Najpiękniejsze plaże Algarve

idziemy dalej

Najpiękniejsze plaże Algarve

Urzeczeni zachodnim wybrzeżem Algarve postanowiliśmy spędzić w tych regionach nieco więcej czasu niż początkowo planowaliśmy. Zamiast szybkiego transferu autostradą do stolicy regionu – Faro, zaczęliśmy zwiedzać kolejne miejscowości na wschód od Lagos. Południowe wybrzeże Portugalii to bardzo charakterystyczna klifowa linia brzegowa, gęsto przyozdobiona przepięknymi małymi (w porównaniu z Polskimi) plażami, a także jaskiniami i grotami wyrzeźbionymi przez wody oceanu w wapiennych skałach. Zatrzymywaliśmy się w kilku miejscowościach, ale pogoda była dla nas łaskawa dopiero w okolicach Carvoeiro. To jedna z najpiękniejszych plaż na świecie, choć miejscowi śmieją się z tej opinii, bo podobną mają także plaże w Marinha, Alvor, czy okolicach Benagil. Właściwie każdy z tutejszych, wciśniętych miedzy skały, piaszczystych kawałków lądu, może dostać miano najpiękniejszego. Według mnie najwspanialsze w tych okolicach nie są jednak same plaże, a różnorodność linii brzegowej. By lepiej przyjrzeć się tym cudom natury, najlepiej wsiąść na jednej z plaż w turystyczną łódź i odbyć rejs po okolicy. Tak też właśnie zrobiłem w Benagil. Muszę przyznać, że byłem pod olbrzymim wrażeniem i to kilku rzeczy. Po pierwsze – niewiarygodne widoki. Z jednej strony surowe i proste, a z drugiej niesamowite i niepowtarzalne. Klify, przepiękne – czasem dostępne tylko od strony morza plaże i niesamowite groty rzeźbione przez wody oceanu od tysięcy lat. Po drugie – sternik łodzi turystycznej. Manewrowanie motorówką na jeziorze może być łatwe, ale w tych warunkach wydaje mi się wręcz niemożliwe. Fale oceanu, wystające z wody skały, silnie wiejący wiatr. Dla tutejszych sterników to żadna przeszkoda. Wpływają do najwęższych jaskiń, na centymetry omijając skały. A gdy Ty mówisz sobie w myślach, że tu na pewno nie wpłyniemy, po chwili z absolutnym niedowierzaniem podziwiasz wnętrze niedostępnej jaskini z pokładu maleńkiej motorówki. Po trzecie – nasz aparat fotograficzny. To że nic mu się nie stało to chyba jakiś cud. Ilość wody morskiej, którą został zalany podczas tego rejsu, przekracza wszystkie normy. Gdy wysechł, był cały biały od soli. Na szczęście działa dalej i mam nadzieję, że tak pozostanie. Będąc w Algarve warto również oddalić się od oceanu i ruszyć wgłąb lądu. Nam udało się zahaczyć o: Silves – główną atrakcją są tu odrestaurowane ruiny zamku mauretańskiego. Monchique – górskie uzdrowisko, w którego okolicach już w 1495 roku król Jan II pijał leczniczą wodę. Alte – urocza, cicha wioske, którą można znaleźć w zagranicznych przewodnikach, jako typowy przykład wsi w regionie Algarve.

Costa Vicentina

idziemy dalej

Costa Vicentina

Portugalia to oczywiście przepiękne wybrzeża i malownicze plaże, dlatego z Lizbony udaliśmy się na południe w kierunku Algarve, a konkretnie do Lagos, które słynie z najpiękniejszych plaż. Zgodnie z rekomendacjami właścicielki naszego hostelu (o którym na pewno jeszcze napiszę!) zwiedzanie rozpoczęliśmy od wybrzeża zachodniego, czyli Costa Vicentina, którego znaczna część objęta jest ochroną w ramach parku krajobrazowego Parque Natural do Sudoeste Alentejano e Costa Vicentina. Dzięki temu nie pojawiają się tu hałaśliwe kurorty, a miejsce zachwyci wszystkich, którzy kochają przyrodę i kontakt z naturą. Wizyta w maju okazała się strzałem w dziesiątkę z dwóch powodów: po pierwsze – brak turystów i fakt, że czasem byliśmy na plaży sami; po drugie – rozkwit wielu przepięknych roślin i kwiatów, które zabarwiły wybrzeże na wszystkie kolory tęczy. Nie było opalania, bo tereny te nie sprzyjają plażowaniu – smagane są przez silne podmuchy wiatru, a woda jest zwykle zimniejsza niż w innych miejscach Algarve. Ale doskonale nadają się na piesze wędrówki, obserwację bujnej roślinności i wielu gatunków ptaków. Są również mekką dla surferów, bo ujarzmianie ogromnych fal jest dla nich nie lada wyzwaniem. Nasza trasa objęła kolejno Aljezur – Praia de Amoreira – Praia da Arrifana – Praia de Bordeira – Pedralvę – Sagres i zachód słońca z widokiem na Przylądek św. Wincentego. Krajobrazy były zachwycające, mijane miasteczka niezwykle urokliwe, ale największe wrażenie zrobiła na nas tutejsza roślinność – nigdy chyba nie widzieliśmy takiej mnogości gatunków, tak pięknych okazów, tylu soczystych i różnorodnych kolorów. Istny raj. Chciałoby się tu spędzić co najmniej tydzień, ale ruszamy dalej – w kierunku Silves, Faro i Taviry.

Zależna w podróży

Ubezpieczenia, KFC i o tym, jak pierwszy raz wyleciałam z Europy (sama)

Ratunku! Zostałam akwizytorką! -Dzień dobry, przepraszam że niepokoję w tak piękny poranek, ale widzę, że pakują państwo samochód. Zapewne wybieracie się na wyjazd. Mam nadzieję, że macie sprawdzone ubezpieczenie. Nie?! Ale jak to? Przecież to tak diabelnie nieodpowiedzialne! Proszę tylko posłuchać!… Tak! Od dzisiaj sprzedaję ubezpieczenia. Nie krzywcie się tak...

W czasie deszczu turyści się nie nudzą

idziemy dalej

W czasie deszczu turyści się nie nudzą

Portugalia w maju nie zawsze gwarantuje piękną, słoneczna pogodę. Choć tutejsi mieszkańcy mówią, że to anomalia, to i w tym czasie mogą zdarzyć się też kilkudniowe okresy ulewnych opadów i powiązanych z tym kilkustopniowych spadków temperatury. Niestety trafiliśmy właśnie na taki wyjątkowy maj i kilka deszczowych dni. I choć porywisty wiatr od strony morza, szybko rozwiewa chmury, to czasem trzeba znaleźć alternatywę do zwiedzania miasta i schować się w jakiś pomieszczeniach pod dachem. My postanowiliśmy schronić się w lizbońskim Oceanarium, które jest podobno największym tego typu obiektem w Europie. Trzeba przyznać, że to rzeczywiście doskonałe miejsce na przeczekanie ulewy. Czas płynie błyskawicznie na spacerach wokół olbrzymiego akwarium z dziesiątkami rekinów, płaszczek i innych przenajróżniejszych stworzeń morskich. Od meduz, przez koniki morskie, po kraby giganty i niezliczone gatunki ryb z całego świata. Ale nie tylko miłośnicy podwodnych zwierząt znajda tu coś dla siebie. W specjalnych sekcjach oceanarium z bliska przyjrzymy się życiu maskonurów, pingwinów, wydr czy tropikalnych żab. Zrekonstruowano tu ekosystem czterech oceanów: Spokojnego, Atlantyckiego, Indyjskiego i Arktycznego i zgromadzono 25 tysięcy okazów morskich stworzeń. Jeśli pada, a Wy macie dość chodzenia po muzeach, to idealne miejsce na zabicie czasu. Wstęp dla osoby dorosłej to koszt 17 euro.

Jeden dzień w Lizbonie…

idziemy dalej

Jeden dzień w Lizbonie…

Włochy by Obserwatore

Komunikacja publiczna Neapolu i okolic Neapolu

By http://obserwatore.euW Neapolu, jak i całym regionie, podstawowym i najpopularniejszym środkiem transportu jest własny samochód. Tu lubi się podjeżdżać nawet do okolicznych sklepów natomiast passegiata (spacer) znana jest raczej w wersji zmotoryzowanej. Dlatego niestety komunikacja miejska pozostawia wiele do życzenia. Dodatkowo w mieście jest wiele takich dzielnic gdzie gęsta zabudowa z wąskimi uliczkami i strome podjazdy […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

idziemy dalej

Odkrywamy Portugalię

Portugalia od zawsze była wysoko na naszej „bucket list“, więc gdy tylko udało mi się znaleźć niedrogie bilety do Lizbony nie zastanawiałam się ani chwili. Właściwie nie wiem skąd fascynacja tym krajem, ale odkąd pamiętam wskazywałam go (obok Skandynawii) jako miejsce, do którego najbardziej chciałabym pojechać ze wszystkich krajów europejskich, a portugalski (obok jakiegoś języka skandynawskiego) jako język, którego chciałabym się nauczyć, choć gdy piszę te słowa uświadamiam sobie, że tak naprawdę nie wiem jak ten język brzmi. Ale wyobrażam sobie, że pięknie. Nastawiamy się tym razem na rekreacyjny wyjazd. Nie chcemy się spieszyć i trzymać napiętego grafiku. Dlatego nie mamy szczegółowego planu podróży. Dwa tygodnie to na pewno za mało by zwiedzić cały kraj, ale wystarczająco dużo by poczuć jego atmosferę. Liczymy na dużo słońca (choć prognozy nie są obiecujące), magiczne widoki, odpoczynek na najpiękniejszych plażach Europy w rejonie Algarve i przepyszne jedzenie. Po jednym dniu spędzonym w Lizbonie planujemy wypożyczyć auto i ruszyć przed siebie. Na naszej liście jest Sintra, Comibra, Porto, Faro, Evora, Obidos, Braga, Marvao, Cabo de Sao Vincente, Aveiro i Seera da Estrela, ale jeśli nie zobaczymy wszystkich tych miejsce będzie to wyłącznie podwód do tego, by do Portugalii wrócić jak najszybciej. Podróż będziemy relacjonować na bieżąco, o ile na krańcu Europy nie będzie problemów z dostępem do internetu. Stay tuned!

Zależna w podróży

Mantua w jeden dzień

-Jeśli jesteś zakochana w Ferrarze, to jedź do Mantui! Równie piękna, a do tego otoczona jeziorami. Cudo z Lombardii. Takie słowa padły w rozmowie z Margharitą z bloga The Crowded Planet. Jako że cenię jej rady, a do Polski wracam z Bolonii pociągiem, to ok – mogę skoczyć i do...

Zależna w podróży

Poczet śląskich osobistości i śląski konkurs – wyślemy Cię do SPA!

Czy temat brzmi nieźle? Czy czujecie, że jesteście gotowi wziąć ukochaną/ ukochanego/ przyjaciółkę/ mamę/ dodaj własne na weekend do trzygwiazdkowego hotelu ze SPA wśród śląskich lasów? Zaledwie 20 km od Rybnika i Raciborza znajduje się hotel SPA Laskowo. Razem z załogą hotelu i Śląską Organizacją Turystyczną zapraszamy was na weekend...

Ptasie safari nad Biebrzą

idziemy dalej

Ptasie safari nad Biebrzą

Po zeszłorocznej, wakacyjnej wizycie w Biebrzańskim Parku Narodowym wiedzieliśmy, że wkrótce wrócimy w te rejony. Tyle atrakcji i tak blisko Warszawy, że aż prosi się o częste wizyty. Okazja przytrafiła się dość szybko, bo Asia wpadła na pomysł, by sprezentować mi na urodziny ptasie safari z przewodnikiem nad Biebrzą. I tak jeszcze przed weekendem majowym wyruszyliśmy ponownie na szlaki BbPN. Tym razem naszym celem było przede wszystkim obserwowanie nadbiebrzańskich ptaków, ale to nie była jedyna atrakcja tych kilku dni. Zaczęliśmy od spływu tratwami po Biebrzy. Przepłynięcie sześciokilometrowego odcinka z Dolistowa Starego do Wrocenia zajęło nam kilka godzin. Ale gdzie się spieszyć? Nurt rzeki powolny, w koło cisza i spokój, a na dodatek można wejść na dach tratwy i obserwować brodzące po okolicznych łąkach ptaki. Gdy się zgłodnieje, można odpalić grilla i zjeść obiad w tak pięknych okolicznościach przyrody. Jeśli będziecie mieli więcej czasu, można popłynąć dłuższą trasą – nawet 70 kilometrową! Zajmie to pewnie kilka dni, ale to nie problem, bo na tratwie można nocować. Wschody i zachody słońca lub nocne obserwowanie gwiazd na Biebrzy to podobno niezapomniane wrażenia. Mam nadzieję, że wkrótce się o tym przekonamy. Następny dzień w BbPN spędziliśmy w całości na tropieniu i obserwacji nadbiebrzańskich zwierząt. Muszę przyznać, że mnogość gatunków i ilość występujących tu ptaków zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Większość z nich widziałem na wolności pierwszy raz w życiu. Żurawie, czaple siwe, czaple białe, bataliony, dudki, rycyki i wiele innych – wszystkie niemal jadły nam z ręki ;) Jednak żeby być zupełnie szczerym nie mogę ukrywać – by jak najlepiej przyjrzeć się ptakom trzeba dobrze znać odpowiednie miejsca i punkty obserwacyjne lub mieć przewodnika. Wtedy szanse na spotkanie oko w oko z bocianem czarnym i innymi rzadkimi okazami wzrastają kilkukrotnie. Warto również zaopatrzyć się w lornetkę, by w pełni podziwiać barwne upierzenie ptaków. Oczywiście nad Biebrzą niemal pewne jest też spotkanie z łosiem. Nam i tym razem się udało, w dodatku z jeszcze mniejszej odległości niż ostatnio! Niemal mogliśmy dotknąć łosia, który nic nie robił sobie z naszej obecności i spokojnie pałaszował kolację z młodych pędów drzew. Na zakończenie naszego pobytu nad Biebrzą, ubrani w wodery, udaliśmy się na krótki spacer szlakiem bagiennym. I jeśli komuś wydaje się, że chodzenie po bagnach to proste lub nudne zajęcie, to znaczy że nigdy po takich terenach nie chodził. Wystarczy wody po kolana, by już mieć problemy z normalnym chodzeniem i utrzymaniem równowagi. Grząskie i niestabilne podłoże zaskakuje przy każdym ruchu nogą. Warto spróbować – super zabawa. Musi być w tym miejscu jakaś magia, bo za każdym razem gdy wracamy do domu, niemal od razu planujemy kolejną wizytę w tych regionach i wyszukujemy kolejne atrakcje. Teraz nastawiamy się na wspomniany wcześniej kilkudniowy spływ tratwami po Biebrzy, a także zimowe liczenie łosi, podczas którego można spotkać większość zwierząt występujących w parku. Miłośnicy przyrody pokochają to miejsce. Najlepsi przewodnicy po BbPN: Wilcze Wrota Rejsy tratwą po Biebrzy: Dolina Biebrzy

Zależna w podróży

Izrael: Urodziny na pustyni

Lecimy. Po czterech godzinach widzę przez okno samolotu, to na co czekałam kilka miesięcy. Dziesiątki, setki kilometrów żółtego krajobrazu. Nie ma drzew, nie ma wody, nie ma nawet zbyt wiele zabudowań. Są za to góry, kaniony i setki kilometrów uspokajającej pustki. Pustki pustynnej. Tej, która kręci mnie najbardziej. Decyzja o...

Zależna w podróży

Nikt nie zwiedza Częstochowy!

Chciałabym zrobić z wami eksperyment. Poproszę was, byście się skupili i pomyśleli, ile znacie osób, które były w Częstochowie. 5? 10? 50? Może nawet 100 i więcej? Jasne że tak. Tylko w 2015 roku w Częstochowie na Jasnej Górze było 3 miliony 700 tysięcy pielgrzymów. Wystarczy kilkanaście lat, by była...

Włochy by Obserwatore

A może by tak zamieszkać w słonecznej Italii? Mity o Włoszech.

By http://obserwatore.euWiele osób na hasło „zamieszkałam we Włoszech” reaguje okrzykami zachwytu. Sprostowanie. Wszystkie osoby. A ja powtarzam sobie w duchu „Włosi są mistrzami PR-u!” Jeśli właśnie czytacie ten wpis (i w ogóle blog o południu Włoch) prawdopodobnie oglądaliście „Benvenuti al Sud”. Możliwe, że tak jak ja – kilkanaście razy. Jest w nim scena, która najlepiej oddaje […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Wystawa – 27 kwietnia Kielce

Dobas

Wystawa – 27 kwietnia Kielce

Zależna w podróży

10 najwspanialszych wspomnień znad północnej Gardy

Zaczęłam wam pisać artykuł-przewodnik po północnej Gardzie. I rozpisałam się na tyle, że wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Już ponad dwie strony w wordzie, a ja wciąż piszę o tylko o dojeździe nad jezioro. Zapisałam więc plik i zaczęłam od nowa. Bo nie czas na praktykalia! Nie na...

Współpraca z EIZO

Dobas

Współpraca z EIZO

Eizo przedstawiło nowych artystów, którzy dołączyli do programu Ambasadorzy EIZO ColorEdge. Mam wielki zaszczyt należeć do tego grona i traktuje to jako bardzo duże wyróżnienie. Jest to kolejna obiecująca międzynarodowa współpraca gdzie ktoś docenia moją twórczość i pracę. Od wielu lat pracuję na monitorach EIZO wychodząc z prostego założenia, że nie da się zajmować fotografią barwną nie mając urządzenia wyświetlającego nasze zdjęcia, któremu możemy zaufać. Monitor w dzisiejszych czasach jest jednym z ważniejszych elementów całego łańcuszka „życia” fotografii. Naciskamy spust, dokładamy wszelkich starań aby zdjęcie wyszło jak najlepiej i pierwsze miejsce gdzie możemy ocenić kolorystykę to właśnie monitor. Jeśli traktujemy fotografię poważnie musimy mieć pewność że to na co patrzymy na monitorze to obraz, który będzie zbieżny z tym co „puścimy” do druku. EIZO bez wątpienia jest wiodącą firmą produkującą monitory dla profesjonalistów – czy to fotografów, czy filmowców, czy fotoedytorów czy do branży medycznej. Zaczynałem od najniższych modeli i stopniowo inwestowałem w coraz lepszy monitor aż w końu zatrzymałem się na serii ColorEdge. Zdecydowanie doszedłem do momentu, kiedy nie mam większych potrzeb niż to co oferuje mi sprzęt Program który ruszył w listopadzie 2015 roku, prezentuje profesjonalnych fotografów, projektantów, filmowców oraz ludzi kreatywnych, którzy swoją pracą inspirują i edukują artystów na całym świecie. Wszyscy ambasadorzy EIZO są szczerze oddani swojej profesji i korzystają z monitorów ColorEdge, aby móc jak najlepiej realizować swoją artystyczną wizję z pomocą sprzętu najwyższej jakości. Nowymi członkami programu jest pięciu uznanych artystów w dziedzinie fotografii i retuszu, fotografowie: Alexander Heinrichs (Niemcy), Marcin Dobas (Polska), Aleksander Semenov (Rosja) i Thibault Stipal (Francja) oraz ekspert w dziedzinie korekcji kolorystycznej i retuszu Marco Olivotto (Włochy). Każdy z ambasadorów ma stworzony indywidualny profil na dedykowanej programowi stronie internetowej, który zawiera biografię, galerię prac oraz opis doświadczeń w pracy z monitorami ColorEdge. Program Ambasadorzy Eizo ColoEdge obecnie obejmuje 9 artystów z różnych dziedzin sztuki prezentujących różne doświadczenia zawodowe. Program będzie stale poszerzany, aby mógł inspirować społeczności grafików na świecie. Od lewej: Ambasadorzy Alexander Heinrichs, Marcin Dobas, Alexander Semenov, Thibault Stipal oraz Marco Olivotto ze swoimi monitorami ColorEdge.   Wśród ambasadorów między innymi jest Radomir Jakubowski. Niemiec polskiego pochodzenia zajmujący się fotografią przyrodniczą. Straszliwie go cenię za jego dorobek i zachęcam do zapoznania się z jego twórczością.  Dwa lata temu zawitał do Polski z pokazem fenomenalnych zdjęć podczas festiwalu organizowanego przez ZPFP – Wizje Natury. The post Współpraca z EIZO appeared first on Marcin Dobas.

Wyjazd do wygrania

Dobas

Wyjazd do wygrania

BZ WBK PRESS FOTO

Dobas

BZ WBK PRESS FOTO

Warsztaty foto 12-15 maja

Dobas

Warsztaty foto 12-15 maja

Zależna w podróży

Śląskie: Życie dzieje się pod ziemią

Chcę napisać tekst o podziemnych trasach turystycznych w Polsce. Konkretnie w województwie śląskim. No to mogę zacząć: Nie jest niczym odkrywczym skojarzenie Śląska z górnictwem. Zdaje się, że dzieci w przedszkolach w całej Polsce 4 grudnia nadal robią barbórkowe przedstawienia (mimo, że są z Wielkopolski), a górnik to jeden z...

Jaką mapę wybrać?

idziemy dalej

Jaką mapę wybrać?

Zależna w podróży

Turku: Opowieść o ludziach z wysp

-Mój mąż jest gdzieś na jeziorze. Jak wyjdziecie, to może go spotkacie. Zakładam na nogi buty trekkingowe, wtulam się w szalik i zimową czapę. Zakładam rękawiczki. A na nie drugie, narciarskie. W końcu głośno wciągam powietrze i wychodzę do lasu. Trudno powiedzieć, że Jill z Heikkim mają ogród. Nawet jeśli...

Włochy by Obserwatore

Weneckie pułapki

By http://obserwatore.euAch ta Wenecja o bajkowym uroku, romantyczna, tajemnicza i magnetyczna! Miasto jest od lat włoskim must see, must be, must pay nie tylko wśród Europejczyków. A w okresie karnawału każda szanująca się wycieczka objazdowa do miasta zaglądnąć musi. Wypada. I pewnie dlatego od czasu karnawału aż do października w zabytkowym centrum miasta jest więcej turystów niż gospodarzy. […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Zależna w podróży

Jedź ze mną do Włoch!

Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, to wiecie, że jakiś czas temu zastanawiałam się nad zorganizowaniem wycieczki do Włoch. Propozycja spotkała się z waszej strony z bardzo fajnym odzewem. Wręcz stwierdziłam, że teraz już niemożliwe jest, byśmy nie pojechali! Niestety, pojawiły się problemy ze strony praktycznej. Sycylia okazała się bardzo skomplikowana...

idziemy dalej

„Turyści pragną piękna, prawdy już mniej”

Trzy tygodnie w Peru pozwoliły nam na pobieżne zaznajomienie się z tamtejszą kulturą, ludźmi i obyczajami. Ale nie da się w tym czasie poznać dokładnie państwa, jego społeczeństwa i problemów. „Ulica mnie woła – Życiorysy z Limy” Beaty Szady pozwala zobaczyć Limę, której turysta zazwyczaj świadomie unika. To obraz miasta pełnego biedy i ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie. Tu życie to bezustanna walka o to by przetrwać kolejny dzień. Poznajemy ten świat z wielu perspektyw, bo autorka nie koncentruje się tylko na historiach pojedynczych ludzi, ale często patrzy szerzej. Przytacza wiele punktów widzenia – od rządowych statystyk, przez naukowe rozprawy, po własne obserwacje i wnioski. Ta książka to wspaniała lektura dla kogoś kto był w Limie i wie że to co widział to tylko ułamek prawdziwego życia jednego z największych miast Ameryki Południowej. „Ulica mnie woła – Życiorysy z Limy” pozwala zajrzeć oczami autorki do dzielnic do których żaden turysta nigdy nie zagląda. Pozwala także poznać młodych limańczyków, którzy żyją w tych niedostępnych i nieludzkich warunkach. To także doskonała lektura dla czytelników ciekawych świata i wrażliwych na problemy innych.

Dmuchaj na zimne

Dobas

Dmuchaj na zimne

Dobas

Nik Collection za darmo

Jakiś czas temu Google przejęło NIK SOFTWARE. Dziś udostępniło wtyczki do darmowego użytku. NIK to kolekcja prostych intuicyjnych wtyczek dla fotografów dzięki którym praca rzeczywiście może być łatwiejsza Po krótkim zaprzyjaźnieniu się z interfejsem wtyczek okazuje się że są one dość intuicyjne i łatwo się ich nauczyć. Kilka lat temu, każda z wtyczek wchodzących w skład kolekcji kosztowała około 100 USD. Po przejęciu firmy NIK Software przez Google – ceny poleciały w dół o jakieś 25 % ale chyba nikt nie spodziewał się że nagle Google powie ” OK dajemy Wam to za darmo ” Oczywiście pytanie czy rzeczywiście za darmo i czy jest jakiś ukryty cel w takim ruchu giganta, ale z całą pewnością z punktu widzenia użytkownika nagle nie musimy płacić za którąkolwiek z wtyczek i mamy możliwość pobrania pełnego pakietu 7 pluginów. Dostępne są : Analog Efex Pro, Color Efex Pro, Silver Efex Pro, Viveza, HDR Efex Pro, Sharpener Pro i Dfine. Co więcej, każdy, kto kupił ten zestaw w 2016 roku dostanie pełen zwrot poniesionych wydatków… Myślę że warto pobrać ten pakiet – nawet jeśli nie jesteście do niego przekonani. Troszkę poużywać, bo może się Wam spodoba.   Google NIK Collection można pobrać z tej strony Zaś tu krótkie wprowadzenie jak zainstalować wtyczki The post Nik Collection za darmo appeared first on Marcin Dobas.

Zależna w podróży

Jak święta to przecież Jerozolima, czyli top 10 stolicy Izraela

Zastanawiałam się nad artykułem na Wielki Tydzień. W końcu lubię pisać tematycznie. Przed dniem Wszystkich Świętych zawsze piszę coś o cmentarzach. Przed gwiazdką w tym roku mieliśmy tekst o atrakcjach bożonarodzeniowych w Saksonii, a w zeszłym mówiliśmy o Betlejem. Wtem spojrzałam na spis tekstów do napisania i odpowiedź na pytanie,...

Zależna w podróży

Rabczańska wiosna – tak już teraz będzie!

Rabka-Zdrój na weekend Weekend oddzielający zimę od wiosny. Może być wszystkim. Może być kolejnym bezbarwnym czasem, który spędzamy na Facebooku i przed serialami. Może być weekendem wykorzystanym na spacer po okolicy, obiad w fajnej restauracji i wyjście na piwo z przyjaciółmi – weekendem przyjemnym, ale jednym z wielu. Może też...

Zależna w podróży

Kirgistan to nie tylko Issyk-Kul! Jezioro Toktogul jest równie piękne!

Środkową Azję pierwszy raz odwiedziłem w 2008 roku – padło na Kirgistan. Pięcioosobową ekipą wylecieliśmy z Warszawy do Biszkeku. Celem wyjazdu był trekking w rejonie Ak-Shiyrak i dolinie Kara-say. Dzięki koleżance nawiązałem kontakt z pracującymi tam jezuitami z Polski. Ważną osobą okazał się pracujący w Dżalalabadzie brat Damian, który w...