Gole del Raganello – nieznana Kalabria

Gole del Raganello Kalabria

Jest takie miejsce na północnych krańcach Kalabrii, tuż przy granicy z Bazylikatą, gdzie pośród zapierających dech w piersiach górskich krajobrazów Parku Narodowego Pollino płynie rzeka Raganello. I nagle, na wysokości sennego miasteczka Civita wody Raganello wpadają pomiędzy wysokie skały tworząc wspaniały spektakl przyrody obfitujący w roślinność, zwierzęta i wodospady. Jeśli zachwycaliście się sycylijskim wąwozem Alcantara, to kalabryjski Gole del Raganello oczaruje Was jeszcze bardziej. Zapraszam!

Wąwóz Raganello nie chciał, abym o nim pisała. Poważnie! Rzucał nam kłody pod nogi i zniechęcał do siebie jeszcze przed wyjazdem z domu. Choć trafił on na listę miejsc do odwiedzenia podczas podróży „W 30 dni dookoła Italii” znacznie wcześniej, to krótko przed wyjazdem odwiedziny w Civita zarekomendowała mi Marta, autorka bloga Bazylikata, Apulia i okolice, a prywatnie moja serdeczna przyjaciółka mieszkająca w Materze (więcej na ten temat możecie przeczytać w poście Od podróżniczki do przewodnika, czyli jak połączyć pasję z pracą). Opowiadając o weekendowym wypadzie do Kalabrii wspomniała też, jak schodząc do wąwozu nadepnęła na węża! Na dzień dobry fakt ten ostudził trochę mój zapał, choć ani przez chwilę nie pomyślałam o rezygnacji. Węże, których się panicznie boję, mogę spotkać wszędzie, nawet w ukochanych, nadwarciańskich lasach.

Pierwszym punktem naszej podróży była Matera, gdzie zatrzymaliśmy się właśnie u Marty, natomiast z Matery pojechaliśmy prosto do Raganello dając się po drodze uwieść pewnej malowniczej kalbaryjskiej plaży, na której Gucia doświadczyła swojej pierwszej kąpieli w morzu. Gdyby nie chęć popluskania się pewnie zdążylibyśmy do wąwozu jeszcze tego samego dnia. No właśnie, tutaj zaczynają się schody.

Na temat samej organizacji podróży „W 30 dni dookoła Italii” pisałam do tej pory jedynie tyle, że jechaliśmy przez Czechy, Villach, Słowenię i Udine. Dalej wschodnim wybrzeżem do Matery przez apulijską Altamurę. Nie zdradziłam Wam, że ten wyjazd różnił się od dotychczasowych. Po raz pierwszy spaliśmy u przyjaciół, zarówno w Materze wspierając polskich sadowników piciem przywiezionego z ojczyzny cydru z widokiem na zniewalające, kamienne dzielnice Sassi, jak i w Syrakuzach dzieląc z naszymi kolejnymi przyjaciółmi radość z oczekiwania na ich pierwsze maleństwo, które cztery tygodnie temu przyszło szczęśliwie na świat. Poza noclegami po znajomości mieliśmy zarezerwowanych kilka skromnych pensjonatów i B&B, ale tylko na niektóre noce. Równie częstym w tej podróży noclegiem był dla nas namiot oraz odpowiednio do tego przystosowany samochód. Niestety, ale nasze możliwości finansowe nie pozwalały na więcej. Jeśli jesteście ciekawi, jak dwie dorosłe osoby i pies mogą bardzo wygodnie wyspać się w Seacie Leonie, a do tego wypić rano zaparzoną również w autku kawę, to piszcie w komentarzach pod tym tekstem, a w którymś z kolejnych postów napiszę więcej 😉 W każdym razie nocować po Raganello mieliśmy właśnie w samochodzie na autostradowym MOPie.

DSC00768

Dojeżdżamy do miasteczka Civita. W oddali widać zarys wąwozu Raganello

druga papierowa książka

S1040007

Do Civita przyjechaliśmy ok.17:30. Typowe, senne miasteczko południowej Italii

6

Zmierzamy na pukt panoramiczny kierując się białą tabliczką umieszczoną na górze z napisem „Punto panoramico”

5

Taras widokowy w Civita

DSC00784

Wąwóz widziany z góry

DSC00774

Zabudowania dolnej części Civita 

DSC00786

Stąd zaczyna się jedna z dwóch dróg, którą można zejść do wązowu

DSC00781

Pamiątkowa fotka. To pierwsze godziny pobytu Guci w Kalabrii. My, nie licząc przejazdów przez ten piękny region, spędziliśmy w niej tydzień cztery lata wcześniej

Było już dobrze po godzinie 18, czyli na zejście, pobyt na dole i podejście zdecydowanie za późno. Długo zastanawialiśmy się, co zrobić. Wydawanie awaryjnej kasy na nieprzewidziany nocleg w miasteczku już na początku podróży byłoby nierozsądne. Zapadła decyzja, wyjeżdżamy z Civita w kierunku autostrady, zahaczymy o inne fajne miasteczko, o którym wiedziałam, prześpimy się na A3 i wrócimy rano zaatakować wąwóz.

Poranek w Civita miał fajny klimat. Klasyka południowej Italii, czyli panowie na ławeczce przed barem leniwie obserwujący otoczenie praktykując typowe dolce far niente, a to wszystko w chmurze aromatycznego zapachu świeżo zaparzonej kawy unoszącego się z pomieszczenia. Od czego zaczęliśmy? Od baru! A w barze? Parka z psem wpadająca na cappuccino, w dodatku przybyła z ojczyzny Giovanniego Paolo II – o co nie omieszkano nas zapytać już przy wejściu – stała się tematem dnia w Civita. Tak błogo rozpoczęty dzień nie zapowiadał problemów. A jednak już w barze okazało się, że goszcząc w Materze było nam tak dobrze u przyjaciół, iż zapomnieliśmy o naładowaniu baterii w aparacie. Na szczęście w pogotowiu był drugi, kompaktowy staruszek, niezawodny przez wiele lat. No więc wyjmujemy owego staruszka, aby cyknąć fotkę cappuccino, którą wrzuciłabym Wam na Facebooka dopisując klasyczne Buongiorno z buźką na dobry początek dnia, a tam buuu! Obiektyw nie działa! O niedobrze! Co za pech! Od kiedy istnieje blog każda podróż jest nie tylko przygodą dla nas, jest też misją zebrania jak najlepszego materiału do przedstawienia Wam i awaria sprzętu to duży problem. Szybkie rozpoznanie sytuacji i wychodzi na to, iż na dół zejdziemy tylko z kamerą i aparatem w smartfonie Artura, jedynej porządnej komórce w naszej ekipie.

No to startujemy. Jak już wspomniałam na dół prowadzą dwie ścieżki. Ta z punktu panoramicznego wymaga więcej wysiłku, gdyż z centrum miasteczka trzeba na punkt podejść, a następnie zejść z większej wysokości. Wybraliśmy drugą drogę, którą porusza się samochód terenowy wspierający osoby bez kondycji. Aby na nią trafić kierujcie się brązowymi znakami turystycznymi z napisem camminata del diavolo na kamienny most nad rzeką. Większość drogi do wąwozu i z powrotem można pokonać wygodnie terenówką. My zeszliśmy samodzielnie podziwiając przy tym piekne widoki.

S1040008

S1040012

S1040010

Gucia była zachwycona wycieczką do wąwozu i jak zwykle pruła do przodu. Parę metrów wcześniej minęliśmy miejsce, w którym Marta zachwycona otoczeniem nie zauważyła węża…

2

Diabelski most widziany od strony ścieżki rozpoczynającej się przy tarasie widokowym

1

Piękne, dzikie krzewy oblepione różowymi kwiatami zachwycały nas na każdym odcinku trasy

4

Widok z mostu po lewej stronie

3

Widok z mostu po prawej stronie

S1040015

Most musicie przejść i kierować się ścieżką, aż dotrzecie na dół tak, że od rzeki dzielić Was będą tylko krzaki. Wtedy szybkie hop poprzedzone postukaniem kijem w celu wypłoszenia węży i jesteście w rzecze

S1040016

Gucia była zachwycona ochłodą w zimnej, słodkiej wodzie

S1040019

A teraz przyjrzyjcie się. To była niedziela 30 sierpnia, włoski sezon urlopowy trwał w najlepsze. Sycylijski Wąwóz Alcantara, bez wątpienia piękny i imponujący, tego dnia oblężony był prawdopodobnie taką ilością ludzi, że nie znaleźlibyście skrawka wolnej ziemi, aby rozłożyć ręcznik. W Raganello spotkaliśmy zaledwie kilka osób, a w drodze powrotnej też małą ekipę, która zapuszczała się głębiej w skały i rwące wody ze specjalistycznym sprzętem. Dlatego uważam, że ten wąwóz oczarowałby Was bardziej. Nas zachwycił. I nie chodzi o urodę formacji skalnych i tego typu aspekty, chodzi o klimat. Alcantarę odwiedziłam pierwszy raz, gdy nie było windy i przygoda na dole wymagała niemałego wysiłku zejścia i podejścia pod górę. Od kiedy wybudowano to ustrojstwo, sycylijski wąwóz stracił dla mnie sporo ze swojego klimatu. Ale, ale, my tu gadu gadu, a przed nami to, co najpiękniejsze 😉 Przechodzimy pod mostem na drugą stronę. Wybaczcie jakość fotek, ale zdjęcia robione kamerą w takim miejscu nie wychodzą najlepiej. A czemu nie pokażę tych z komórki? Bo choć były piękne, to ich nie mamy. Tego samego dnia wieczorem ktoś buchnął arturowego smartfona z mojej kieszeni w trakcie podziwiania zachodu słońca nas Wyspami Liparyjskimi 🙁

S1040027

S1040030

Chłodziliście się kiedyś pod strumieniem wodospadu? Jeśli nie, to polecam 🙂

S1040035

Gucia dała tutaj popis formy pływackiej, co razem z widokami z wąwozu uwieczniłam na filmie. 

S1040037

S1040042

S1040043

S1040039

S1040041

Korciło nas, aby zapuścić się dalej. Niestety, z uwagi na coraz głębszą wodę i rwący nurt musieliśmy odpuścić, bo Gucia nie dałaby rady

S1040045

A oto ekipa, która była tam, gdzie my chcieliśmy być

S1040050

Wspinaczka pod górę. Był niemiłosierny upał, godzina 13:00, największe słońce, więc postanawiamy się poddać i skorzystać z usług pana od terenówki

S1040052

Podjazd trwał dziesięć minut i kończył się na głównym piazza w Civita. W sam raz, aby w cieniu dużych drzew posilić się granitą o smaku cytryn z drzew rosnących tuż za miasteczkiem

S1040053

Czworonożne kudłacze mile widziane są nie tylko na pokładzie tej terenówki, ale w całej Kalabrii 

W Wąwozie Raganello spędziliśmy piękne, niezapomniane chwile. To idealne miejsce na rozłożenie koca i nieśpieszny piknik na łonie natury, pośród szumu wodospadów. Tylko uważajcie na węże 🙂 Ja w Raganello nie miałam wątpliwej przyjemności spotkać żadnego śliskiego osobnika, za to swój włoski pierwszy raz przeżyłam zaledwie tydzień później na Sycylii stając oko w oko z czarnym jak smoła i długim na około metr postrachem zarośniętych i słabo uczęszczanych ścieżek! Ale o tym opowiem Wam innym razem 😉

Informacje dodatkowe:

  • samochód pozostawiliśmy w miasteczku bezpłatnie;
  • wjazd terenówką na górę kosztował 10 euro / osobę, Gucia jechała gratis;
  • wstęp do wąwozu jest bezpłatny;
  • zabierzcie zapas wody pitnej wychodząc z miasteczka. Dalej nie ma możliwości kupienia czegokolwiek.
  • autor zdjęcia głównego © Stefano Contin
Teraz Twoja kolej! Dołącz do społeczności Italia by Natalia: Będzie mi również bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz pod postem. Możesz też zapisać się na newsletter w oknie poniżej.  
Natalia Rosiak

O autorze

Nazywam się Natalia Rosiak, jestem podróżniczką, blogerką i autorką książek. Od 12 lat dzielę się z Czytelnikami wiedzą i miłością do Italii oraz inspiruję do podróży prowadząc blog, udzielając się na Facebooku, na Instagramie, na YouTube, w grupie Włochy – podróże & styl życia oraz na Twitterze.
Moje e-booki znajdziesz w blogowym sklepie, a książki papierowe m.in. w Empiku. Jako pierwszy polski twórca otrzymałam tytuł Gold Italy Ambassador Awards.

7 komentarzy do “Gole del Raganello – nieznana Kalabria”

  1. He, he! Moja żona też boi się węży, ale mnie jakoś nie przerażają 😉 Fajne miejsce, może kiedyś się uda. Chyba z Neapolu daleko nie jest, a tam samolotem można dolecieć. Ja już głosowałem, żonę jeszcze namówię i może paru kumpli, co tez podróże lubią. Zasługujesz na wygraną 🙂 pozdrawiam

    1. Dzięki Jacku! Trzymaj kciuki 😉 A odnośnie Raganello – z Neapolu jest umiarkowanie daleko, bo ok. 250 km w jedną stronę, za to cały czas bezpłatną autostradą. Tak więc można dojechać w ok. dwie godziny, na upartego można wyskoczyć nawet na jednodniowy wypad.
      Pozdrawiam

  2. Pięknie!! Cieszę się, że wąwóz Raganello na Was też zrobił tak duże wrażenie 🙂 My wybraliśmy zejście z tarasu widokowego, a podejście do miasteczka też postanowiliśmy odbyć na własnych nogach, chociaż faktycznie nie jest to lekki spacerek, zwłaszcza przy wysokich temperaturach – ale u mnie działała jeszcze adrenalina po spotkaniu z wężem, stąd tyle energii i odważne decyzje 😀 A czy Gucia przypadkiem nie planuje za Waszymi plecami konkurencyjnego bloga? 😉 Jest cudna! 😀

    A sama Civita też jest warta uwagi – to miasteczko albańskiej mniejszości arbëreshë (jest ich we Włoszech więcej – między innymi w Kalabrii, Bazylikacie, Apulii czy na Sycylii) z pięknym kościołem obrządku greckiego, robi niesamowite wrażenie!

    1. Dzięki za komentarz i dodatek o Civita. Miasteczko mnie zauroczyło, takia typowa senna mieścina. Klimat mogłabym podrównać do sycylijskiej Savoci, choć turysta w Savoca to żadne zaskoczenie, natomiast w Civita to rzadkość, zwłaszcza turysta zagraniczny. A parka z psem to już w ogóle 🙂 Gucia to najkochańszy psiór na świecie i na pewno będzie grać z nami w jednej drużynie 😉

  3. Witaj Natalio!
    Twój blog jest rewelacyjny, czytam, czytam i dzięki tobie wpisuje kolejne miejsca na moją listę tzw. ” must see”Na początku października jedziemy większą grupą zobaczyć Calabrie i Apulię.I teraz moje pytanie czy w październiku uda nam się przejść z dziećmi ( najmłodsze ma 8 lat) wąwóz Raganello.Czy woda w rzece nie będzie za zimna a wąwóz nie okaże się być zbyt trudny do przejścia dla dzieci?
    Zaplanowaliśmy intensywny tydzień we Włoszech zaczynając od Tropei,Capo Vatikano,Scilli,Gerace później Matera,Galipoli, Otranto,Lecce,Ostuni,Alberobello i wracamy do Lamezi.Proszę o podpowiedź czy coś ominęliśmy na naszej liście,a może coś warto zostawić na tzw inny raz. Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Serdecznie pozdrawiam
    Kamila

  4. Natalio, jesteśmy na Sycylii. W kanionie Tyberio chodząc „na dzikusa ” zobaczyliśmy czarnego jak smoła węża który właśnie upolował węgorza!! Jak nas zobaczył, schował się pod kamień. Co to był za wąż?! Dodam, że wyglądał jak czarna mamba…

    1. Hej! Wiem, że ten wąż wygląda przerażająco, sama miałam wątpliwą przyjemność kilka razy go spotkać, nie tylko na Sycylii ale też w górach Kampanii. Z informacji jakie posiadam od zaprzyjaźnionego Sycylijczyka skauta wynika, że stwór ten groźny nie jest 😉
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Zamknij
Zmień zgody