M.Zuiko Digital ED 300 PRO

Dobas

M.Zuiko Digital ED 300 PRO

M.Zuiko Digital ED 300 1:4 PRO

Dobas

M.Zuiko Digital ED 300 1:4 PRO

proofy – srufy

Dobas

proofy – srufy

Zależna w podróży

Zamiast podsumowania: Teksty na blogu, które chcieliście olać (ale ja wam nie dam!)

Zdaje się, że trzeba się z tym pogodzić. Rok dobiega końca. Gdy czytacie te słowa pakuję się właśnie na swój ostatni tegoroczny wyjazd – do Czech. To był bardzo, bardzo dobry rok!   Rok w liczbach 151 dni w podróży – no i po co ja płacę czynsz za mieszkanie?...

Zależna w podróży

Szalone restauracje we Lwowie, czyli gdzie zjeść, by nie umrzeć z nudów

Dlaczego Lwów cieszy bardziej niż Paryż? Bo w Paryżu, Londynie czy w Rzymie, by zjeść obiad muszę przełknąć głośno ślinę i zainwestować tyle, ile w Polsce starcza mi na 3 dni. W konsekwencji moja wystawna kolacja to curry lub hamburger z budki na ulicy. Tymczasem we Lwowie sprawa wygląda inaczej....

Zależna w podróży

Maroko: 9 miejsc, w które chciałabym wrócić

Gdy jechałam do Maroka, moje oczekiwania wobec tego kraju były bardzo wysokie. Północna Afryka, kraj pustynny, jedne z najważniejszych miast świata, jeśli chodzi o historię kultury. Do tego mit backpackerskiej wolności, wspaniałe góry i setki kilometrów wybrzeża. Niestety, zawiodłam się – słynna berberska gościnność okazała się sprzedana w imię komercji...

Zależna w podróży

Luftlmalerei: Bawarski street art

Wychodzę z pociągu na stacji Garmisch-Partenkirchen i chwiejnym krokiem idę tam, gdzie wydaje mi się, że powinno być centrum. Plecak na plecach ciąży bardziej niż zwykle, w głowie szumi od niewyspania. Jeszcze kilkanaście godzin temu byłam w Krakowie. W międzyczasie zaliczyłam: autobus do Katowic, autobus do Wiednia, pociąg do Monachium...

Zależna w podróży

16 rzeczy, które musisz wiedzieć, zanim pojedziesz na jarmark w Dreźnie

Wczoraj, 13 grudnia, wielbiciele podróżowania dostali wspaniały przedwigilijny prezent. Wróciły, zawieszone w marcu 2015 roku, bezpośrednie połączenia kolejowe pomiędzy Wrocławiem i Dreznem. Podczas gdy ja, jeszcze tydzień temu, pokonywałam tę trasę w 5 godzin i w międzyczasie przesiadałam się cztery razy, teraz można wygodnie wsiąść w stolicy Dolnego Śląska i...

Zależna w podróży

Sycylia: noclegi. Hotele, agroturystyki, hostele, pensjonaty

Najczęstsze maile, które od was dostaję, to pytania o polecane przeze mnie noclegi na Sycylii. Sumiennie staram się na nie odpowiadać, ale czasem nie mam czasu, czasem wam się nie chce napisać. Niepotrzebnie otwieramy maile, skoro wszystkie sprawdzone przeze mnie hotele, pensjonaty, apartamenty i hostele mogę zgromadzić w jednym miejscu....

Zależna w podróży

9 miejsc w Polsce, gdzie warto schować się przed światem

Grudzień na dobre rozsiadł się na progu mojej kamienicy. Z przechyloną na bok czapką Mikołaja, chwiejącą się panną pod pachą i z papierosem w ustach, przygarbił się wygodnie, rozkładając przy tym nogi na boki. Klnąc po angielsku, otworzył ruskiego szampana, po czym odpalił petardę i rzucił pod nogi, akurat przechodzącej...

Zależna w podróży

Fragmenty z kazachskich dróg II

Wycieczka autobusowa Pierwsza w nocy, ciasny autobus trzęsie się na prawo i lewo. Prędkościomierz na komórce pokazuje trzydzieści kilometrów na godzinę, momentami zwalnia do dwudziestu. Droga albo jest w remoncie, albo jej nie ma wcale. Ciemno. Żadnych lamp czy latarni. Wysilam wzrok, by przekonać się, że jestem na pustyni. 15...

Zależna w podróży

Jadą w podróż poślubną dookoła świata! Dzisiaj!

Rok temu przeczytałam w internecie artykuł o tym, że para blogerów wybiera się w podróż poślubną dookoła świata. Zainteresowało mnie to głównie z jednego powodu – tydzień wcześniej napisali świetny tekst o zaręczynach w Bolonii, czyli – dobrze to wiecie – w moim ukochanym mieście. Dwa miesiące później się poznaliśmy...

Zależna w podróży

Fragmenty z kazachskich dróg: autostop

I. Z rodzinką do kanionu Po przebudzeniu na pustyni zwijamy namiot. Wkładamy na plecy swoje kilkanaście kilo i zdeterminowani idziemy przed siebie. Co kilkaset metrów oglądamy się na główną drogę. Niech ktoś w końcu pojedzie! Jak pojedzie, to na pewno podwiezie, przecież nie byłby taki. Nadjeżdża samochód, którego nie powstydziłby...

Zależna w podróży

Fragmenty z kazachskiej drogi: autostop

I. Autostop do kanionu Po przebudzeniu na pustyni zwijamy namiot, wkładamy na plecy swoje kilkanaście kilo i zdeterminowani idziemy przed siebie. Co kilkaset metrów oglądamy się na główną drogę. Niech ktoś w końcu pojedzie! Jak pojedzie, to na pewno podwiezie, przecież nie byłby taki. Nadjeżdża samochód, którego nie powstydziłby się...

Książka, już prawie…

Dobas

Książka, już prawie…

Ice diving

Dobas

Ice diving

Zależna w podróży

Czy lwowska kawa jest lepsza?

Jednym z najważniejszych elementów kultury Lwowa są kawiarnie i związane z nimi zwyczaje. To tutaj rozwinęła się jedna z najznakomitszych kultur kawiarnianych w Europie. Tu nieprzerwanie od XVIII wieku intelektualiści spotykają się w licznych lokalach i nad kawą debatują o polityce, literaturze i nauce. Stąd w końcu pochodzi twórca pierwszej...

Zależna w podróży

12 powodów, dla których musisz zobaczyć Palermo

Chodzimy ciemnymi ulicami Palermo. Gdzieniegdzie nieproszony mężczyzna proponuje nam odprowadzenie pod mieszkanie, popilnowanie samochodu czy przyniesienie biletu parkingowego. Chcemy tylko, by dał nam spokój. Domy są poniszczone, na ścianach pamiętających zniszczenia II wojny światowej umieszczone zostały wątpliwej jakości, często wulgarne, graffiti. Czerwone światła jakby nie mają znaczenia, pasy ruchu zostały...

Zależna w podróży

Izrael: 10 miejsc, które zwaliły mnie z nóg

Rok temu o tej porze szykowałam się do mojej najważniejszej wycieczki 2014 roku. Do Izraela! Choć szykowałam się, to może za dużo powiedziane. Ot, podczytywałam powieści, oglądałam filmy i spokojnie czekałam na wyjazd. Nie spodziewałam się, że Izrael okaże się atrakcją roku. Okazał! Słuchajcie żaden kraj w historii moich podróży...

Zależna w podróży

Wschowa: Cmentarz, co to nie katolicki

Mamy szczęście. Już drugi rok pod rząd jadę na Wszystkich Świętych do Leszna, a po lewej i prawej stronie wokół torów rozpościerają się oszałamiające jesienne widoki. Słońce doświetla złociste kolory, przez drzewa padają pojedyncze promienie słońca akurat na najskrajniej chowane przez las sekrety. Aż mnie kręci, by szybko wskoczyć na...

Kościół Pokoju w Świdnicy

SISTERS92

Kościół Pokoju w Świdnicy

Jak w bajce - Zamek Moszna

PO PROSTU MADUSIA

Jak w bajce - Zamek Moszna

         Połowa października za nami, a najtrudniejsze chwile tego miesiąca jeszcze przede mną. Nadchodzące dwa tygodnie będą niezwykle stresujące, pracowite i zamotane zdecydowanie najbardziej ze wszystkich, jakie do tej pory przeżyłam. Ale o tym ciągle jeszcze cicho sza, liczę po cichutku, że w następnej opowieści będę mogła już wszystko wyjawić, a na razie wolę nie zapeszać. ;) Żeby jednak umilić te długie chwile oczekiwania, tym razem przeniesiemy się do bajkowej scenerii, którą można zobaczyć na własne oczy w niepozornym województwie opolskim. Wracając z Biskupiej Kopy (o której była mowa ostatnio), postanowiliśmy zahaczyć o jeden z piękniejszych zamków w naszym kraju. Mimo iż tak naprawdę jest to pałac, to bardziej przyjęła się nazwa Zamek Moszna i dlatego też tej nomenklatury będę używała w całej opowieści, na którą serdecznie zapraszam. :)        Piękne wieże zamku widać już z daleka, zresztą droga jest bardzo dobrze oznakowana, więc dojazd do niego nie jest wielkim problemem. Zdecydowanie trudniej jest tam zaparkować, szczególnie w niedzielne popołudnie. Nam udało się zatrzymać tuż pod kościołem, skąd ruszyliśmy prostą aleją w kierunku zamku. Zapłaciliśmy za wejście na teren parkowo-pałacowy i ruszyliśmy na spacer wokół niego. Trzeba przyznać, że naprawdę robi niesamowite wrażenie. Przede wszystkim bardzo fajną rzeczą jest to, że można się spokojnie rozłożyć na szerokich trawnikach i po prostu odpocząć. Wiele osób tak robiło i myśmy też przysiedli na kilka chwil w cieniu drzewa, aby nasycić się widokiem.            Do zamku przyciąga niezliczone tłumy turystów przede wszystkim jego niesamowita architektura, ale duże wrażenie robi także ponad dwustuhektarowy park. Jego najpiękniejszą częścią jest zdecydowanie aleja lipowa, leżąca w głównej osi kompozycyjnej parku pałacowego. Z jednej strony znajduje się bryła zamku, zaś na drugim końcu cmentarz rodzinny von Tiele-Winckler - dawnych właścicieli obiektu. Obecnie pozostało w niej 29 lip (z początkowych 110), które liczą około 250 lat. Muszę przyznać, że spacer taką aleją tego dnia był bardzo dobrym pomysłem, zdecydowanie chłodniej i przewiewniej tam było niż na otwartej przestrzeni przed zamkiem.           Jednak to nie lipy były największą atrakcją tej części terenu pałacowego. Zdecydowanie większą uwagę skupiały na sobie kaczki, pływające w niezwykle zielonej wodzie, okalającej całą aleję. Nam też się bardzo podobały, szczególnie jak nurkowały i zajadały te zielone drobinki unoszące się na powierzchni wody. Dzięki kaczkom odkryliśmy małą postać przy jednym z drzew. Początkowo nie wiedzieliśmy o co chodzi, dopiero później wyczytałam na stronie zamku, że jest to część nowej atrakcji. Szkoda, że na miejscu tego nie wiedzieliśmy, fajnie byłoby zakupić taką mapkę i poznawać historię zamku za pomocą takich małych figurek. Przypomniał się się Wrocław i jego krasnale. ;)       Po spotkaniu z kaczkami skierowaliśmy się ponownie w stronę zamku. Trzeba przyznać, że jego budowniczowie mieli prawdziwą fantazję, bo naprawdę wygląda jak wyciągnięty żywcem z bajek Disneya. A biorąc pod uwagę, że swój ostateczny kształt osiągnął w 1913 roku, to jest spora szansa, że Disney się na nim wzorował. Pewnie nie, ale zawsze można sobie tak spekulować. ;) Niemniej, co by tu nie mówić, zamek prezentuje się naprawdę okazale. Ma 365 pomieszczeń i aż 99 wież, z których część od niedawna można zwiedzać. Niestety, zwiedzanie wież jest możliwe dopiero od sierpnia, a myśmy byli tam w połowie lipca, więc ta przyjemność nas ominęła. A z powodu tłumów i goniącego nas nieco czasu, musieliśmy także zrezygnować ze zwiedzania zamku wewnątrz. Ale dzięki temu mamy co najmniej dwa powody, żeby tam jeszcze kiedyś wrócić. ;)        Bajkowa architektura zamku powoduje, że sporo sesji ślubnych się tutaj odbywa, sami byliśmy świadkami dwóch. Zupełnie mnie to nie dziwi, bo nie trzeba wcale daleko jechać, żeby mieć naprawdę oryginalne fotografie w przepięknym otoczeniu. Trochę tylko współczuliśmy jednej parze, bo akurat pogoda zaczynała się psuć i ciężko było chwilami pannie młodej utrzymać suknię. ;)        Generalnie ten zamek jest dowodem na to, że w naszym kraju nie brakuje naprawdę pięknych miejsc i wcale nie trzeba daleko jeździć, żeby móc zachwycać się fantastyczną i niezwykłą architekturą. I na pewno jeszcze tu wrócimy, żeby nadrobić zaległości w zwiedzaniu go wewnątrz. No i te wieże. ;)))~~Madusia.

Suwalszczyzna: ten dzień, który nie wyszedł

Zależna w podróży

Suwalszczyzna: ten dzień, który nie wyszedł

Optimus Crux

Dobas

Optimus Crux

Szczurza Świątynia

PODRÓŻE DZIEWCZYNY SPŁUKANEJ

Szczurza Świątynia

Dawno, dawno temu, jeszcze jako mała dziewczynka, zobaczyłam w telewizji dokument pokazujący dziwne miejsce gdzieś w odległych Indiach, którego zakamarki od podłogi do sufitu wypełniały szczury. Kilka lat później znów miałam okazję się na nie natknąć, tym razem w programie Martyny Wojciechowskiej. Wiedziałam już, iż owe miejsce zwane jest Szczurzą Świątynią. I postanowiłam w duchu, że jeśli istnieje miejsce na świecie, którego nigdy nie chciałabym odwiedzić, to jest to właśnie TO miejsce. Musicie wiedzieć, że szczury są moją największą fobią. Jak każda fobia, ta również jest iracjonalna. Jednak nic nie jestem w stanie poradzić na fakt, iż widząc szczura, jego oślizgły ogon i łyse łapki, mam ochotę biec ile sił w nogach w przeciwnym kierunku. Kiedy wylądowaliśmy z Anthony’m w Indiach, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mielibyśmy zwiedzać Szczurzą Świątynię. Nie planowałam więc tego typu wycieczki, nie szukałam o owym miejscu informacji, nie nastawiałam się psychicznie. Ale podjeliśmy się work-away w Radżastanie, w miejscowości Bikaner, a ledwie godzinę po dotarciu na miejsce nasz host zapytał: „Planujecie odwiedzić Świątynię Karni Maty?”. Początkowo nie wiedziałam o czym mówi. A potem do mnie dotarło: Świątynia Karni Maty to TO SAMO co Szczurza Świątynia. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna: „NIE MA TAKIEJ OPCJI!”.Mijały godziny, zaś Anthony bezskutecznie próbował mnie urobić. Oznajmiłam, że może jechać sam-mi wystarczą zdjęcia. Mimo to mój luby wciąż wciskał mi kity jaka to jestem odważna, a ja chciałam płakać na samą myśl o budynku pełnym szczurów. Zmusić mnie do wejścia to tak, jakby zmuszać osobę bojącą się pająków do kąpieli w wannie pełnej tarantul. Dla świętego spokoju powiedziałam, że się zastanowię. Ostatecznie mieliśmy mnóstwo czasu, może tygodni, na zorganizowanie (wymiganie się od) takiej wycieczki, prawda? Ha! Nieprawda! Złośliwość wszechświata postanowiła mnie dopaść już 15 minut później, kiedy do naszych drzwi zapukał host i zapytał: „Dwie klientki chcą odwiedzić świątynię Karni Maty – Macie ochotę wybrać się z nami?”.Siedziałam ściśnięta jak sardynka w bagażniku dżipa (obok siedział niemałych rozmiarów Antek), za oknem migała pustynia, a ja głowiłam się w milczeniu, z przerażeniem w oczach, jak to wszystko, do cholery, odwołać. (historię świątyni przeczytać możecie TU)Po dotarciu na miejsce zobaczyliśmy niewysoki budynek otoczony kamiennym murem. Stało przed nim kilka straganów sprzedających napoje, przekąski oraz obrzydliwe, dość realistyczne maskotki przedstawiające szczury wszelkiej maści. Słońce chyliło się już ku zachodowi. To ponoć najlepsza pora na odwiedzenie świątyni Karni Maty, jako że to wówczas szczury są najbardziej aktywne, a co za tym idzie wychodzą z ukrycia, dając nam najlepszą (?) okazję do podziwiania ich szokującej ilości w pełnej krasie. Wedle niektórych danych świątynię zamieszkuje nawet 20tysięcy gryzoni. O zgrozo!Zostawiliśmy buty u zaprzyjaźnionego z naszym hostem sprzedawcy. Wstęp do świętego miejsca dozwolony jest wyłącznie boso. Oczywiście można zostawić klapeczki przed wejściem do świątyni, ale wdzięczna byłam naszemu gospodarzowi za stworzenie innej opcji. Zostaliśmy poczęstowani czajem oraz przekąskami. Podróżując z Indusem jesteśmy traktowani znacznie lepiej, niż kiedy zwiedzamy sami. Może wyglądamy mniej na zagubionych turystów? A może namolni zazwyczaj naganiacze dają nam spokój, bo uznali, że już ktoś inny na nas zarabia? Jeszcze przed wejściem do świątyni przebiega mi przed gołymi stopami kilka malutkich szczurków. Piszczę jak nienormalna i przeskakuję z nogi na nogę. Antka zdaje się to szalenie bawić: „Ja myślałem, że ty się niczego nie boisz, a tu proszę!”. Byłam zbyt przerażona by przypomnieć mu, jak przed każdym mostem zwodzonym w Himalajach mówił do mnie: „Możesz iść pierwsza…”, po czym sam stawiał stopę nad przepaścią dopiero, gdy ja byłam po drugiej stronie, a most przestawał się chwiać choćby o milimetr. Hipokryta! Wchodzimy do środka, a zagęszczenie szczurów staje się koszmarne od samego progu. Są absolutnie wszędzie! W każdym kącie, zakamarku, na każdym podwyższeniu i poręczy. Drepczę dwa kroki za Antkiem, trzymając go mocno za rękę, gotowa w każdej chwili wskoczyć mu na plecy. Szczury biegają w lewo, w prawo, bawią się ze sobą i walczą. Na większości Indusów zdaje się nie robić to najmniejszego wrażenie, jednak z pewną satysfakcją zauważam kilka piszczących kobiet. Łaziliśmy po świątyni już dobre 15 minut (chociaż ja miałam ochotę wyjść po pierwszych dwóch), gdy przychodzi do nas nasz gospodarz, by z radością oznajmić, że ma dla nas niespodziankę. Najlepszą niespodzianką byłoby wyniesienie mnie z tego okropnego miejsca na rękach. Jednak zamiast tego zostaliśmy zaprowadzeni do jednego z kątów, gdzie stłoczone szczury piły mleko z olbrzymiej misy. -Patrzcie!Początkowo nie za bardzo wiem na co mam patrzeć, a owa niewiedza najwyraźniej bije z mojej twarzy.-Widzicie? Ten biały szczur! To szczur albinos! Jeśli go zobaczysz, masz szczęście!Anthony pstryka kilka fotek. Do jednego z ujęć klęka, a jeden ze szczurów podbiega i zaczyna lizać go po uniesionej pięcie. Może wyczuł ser. Zrobiło mi się słabo. Antek obejmuje mnie mówiąc: „I tak jesteś dzielna. Ja bym nie wszedł do świątyni pełnej skorpionów.”. W myślach notuję, iż muszę taką świątynię wyszukać. Wychodzimy ze świątyni, a żona gospodarza mówi do mnie: „Wiesz, że białego szczura wypatrują kobiety chcące zajść w ciążę?”.Kila dni późnie dowiadujemy się z Anthonym, że zostaniemy rodzicami. Nie taka znowu straszna ta Szczurza Świątynia.   (to nie uśmiech, to panika)

Most Karola w Pradze

SISTERS92

Most Karola w Pradze

Ceny w Kazachstanie – ile wydaliśmy na miesięczną podróż

Zależna w podróży

Ceny w Kazachstanie – ile wydaliśmy na miesięczną podróż

Zależna w podróży

10 najważniejszych punktów podróży po Kazachstanie

Wróciliśmy! Cali, zdrowi i niepokłóceni, po miesiącu poza domem, weszliśmy do krakowskiego mieszkania po to, by rzucić się do łóżka i odespać podróż. Kazachstan uznajemy za zwiedzony przynajmniej w części. Było wiele świetnych momentów, trochę miejsc, które zapamiętamy na zawsze, trochę też zawodów. Kraj jest olbrzymi, a my przez niecały...

TROPIMY PRZYGODY

Atrakcje Krakowa, które Cię zauroczą

Lubię Kraków. Byłam w nim już tyle razy, że przestałam go traktować jak miasto, które się zwiedza. Stolica Małopolski zawsze ściąga mnie do siebie w konkretnym celu. Nie inaczej było tym razem. Tylko, że tym razem cel był inny: turystyczny.... Artykuł Atrakcje Krakowa, które Cię zauroczą pochodzi z serwisu Tropimy Przygody.

Zamek Książ Wałbrzych

SISTERS92

Zamek Książ Wałbrzych