Orbitka

Dojazd pociagiem na lotnisko w Modlinie

Właśnie wsiadłam do pociągu Airport Express o 10:01 i jadę na lotnisko WMI w podwarszawskim Modlinie. Tę linię obsługują Koleje Mazowieckie. Tam trzeba szukac rozkładów jazdy i info. Dotychczas unikałam tego lotniska ze względu na skomplikowany dojazd, ale po pierwszej próbie okazało sie, że to jest całkiem proste i niedrogie, tyle że brakuje jednoznacznej i czytelnej informacji u źródeł, a z wielu dyskusji na forach robi się tylko szum. Dla mnie najłatwiejszy okazał się przejazd koleją. Nawet nie muszę brać taksówki na dworzec Zachodni lub Centralny, bo pociąg zatrzymuje się na stacji Al. Jerozolimskie, 10 minut spacerem od mojego domu, (teraz już wiem, ale wcześniej nigdzie tego nie wyczytałam). Bilet łączony na dojazd do dworca w Modlinie wraz z autobusem z dworca na lotnisko kosztuje tylko 17 zl. Pociągi czyste, nowe, całkiem przyjemne. Bilet można kupić w automacie lub u konduktora. Można też z telefonu, przez aplikację SkyCash, tyle że za pierwszym razem trzeba założyć konto i trochę je skonfigurowac (doładować przelewem lub podpiąć kartę kredytową, niektóre ustawienia tylko z poziomu komputera), ale potem jest to bardzo wygodne i obsługuje różne bilety, nawet parkomaty, do których zawsze mi brakuje drobnych. Autobusy w Modlinie są tak ustawione, że zwykle po przyjeździe pociągu zaraz jest autobus. Może komuś sie przyda ta informacja, mi przed pierwszym przejazdem takie info zdecydowanie by pomogło. No ale… podróże kształcą.

Kuba – wiza – gdzie kupić w Warszawie?

Orbitka

Kuba – wiza – gdzie kupić w Warszawie?

Karnawał w Wenecji 2015

Orbitka

Karnawał w Wenecji 2015

Krótka przygoda w Wenecji…

Orbitka

Krótka przygoda w Wenecji…

Iguazu Falls – Wodospady Iguazu

Orbitka

Iguazu Falls – Wodospady Iguazu

Na Kubę za 162 EUR w marcu 2015?

Orbitka

Na Kubę za 162 EUR w marcu 2015?

Chiny – Mongolia 1991 – DZIENNIK Z PODRÓŻY (część 3)

Orbitka

Chiny – Mongolia 1991 – DZIENNIK Z PODRÓŻY (część 3)

Chiny – Mongolia 1991 – DZIENNIK Z PODRÓŻY (część 2)

Orbitka

Chiny – Mongolia 1991 – DZIENNIK Z PODRÓŻY (część 2)

Chiny + Mongolia 1991 – dziennik  z podróży (część 1)

Orbitka

Chiny + Mongolia 1991 – dziennik z podróży (część 1)

Gran Canaria – słoneczne tapety w full-HD 16:9

Orbitka

Gran Canaria – słoneczne tapety w full-HD 16:9

Nowa fotogaleria: Malezja 2014

Orbitka

Nowa fotogaleria: Malezja 2014

Orbitka

2014 in numbers

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2014 annual report for this blog. Here’s an excerpt: The concert hall at the Sydney Opera House holds 2,700 people. This blog was viewed about 20,000 times in 2014. If it were a concert at Sydney Opera House, it would take about 7 sold-out performances for that many people to see it. Click here to see the complete report.

Wesołych Świąt

Orbitka

Wesołych Świąt

Było kiedyś w Polsce lato

Orbitka

Było kiedyś w Polsce lato

Orbitka

Flash mob na Okęciu dla półmilionowego pasażera Dreamlinera

Gdy dwa lata temu LOT wprowadził do floty nowiutkiego Dreamlinera, nie spodziewał się pewnie tych wszystkich kłopotów, jakie on zgotuje, usterek, przestojów, negatywnych opinii o sensowności całej inwestycji i ogromnego hejtu, jaki ten temat będzie przyciągał. W dniu uroczystej inauguracji polskiego dreamlinera (15.11.2012), w którym niemal wszystkie polskie (i nie tylko) media huczały na jedną nutę i strach było otworzyć lodówkę, żeby nie wypadł z niej dreamliner, lecieliśmy z grupką przyjaciół też nowym, ale już 5-dniowym dreamlinerem chilijskiego LANu nad Andami, na trasie z Argentyny do Chile. Powietrze było tak przejrzyste, że wydawało się, że możemy dotknąć gór (patrz post: http://orbitka.wordpress.com/2012/11/15/lecimy-dreamlinerem-nad-andami/). Ale… wracajmy na nasze pole. Otóż przez te dwa lata, mimo licznych przestojów, LOT uzbierał już pół miliona pasażerów. Żeby zaznaczyć ten fakt, w ostatni poniedziałek na Okęciu miała miejsce ciekawa akcja. „Okrągły” pasażer, gdy zgłosił się do odprawy, został zaskoczony niezwykłym zachowaniem obsługi lotniska, pod którą podstawieni byli aktorzy teatru ROMA. Zobaczcie film, który od wczoraj przetacza się z impetem po internecie. Jak widać Polak też potrafi. Fajna inicjatywa, zgrabnie przeprowadzona, sympatycznie się kojarzy i wizerunkowo może pozwoli nieco załatać ten kulejący PR wokół dreamlinera. Tak trzymać. Jeśli chcecie poczytać więcej, to polecam też zgrabny i podsumowujący opis w wykonaniu lekkiego pióra Sergiusza Pinkwarta na portalu http://turystyka24.tv/lot-teatr-roma-strategia-win-win/. —– Warszawa, 26.11.2014, godz. 13:00 —–

Pola herbaciane w Malezji

Orbitka

Pola herbaciane w Malezji

Plan podróży Indonezja-Malezja już jest

Orbitka

Plan podróży Indonezja-Malezja już jest

Orbitka

Pola herbaciane Cameron Highlands

Nasz dzisiejszy dzien przebil dotychczasowe wrazenia, a to dopiero poczatek. Rozlegle wzgorza obsadzone krzewami herbacianymi to widok niezapomniany. Warto sie bylo tluc serpentynami, zeby tu dotrzec. Jeszcze kilka punktow programu, a potem znow kilka godzin w autobusie powrotnym do stolicy. — Cameron Highlands, 6.10.2014, godz. 14:00 (w Polsce 8:00) —

Orbitka

Swiecacy plankton i delfiny

Mija drugi dzien rejsu statkiem na wyspy Komodo i Rinca. Po drodze mijamy kolejne wyspy i zawijamy do bezludnych lub maloludnych zatoczek. Oprocz snorkelingu na licznych rafach dzis kapalismy sie pod wodospadem i podziwialismy slone jezioro. W koncu spotkalismy namiastke cywilizacji i za jedyne 5000 rupii (1,30 zl) wzielam na lądzie prysznic w slodkiej wodzie. Wreszcie umylam wlosy szamponem, co bylo o tyle krotkotrwale i zludne, ze na lodz musialam wrocic wplaw. No ale efekt psychologiczny tez jest wazny, bo czuje, ze zresetowalam licznik czasu od ostatniego konkretnego mycia. Obok nas przycumowal dzis ogromny statek National Gepgraphic Orion. Spodziewalismy sie, ze beda cos krecic, ale ponoc przywiezli tylko turystow. No coz… Jest juz noc. Plyniemy w ciemnosciach i z opadnietymi szczekami obserwujemy absolutnie zjawiskowe wydarzenie. Nasza lodz pruje fale, a pod wplywem zderzenia dziobu lodzi z falami rozblyskuje fluorescencyjny plankton tworzac magiczna aure niczym krysztaly Swarovskiego. Nagle pojawia sie dodatkowa migajaca linia planktonu. To delfiny plyna wzduz lodzi, czasem wyskakujac na powierzchnie. Co za teatr. Jak w filmach Disney’a. Nigdy czegos takiego nie widzialam. Magia… — Statek w drodze na Komodo – 2014-10-15 Godz. 22:00

Orbitka

Gili Trawangan – wyspa marzenie

Weszlismy w ostatnia faze wyprawy: zasluzony wypoczynek przed powrotem do kraju. Wczoraj przyplynelismy na wyspe Gili Trawangan i od razu poddalismy sie niezwyklej atmosferze tego miejsca. Wyspa jest nieduza, nie ma na niej transportu zmotoryzowanego, sa za to konne zaprzegi dwukółki lub rowery. Lodz, ktora przyplynelismy, przybija bezposrednio na plaze, schodzi sie po drabince na mokry piach, tam tez wyrzucane sa bagaze i trzeba sobie poradzic. Potem przyjezdni sie rozchodza lub pakuja walizki do zaprzegow i jada do swoich hoteli. Przez chwile jest ogromne zamieszanie, po czym znow wraca leniwy rytm. Idac wzluz "glownej ulicy" znalezlismy ciekawy hotel z basenem, z ktorego szybko i chetnie skorzystalismy. To tzw. hotel z dusza, miejsce o niepowtarzalnym stylu. Za nocleg w pokoju bez klimy, tylko z wentylatorem, placimy 350 000 rupii (96 zl za dwojke). Mozna znalezc tez duzo tansze noclegi, ale ten hotel nam sie spodobal, zas basen szybko przekonal do podjecia decyzji, ze dokladnie tego szukamy. Temperatura odczuwana to 35 stopni, a Wojtek wciaz leczy na przedramionach poparzenia po meduzach i jakos nie ciagnie go do plywania w morzu. Prosto z basenu przeszlismy na plaze i po niedlugim spacerze okazalo sie, ze zdazylismy zwiedzic juz co najmniej 1/3 wyspy. W poludniowej czesci Gili jest rejon stylowych drogich resortow. Idac na polnoc w kierunku portu ceny w restauracjach znaczaco sie obnizaja, a roznorodnosc potraw wzrasta. Tam tez mozna dobrze i niedrogo zjesc i spotkac miedzynarodowe towarzystwo backpackerskie (plecakowcy, czyli kategoria, w ktorej ja ze swoimi 19 kg bagazu juz sie nie mieszcze). Wieczor dopelnil bar z muzyka na zywo, wesolym barmanem, ktory co chwila wymyslal nowe sztuczki oraz pyszna pina colada, ktora mi rozladowala baterie i przypomniala, ze to byl dlugi dzien i czas na reset. Hotele przeplataja sie z barami z glosna muzyka i obawialismy sie, ze bedzie klopot ze spaniem, ale znuzenie dotychczasowym tempem podrozy zrobilo swoje i nie bylo tematu. Kilka dni w tym miejscu i czlowiek bedzie jak nowy. Magia tropikow… — Gili Trawangan, poniedzialek 20.10.2014, godz. 8:00 (w Polsce 3:00) —

Jetlag w praktyce

Orbitka

Jetlag w praktyce

Powrot z dreszczykiem

Orbitka

Powrot z dreszczykiem

Orbitka

Swiecacy plankton i delfiny

Mija drugi dzien rejsu statkiem na wyspy Komodo i Rinca. Po drodze mijamy kolejne wyspy i zawijamy do bezludnych lub maloludnych zatoczek. Oprocz snorkelingu na licznych rafach dzis kapalismy sie pod wodospadem i podziwialismy slone jezioro. W koncu spotkalismy namiastke cywilizacji i za jedyne 5000 rupii (1,30 zl) wzielam na lądzie prysznic w slodkiej wodzie. Wreszcie umylam wlosy szamponem, co bylo o tyle krotkotrwale i zludne, ze na lodz musialam wrocic wplaw. No ale efekt psychologiczny tez jest wazny, bo czuje, ze zresetowalam licznik czasu od ostatniego konkretnego mycia. Obok nas przycumowal dzis ogromny statek National Gepgraphic Orion. Spodziewalismy sie, ze beda cos krecic, ale ponoc przywiezli tylko turystow. No coz… Jest juz noc. Plyniemy w ciemnosciach i z opadnietymi szczekami obserwujemy absolutnie zjawiskowe wydarzenie. Nasza lodz pruje fale, a pod wplywem zderzenia dziobu lodzi z falami rozblyskuje fluorescencyjny plankton tworzac magiczna aure niczym krysztaly Swarovskiego. Nagle pojawia sie dodatkowa migajaca linia planktonu. To delfiny plyna wzduz lodzi, czasem wyskakujac na powierzchnie. Co za teatr. Jak w filmach Disney’a. Nigdy czegos takiego nie widzialam. Magia… Nie udalo mi sie tego sfotografowac przez zbyt delikatne swiatlo, wiec trzeba to sobie wyobrazic. — Statek w drodze na Komodo – 2014-10-15 Godz. 22:00 (w Polsce 17:00) — 

Gili Trawangan – wyspa marzenie

Orbitka

Gili Trawangan – wyspa marzenie

Z Flores przenosimy sie na Gili

Orbitka

Z Flores przenosimy sie na Gili

Z Komodo plyniemy na wyspe Flores

Orbitka

Z Komodo plyniemy na wyspe Flores

Swiecacy plankton i delfiny

Orbitka

Swiecacy plankton i delfiny

Wschodnia Jawa

Orbitka

Wschodnia Jawa

Orbitka

Swiatynia Borobodur

Dwie godziny drogi autobusem od Yogyakarty znajduje sie stara swiatynia Borobodur. Oczywiscie jak na zabytek przystalo, bilet wstepu dla cudzoziemcow kosztuje bardzo slono, jak na tutejsze warunki: 230.000 rupii (ok. 62 zl). Dla porownania cena dla lokalnych to 45.000 rupii. Ruiny robia wrazenie, widoki rowniez. Do tego wiele osob mnie zaczepialo, zeby sobie zrobic ze mna zdjecie, a kilka razy uslyszalam, ze jestem podobna do jakiejs aktorki, nazwiska nie pamietam. Niewiele brakowalo, zebym rozdawala w jej imieniu autografy :) Dojazd od Dżodżakarty (tak sie tu potocznie nazywa Yogyakarte) autobusem z przesiadka kosztowal 23.000 w jedna strone (20.000 plus 3.000). Trzeba uwazac, bo ostatni autobus powrotny jest o 17:00, a ceny alternatywnych srodkow transpirtu nagle szybuja ostro w gore i bez litosci i mozna sie zdziwic. — Indonezja wschodnia, w drodze na wulkany – 10.10.2014, godz. 14:30 — 

Sen na Jawie :)

Orbitka

Sen na Jawie :)