W poszukiwaniu żubra

idziemy dalej

W poszukiwaniu żubra

Co warto przywieźć z Portugalii?

idziemy dalej

Co warto przywieźć z Portugalii?

Żółty tramwaj i pożegnanie Portugalii

idziemy dalej

Żółty tramwaj i pożegnanie Portugalii

Zachód słońca na końcu Europy

idziemy dalej

Zachód słońca na końcu Europy

Gdzie mieszkańcy Lizbony spędzają słoneczne weekendy? Podobno w Cascais. Ta oddalona o trochę ponad 30km od centrum stolicy Portugalii miejscowość przyciąga lizbończyków kilkoma plażami, a także doskonałą bazą dla miłośników żeglarstwa i golfa. Zachęceni głównie wizją przepięknych plaż wyrwaliśmy się na kilka godzin z Lizbony i pojechaliśmy nadmorską drogą N6 na zachód. W czasie podróży mijaliśmy kolejne, zlane niemal w jedną, miejscowości. Wszędzie widok podobny. Po prawej stronie czteropasmowej drogi zabudowania, a po lewej od czasu do czasu kawałek plaży – raz dzikiej, częściej jednak wypełnionej po brzegi ludźmi. Widok mało zachęcający do zatrzymania się i podziwiania okolicy. Jeśli zatem liczycie na ciszę, spokój i piękną przyrodę, nie jedźcie w te regiony – pojedzcie na Costa Vicentina. Samo Cascais opisałbym jako większą i bardziej rozwiniętą Łebę. Plaża – jest, nawet dwie. Małe, zatłoczone, blisko drogi i portu. Starówka – owszem, ale nie zachwyca, ot miasteczko jakich wiele. Hotele – ile tylko chcecie, małe, duże, z basenem, kortem tenisowym lub polem golfowym. Cisza, spokój i nastrój – brak. Według mnie absolutnie szkoda czasu by tu przyjeżdzać. Ale jeśli dotarliście już tak daleko, to warto pojechać jeszcze około 20km dalej na zachód, w kierunku Cabo da Roca. To nie tylko najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego Europy, ale także doskonałe miejsce by podziwiać zachód słońca w Oceanie Atlantyckim. Dla mnie była to jakaś forma pocieszenia po rozczarowującej wizycie w Cascais.

Zuiko 7-14 PRO opinia

Dobas

Zuiko 7-14 PRO opinia

Salgado ostatnie dni

Dobas

Salgado ostatnie dni

Jak radzę sobie z backupem

Dobas

Jak radzę sobie z backupem

Weekend w Lizbonie

idziemy dalej

Weekend w Lizbonie

Czy warto jechać do Evory?

idziemy dalej

Czy warto jechać do Evory?

Inna strona Porto

idziemy dalej

Inna strona Porto

Gdy nasycicie się już Porto i zostanie Wam jeszcze trochę czasu warto udać się do Matosinhos i Foz do Douro, w którym rzeka Douro wpada do Oceanu. Nie jest to miejsce zbyt często odwiedzane przez turystów, za to Portugalczycy – sądząc po braku wolnych miejsc parkingowych w piątkowe przedpołudnie – lubią spędzać tu każdą wolną chwilę. Miasta położone nad wodą od zawsze miały dla mnie wyjątkowy urok, a już miasta nadmorskie są w ogóle najwspanialsze. Do Foz do Douro nie jedzie się dla zabytków, ale jeśli lubicie długie spacery po plaży, magiczne zachody słońca i dźwięk uderzających o brzeg fal oraz latarnie morskie – spodoba się Wam ta okolica. Dla miłośników surfingu jest to punkt obowiązkowy, bo warunki do uprawiania tego sportu są tu podobno doskonałe. Idąc cały czas wzdłuż oceanu (od latarni morskiej ok. 5km) dotrzecie do Matosinhos, w którym znajduje się główny port rybny Portugalii oraz duży targ. To drugi powód dla którego warto tu przyjechać. Targ jest oczywiście atrakcją samą w sobie (przynajmniej dla mnie), natomiast ważniejszy jest jego „skutek uboczny“. Na sąsiadującej z targiem ulicy (Rua Heroisa da Franca) znajdziecie mnóstwo restauracji, które wystawiają przed wejściem potężne grille i serwują przepyszne, świeże ryby i owoce morza, prosto z rusztu, w najróżniejszych odsłonach. My wybraliśmy Palato i było pysznie. Więc przyjedźcie chociaż na obiad, na pewno nie będziecie żałować. Z Porto, samochodem, to zaledwie kilkanaście minut drogi. Niezmotoryzowani bez trudu dojadą tu metrem.

Drobne nawyki

Dobas

Drobne nawyki

Nawyki – drobne a ważne

Dobas

Nawyki – drobne a ważne

Samochodem po Portugalii

idziemy dalej

Samochodem po Portugalii

Ilekroć wybieramy się na wyprawę samochodową (a takie uwielbiamy najbardziej!) to po powrocie wszyscy pytają, jak nam się jeździło po zagranicznych drogach. Wiadomo – co kraj, to obyczaj. Trochę inne przepisy, inne zwyczaje, inny temperament kierowców. Mając porównanie do krajów Ameryki Południowej czy Nowej Zelandii musimy niestety napisać, że w żadnym z tych krajów nie mieliśmy tylu dziwnych sytuacji na drogach jak podczas dwóch tygodni w Portugalii. Według statystyk Komisji Europejskiej, portugalskie drogi należą do „średniaków” pod względem bezpieczeństwa, a z roku na rok wypadków jest coraz mniej. Współczynnik śmiertelności w wypadkach drogowych zmalał z 80 (na 1 mln mieszkańców) w roku 2010 do 60 w 2015. W Polsce wynosił on odpowiednio 102 i 77. Należałoby zatem przypuszczać, że tamtejsi kierowcy też będą jeździli w najgorszym wypadku przeciętnie, a na tle naszych rodaków nawet całkiem dobrze. Ale jak powiedział Mark Twain: „są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki”. To co zaobserwowaliśmy na portugalskich drogach szczerze nas zszokowało! Może i współczynniki są optymistyczne, ale praktyka w naszej opinii jest dużo bardziej przerażająca! Nie chcę wprost napisać, że Portugalczycy jeżdżą źle, ale to co na pewno można o nich powiedzieć, to to, że jeżdżą absolutnie nieprzewidywalnie! Zacznijmy od na pozór najbezpieczniejszych dróg, czyli autostrad. Tu podstawowym trendem jest strach przed lewym pasem. Przejawia się on w dwóch przypadkach: Po pierwsze: włączanie się do ruchu. Zazwyczaj wygląda to tak, ze wjeżdżający na autostradę samochód jedzie do końca pasa włączeniowego, tam się zatrzymuje (na autostradzie!!!) i dopiero z tej pozycji próbuje wjechać na właściwy pas. Wyglada to wyjątkowo komicznie zwłaszcza na pustych autostradach, ale nawet wtedy jest niebezpieczne, bo zasadniczo na drogach szybkiego ruchu nikt nie spodziewa się samochodu ruszającego z jedynki! Nawet gdy zjeżdżaliśmy na lewy pas by ułatwić kierowcom włączenie się do ruchu, nie potrafili oni się w tej sytuacji odnaleźć. Czekali do końca i dopiero zmieniali pas. Swoją drogą parę razy widzieliśmy wyjątkowo krótkie „włączeniówki”, ale to już kwestia niskich standardów autostrad w okolicach wielkich miast, a nie samego stylu jazdy. Druga sprawa to wyprzedzanie. Wyobraźcie sobie zupełnie pustą, dwupasmową autostradę. Jedziecie przepisowe 120km/h. Z oddali zbliża się do Was samochód. Jedzie od Was szybciej więc pewnie za chwile będzie Was wyprzedzał. Zbliża się. Jest już tuż, tuż. W lusterku wstecznym możecie już niemal zobaczyć zmarszczki na czole portugalskiego kierowcy. I kiedy wydaje się Wam, że za chwilę wjedzie on w Wasz bagażnik, w ostatniej chwili odbija na lewy pas i Was wyprzedza. Ufff… ulga… nie wjechał w Was. Ale chwila. Wyprzedza. Prawie Was minął. Wraca na prawy pas. Jego tylni zderzak o milimetry mija Wasz samochód. Jest już przed Wami. Powoli się oddala. Wydaje Wam się że to pojedynczy przypadek, że przecież na pustej autostradzie nikt nie zachowuje się w tak bezmyślny sposób? Poczekajcie chwilę. W lusterku na horyzoncie widać już kolejny samochód. Możecie być pewni, że wyprzedzanie będzie wyglądać podobnie. Niestety, zdarzyło nam się to wielokrotnie, a właściwie nie skłamiemy, jeśli napiszemy, że takie zachowanie było regułą. Drogi niższych kategorii zazwyczaj cechują się niezliczoną liczbą rond. Można by pomyśleć – „świetnie, przecież to sprzyja zwiększeniu bezpieczeństwa!”. Należy jednak pamiętać, że w Portugalii niemal zawsze z jednopasmowej drogi „wyrasta” dwupasmowe rondo. Dodatkowo zasada jeżdżenia po takim portugalskim rondzie jest nieco inna niż z Polsce (przynajmniej wnioskujemy na podstawie zachowań kierowców). Jeśli chcesz jechać prosto, to na rondzie zajmujesz wewnętrzny pas. Zewnętrznym jeżdżą tylko Ci którzy chcą skręcić w prawo. Początkowo dla polskiego kierowcy może być to nieco mylące, więc trzeba uważać i mieć oczy dookoła głowy. No i pamiętajcie. Portugalczycy są na drogach naprawdę nieprzewidywalni. Jeździłem samochodem już po bardzo wielu krajach, na różnych kontynentach, ale w Portugalii bardzo często przecierałem oczy ze zdziwienia. Będąc kierowcami zachowajcie po prostu szczególną ostrożność. Szerokiej drogi!

Gdzie warto zjeść w Portugalii? Część III – Porto

idziemy dalej

Gdzie warto zjeść w Portugalii? Część III – Porto

guzik co wzywa śmigłowiec

Dobas

guzik co wzywa śmigłowiec

BZWBK Press Foto – historia

Dobas

BZWBK Press Foto – historia

Pocztówkowe Porto

idziemy dalej

Pocztówkowe Porto

Gdzie warto zjeść w Portugalii? Część II – Silves, Lagos, Olhao, Aveiro, Coimbra, Matosinhos

idziemy dalej

Gdzie warto zjeść w Portugalii? Część II – Silves, Lagos, Olhao, Aveiro, Coimbra, Matosinhos

Zapraszamy do zapoznania się z kolejną częścią naszych kulinarnych, portugalskich rekomendacji. Tym razem przegląd restauracji w mniejszych miastach. Casa do Prego (Lagos, Rua Infante de Sagres 56) – serwuje przepyszne i ogromne kanapki, które można otrzymać w wersji tradycyjnej (w bułce), lub jako samodzielne danie (bez pieczywa). Prego to kanapki z cienko krojoną wołowiną, przypominają bifanas – czyli kanapki z wieprzowiną. Na początek warto zamówić talerz owoców morza lub wędlin i serów. To tam skosztowaliśmy pysznej „kiełbasy” z chleba i czosnku, zwanej farinheira. Bardzo sympatyczna i niezobowiązująca atmosfera, miejsce idealne na wieczór z przyjaciółmi, dobrym jedzeniem i lampką wina. Cafe Ingles (Silves, Rua do Castelo 11) – doskonała, bardzo klimatyczna restauracja usytuowana w samym sercu Silves, tuż obok zamku i katedry. Zachwyca nie tylko pysznym jedzeniem, ale również przemiłą obsługą i bogatą ofertą kulturalną: odbywają się tu koncerty jazzowe, jam sessions, ale też wystawy malarstwa, rzeźby, fotografii czy wieczory poezji. Dodatkowym atutem jest….polska obsługa☺ Jedna z kelnerek jest Polką, od 20 lat mieszkającą w Portugalii. Co prawda nie ma czasu na długie rozmowy, bo w restauracji panuje spory ruch, ale na pewno uda Wam się z nią zamienić kilka zdań. Bioco (Olhao, Travessa dos Mercadores 2) – świetne miejsce, by popróbować różnych dań. Serwowane są one bowiem w formie „petiscos” (przekąsek, choć porcje mówiąc szczerze w ogóle nie są małe), dzięki temu można zamówić kilka pozycji z karty (co ochoczo uczyniliśmy) i dzielić się nimi ze współtowarzyszami. Warto zrobić rezerwację, bo chyba tylko dzięki temu, że w dniu gdy tam byliśmy odbywał się akurat wyścig kolarski i restauracja była przez to nieco odcięta od miasta, udało nam się dostać wolny stolik. Maria Portuguesa (Coimbra, Rua Joaquim António de Aguiar 128) – restauracja, tuż koło starej katedry w Coimbrze. Właścicielka podobno niekiedy raczy gości nie tylko swoimi pysznymi potrawami, ale również…śpiewem fado! Duży wybór win. Zjedliśmy tam pyszny serowo- biszkoptowy deser, ale polecamy nie tylko z tego powodu. Palato (Matosinhos, Rua Heróis de França 487) – być może to co napiszę wyda się Wam dziwne, ale Palato to de facto jedna z wielu restauracji wzdłuż ulicy Herois de Franca w Porto (a konkretnie Matosinhos) do której warto zajrzeć. Na tej ulicy wszystkie restauracje wystawiają grille na zewnątrz i smażą połowy z portu naprzeciwko. Nie ma lepszego miejsca, by zjeść pyszną, świeżą rybę! Restauracji przyświeca myśl: Eat here & diet home i zaręczam, że nie wyjdziecie stamtąd głodni. O Bairro (Aveiro, Largo da Praça do Peixe 24) – byliśmy jedynymi klientami restauracji, gdy odwiedziliśmy ją w porze lunchu. Do tej pory nie możemy tego zrozumieć, bo jeśli chcielibyśmy zrobić ranking restauracji portugalskich na podstawie naszych dwutygodniowych doświadczeń – ta z dużym prawdopodobieństwem zajęłaby pierwsze miejsce, a z całą pewnością znalazłaby się na podium. Być może to kwestia nieco wyższych cen, niż w restauracjach obok, ale naprawdę warto. W O Bairro spróbujecie tradycyjnych dań w nowoczesnej odsłonie. W ramach przystawki zjedliśmy pieczarki zapiekane z kozim serem i marmoladą, na danie właściwe wybraliśmy dorsza z pieczonymi ziemniakami na paście z czarnych oliwek i z kruszonką z chleba z przyprawami, oraz risotto z polędwiczkami z sosem ze zredukowanego porto. Było przepysznie, więc skusiliśmy się również na deser: wariacje na temat ovos moles i flanu. Do tego bardzo przyjemne wnętrze i przesympatyczna obsługa – czego chcieć więcej?

Gdzie warto zjeść w Portugalii? Część I – Lizbona

idziemy dalej

Gdzie warto zjeść w Portugalii? Część I – Lizbona

Włochy by Obserwatore

Weekend w Kalabrii czyli spotkanie blogerek piszących o Włoszech

By http://obserwatore.euJadę samochodem. Za oknem piękna Kalabria, jest ciepło i słonecznie, w brzuchu czuję jeszcze specjalności włoskiej kuchni, a w tle lecą włoskie przeboje. Jest wakacyjny relaks, cisza, luz… A jednak coś nie jest tak. Przede mną jedzie drugi samochód, z którego nawet przez rurę wydechową wylatuje dobra energia i humor. Siedzą w nim Dominika, Aneta, […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Obidos – miasteczko marzeń

idziemy dalej

Obidos – miasteczko marzeń

Portugalska kuchnia

idziemy dalej

Portugalska kuchnia

Zorza – jak zacząć.

Dobas

Zorza – jak zacząć.

Azulejo

idziemy dalej

Azulejo

Portugalia 2016

idziemy dalej

Portugalia 2016

W kraju najpiękniejszych plaż i azulejos

Gondole i domy w paski

idziemy dalej

Gondole i domy w paski

Włochy by Obserwatore

Przyjazna Bolonia czyli jak zwiedzać miasto za darmo

By http://obserwatore.euWłochy, a zwłaszcza turystyczne miasta włoskie mogą  ale NIE zawsze MUSZĄ BYĆ DROGIE. Jest przecież cała masa rzeczy do zrobienia i miejsc do odwiedzenia, które nie kosztują nic a pozwalają poznać prawdziwe, choć może mniej oczywiste oblicze miasta. A jak się mają sprawy w Bolonii? Co można tu robić oprócz jedzenia, które, nota bene, kosztuje niemało? Jak […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Coimbra i zaczarowany las

idziemy dalej

Coimbra i zaczarowany las

Naszym pierwszym przystankiem na północ od Lizbony jest Coimbra. Po drodze zatrzymujemy się co prawda w Óbidos (więc formalnie jest to przystanek drugi), ale ponieważ jest pochmurno, a miasto na pierwszy rzut oka wydaje się niezwykle urokliwe postanawiamy, że wrócimy do niego w drodze powrotnej. Przy wjeździe do Coimbry słyszymy ryk klaksonów samochodowych, radosne okrzyki i śpiewy kibiców. Parę chwil później stoimy w ogromnym korku, a gdy okazuje się, że mistrzostwo Portugalii zdobyła właśnie Benfica Lizbona nie możemy wyjść z podziwu. Dla nas to trochę tak, jakby w Łodzi cieszyli się ze zwycięstwa Legii, ale być może w Portugalii animozje między klubami nie są aż tak duże. Coimbra była niegdyś stolicą Portugalii, dziś jest przede wszystkim miastem studentów, w którym rytm wyznacza kalendarz akademicki. Jedną z największych atrakcji jest Uniwersytet – najstarsza uczelnia wyższa w Portugalii (1290 r.), powstała w miejscu królewskiej siedziby na wzgórzu. Z dziedzińca rozciąga się piękna panorama miasta i rzeki Mondego. Warto zajrzeć do biblioteki, bo to jedna z najpiękniejszych bibliotek na świecie. Do jej budowy użyto najszlachetniejszych gatunków drewna z Ameryki Południowej, tak by stworzyć jak najdogodniejsze warunki do przechowywania książek. Zgromadzono w niej 60 tys. woluminów z XVI-XVII wieku. A gdy jest się już na terenie uczelni można pokręcić się po kampusie i zajrzeć do kilku innych zakątków: kaplicy św. Mikołaja, Sali Prywatnych Egzaminów czy do sal wykładowych wyłożonych azulejos. Nieopodal Uniwersytetu znajduje się Ogród Botaniczny założony w 1772r., który opisywany jest w przewodnikach jako „must see”. Niestety gdy do niego docieramy, okazuje się że spora część jest z jakiegoś powodu zamknięta więc jesteśmy lekko rozczarowani. Postanawiamy zejść ze wzgórza, by spojrzeć na miasto z drugiej strony. W tym miejscu muszę napisać, że spacerowanie po portugalskich miastach nie jest wcale prostą sprawą. Wiele z nich leży na wzgórzach, więc człowiek przyzwyczajony do warszawskich nizin, szybko czuje w nogach to „górskie” ukształtowanie terenu. Na koniec przechadzamy się deptakiem, a wracając do hotelu na krótką siestę (to jest bardzo dobry zwyczaj!!) odwiedzamy jeszcze kościół św. Krzyża, Nową i Starą Katedrę. Mówiąc szczerze Coimbra nie wydaje nam się wyjątkowa. Widać, że czasy świetności ma już za sobą, a momentami sprawia wręcz wrażenie miasta opuszczonego. Gdyby nie studenci i turyści chyba w ogóle nie byłoby w nim życia. Ale jeszcze tego samego dnia udajemy się do miejsca, które absolutnie nas zachwyciło, a mianowicie do lasu zakonników w Bussaco. Historia tego miejsca sięga VI wieku, kiedy to Benedyktyni zasadzili tu pierwszy las. Kolejny zakon otoczył ów las murem. Dzięki mnichom rośnie tutaj kilkaset gatunków drzew z całego świata. Na skraju lasu na ruinach karmelitańskiego klasztoru powstał neoromantyczny pałac, który miał być rezydencją królewską. Dziś jest siedzibą hotelu, który znany jest z jednej z najbogatszych w Portugalii kolekcji win. Las Bucaço jest przepiękny, niezwykle zadbany (momentami przypomina park) i jest jednym z ulubionych miejsc spacerów mieszkańców Coimbry i okolicznych miejscowości. Wyznaczono w nim kilkanaście szlaków o różnej długości i różnym stopniu trudności, więc każdy znajdzie coś dla siebie i będzie mógł się przenieść do magicznego i zaczarowanego świata. Zdecydowanie to miejsce zapamiętam z Coimbry i okolic najbardziej. Być może niektórzy uznają mnie za ignorantkę, ale następnym razem chyba nawet ominęłabym miasto na rzecz całodniowej wycieczki do zaczarowanego lasu. 

hamaki…

Dobas

hamaki…

Śladami bocianów – Faro, Tavira i Olhão

idziemy dalej

Śladami bocianów – Faro, Tavira i Olhão

Do Faro dotarliśmy późnym wieczorem i już kompletnie bez sił nawet na krótki spacer (to się nazywa odpoczynek!). Ale następnego dnia obudziło nas piękne słońce, więc pełni energii ruszyliśmy na miasto. Podobno Faro przeżywa obecnie swoją drugą młodość – zawdzięcza to pięknym plażom i międzynarodowemu lotnisku. Faktycznie, huk samolotów słychać w samym centrum starego miasta średnio raz na 5 minut, co z punktu widzenia turysty szukającego spokoju i odpoczynku raczej nie jest zaletą. Ale słychać też donośny klekot bocianów i mówiąc szczerze, po naszej wizycie w Portugalii zastanawiamy się dlaczego to Polskę uważa się za ojczyznę tych ptaków. Mamy nieodparte wrażenie, że jest ich tu znacznie więcej niż u nas! Ciekawostką jest również fakt, że często żyją w miastach i wydają się być bardzo oswojone, zadomowione i przyzwyczajone do miejskiego gwaru! Bezsprzecznie podoba im się w Faro. A co warto tu zobaczyć? Na pewno trzeba zajrzeć do średniowiecznej katedry, kościoła Karmelitów i Kaplicy Kości, a potem zgubić się w labiryncie ulic starego miasta. Ale jak powiedziała spotkana przez nas Polka (mieszkająca w Faro od kilku miesięcy): w zasadzie to by było na tyle. Natomiast jest jeszcze jedna rzecz na którą warto, będąc w Faro, poświęcić trochę czasu. Jest to mianowicie Park Krajobrazowy Rzeki Formosa, rozciągający się na powierzchni 180 km kwadratowych. Z Faro wyruszają do niego wycieczki przyrodnicze podczas których można obserwować bogatą florę i faunę, a przede wszystkim ptaki. Podczas 3,5 h rejsu katamaranem odwiedziliśmy też wyspy Culatra, Farol i Desserta, które oferują turystom piękne i rozległe piaszczyste plaże. Jest to również nie lada gratka dla spotterów, bo gdy jest się na rzece, samoloty przelatują nam tuż nad głowami. Z Faro udaliśmy się do Taviry i to ona skradła nasze serca. Jest niezwykle urocza, kameralna i spokojna. Nie przyjeżdża się do niej dla konkretnego zabytku, ale właśnie dla atmosfery i dla kontemplowania niespiesznie płynącego życia. Spacerując wąskimi uliczkami można zapomnieć o bożym świecie. Wszechobecne azulejos, małe restauracje i kawiarnie to kwintesencja Portugalii. A na koniec koncert lokalnych muzyków na moście i lampka wina z widokiem na główny plac miasta. Czego chcieć więcej? Na kolację jedziemy do Olhão. Właściciel hotelu poleca nam kilka restauracji, które okazują się być… bardzo oblegane. Chyba pierwszy raz w trakcie naszych podróży spotykamy się z sytuacją, że trzeba dokonać wcześniejszej rezerwacji, jeśli chce się zjeść kolację w wypatrzonym miejscu. I to nawet nie jest kwestia ruchu turystycznego – Portugalczycy po prostu uwielbiają jeść i celebrować posiłki w restauracjach. Na szczęście udaje nam się znaleźć wolny stolik w Bioco i rozsmakowujemy się w serwowanych tapas. Ale nie są to hiszpańskie, malutkie tapas, tylko samodzielne dania, wiec z restauracji niemal się wytaczamy – tak jesteśmy objedzeni. Ponieważ jest już późno boczne uliczki są opustoszałe i nie zachęcają do nocnych spacerów. Ale gdy rano odwiedzamy je ponownie okazuje się że Olhão jest również bardzo sympatycznym miastem. Jadąc w te okolice miejcie na uwadze fakt, że w Olhão odbywa się jeden z największych targów rybnych – od poniedziałku do soboty w godzinach 9:00-13:00. W niedzielę niestety jest nieczynny, więc z lekkim niedosytem odjeżdżamy na północ kraju i żegnamy się z Algarve.