indywidualne preferencje i zasobność portfela. Czasami nie warto dać się pozorom. Jeśli planujesz wyjazd przed lub po sezonie zacznij poszukiwania od hotelu – cena i dostępność miejsc może Cię mile zaskoczyć. 3. Sprawdź, jak dostaniesz się do miejsca zakwaterowania Ten punkt możesz ominąć, jeśli wiesz, że w danym miejscu i o danej porze bez problemu znajdziesz dojazd do swojego miejsca zakwaterowania. Na pewno nie będzie Ci potrzebny jeśli podróżujesz własnych samochodem, autokarem lub pociągiem. O transfer powinny zadbać osoby, które dostają się do miejsca docelowego w środku nocy i nie chcą wydawać na taksówkę. Wówczas warto sprawdzić inne, często dużo tańsze, możliwości. 4. Sprawdź komunikację na miejscu Komunikacja na miejscu jest o tyle ważna, że jeśli nie chcesz spędzić całego tygodnia w jednym miejscu, warto zwrócić na nią uwagę. Czasami można się niemile zaskoczyć, szczególnie przed lub po sezonie. Tak było w przypadku mojej, kwietniowej podróży na Kos, gdzie okazało się, że aby dostać się z jednego końca wyspy na drugi potrzebowałam na to dwóch dni – jednego dnia jechałam do, a dopiero następnego dnia mogłam wrócić. 5. Ustal trasę zwiedzania Zaplanowanie pobytu na miejscu wiążę się ze sprawdzenie komunikacji i organizacją noclegów. Bowiem jeśli plan zwiedzania będzie zakładał, że w jednym miejscu spędzisz tylko dwa dni, to powinieneś zarezerwować nocleg tylko na tę konkretną liczbę dni. Plan zwiedzania powinien zawierać także miejsca, które warto zobaczyć w danym mieście. Kup przewodnik książkowy, a przed wyjazdem poczytaj blogi podróżnicze lub fora internetowe. 6. Zaplanuj budżet wyjazdowy To jeden z najtrudniejszych punktów podczas organizacji wyjazdu. Zaplanowanie budżetu nie jest łatwe, ponieważ mogą zdarzyć się sytuacje losowe, których nie będziesz w stanie przewidzieć. Planując budżet należy wziąć pod uwagę wyżywienie, które jest zapewnione w miejscu zakwaterowania, ilość przejazdów w danym mieście lub pomiędzy miejscowościami, ilość miejsc, które chcesz zwiedzić oraz zakup pamiątek. Dzięki temu oszacuj budżet dzienny i przemnóż go przez liczbę dni. Pamiętaj, że lepiej mieć za dużo niż za mało gotówki, a dodatkowo warto zaopatrzyć się w kartę debetową lub kredytową. 7. Wykup ubezpieczenie podróżne Ubezpieczenie podróżne przydaje się w różnych sytuacjach. Warto je wykupić, ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy zachorujesz, zgubisz bagaż lub spowodujesz przed przypadek szkodę. Jeśli będziesz ja miał – to ubezpieczyciel pokryje wszystkie koszty. 8. Zrób listę rzeczy do spakowania Najlepszym sposobem na pakowanie jest przygotowanie listy rzeczy, które warto ze sobą zabrać. Taka lista może powstawać na długo przed podróżą. Dzięki temu będziesz miał pewność, że o niczym nie zapomnisz. Do najważniejszych rzeczy, które trzeba zabrać można zaliczyć dokumenty, karty pokładowe lub inne rezerwacje, portfel, telefon i walizkę lub plecak z ubraniami i innymi przydatnymi rzeczami. KONKURS! W tym wpisie znajdziesz trzecie i zarazem ostatnie pytanie konkursowe. Tym razem liczę na Twoją kreatywność! Opisz w kilku zdaniach jak przygotowywałeś się do swojej wymarzonej podróży. Przypominam, że aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć także na dwa pytania zamknięte: Pierwsze dostępne jest we wpisie Jak zorganizować udaną podróż? cz. 1 Planowanie, a drugie dostępne jest we wpisie Jak zorganizować udaną podróż? cz. 2 Organizacja wyjazdu. Wszystkie odpowiedzi należy przysłać na adres marta@podrozniczo.pl Konkurs trwa do 4 października. Regulamin konkursu dostępny jest tutaj. Do wygrania plecak podróżny i inne nagrody. Zachęcam do udziału!

Podróżniczo

Wakacyjne last minute – gdzie pojechać pod koniec sezonu?

Choć lato w Polsce już się skończyło, na turystycznej mapie Europy jest wciąż sporo miejsc, które idealnie sprawdzą się na późny wakacyjny urlop. Niskie ceny, dużo mniejsze tłumy turystów i piękna pogoda sprawiają, że wrzesień to doskonały czas na zaplanowanie, chociaż kilkudniowego wyjazdu za granicę. Oto zestawienie najpopularniejszych kierunków na jesienny wypoczynek. Kreta, Grecja Słońce, temperatury powyżej 25 stopni i zapierające dech w piersiach widoki – Kreta stała się ulubionym miejscem na wczesnojesienne wakacje. Turystów czeka tu zwiedzanie antycznych ruin, tętniące życiem portowe miasteczka i wyśmienita grecka kuchnia do skosztowania w lokalnych tawernach. Do miejsc, które musimy zobaczyć należą m.in. wyżyna Lassithi – niezwykle malowniczy region z bujną roślinnością i charakterystycznymi wiatrakami, antyczne ruiny pałacu Knossos, słynna palmowa plaża Vai, uważana za jedną z najpiękniejszych na świecie oraz liczne klasztory i kościoły. Malta Niewielkie, leżące na Morzu Śródziemnym państwo to miejsce idealne zarówno dla wszystkich miłośników błogiego lenistwa na plaży, jak i amatorów sportów wodnych. Plaże i kąpieliska Malty należą do najczystszych w Europie. Nie mniej zadowoleni będą również turyści nastawieni na zwiedzanie – oprócz niezwykłych krajobrazów znajdziemy tu liczne starożytne i średniowieczne zabytki. Tajemnicze megalityczne świątynie, fort św. Elma (Valletta), grota św. Pawła, słynne „Lazurowe Okno” czy niezwykle malownicze klify Dingli to tylko niektóre z licznych atrakcji. Miejsce idealne na jesienny wyjazd. Algrave, Portugalia Algarve uważane jest za najbardziej romantyczną krainę Portugalii. Ciepły, nadmorski klimat (temperatury jesienią wahają się od 15 do 20 stopni) i kilometry piaszczystych plaż w pewnością pozwolą na chwilę wytchnienia po pracowitym sezonie. Region rozciąga się na południu – od Przylądka św. Wincentego po granicę z Hiszpanią. Od reszty kraju Algrave oddzielone jest pasmem górskim, co sprawia, że kraina ta przez wieki była podana pewnemu odosobnieniu. Najpopularniejszymi miastami regionu jest tętniące życiem, pełne zabytkowych ruin Faro oraz słynące z pięknych plaż Lagos – to tu możemy również podziwiać wiele fascynujących formacji skalnych – grot, tuneli, zatok i klifów. Sycylia, Włochy „Wyspa Słońca” i „Perła Morza Śródziemnego” – słoneczna Sycylia zyskała sobie to miano nie tylko bajeczną pogodą (największa liczba godzin słonecznych w ciągu roku w Europie) oraz zachwycającymi piaszczystymi plażami. Na urok największej wyspy na Morzu Śródziemnym składają się zapierające wdech w piersiach widoki – od czarnych, wulkanicznych plaż, poprzez malownicze krajobrazy Cefalu, aż po górzyste sąsiedztwo Etny, oraz bogata historia nadają temu miejscu niepowtarzalny klimat. Warto wspomnieć o największych atrakcjach regiony – ruinach świątyni Apolla (VI w. p.n.e.), wielkim teatrze greckim (V w. p.n.e.) oraz dolinie świątyń Agrigento (V w. p.n.e.) w której usytuowane są m.in. Świątynia Zeusa, Świątynia Hery oraz Świątynia Heraklesa. Riwiera Turecka Kolejnym kierunkiem, gdzie warto pojechać jesienią jest Riwiera Turecka. Szerokie, piaszczyste plaże nad brzegiem Morza Śródzienmego przyciągają rok rocznie tysiące turystów z całego świata. Riwiera Turecka zachwyca różnorodnością, która zadowoli niemal każdego spragnionego urlopu wczasowicza. Znajdziemy tu tętniącą nocnym życiem Alanyie, antyczne zabytki Side, romantyczną starówkę w Antalyi oraz dziewiczą przygodę w Belek, oraz górach Taurus. Do tego wyśmienita turecka kuchnia i niezwykła gościnność mieszkańców – wszystko to sprawia, że Riwiera Turecka jest jednym z najbardziej popularnych kierunków sezonu 2015. Jesienne podróże nie muszą być drogie. Tym, którzy szukają podróżniczych promocji z pewnością nie są obce zniżki i kody rabatowe. Wakacyjne last minute kupicie taniej wykorzystując promocje TUI na Kupon.pl.

TROPIMY PRZYGODY

Szczepienia przed wyjazdem – co warto wiedzieć?

Szykując się do długiej podróży dookoła świata jedną z ważniejszych spraw jest zorientowanie się, jakie szczepienia przed wyjazdem są niezbędne lub mogą się przydać w regionach, do których jedziecie. Oczywiście usłyszeć możecie wiele historii ludzi, którzy przemierzyli cały świat nie... Artykuł Szczepienia przed wyjazdem – co warto wiedzieć? pochodzi z serwisu Tropimy Przygody.

The Doctor’s House Hostel – Your Home in Sarajevo

Picking the Pictures

The Doctor’s House Hostel – Your Home in Sarajevo

There is something I need to confess. I’m an introvert, who loves hostels. I realize this might be slightly hard to imagine, especially in the Balkans, where most of the backpacker friendly places to stay are party hostels. But this is the way I am, and I know that there are more of us, these introverts who always choose to stay in dorms. Frugal travelers, who want to socialize, but they appreciate when their privacy is respected. Not too interested in partying till the sunrise, but happy to chat over a beer. If you are one of them, The Doctor’s House Hostel is your kind of place in Sarajevo, the beautiful and multicultural capital of Bosnia and Hercegovina. Here is why.The idea behind the nameThe Doctor’s House was established by Kat, an American living in Sarajevo. Kat is not a doctor, but she is a daughter of one. She was raised in a doctor’s house. Her family moved from the US to Nigeria, where her father was helping people. The doctor’s house was a place where everyone was getting the greatest care. Kat’s hostel is meant to be a place like that, too. A link between visitors and Bosnians, a place that helps international and local communities while building bridges between them. I love the idea behind the name. I really like the place that was created in the name of that idea. LocationThe Doctor’s House Hostel is located just 10 minutes away from the Cathedral, the vibrant Farhadija Street and the tram stop. Sounds perfect, right? You only need to be ready to walk up the hill on your way back. The views from balconies are worth it, I promise. The Doctor’s House is a standalone house in a quiet, residential neighbourhood. There are several markets, grocery stores and bakeries in the area, so shopping won’t ever be a problem. Inside the hostelThe hostel offers spacious private rooms and mixed shared dorms. Every floor has a shared bathroom. There is a well equipped kitchen for all the foodie travelers who are up for some homemade dishes. A coffee and tea selection awaits you, too. Last but not least, the fridge is full of beer (at least 4 different kinds), so if you get thirsty you can just grab a bottle, sign the drink list and pay while checking out. In the ground floor you will find a big common area where you can hang out with other travelers, borrow a book or play games. I made several friends in that room. Not too bad for an introvert. I must say that I loved my dorm. How can you not love dorms that have bed curtains? What could possibly top that? A bed with a privacy curtain, a mirror, a power plug and a lamp for a bookworm like me to read at night without waking everyone else up (read…or translate, but that’s other story). The private rooms and the bathrooms could easily do in a good hotel. Nicely designed, comfortable, extremely clean and modern…What else would you ever need?If you are a smoker, don’t worry, there are designated smoking areas for you, too. The place has very clear smoking guidelines to make sure everyone will be comfortable.Anything else? Yeah, of course, the wifi. A crucial thing for us, freelancers. Yes, there is wifi in the property and it works both in common area and in the dorms.If you would like to buy some souvenirs, the hostel offers cute handmade products from various regions of Bosnia and Herzegovina. While buying them, you help locals.The StaffThe Doctor’s House Hostel team is extremely friendly, hospitable and professional. They are always available and ready to give you travel advice. The reception desk doesn’t work at night, but the team is supported by a volunteer who lives in the property. He can always assist you if anything happens.I’d like to thank the team here for all the kindness, great pieces of advice and nice conversations. I was happy to meet you guys. You made my stay in Sarajevo a better, richer experience. ActivitiesThe Doctor’s House organizes tours to Sarajevo’s less accessible landmarks: the abandoned bobsleigh track, a haunting remnant of Winter Olympics in 1984, and the Tunnel of Hope, the only connection between the besieged city and the Bosnian controlled territories from 1993 to 1995. Both these sights are quite difficult to reach by public transportation, so a tour like that is the best option if you want to save your time and money. It will be much cheaper than a cab, and you will have a nice company and a local guide. At least 3 people have to sign up for the tour to be organized. The price is 30 KM/15 EUR.The Doctor’s House Hostel is here to connect you to Sarajevo and to help you do it like a local. What are you waiting for? I’d go back in an instantLike The Doctor’s House on Facebook and stay there on your trip to the Balkans!I’ve partnered with The Doctor’s House during my stay in Sarajevo. As always, all the opinions are my own. Photo credit of the pictures of bedrooms goes to The Doctor’s House hostel. Other images are mine.

Zastrzyk Inspiracji

Zapalenie gardła - jak z nim walczyć?

Zapalenie gardła dotyka nas bez względu na porę roku, czy miejsce w jakim akurat się znajdujemy. Jest dość uciążliwe i utrudnia normalne funkcjonowanie. Jak się zatem przed nim uchronić?

WHERE IS JULI+SAM

Bagaż prawie idealny – jak się spakować w podróż?

W podróż dookoła świata spakowałam się „prawie” dobrze. Jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę. Na swoje szczęście, tą trudną sztukę, która wielu przyprawia o łysienie jeszcze przed wyjazdem, opanowałam do perfekcji. Pakuję się tak samo na kilkumiesięczny wyjazd jak na ten tygodniowy. Rzadko popełniam błędy. Mój bagaż nigdy nie waży więcej niż 10 kilo. Bez […] The post Bagaż prawie idealny – jak się spakować w podróż? appeared first on Where is Juli + Sam.

Włochy by Obserwatore

ABC emigracji

By http://obserwatore.euPamiętam jak przed wyjazdem do Włoch dopytywałam się znajomej Polki mieszkającej pod Bolonią jakie jest życie we Włoszech? Lepsze? Gorsze? Ona odpowiadała: INNE. Mi, ponieważ wyjazd rysował się coraz wyraźniejszymi kreskami, to nie wystarczało. I za każdym razem kiedy przyjeżdżałam zamawiać kolekcję marki, w której znajoma pracowała jako handlowiec, wracałam do tematu. Ale co oznacza […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

HANNA TRAVELS

Jordan travel: practical info, costs, prices

Jordan, the country in the Middle East with limitless landscapes of desert, full of historical, cultural and nature spots. Do you need some practical information before going there? You’ll find them in this post! My trip to Jordan, or the Hashemite Kingdom of Jordan as it is called, was part of my two-month stay in the Middle […] Post Jordan travel: practical info, costs, prices pojawił się poraz pierwszy w Hanna travels.

Podróżniczo

Język obcy w podróży – sposoby na szybką naukę języka angielskiego

Jedną z najbardziej niezbędnych rzeczy w podróży jest język obcy. Obecnie najbardziej rozpowszechnionym językiem na świecie jest język chiński. Angielski zajmuje dopiero drugą pozycję. Jednakże w podróżach po Europie to właśnie angielski przyda nam się zdecydowanie bardziej. Jest także o niebo łatwiejszy! Angielski to fascynujący język, który czasem wydaje się trudny do opanowania. Jego nauka może być wyzwaniem, ale nie oznacza to, że musi ciągnąć się latami. Istnieje mnóstwo prostych sposobów, za pomocą których opanowanie języka obcego przyjdzie nam szybciej i będzie ciekawsze. Oto kilka metod, dzięki którym przekonasz się, że bez problemu zdobędziesz nową wiedzę i poznasz słownictwo. Poprawią się Twoje umiejętności komunikacyjne, a przede wszystkim poczujesz się pewniej, rozmawiając z osobami, których językiem ojczystym jest angielski. Wyjedź na kurs językowy za granicę Jest to jedna z najszybszych metod nauki języka obcego. Kursy językowe za granicą (oferowane na przykład przez firmę EF Education First) łączą w sobie naukę języka obcego z poznawaniem kultury i obyczajów danego kraju. Jeśli chcesz nauczyć się języka angielskiego, wystarczy wybrać się do kraju anglojęzycznego, gdzie będziesz zmuszony do tego, by posługiwać się tym językiem. Zanurzenie się w nowej rzeczywistości błyskawicznie przyspieszy proces nauki języka. Podróż do anglojęzycznego kraju jest równoznaczna z porozumiewaniem się po angielsku przez cały czas. Angielski będzie Cię otaczał dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie ma lepszej okazji na przećwiczenie zdolności językowych – a przecież praktyka czyni mistrza! W niedługim czasie poprawi się: Zdolność rozumienia języka Wymowa Słownictwo Umiejętności komunikacyjne Zapoznasz się również z całą gamą angielskich akcentów, z którymi nie osłuchasz się siedząc w domu. Dowiesz się, jak naprawdę ludzie porozumiewają się w codziennym życiu. Dodatkowo wyjazdy językowe to także dużo zwiedzania i świetna zabawa. Taki skok na głęboką wodę gwarantuje bardzo szybkie rezultaty. Rozmawiaj z native speakerem Nie ma skuteczniejszej metody na naukę języka obcego niż codzienne posługiwanie się tym językiem. Możliwość regularnych rozmów z native speakerem (osobą, dla której dany język obcy to język ojczysty) błyskawicznie przyspieszy Twoje postępy. W Internecie możesz poznać zarówno anglojęzycznych studentów, jak i nauczycieli – wszyscy z chęcią Ci pomogą. Dobrym pomysłem jest dołączenie do grupy na Facebooku, która gromadzi osoby chętne do wymiany językowej (na przykład Language Exchange Club Krakow). Zaoferuj swój język polski w zamian za naukę języka angielskiego na odpowiadającym Ci poziomie. Pomyśl o organizowaniu regularnych sesji online lub w miejscowej kawiarni. Systematyczność jest kluczowa w nauce języka. Warto rozmawiać z native speakerami, gdyż: Mają możliwość natychmiastowego poprawienia Twoich błędów Podpowiedzą, nad czym musisz mocno popracować Zachęcą do nauki i dadzą motywację Nauczą Cię nowych słówek i zwrotów Poprawią Twoje zdolności komunikacyjne Sprawią, że zaczniesz płynnie i pewnie mówić po angielsku Nauczą poprawnej wymowy Znajdź kompana do nauki Nie tylko native speakerzy będą pomocni w nauce angielskiego. Wiele osób chcących szybko opanować język obcy, zmaga się z podobnymi problemami. Poszukaj wśród swoich znajomych kogoś, kto także pragnie nauczyć się angielskiego i zaproponuj wspólne lekcje. Będziecie mogli dzielić się napotkanymi trudnościami i razem je pokonywać. Regularne spotkania z przyjacielem dadzą Ci motywację do nauki i poszerzania swojej wiedzy. Wasze sesje językowe sprawią, że nie tylko będziesz miał okazję zapytać się o rzeczy, których nie rozumiesz, ale sam też będziesz pomagać. Dzięki temu wzrośnie Twoja pewność siebie. Rozwiązuj quizy Każdemu zdarzyło się być zmęczonym żmudną nauką języka, zwłaszcza jeśli stosuje się wciąż te same metody. Zakuwanie niekończących się ciągów słówek i reguł gramatycznych nie jest jedynym możliwym  sposobem na opanowanie języka angielskiego. Poszukaj zabawnych quizów po angielsku (chociażby tu ich znajdziesz całe mnóstwo). Dzięki tym lekkim i często prześmiesznym testom zdecydowanie szybciej opanujesz nowe słownictwo. A jeśli profesjonalnie podchodzisz do tematu, zawsze możesz poszukać testów językowych. Jest ich bardzo wiele w internecie. Spróbuj czegoś nowego Quizy to nie jedyny sposób na urozmaicenie nauki. Zmiany są zawsze dobrym pomysłem – spróbuj więc: podcastów po angielsku wykładów TED Talks słuchania muzyki po angielsku czytania anglojęzycznego magazynu na interesujący Cię temat. Do wyboru jest całe mnóstwo tytułów – od informatyki po plotki z Hollywood – więc na pewno znajdziesz coś dla siebie!

TROPIMY PRZYGODY

Atrakcje Krakowa, które Cię zauroczą

Lubię Kraków. Byłam w nim już tyle razy, że przestałam go traktować jak miasto, które się zwiedza. Stolica Małopolski zawsze ściąga mnie do siebie w konkretnym celu. Nie inaczej było tym razem. Tylko, że tym razem cel był inny: turystyczny.... Artykuł Atrakcje Krakowa, które Cię zauroczą pochodzi z serwisu Tropimy Przygody.

Śląsk dla dzieci. Gdzie warto się wybrać?

wszedobylscy

Śląsk dla dzieci. Gdzie warto się wybrać?

kusiewbusie

Hotel czy wynajem..?

Kwestia noclegów w podróży ? Hotel, namiot, hostel, wynajem, znajomi, couchsurfing ? Opcji jest wiele i każda ma swoje plusy i minusy. Jak wszędzie. My z reguły praktykowaliśmy hotele, guesthouse`y, domki, ostatnio nawet namiot. Couchsurfing również – gościliśmy kolegę z Krety Szukamy jak zawsze będąc już na miejscu i z reguły źle na tym nie wychodzimy... Post Hotel czy wynajem .. ? pojawił się poraz pierwszy w kusiewbusie - tanie podróżowanie i fotografia.

WEEKENDOWI PODRÓŻNICY

Mołdawia: 12 powodów, by odwiedzić kraj, w którym nie ma nic do zobaczenia

Mołdawia to z punktu widzenia europejskiego turysty „terra incognita”. Czy słusznie? Pewnie, że tak! Ale czy to znaczy, że nie warto tam jechać? Absolutnie nie! Zanim zaczniemy, proponujemy szybką partyjkę w skojarzenia. Z czym kojarzy wam się Mołdawia? Jeśli odpowiecie, że z niczym, to naprawdę żaden wstyd. Jeśli odpowiecie, że z winem, to już macie wielki szacun. Mi Mołdawia kojarzyła się jeszcze z serialem „Dynastia”. Jeśli nie wiecie o co chodzi, to TUTAJ możecie przeczytać nasz tekst pod jakże znamiennym i klikalnym tytułem „Mołdawska masakra na królewskim weselu, która zmieniła historię”. No i trochę z piłką nożną – kojarzyłem taką drużynę jak Zimbru Kiszyniów i jej najlepszego piłkarza, niejakiego Alexandru Curtianu, którego w pewnym momencie kupił Widzew Łódź. Dla Mołdawian to było takie wydarzenie, jak dla nas transfer Lewandowskiego do Borussi Dortmund, co w gruncie rzeczy jest dość smutne, ale cóż… Oto lista 10 powodów, dla których warto odwiedzić Mołdawię. 1. ZERO atrakcji turystycznych. Właśnie tak. I nie, nie jest to jeden z tych wpisów pod hasłem „X powodów, by nie jechać”, bo pierwotny zamysł był fajny, ale kopiowany przez wszystkich mocno się zbiesił. Mołdawia ma ZERO atrakcji turystycznych, które MUSISZ zobaczyć i bez których zobaczenia twoje życie będzie uboższe. Orheiul Vechi – rzekomo główna atrakcja Mołdawii. Opowiem anegdotkę: zwiedzając podziemne korytarze winnicy Milestii Mici (świetna sprawa, polecamy!) na sam koniec nasza przewodniczka rozdała nam takie małe informatory reklamowe z hasłem „Milestii Mici – siódmy cud Mołdawii”. No to z wrodzonej ciekawości pytam, jakie jest poprzednie sześć cudów. – No…na pewno Orheiul Vehci…na pewno twierdza Soroka….iiii….. – przewodniczka szybko straciła wątek. – Może Kiszyniów? – podpowiadam złośliwie, bo o Kiszyniowie można napisać wiele, ale nie to, że jest pięknym miastem. – Nie no, co pan… – przewodniczka złapała dowcip i się śmieje. Ale ten brak wielkich atrakcji jest też największą zaletą Mołdawii, bo… SAMSUNG CSC 2. …tu jest po prostu ładnie. Tak zwyczajnie. Już od pierwszych chwil po przekroczeniu granicy Mołdawia z okien samochodu wypada naprawdę korzystnie – nie ma gór, jest za to pełno pagórków. A na tych pagórkach bezkresne pola. A na tych polach rośnie zboże. I nie tylko, a może przede wszystkim – słonecznik, którego ogromne połacie w sierpniowym słońcu wyglądają niesamowicie. Do tego lipy, olchy, brzozy – niby wszędzie tak jest, ale dopiero tu zwróciłem uwagę na przydrożne drzewa. A jeśli mało wam natury – co kilkanaście kilometrów znajdziecie przydrożne stawy, w których miejscowi łowią ryby, ale nie ma też specjalnego problemu, by się trochę w niej ochłodzić. SAMSUNG CSC 3. …i tanio. Powaga – cena litra dieselka to jakieś 3,50 zł w przeliczeniu na nasze. Żarcie i picie też tanie. W Kiszyniowie trochę drożej, ale i tak to jeden z niewielu krajów, gdzie Polak ze średnią krajową na łapę może poczuć się jak Wielkie Panisko. 4. Kultura wysoka, że hej, numa numa jej. Z Mołdawii pochodzi nie tylko Rubinstein (Nie, nie Artur, tylko Anton. I nie, nie Anton aus Tirol, ale też znany kompozytor), ale też cała masa innych zasłużonych dla kultury ludzi. Ot, choćby słynny swego czasu zespół O-Zone. Jeśli tak jak my chcecie wiedzieć „co to k***a znaczy hajduk?”, to możecie przekonać się o tym sami na własne oczy. Hotel Cosmos. Prawie tak samo kultowy jak Hotel Katowice…. 5. Kiszyniów – brzydko, ale ujdzie Cytując klasyków z przewodnika po Czarnogórze, którzy napisali, że „Podgorica nie jest najpiękniejszym miastem świata”, równie dyplomatycznie należy wypowiedzieć się o Kiszyniowie. …ale widok z balkonu już porównywalny Właściwie wszystkie najważniejsze zabytki mieszczą się przy głównej alei Stefan cel Mare – tu jakaś prawosławna katedra, tam jakiś pomnik, obok jakiś pałac. I to właściwie tyle. Choć aby zachować sprawiedliwość trzeba przyznać, że w Kiszyniowie można znaleźć przywoite kafejki, które od biedy można nazwać hipsterskimi. A naszym małym odkryciem był zaskakująco dobry mikrobrowar o jakże oryginalnej nazwie „Beer House”. Dla każdego coś miłego Sam wystrój jest lekko kiczowaty, ceny jak na Mołdawię dość wygórowane (półlitrowy kufelek 8-10 zł), ale piwko naprawdę pierwsza klasa. Warto spróbować. Kiszyniowski landszafcik Trzeba też koniecznie zaznaczyć, że do Kiszyniowa warto uderzyć choćby po to, żeby zarezerwować sobie miejsce na wycieczkę po największej mołdawskiej atrakcji, czyli… 6. …winnicach No tak, mołdawskie wino, które jest dobre i tanie, jak w przysłowiu. Ale w przeciwieństwie do przysłowia, to jest NAPRAWDĘ dobre. A tak się szczęśliwie składa, że w pobliżu Kiszyniowa są dwie najbardziej znane winnice: Cricova i Milestii Mici. I byłoby dobrze, gdybyście na swojej mołdawskiej trasie odwiedzili choć jedno z tych miejsc. Pamiętajcie jednak, że w sezonie nie da się tam pojechać na pałę i wejść z marszu, trzeba wcześniej zarezerwować wizytę, najlepiej telefonicznie. I najlepiej zrobić to minimum dzień wcześniej, bo jak już te tłumy turystów przyjadą do Mołdawii (hehe) i zobaczą, że nic tu nie ma, to w sumie słusznie konstatują, że pozostaje im się jedynie ubzdryngolić winem. Podziemne piwnice Milestii Mici Jeśli nie wiecie, jak się do tego zabrać, spokojnie możecie poprosić o pomoc recepcjonistów w którymkolwiek większym hotelu w centrum, którzy ogarną za was formalności. Wycieczki nie są tanie (ok. 50-70 zł) i nie trwają długo (maksymalnie 90 minut), ale naprawdę warto. Do winnic dojedziecie własnym autem albo busikiem (wiele hoteli organizuje takie wyprawy). To ważne, bo podziemne trasy zwiedza się autem pod okiem przewodnika, co chwilę z nich wysiadając. A wracając do zwiedzania – jest naprawdę przyjemnie… 7. No dobra, którą winnicę wybrać? Obie mają swoich zwolenników, aczkolwiek z szybkiej ankiety wśród hotelowych recepjonistek wyszło nam, że fajniejsza jest podobno Cricova, która dysponuje największymi piwnicami na świecie (wpisane do księgi rekordków Guinessa, co dumni Mołdawianie podkreślają na każdym kroku). Ostatecznie wylądowaliśmy w Milestii Mici i to z bardzo prozaicznego powodu: wszystkie miejsca w drugiej winnicy były już zajęte Swoją drogą, Milestii też dzierży rekord Guinessa: najwięcej butelek wina składowanych pod ziemią (oficjalnie 1,5 miliona w tunelach o długości 55 kilometrów). A takich alkoholowych rekordów jest więcej: jeśli przypadkiem zahaczycie o Naddniestrze, możecie wpaść do miejscowości Tirnauca (tuż obok Tyraspola), gdzie znajduje się…muzeum mocnych alkoholi, zlokaliowane w – tak, zgadliście – największym na świecie budynku w kształcie butelki (ma 28 metrów wysokości). Ale wróćmy do Milestii Mici – już sam wjazd na teren winnicy budzi duże emocje, bo witają nas dwie fontanny, w których z drewnianych beczułek leje się białe i czerwone wino. Niestety, testy smakowe potwierdziły niezbicie, że to tylko koloryzowana woda. Ale może to i lepiej – wyobrażacie sobie, jak bardzo musiałoby tam śmierdzieć, gdyby to było prawdziwe wino? Takich mistyfikacji jest zresztą więcej – na początku wycieczki jedziemy przez 5 minut tunelami, wzdłuż których po obu stronach wysadzone są grube bukowe beczki. To też puste atrapy, ale to akurat w pełni zrozumiałe – smród spalin i wyższa temperatura niekoniecznie wpływa pozytywnie na leżakowanie wina. 8. Mołdawia dostała rykoszetem od Gorbaczowa Ok, co może być ciekawego w zwiedzaniu winnicy? Ano, jest kilka smaczków, o których rzeczowo opowiada pani przewodnik. Pokazuje np. specjalne schowki przeznaczone głównie dla rosyjskich i chińskich bogaczy, którzy kupują tu wino i kilka razy do roku przyjeżdżają tu na degustację. Czemu tak? Jeśli wierzyć naszej przewodniczce, wino najlepiej smakuje właśnie w warunkach tunelowych, a jego transport bardzo negatywnie wpływa na smak. Albo specjalną ukrytą komnatę, wybudowaną w związku z wprowadzeniem przez Michaiła Gorbaczowa ustawowej prohibicji w 1985 roku. Prohibicja, a właściwie mocne ograniczenie spożycia mocnych trunków miało na celu walkę z alkoholizmem w ZSRR – w tym czasie przeciętny Homo Sovieticus spożywał do 20 litrów czystego alkoholu rocznie! Wprowadzone zmiany były dość drakońskie – wprowadzono talony mające ograniczyć spożycie do 4 butelek na głowę miesięcznie. Oczywiście, nie powstrzymało to dzielnych mieszkańców ZSRR, bo jak grzyby po deszczu zaczęły rosnąć nielegalne bimbrownie. A w wyniku prohibicji najmocniej rykoszetem dostała Mołdawia, w której urzędowym prikazem karczowano przydomowe winnice i niszczono składowane z pietyzmem butelki wina. Stąd pomysł na budowę wiekiej ukrytej sali, gdzie złożono część butelek, które miały doczekać lepszych czasów. Te nastąpiły dość szybko, bo Gorbaczow już w 1987 r. cofnął wcześniejszy dekret i prohibicję zniesiono. Ale my tu gadu, gadu, a tu trzeba się jeszcze czegoś napić – ostatnim punktem programu jest degustacja kilku gatunków wina i poczęstunek. I nie wiem, czy to zasługa chłodnej pieczary czy dziarsko przygrywającego zespołu ludowego w tle, ale wino jest przepyszne – oczywiście, nie znam się na gatunkach, więc nawet nie będę próbował strzelać wiedzą, ale naprawdę miło spędziliśmy ten ostatni etap podróży. Najpierw pokazano nam salkę dla VIP-ów… …a potem zaproszono na ucztę na bekstejdżu. W ogóle to dziwnie trochę wyglądał nasz poczęstunek, bo najpierw pani zaprowadziła nas do takiej wyczesanej sali z atłasowymi obrusami, kandelabrami na stole i serwetkami. A na stołach oprócz wina jakieś owoce, serwetki…no wiecie, pełen wypas w stylu Cepelii. Po czym pokazała nam księgę rekordów Guinessa, która miała udowodnić, jakby ktoś nie wierzył, że faktycznie Milestii dzierży ten swój rekord. I gdy już już mieliśmy zasiadać do konsumpcji, pani powiedziała, że nieeeee, to nie  tutaj. I zaprasza do sali obok. A tam drewniana ława i jakieś dziwaczne akwarium. Trochę się zdziwiliśmy, ale od razu wjechało na stół wino, więc nikt nie narzekał. A tu rzekomo skrytka jakiegoś „chińskiego/rosyjskiego” milionera, który trzyma tu swoje najcenniejsze butelczyny. A właściwie był to przedostatni etap podróży, bo ostatnim etapem jest wizyta w przyfabrycznym sklepie. Jeśli lubicie sobie czasem machnąć winko, to będzie dla was jak Disneyland – całe rzędy butelek wina w cenach rzędu 10-15 zł do góra 25-30 zł (za te najlepsze, kilkunastoletnie roczniki). Jest tylko jedna ważna uwaga – przed zakupami warto zaopatrzyć się w gotówkę, bo sklep też znajduje się w podziemiach, więc karty płatnicze działają jak chcą (częściej nie działają). 9. To jak to było z tymi cudami Mołdawii? No, jakieś tam są. Najbardziej reklamowany jest Stary Orgiejów, czyli Orheiul Vechi – zespół wykutych w skale monastyrów, całkiem malowniczo położonych na wzgórzu w dolinie rzeki Raut. Wykuty w skale monastyr wygląda tak… Czy warto? Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Aczkolwiek „kompleks” to gruba przesada, a miejscówka wygląda tym lepiej, im dalej od niej się znajdujemy. Ale choćby dla krajobrazu warto wspiąć się na wzniesienie i popodziwiać. Same monastyry wykute w skale aż tak dużego wrażenia nie robią, ale jak to mówią – co kto lubi. …a „taras widokowy” – tak. 10. Jest coś jeszcze? Podobno tak. Na północnym skraju przy granicy z Ukrainą jest fajnie wyglądająca na zdjęciach twierdza Soroka. Nie, nie byliśmy, bo było nam nie po drodze (Mołdawię zdobywaliśmy od strony Rumunii), a poza tym po drodze widzieliśmy tyle fajnych zamków i pałaców (Kamieniec Podolski, Chocim, Podhorce), że wrzuciliśmy „We don’t care Mode On”. Być może warto też odwiedzić polskie kolonie w Mołdawii jak Rybnica, Bielce czy zwłaszcza Styrcza – polska wioska założona pod koniec XIX wieku przez Polaków z Chocimia i Kamieńca Podolskiego. Jeśli wierzyć przypadkowo spotkanemu motocykliście – którego spotkaliśmy na stacji benzynowej pod Lwowem, a potem przypadkiem jeszcze dwukronie – mieszkańcy Styrczy są mega gościnni dla swoich i ugoszczą rodaków po królewsku. Ale z drugiej strony nie wiemy czy ufać naszemu informatorowi – ostatecznie to za jego namową zwiedzaliśmy deltę Dunaju po ukraińskiej stronie. Motocyklista mówił: „A, wie pan, jest trochę dziurek na drodze”, tymczasem to co tam zastaliśmy to był prawdziwy dramat. W związku z tym możemy tylko ułożyć nowe przekleństwo skierowane do ludzi, których nie lubicie: „Obyś kiedyś musiał wieczorem się przebijać drogą z Wilkowa do Izmaiła….ch**u!” Jeszcze trochę widoczków z Orheiul Vechi SAMSUNG CSC 10. Naddniestrze. Niektórym się podobało, inni uciekali z krzykiem (i średnią prędkością 40 km/h) 11. Szaleni turyści. No tak, bo do Mołdawii raczej nie wybiera się nikt normalny. Ale to nie znaczy, że nie może być miło – w Milestii Mici spotkaliśmy np. czterech Niemców, którzy poznali się w samolocie, a dzień wcześniej uciekali przed żołnierzami grożącymi im aresztowaniem za robienie zdjęć zamku w Benderach. Naprawdę, porządne chłopaki (mimo że Niemcy). W pewnym momencie opowiadałem im jak bardzo podobały nam się malowane cerkwie w Bukowinie i że koniecznie powinni tam jechać, a oni nagle wybuchnęli śmiechem. Na moje zdziwienie jeden z nich przeprosił  i wytłumaczył, że „Bukowina to była kiedyś najbardziej znana techno-dyskoteka w Niemczech, konkretnie pod Frankfurtem”. Ale dla nich też pewnie nie byliśmy do końca normalni. W pewnym momencie jeden się ocknął.Hej, czy myśmy was przypadkiem nie widzieli wczoraj wieczorem z małym dzieckiem w Beer House? No tak. Helciak nam się trochę na tym wyjeździe rozregulował, ale na szczęście dla rodziców już wróciła do swoich przedurlopowych nawyków żywieniowo-noclegowych. 12. Tak wygląda niedoszła królowa Mołdawii. Tak, to Catherine Oxenberg. Też jak wino :)

Filtry – po co to wszystko?

Dobas

Filtry – po co to wszystko?

Podróżniczo

7 skutecznych porad jak obniżyć koszty podróży

Coraz częściej organizacja taniego, wakacyjnego wyjazdu nie stanowi żadnego problemu. Bilety lotnicze czy autokarowe można znaleźć w atrakcyjnych cenach. Tani nocleg w hotelu, hostelu czy apartamencie to żaden problem. Biura podróży coraz częściej oferują mnóstwo promocji, dzięki którym niedrogo można spędzić wakacje all inclusive. Czy da się jeszcze bardziej obniżyć koszty podróży? Oto kilka praktycznych rad, jak zaoszczędzić na wakacjach. Co wpływa na cenę podróży? Kalkulacja kosztów to jeden z kluczowych elementów, który może przesądzić o wyjeździe. Decydując się na samodzielną organizację podróży, warto przeanalizować wiele kwestii. Z jednej strony koszty transportu, które wbrew pozorom można znaleźć w bardzo atrakcyjnych cenach. Bilety lotnicze od 19 zł czy przejazdy autokarem od 2 zł nie robią już na nas większego wrażenia. Tani przewoźnicy prześcigają się w promocjach, chcąc zachęcić klientów do korzystania ze swoich usług. Może się jednak okazać, że tani wylot jest z innego miasta, gdzie lotnisko znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od centrum, a godzina lotu to środek nocy lub bardzo wczesny poranek. Wówczas cena dojazdu lub dodatkowego noclegu może wielokrotnie zwiększyć koszty podróży… RADA 1: Gdy znajdziesz tani lot, sprawdź jak w najprostszy i najtańszy sposób możesz dostać się do miejsca wylotowego. Czasami najtańszy będzie autokar, innym razem przyda się promocja PKP, ale warto także sprawdzić połączenia lotnicze pomiędzy miastami w Polsce. Przekalkuluj czy opłaca Ci się dojechać do tego miejsca, czy taniej i szybciej będzie znaleźć lot z bliżej położonego lotniska. Jeśli mieszkasz w dużym mieście – masz problem z głowy. Musisz liczyć się tylko z kosztami dostania się na lotnisko, a te z reguły nie należą do wysokich. Szukając taniego przelotu zwróć uwagę, o której godzinie wylądujesz w miejscu docelowym. Jeśli organizujesz podróż w środku sezonu, nie będziesz miał problemu z dostaniem się z lotniska do hotelu. Jeśli wolisz wyjeżdżać poza głównym szczytem turystycznym, zorientuj się czy z lotniska będzie dostępna jeszcze komunikacja miejska lub w jakich cenach dostaniesz się do centrum taksówką. RADA 2: Przed wyjazdem (lub nawet zakupem taniego biletu lotniczego) sprawdź rozkłady jazdy. Warto w tym celu przejrzeć fora internetowe i poczytać opinii osób, które w tym miejscu już były. Można także sprawdzić aktualne rozkłady komunikacji na stronach lokalnych przewoźników. Często zdarza się, że w typowo turystycznych miejscach, w szczycie sezonu bez problemu znajdziemy transport, a poza nim – będziemy mieli problem.  Jeśli lądujesz tak późno, że nie pozostaje Ci nic innego jak taksówka, warto sprawdzić także transfery, które oferuje np. resorthoppa (pisałam o tym w poradniku taniego podróżowania, cz. 2) czy linia lotnicza, np. Ryanair. To często korzystniejsza opcja niż miejscowe taksówki. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że poza zakupem taniego biletu lotniczego, trzeba liczyć się z innymi kosztami. Do najważniejszych należy nocleg. Wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, w której bilety lotnicze do Norwegii kosztowały 19 zł w jedną stronę, a wynajem pokoju (lub samego łóżka) w hostelu był bardzo drogi. RADA 3: Jeśli udało Ci się znaleźć tani przelot, zorientuj się jak wyglądają koszty noclegów. Nie będzie to łatwe, ponieważ, gdy znajdziesz bardzo tani bilet lotniczy, będziesz miał mało czasu na podjęcie decyzji o jego zakupie. Warto jednak sprawdzić ceny, korzystając z takiej multiwyszukiwarki, jak np. Hotelscombined (pisałam o niej w praktycznych wskazówkach przed wyjazdem na Maltę) lub poszukać mieszkania albo samego pokoju do wynajęcia dzięki HomeToGo (recenzje znajdziesz we wpisie jak znaleźć wymarzony apartament lub dom na wakacje). Można skorzystać także z ofert dostępnych na AirBnb czy Couchsurfingu. Jeśli lubisz wygodę i nie jesteś najlepszym strategiem w planowaniu swoich wakacji, możesz także skorzystać z ofert biur podróży. Firmy specjalizujące się organizacji wyjazdów zagranicznych zrobią wszystko za Ciebie! Nie będziesz musiał martwić się o hotel, wyżywienie czy transfer z lotniska do hotelu (nawet w środku nocy). RADA 4: Przed rezerwacją warto podliczyć koszty podróży. W tym przypadku dużo korzystniej jest jechać na wakacje we dwójkę, ponieważ pokoje ofertowane przez biura podróży dostosowane są z reguły dla dwóch osób. Warto wiedzieć, że wymarzony urlop może być jeszcze tańszy! Kody rabatowe do Tui sprawią, że jeszcze bardziej obniżysz cenę wyjazdu. Warto z nich skorzystać i zaoszczędzić dodatkowo kilka „groszy”. Jeśli lubisz być na bieżąco z promocjami, pobierz aplikację na smartfona na Androida i na iOS. Zakupy przed wyjazdem Podróż to dobry moment, aby przejrzeć zawartość swojej szafy. W moim przypadku kilkakrotnie zdarzyło się, że poza nowymi ubraniami czy butami, potrzebowałam bardziej praktycznych rzeczy. Do takich można zaliczyć nową walizkę na kółkach, większy plecak turystyczny, śpiwór, namiot, czapkę z daszkiem, przewodnik i mapę po regionie lub mieście, do którego się wybierasz, kosmetyki w małych opakowaniach – jeśli podróżujesz z bagażem podręcznym lub w normalnych rozmiarach – jeśli Twoja podróż będzie trwała dłużej, plastry, lekarstwa i wiele, wiele innych rzeczy. RADA 5: Stwórz listę rzeczy, które musisz kupić. W pierwszej kolejności skup się na tych, których potrzebujesz najbardziej. Jeśli okaże się, że Twoja lista zakupów jest bardzo długa, a Ty nie masz czasu na bieganie po centrum handlowym, mam dla Ciebie propozycję. Odwiedź sklepy online i przy okazji wykorzystaj np. kupony do Allegro. Dzięki temu będziesz mógł zaoszczędzić nie tylko czas, ale i pieniądze, które przydadzą się na inne atrakcje w czasie wakacji. Warto do zakupów online usiąść wcześniej, ponieważ trzeba dodatkowo liczyć się z czasem dostawy. Zazwyczaj trwa ona do kilku dni roboczych, jednak radzę nie zostawiać tego na ostatnią chwilę. Pobyt na miejscu – wyżywienie i zwiedzanie Kalkulując koszty wyjazdu należy zwrócić szczególną uwagę na pobyt, ponieważ to właśnie na miejscu trzeba liczyć się z licznymi wydatkami. Jednym z najważniejszych jest wyżywienie. Każda podróżująca osoba ma swój sposób na jedzenie w czasie wyjazdu. Znam takich, którzy stołują się wyłącznie w „sieciowych” restauracjach, ale niskim kosztem, np. McDonalds. Inni wolą posmakować miejscowych przysmaków i dowiedzieć się czegoś więcej o lokalnej kuchni. RADA 6: Jest jeszcze jeden sposób, a właściwie połączenie dwóch poprzednich – będzie tanio i lokalnie. Jeśli wynajmujesz mieszkanie lub mieszkasz w hostelu z dostępem do kuchni możesz sam przyrządzić sobie kilka lokalnych potraw. Wystarczy wybrać się do miejscowego sklepu i kupić odpowiednie składniki. Jeśli nie wiesz z czego znany jest dany region, przed wyjazdem zajrzyj na fora internetowe lub blogi, gdzie z pewnością dowiesz się wielu niezbędnych i praktycznych informacji o miejscowej kuchni. To pomoże Ci nie tylko wybrać odpowiednie składniki na przygotowanie lokalnego dania, ale też pozwoli zorientować się w cenach i zaplanować budżet. Pobyt za granicą wiąże się także z atrakcjami, z których warto skorzystać. Zwiedzanie to mój ulubiony cel każdej podróży. Bilety wstępu do muzeów, kościołów, zamków, na wieże widokowe czy chociażby (o czym nie wspomniałam wcześniej) przejazdy komunikacją miejską. To może pochłonąć Twój wyjazdowy budżet. Chyba, że… wszystko zaplanujesz wcześniej. RADA 7: Kolejny raz radzę, aby przed wyjazdem zaprzyjaźnić się z forami i blogami w poszukiwaniu praktycznych informacji. Cenniki komunikacji miejskiej z łatwością można znaleźć na stronach lokalnych przewoźników. Warto poczytać, co najbardziej opłaca się kupić. Czasami korzystniej jest kupić bilet 3- lub 7-dniowy niż na pojedyncze przejazdy. Tak samo wygląda sprawa dotycząca zwiedzania. Poświęć trochę czasu na zaplanowanie podróży. Sprawdź w internecie, które miejsca można odwiedzić taniej (lub nawet za darmo). Zdarza się bowiem, że niektóre muzea lub inne, lokalne atrakcje są otwarte bezpłatnie w wybrane dni. A Ty, jakie masz sposoby na obniżenie kosztów podróży?

Odczepcie się! Nigdzie nie jadę!

Zależna w podróży

Odczepcie się! Nigdzie nie jadę!

Szkoła ekoturystyki. Lekcja pierwsza – nocleg ekologiczny

Zależna w podróży

Szkoła ekoturystyki. Lekcja pierwsza – nocleg ekologiczny

Armenian FAQ. Answering readers’ questions

Picking the Pictures

Armenian FAQ. Answering readers’ questions

Włochy by Obserwatore

Dzwonimy po fachowca – słowniczek zwrotów i mądrości życiowych

By http://obserwatore.euRównież we Włoszech zdarza się, że rzeczy się psują i przychodzi taki czas kiedy musimy zadzwonić po fachowca. Wbrew pozorom kontakt z fachowcem wcale pestką nie jest. Trzeba przygotować się na  nierzadko długi proces nabity pułapkami i haczykami. Należy wiedzieć jak je obejść albo, dla tych bardziej doświadczonych, wyprzedzić fortele przeciwnika. Już w momencie kiedy […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Dziki (prawie) zachód: o tym dlaczego nie warto planować

STOPEM PO PRZYGODE

Dziki (prawie) zachód: o tym dlaczego nie warto planować

Czas: 10-22.08Dystans: ok. 4000 kmHajs: ok. 110 €Od dłuższego czasu wszyscy pytali: to dokąd w końcu jedziecie? „Gdzieś na zachód, może Francja” – odpowiadałyśmy obie. Miałyśmy kierować się w stronę Czech, potem Niemiec, a potem gdzie wyjdzie.Lądujemy w Barwinku. Dlatego, że początek jest trudny – dużo czekania, podwózki po kilka kilometrów. Za to po przekroczeniu granicy ze Słowacją udaje nam się złapać tira aż do Miskolca. W ten sposób poznajemy pana Jurka, a przez CB jego kolegę - pana Janka. Pod Miskolcem obaj panowie zaczynają szukać nam transportu na dalszą drogę.- Panowie, jedzie któryś w stronę Francji? Dwie dziewczyny do zabrania.- Cześć Jurek!- O, cześć Marcin! Jedziesz na Francję?- Nie jadę, ale powiedz dziewczynom, że jadę do Istambułu i jeśli chcą, to mogą się zabrać.Patrzymy na siebie porozumiewawczo. Kebab prosto z Turcji? Taka oferta tuż po wyruszeniu? Brzmi idealnie! Już prawie mówimy „tak, jedziemy do Istambułu”, kiedy Agnieszka przypomina o głośnych ostatnio zamieszkach w Turcji. Innym razem.Wysiadamy na całkiem porządnym parkingu przy autostradzie; takim z ubikacją i dużą ilością krzaków, za którymi z powodzeniem można rozbić namiot. Właściwie od początku jesteśmy na to nastawione, więc niespiesznie robimy kanapki, a ja odkrywam zabawną rzecz – duża paczka chusteczek nawilżanych, które kupiłam na wyjazd okazuje się dużą paczką jednorazowych woreczków na brudne pieluchy o zapachu świeżej pieluchy. Gdyby w tamtym momencie ktoś zapytał co z nimi zrobię, odpowiedziałabym, że na pewno się nie przydadzą. A jednak.Siadamy przy wyjeździe z parkingu, by być chociaż odrobinę widoczne z autostrady i leniwie machamy kciukami, właściwie bardziej dla poczucia, że nie siedzimy bezczynnie niż dla faktycznego złapania kogokolwiek. Zajęte rozmową ledwo zauważamy zjeżdżającą nagle gwałtownie z autostrady na pobocze ciężarówkę. Węgierski kierowca pokazuje, żebyśmy wsiadały, jedzie w stronę Budapesztu i chętnie nas zabierze. Niestety, jedyny język w jakim mówi to węgierski, więc bardzo ciężko nam się dogadać. Zresztą, rozmowa byłaby bardzo trudna, bo z głośników non stop leci dziwne i bardzo głośne techno. Szybko wnioskuję, ze kierowca musi mieć adhd. Nie potrafi usiedzieć za kierownicą i skupić się tylko na jeździe – co chwilę rozmawia przez telefon, jeśli akurat tego nie robi to gra w jakieś telefonowe gry, w międzyczasie tańczy (!) w zabawny sposób. Staramy się jednak nie narzekać – w końcu mamy podwózkę. Po jakichś 2 godzinach jazdy zatrzymujemy się nagle tuż przed rozjazdem na środku autostrady, a kierowca pokazuje nam kierunek na Budapeszt, tłumacząc, że on jedzie w prawo. Na nic zdają się nasze tłumaczenia, że Budapeszt był tylko kierunkiem odniesienia i wcale nie chcemy tam jechać. W końcu załapuje, że chcemy jechać z nim dalej, co kwituje słowami: „OK. Problem, car, serwis. OK?”. No chyba OK.Jedziemy do tego nieszczęsnego serwisu, gdzie spędzamy godzinę. Po powrocie do samochodu kierowca znów wykonuje telefon. Krzyczy do niego, po czym podaje Agnieszce słuchawkę mówiąc: „English”. To jego brat, który faktycznie mówi po angielsku i tłumaczy nam, że kierowca jedzie nad Balaton. Idealnie! Żadna z nas nigdy nad Balatonem nie była. Ruszamy więc w drogę, a my obie szybko zasypiamy.- Fonyod! Fonyod! Balaton! – budzi nas krzyk kierowcy. Patrzę na zegarek – 2.00 w nocy. Nie do końca obudzone dziękujemy i wysiadamy. Chcemy jak najszybciej znaleźć miejscówkę do spania, jednak okazuje się to nie takie proste. Sporo terenu przy samym jeziorze to prywatne posesje, a nie mamy najmniejszej ochoty robić sobie problemów. Na szczęście okazuje się, że blisko jest dworzec PKP, a przy nim ładne i wyglądające na wygodne podwórko wysypane żwirem. Bez dłuższego namysłu rozwijamy karimaty za krzakiem, tuż przy torach.Budzą nas śmiechy kolejnych przechodniów. Niespiesznie wstajemy, ogarniamy się w dworcowej toalecie i jemy śniadanie. Chcemy szybko dostać się na autostradę i złapać kogoś jadącego w przeciwnym kierunku niż ten nieszczęsny Budapeszt. Zatrzymana para podwozi nas kilka kilometrów, do wjazdu na autostradę i wysadza pod samym komisariatem policji. Tam próbujemy łapać stopa przez kolejne dwie godziny, po czym zgodnie kapitulujemy. Słońce praży mocno jak w Afryce, jest chyba z 40 stopni, a ramiona już po pół godzinie stania zaczynają nas parzyć. Podejmujemy decyzję, że lepszym wyjściem jest wrócenie nad jezioro i tam przeczekanie w cieniu największego upału. Tak robimy.Fonyod to turystyczna miejscowość, jednak na pewno nie zatłoczona. Nad wodą jest spokojnie i w miarę cicho, co w połączeniu z miłym i chłodnym cieniem szybko mnie usypia. Budzę się po dwóch godzinach ze spuchniętą twarzą – jakiś złośliwy insekt uznał, że świetnym żartem będzie ugryzienie mnie w wargę.Udaje nam się złapać stopa do miejscowości położonej 10 km dalej. Stamtąd decydujemy się na pociąg do kolejnej większej miejscowości, bo przecież bez sensu jest utknąć kilkaset kilometrów od domu. Idziemy na dworzec, gdzie kupujemy bilet i szukamy peronu, żeby przekoczować na nim do czasu odjazdu.Na peronie zauważamy trójkę chłopaków z wielkimi plecakami, a że - jak to działa w podróży - swój zawsze swojego zaczepi, zagadujemy. Poznajemy dzięki temu pół Chińczyka – pół Japończyka, który wychował się w Anglii, a mieszka w Hongkongu, Francuza oraz Niemca, który chyba nie pała do nas zbytnią sympatią, bo usilnie stara się nas ignorować, a podczas rozmowy bez przerwy dłubie w nosie. Niemniej jednak dworcowa znajomość rozpoczyna dziwny ciąg alkoholowy towarzyszący nam przez cały czas trwania podróży.- Hej dziewczyny, a chcecie może wino?- ?- Mamy butelkę wina i jakoś nie możemy go wypić, więc damy wam w prezencie.- Jest zatrute, zepsute czy o co chodzi?- Jest chyba w porządku, po prostu nie jesteśmy fanami wina.Ta sytuacja powoduje lawinę. Od tej pory alkohol od obcych ludzi dostajemy niemal codziennie.Przyjeżdża nasz pociąg, więc żegnamy się z nowymi znajomymi i wsiadamy. Stacja końcowa – Nagykanizsa. Na dworcu w tym mieście znów spotykamy podróżników, tym razem dwójkę młodych Francuzów, którzy zagadują nas pytaniem gdzie zamierzamy spać. - Pewnie tutaj na dworcu, mają chyba jakąś poczekalnię, idziecie z nami?Wyglądają na przestraszonych, ale ruszają z nami. W momencie kiedy rozkładamy karimaty w dworcowej poczekalni, wchodzi do niej dwójka pracowników stacji i pokazują, że musimy wyjść, bo poczekalnia zostanie zaraz zamknięta. Francuscy towarzysze przestraszeni zwijają manatki i postanawiają iść w stronę centrum miasta w poszukiwaniu hostelu. My jesteśmy na to zbyt leniwe (i zbyt biedne)  – przenosimy się z karimatami kilkanaście metrów dalej, przed drzwi poczekalni i kładziemy się po prostu pod ścianą na peronie. Ze stojącego przy nim pustego pociągu wychyla się jakiś ochroniarz czy konduktor i mruga do nas porozumiewawczo, pokazując na migi, że możemy spać spokojnie, że on tu będzie pilnował porządku. Nie musi powtarzać tego po raz drugi.Rano szybko zbieramy rozrzucone rzeczy i chcemy ruszać w stronę wylotówki. Idziemy jeszcze standardowo do dworcowej łazienki trochę się ogarnąć. Zaspana i nie do końca przytomna inteligentnie stwierdzam, że muszę umyć stopy, toteż balansując gdzieś między ścianą a drzwiami pakuję nogę bezpośrednio do umywalki. Gdy stoję tak z kończyną niemalże wyżej głowy, do toalety wchodzi jakaś kobieta, prawdopodobnie pracująca na dworcu i zaczyna mnie ochrzaniać. Tak przypuszczam, bo właściwie równie dobrze może pytać o przepis na barszcz z uszkami; cała jej węgierska wypowiedź brzmi dla mnie jak „ege szege buraki”, a kobieta ma zupełnie w nosie to, że co chwilę mówię jej to po polsku, to po angielsku, że naprawdę nic nie rozumiem.Po tym burzliwym poranku w łazience znajdujemy drogę w stronę wylotówki. Po przejściu może kilometra zauważamy na sporym kawałku zieleni tuż przy chodniku dwie osoby z wielkimi plecakami, które zwijają namiot. Machamy im z daleka, oni odmachują, po czym krzyczą:- Hej, chcecie może kawę?Bez zastanowienia skręcamy w ich stronę. Kawa to zawsze rzecz, której najbardziej brakuje podczas podróży.Dostajemy po dużym kubku pachnącego napoju i zaczynamy rozmowę, która właściwie koncentruje się wokół rozłożonej na mokrej jeszcze trawie mapie Europy. Nasi nowi znajomi są z Francji i okazuje się, że zawsze bardzo chcieli odwiedzić Kraków, więc od razu wymieniamy się kontaktami. Dwie kawy później żegnamy się i wracamy na trasę w stronę wylotówki.Węgry to naprawdę miły kraj. Ładny, zadbany i czysty, ludzie są przesympatyczni i bardzo pomocni. Jedyne „ale” to ich niezbyt piękny język i fakt, że niewielu Węgrów mówi po angielsku. Nie chcę mówić, że łapanie stopa na Węgrzech również jest beznadziejne – może po prostu mamy pecha? Za to jakiego porządnego … Kolejni kierowcy podwożą nas dosłownie po kilka kilometrów. Oczywiście, każdy kilometr jest na wagę złota, szczególnie gdy z nieba leci żar parzący niemiłosiernie w głowę, w twarz, bijący od asfaltu. Jednak gdy kolejna osoba wysadza nas na środku drogi bez pobocza i kawałka cienia, stajemy się nieco poirytowane. Idziemy w końcu spory kawałek pod górkę, żeby znaleźć choć odrobinę chłodniejsze miejsce na przeczekanie największego upału. Na szczęście za górką są dwa przystanki autobusowe – jeden po stronie, w którą jedziemy, drugi po przeciwnej. Jako że właśnie ten przystanek po złej stronie jest w całości schowany w cieniu, robimy bardzo niemądrą rzecz – próbujemy złapać stopa w naszą stronę siedząc po stronie przeciwnej. Wbrew pozorom okazuje się to nie takie głupie i niektórzy się nawet zatrzymują, jednak nigdy nie jadą do Słowenii. W końcu zatrzymuje się starsza kobieta.- Dokąd jedziecie dziewczyny?- Do Słowenii, a pani?- Mieszkam na Słowenii i będę tam jechać, ale dopiero za godzinę, bo teraz jadę coś załatwić. Jeśli nadal będziecie tu siedzieć, to was zabiorę.- Super, dziękujemy!- Nie ma problemu. Skąd jesteście? Z Danii?- Eeee… Nie, z Polski.- Aha. Ja z Kanady. Do zobaczenia później!Idziemy trochę na łatwiznę i postanawiamy poczekać na panią ze Słowenii. Po godzinie faktycznie przyjeżdża. Wszystko byłoby idealnie kolorowe, gdyby nie fakt, ze ma bardzo mały, dwuosobowy samochód. Koniec końców, Agnieszka zajmuje miejsce pasażera, a ja siedzę razem z naszymi plecakami w bagażniku.Nasza pani kierownica okazuje się bardzo sympatyczna. Opowiada trochę o swoich podróżach i miejscach, w których mieszkała. Wysadza nas na dużej stacji benzynowej tuż za granicą, życzy szczęścia i udanej podróży i prosi, żebyśmy na siebie uważały.Korzystamy z okazji, że jesteśmy na stacji i kupujemy chleb, który jest zdecydowanie za drogi w stosunku do swojej wielkości, uzupełniamy puste butelki wodą, piszemy na kartce „ITALY” i stajemy na wyjeździe ze stacji. Widocznie Słowenia decyduje się zadośćuczynić nam pecha doświadczonego na Węgrzech, bo zatrzymuje się przy nas trzeci wyjeżdżający samochód. Podchodzę do okna – w środku siedzi nagi od pasa w górę i całkiem przystojny kierowca.- Cześć, dokąd jedziesz? – pytam.Twarz chłopaka jaśnieje w uśmiechu. cdn.

Jak tanio podróżować po Finlandii? Przewodnik praktyczny

W SWOIM ŻYWIOLE

Jak tanio podróżować po Finlandii? Przewodnik praktyczny

Włochy by Obserwatore

Uważaj czego sobie życzysz, bo…będziesz musiał to zatańczyć!

By http://obserwatore.euCzy podróżując lubicie poznawać miejscowych, którzy świetnie znają okolicę, lokalną kulturę i kuchnię? A czy wiecie ile wspaniałych Polek i Polaków mieszka we Włoszech? Pomyślałam, że warto wykorzystać fantastyczny kapitał wiedzy i doświadczenia osób, które znają Włochy od podszewki i stąd wziął się pomysł na projekt Polscy Blogerzy we Włoszech czyli informacje z pierwszej ręki. W […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Sycylia: wakacje samochodem dookoła wyspy

Zależna w podróży

Sycylia: wakacje samochodem dookoła wyspy