Jak mi słoma z butów przez ŻYWE w Nowym Jorku wyszła!!!

JULEK W PODRÓŻY

Jak mi słoma z butów przez ŻYWE w Nowym Jorku wyszła!!!

ROAR – w dżungli wielkiego miasta i Serengetii nie straszne

JULEK W PODRÓŻY

ROAR – w dżungli wielkiego miasta i Serengetii nie straszne

Ja to mam szczęście … z wizytą w Pałacu Prezydenckim

JULEK W PODRÓŻY

Ja to mam szczęście … z wizytą w Pałacu Prezydenckim

Moje TOP 10 the best of NYC. Recommended by Julek

JULEK W PODRÓŻY

Moje TOP 10 the best of NYC. Recommended by Julek

W tych dniach rozsadziło mi myśli w głowie. Życie jest ulotną chwilą na osi czasu….

JULEK W PODRÓŻY

W tych dniach rozsadziło mi myśli w głowie. Życie jest ulotną chwilą na osi czasu….

Do Nowego Jorku za 210 Euro w dwie strony – mozna?!!!!!!

JULEK W PODRÓŻY

Do Nowego Jorku za 210 Euro w dwie strony – mozna?!!!!!!

Z biletem do NYC Uwielbiam takie oferty, jak marzenie – dlatego w ogóle się nie zastanawiałem. I dobrymi liniami lotniczymi. Ostatnio porównywałem lot z i do Rzymu liniami RYANAIR. (artykuł „Podróż z i do Rzymu czyli jak tanio stało się drogo!!!” 25.04.2014) Ale, jak to ja – dzielny poszukiwacz tanich ofert podróżnych jestem dumny z siebie, kiedy nabędę super promocyjne bilety. Ok. Jest chwila refleksji, co ja dostanę za takie pieniądze, ale najważniejsze żeby dolecieć. Do Rzymu lot w dwie strony, kosztował mnie jakieś 650zł plus dojazd na lotnisko w Modlinie, taksówka itd. Za transfery jakieś 100-150zł w dwie strony. Ale najlepszym hitem i dealem roku było kupno biletu do NYC za 210 Euro!!!!!!!!!!!!! Zapytacie czy to możliwe – odpowiadam – byłem, leciałem, dałem radę. Nawet jak na promocję było bardziej niż akceptowalnie. Z Warszawy do Londynu Heathrow lecę liniami BRITISH AIRWAYS – na bogato i na wypasie (pomimo klasy ekonomicznej). Dobry posiłek w trakcie lotu, sporo miejsca na nogi i „no limit” napojów podczas całego rejsu (i bezalkoholowych i tych z prądem także) – da się ??? Odpowiadam tak. Nasz LOT to już nędza i rozpacz, bo nie dość, że trzeba prawie za wszystko na pokładzie płacić (w cenie biletu ekonomicznego, batonik i woda), to i biletów w dobrych cenach już dość dawno u nich nie kupiłem. Na pokładach chwalą się, że nowością jest możliwość korzystania z telefonów w trybie off line podczas całego rejsu – phy – tez mi nowość!!! A co to za nowość jak podczas lądowania, stewardesa do mnie przychodzi i każe mi wyłączyć telefon i wyjąć słuchawki. To kurwa można czy nie można?? No taki jest LOT. Ale gniazdka elektryczne zamontowali WOW!!! Ale wracając do mojej podróży (poniosło mnie przez ten LOT trochę) W Londynie mam tak zwany stop over, czyli dłuższy postój (niestety, chcesz tanio lecieć, coś za coś). Przylatuję o 21:00 do Londynu a następny rejs mam kolejnego dnia o 10 rano, zatem potrzebny mi nocleg. Heathrow jest na to bardzo dobrze przygotowane i hoteli jak grzybów po deszcze. Wybieram najtańszą opcję Easy Jet Hotel (jak komuś się z linią lotniczą kojarzy to ma rację). Pokój malutki (przypomina kabinę na statku), kolejny raz coś za coś. Przecież to tylko jedna noc, więc 45 GBP za pokój można przeżyć. Na lotnisku zaopatrzyłem się ze znajomymi w sprzęt rozrywkowy i poszedł toast za moje imieniny. Ach właśnie w tym roku to nieźle szaleję!!! Urodziny w Meksyku (o tym niedługo napiszę), imieniny w NYC via London. Kocham życie. Rano, transfer na lotnisko do wypasionego terminala VIRGIN ATLANTIS, bo takie bilety mam kupione na kolejny odcinek lotu. Z tym, że lecą DELTA AIRLINES. Bez znaczenia, byle by dolecieć. Szybka odprawa w terminalu samoobsługowym, walizki nadane już w Warszawie. To proponuję coś na śniadanko i koniecznie kawę – bo ja bez porannej kawy jestem death. Wychaczam zajebistą kanapkę z łososiem za 2 GBP, plus kawa i jestem szczęśliwy.   No to czas na dalszy lot. Samolot typu boeing 767-400 (chyba takie latały kiedyś w barwach LOTU), czyli wiekowe. Fotele duże, miejsca na nogi w sam raz jak na ekonomiczną (ja dałem radę, a do niskich nie należę). I lecę. Zaczyna się serwis. Zamawiam wino. Masakra, zobaczyłem ten kubek i padłem na cycki – dosłownie. Słyszę głos obok – to już porcje i wielkości amerykańskie się zaczynają. Fakt mały to on nie jest. Potem pyszne jedzonko – wegetariański set dla mnie. Czyli ryż z tofu, sosik, sałatka, owocki. Da się przeżyć (Acha, wiecie jaki jest plus zamawiania specjalnych posiłków? Zawsze dostajecie pierwsi jedzenie na pokładzie, bo najpierw roznoszą zamówienia specjalne, a potem dopiero rozpoczyna się serwis tradycyjny – wypróbujcie kiedyś, polecam). Jest serwis rozrywkowy wbudowany w fotel przede mną, zatem włączam film „Frozen” – uwielbiam bajki Disneya i po zakończeniu seansu idę spać. Lot przebiega, szybko bez problemów – jakieś 7 godzin z minutami. Dodam tylko, że w standardzie lotu była jeszcze poduszeczka, kocyk, stopery do uszy i opaska na oczy. Reasumując jak na cenę 210 EURO w dwie strony całkiem wypasiona podróż. Teraz szukam kolejnej promocji i kierunku. Jak ktoś chętny na wypady to zapraszam.

Bo kto nie lubi jeść? Frykasy, smakołyki i delicje z całego świata zebrane w trakcie moich podróży

JULEK W PODRÓŻY

Bo kto nie lubi jeść? Frykasy, smakołyki i delicje z całego świata zebrane w trakcie moich podróży

Nie takie schody straszne jak je malują… czyli jak się nie poddałem w NYC!

JULEK W PODRÓŻY

Nie takie schody straszne jak je malują… czyli jak się nie poddałem w NYC!

Część 1 ZASTANÓW SIĘ Z KIM I GDZIE JEDZIESZ NA WYMARZONE WAKACJE – bo wcale nie musi być to Twój urlop życia!!!

JULEK W PODRÓŻY

Część 1 ZASTANÓW SIĘ Z KIM I GDZIE JEDZIESZ NA WYMARZONE WAKACJE – bo wcale nie musi być to Twój urlop życia!!!

I weź tutaj zwiedź w jeden dzień cały Manhattan !!!! Mission Impossible.

JULEK W PODRÓŻY

I weź tutaj zwiedź w jeden dzień cały Manhattan !!!! Mission Impossible.

Tajemniczy Most Brooklinski – duma NYC

JULEK W PODRÓŻY

Tajemniczy Most Brooklinski – duma NYC

All that JAZZ!!!

JULEK W PODRÓŻY

All that JAZZ!!!

Shopping in NYC – czyli niekontrolowany szał ciał i kart płatniczych

JULEK W PODRÓŻY

Shopping in NYC – czyli niekontrolowany szał ciał i kart płatniczych

Stuknęło 16 000 odsłon!!! To dzięki Wam!

JULEK W PODRÓŻY

Stuknęło 16 000 odsłon!!! To dzięki Wam!

Otwieram komputer dziś rano i jest … kolejny pułap osiągnięty!!! Strzeliło dość szybko i mamy 16 000 odsłon na blogu Dziś odsłaniam trochę jak to wygląda w przekroju na USA: I na kraje ogólnie: Piszecie, że przydało by się jeszcze trochę tego i tamtego. Zbieram wszystkie sugestie i opinie. Aktualnie z chłopakami z WEBERY pracujemy i negocjujemy kolejne zmiany na blogu. 4Q2014 to wdrożenie – mam nadzieję – przynajmniej kilku z kilkunastu elementów na stronie. Na razie powiem, że pracujemy nad pewną, interaktywną mapą i czymś, co będziecie mogli pobierać ze strony dla siebie. Te ostatnie miesiące starego roku to także jeszcze poszukiwania miejsc o których warto napisać, odwiedzić w Polsce. Pojawi się też trochę wpisów z mojej wyprawy do Indii. Chcę Was zarazić tym pięknym krajem. A dlaczego Indie (to już oficjalnie mogę napisać)? Jest to mój kierunek w 2015 roku. To już oficjalne potwierdzenie. Żeby Was też zainspirować do podróży po Europie i Świecie, zapraszam do kolejnej zabawy. Pierwsze 4 osoby, które dziś, jutro – no generalnie do końca tygodnia – opowiedzą o swoich celach podróży na 2015 rok, ale tylko pod wpisami na blogu (komentarze na FB się nie zaliczają) oraz zarekomendują mój Fun Page na FB (nowe polubienia) otrzymają ode mnie przewodnik. WAŻNE: oba warunki muszą być spełnione łącznie. Wpis będę widział a przybyłych czytelników (piszcie na PRIV kto kogo). Jeden z poniższych do wyboru (kto pierwszy ten lepszy) PS. Rygę za 205 zł od osoby i Paryż za 359 zł. jeszcze można kupić w bardzo dobrej cenie na stronie LOTU – dużo wolnych terminów aż do maja 2015!! Zainteresowani? Pisać… Dzięki, że jesteście i że Was ciągle przybywa!! Julek

7 istotnych informacji o lataniu nisko kosztowymi liniami lotniczymi

JULEK W PODRÓŻY

7 istotnych informacji o lataniu nisko kosztowymi liniami lotniczymi

Co się ze mną działo przez ostatnie trzy miesiące 3Q2014?

JULEK W PODRÓŻY

Co się ze mną działo przez ostatnie trzy miesiące 3Q2014?

Dwa oblicza Kuby – ostatni dzwonek, aby zobaczyć ją prawdziwą.

JULEK W PODRÓŻY

Dwa oblicza Kuby – ostatni dzwonek, aby zobaczyć ją prawdziwą.

Varadero – raj dla turystów Jak każda destynacja – tak i Kuba ma dwie twarze. Jedna jest przyjemna, kolorowa, egzotyczna i z efektem WOW. Taką najczęściej pokazuje się turystom, którzy przylatują do Varadero i spędzają dwa tygodnie w hotelach, na strzeżonych obiektach, z ofertą ALL i potem opowiadają jak pięknie jest na Kubie. Hotelowa plaża w Varadero Druga, ta bardziej przyziemna, także bardzo kolorowa, egzotyczna, ale po jej zwiedzaniu pozostaje taki słodko – gorzki posmak. Bo co my sobie wyobrażamy? Przylatujemy do obcego kraju. Korzystamy z ich ubogiej infrastruktury. Zapewne mamy zawsze więcej pieniędzy od nich,więc powinniśmy za wszystko słono płacić, bo im jest gorzej. Lokalny środek transportu Dać się nabijać w butelkę i przyjmować na klatę każde razy w nas wymierzone. Czy to moja wina, albo moich współtowarzyszy, że na Kubie jest jak jest. Nie ja decydowałem o tym, jaki ustrój polityczny tam będzie. Zresztą w historii tego kraju jest tyle dynamicznych zwrotów, że już człowiek sam się gubi co było dobre a co złe. Moje wyobrażenie o tym kraju, jeszcze przed przyjazdem było tym co przeczytałem, zobaczyłem w telewizji lub usłyszałem od znajomych. A, że mam tak w głowie, aby przekonać się zawsze samemu – to przyjechałem, zobaczyłem i w głowie mam jeszcze większą pustkę niż przed wycieczką. Uliczne jedzenie jest tanie. O tym dowiedziałem się po fakcie zakupu hamburgera za cenę 5 CUC (5EURO), gdy jego wartość wynosiła jakieś 25 razy mniej – płacisz w niewiedzy, nikt Ciebie nie sprostuje Tak. Zdecydowanie jest słabo z dostępnością towarów i usług. Karty kredytowe MC praktycznie są bezużyteczne w bankomatach (tylko VISA). Wymiana walut po średnim kursie i dolarów nie przywoźcie. Jakaś ciągła farsa na nienawiść do wszystkiego co amerykańskie. A z drugiej strony codzienne korzystanie z tego co Amerykanie zostawili, uciekając w popłochu po obaleniu generała Batisty. Ludzie obwiniają USA za trudności gospodarcze na Kubie i zapewne stąd cały łańcuszek zdarzeń. Wolność okupiona biedą. Nie ma Kuby bez cygar Kuba jednak otwiera się na przyjezdnych i na zachód. Widać, że kumają, iż potencjałem na którym można sporo zarobić są turyści. W 2010 roku, gdy odwiedzałem ten kraj – oficjalnie wprowadzono sprzedaż telefonów komórkowych i zaczęła działać na wyspie pierwsza firma telefonii komórkowej. Co roku docierają do mnie informacje o nowinkach jakie powoli wprowadza rząd. Plaża w Varadero – każdy handluje żeby zarobić na turystach Każdy może założyć własną działalność gospodarczą, mieć swój mały upragniony biznes, kupić samochód (wcześniej takiej opcji nie było), modyfikowane są też prawa własności ziemi i nieruchomości. Wszystko zmierza ku normalności. Taksówki w Varadero czekają na turystów Dlatego zapewne niedługo, Kuba jaką znacie z opowiadań, zacznie bezpowrotnie odchodzić do lamusa. Powstanie olbrzymi, karaibski kurort z setkami atrakcji dla przyjeżdżających rodzin. Varadero – korzystam z chwilowego przystanku Varadero jakie zobaczyłem już nie będzie zamkniętą  enklawą dostępną dla nielicznych. Dlatego gorąco namawiam – szukajcie tanich lotów, rezerwujcie CASA PARTICULAR i jak najszybciej uderzajcie na Kubę, póki jeszcze jest taka jaką znacie z opowieści. Nie ma Kuby bez rumu Gdy odejdą ostatni starsi ludzie, pamiętający czasy Batisty, przewrotów politycznych i dyktaturę El Comandante – Kuba stanie się już innym, nowym krajem a historie rzewnie śpiewane przez ulicznych grajków odpłyną gdzieś w historii starych czasów bezpowrotnie. 

Santiago de Cuba – cennych lekcji ciąg dalszy.

JULEK W PODRÓŻY

Santiago de Cuba – cennych lekcji ciąg dalszy.

Bez tych samochodów nie było by klimatu Kuby Dobrze, że chociaż autobusy firmy Viazul są klimatyzowane – można zatem komfortowo podróżować w tym upale po Kubie. Czeka nas całodzienny transfer z Trynidadu do Santiago de Cuba. Miała być podróż nocą, ale zmienili rozkład jazdy i tracimy przez to jeden dzień. Życie. Ważna rzecz od razu: Jeżeli będziecie korzystać z VIAZUL koniecznie weźcie sobie ciepłe rzeczy na ubranie do środka autobusy. Kierowcy bowiem niemiłosiernie chłodzą. Klima chodzi na full i jest koszmarnie, lodowato zimno. My oprócz swetrów, owijaliśmy się foliowymi płaszczami przeciwdeszczowymi, żeby ograniczać dostęp zimne do nas. Późnym wieczorem docieramy do Santiago. Życie i handel toczą się swoim tempem na ulicach Santiago – tutaj zapewne kogut na walkę jest sprzedawany Od razu organizujemy sobie „taksówki” do przejazdu na nasze miejsce noclegowe. Kolejna CASA PARTICULAR. Gdy już dojeżdżamy, coś nam mocno nie pasuje. Czy to aby na pewno to co wybieraliśmy. Kierowca potwierdza adres i numer domu i kasuje nas za kurs – po czym się ulatnia. Co turyści najczęściej fotografują na Kubie?? Puk puk – dobry wieczór to my grupa z Polski, mamy tutaj rezerwację. Ach tak tak już na Was czekaliśmy. Będziecie spać tutaj (pokazuje gospodyni na wejście do swojego domu), tam (palec idzie w prawo), tam (palec idzie w lewo) i tam (paluszek za plecy do sąsiednich drzwi. ??? Że co? pytamy. Nie było mowy o rozdzielaniu się. Coś tutaj śmierdzi!!! Poza tym nie znamy wszyscy hiszpańskiego więc jak się będziemy dogadywać. Z tym nie ma problemu – bo my mówimy po angielsku więc będzie ok. Zwiedzanie miasta nie może obyć się bez wizyty na Cementario de Santa Ifigenia – chyba trochę takie nasze Powązki. Na zdjęciu Mauzoleum Jose Martina – bohatera narodowego Kuby Stoimy jak te kołki na środku ciemnej ulicy, w obcym mieście, obcym kraju – i co mamy się kłócić?? To i tak nic nie da. Nasza gospodyni przekonuje nas, że takie tutaj jest prawo – nie mogą spać wszyscy w jednym domu – trzeba się rozdzielać. Z prawem się nie będziemy spierać. Jak mus to mus, poza tym jesteśmy wszyscy umordowani podróżą i każdy marzy tylko o noclegu. Przy kolejnych rezerwacjach warto doprecyzować tez i takie szczegóły jak nocleg i ile osób w jednym domu może spać – my tego nie wiedzieliśmy – Wy już wiecie Od rana ruszamy na zwiedzanie – o Santiago mówi się, że jest najczarniejszym z miast kubańskich, ale też najbardziej roztańczonym i muzykalnym. Życie i handel toczą się swoim tempem na ulicach Santiago – tutaj zapewne kogut na walkę jest sprzedawany Więc nasz cel na dziś to odszukać te opisywane w przewodniku atrakcje. Miasto podobnie jak Hawana, jest zniszczone – ale w tym jest właśnie urok. Kolorowe kamienice z dekoracyjnymi kratami, ulice jak w San Francisko – góra i dół – gra muzyka nadawana z megafonów, placach odpoczywają autochtoni. Patrząc na fasadę budynku widać luksus – niestety to już tylko historia. Dziś budynek popada w ruinę. Co kilka kroków natrafiamy na kogoś palącego cygaro (o dziwo starsi też sporo palą), grającego na gitarze lub próbującego nam coś sprzedać. W knajpach jest ciut taniej niż w Hawanie, ale i tak drogo jak na taki biedny kraj. Jeden z klubów muzyczno – tanecznych. Byliśmy, piliśmy, tańczyliśmy – lekko naciągane i widać, że pod turystów Dziwna zależność. Im biedniej tym drożej. W Santiago odkrywamy Polskie akcenty na ulicach – pozostałości po szeroko zakrojonej współpracy bloku wschodniego. Ach nawet miło się robi na sercu, bo nawet u nas to już widok unikalny. Polski akcent odnaleziony Nie wiem ile lat ma ten Fiat 125p. , ale wygląda nieźle Spotkania z ludźmi są najmilsze. Nieco smutne czasami, gdy słyszymy o ich życiu, ale ciekawym doświadczeniem jest nauczyć się od nich tego co najlepsze. Oni się nie użalają, jak jest im źle. Przywykli i żyją w takich warunkach jakie mają. Ta pani miała chyba ze 100 lat, radosna, ciepła, uśmiechnięta. Chętnie nam opowiadała o sobie i życiu na Kubie – cygaro musiało być Ważne, aby iść z godnością do przodu i nie oglądać się na to co było – bo to już przeszłość a ważna jest przyszłość. Kubańczycy palą cygara, ja pozostałem przy zwykłych papierosach. Cygaro mi nie podeszło. Cenna lekcja pokory. 

Najpiękniejsza z plaż na Kubie – Cayo Blanco

JULEK W PODRÓŻY

Najpiękniejsza z plaż na Kubie – Cayo Blanco

Rejs na Cayo Blanco – taki osobisty i prywatny raj na ziemi Jestem zaledwie kilka dni na Kubie i mam nieodparte wrażenie, że wszystkie kosmetyki już mi się kończą!!!! Kurwa mać – no kąpię się codziennie i rano i wieczorem, ale żeby w kilka dni zużyć prawie cały szampon i żel pod prysznic o perfumach (nowych a pół fiolki nie ma) nie wspomnę. Szybka dedukcja (no tak nie zamykałem walizki przed wyjściem z mieszkania) kosmetyki zostawiałem w łazience i wyszło…. Pani sprzątająca sobie regularnie odlewała i żel, i prysznic. Tylko jak odlała pół fiolki perfum??? Do dziś tego nie wyjaśniłem – widać Kubańczyk potrafi. Już do mnie też dociera, dlaczego na ulicach w pierwszej kolejności proszą o kosmetyki – tego tutaj po prostu nie ma. Pierwszy raz w życiu widzę prawdziwą rozgwiazdę Po szybkim śledztwie, śniadaniu (codziennie to samo) składającemu się ze smażonego jajka, tosta z odrobiną masła i sok z guajawy, ruszamy na nasze wyjątkowe plażowanie. Wycieczka na Cayo Blanco to wyprawa całodniowa. Piękna woda, czysta plaża i palmy w tle – czego więcej potrzeba Podążamy naszym vanem, w radiu leci „such a lovely day”,  śpiewamy – poszukujemy pozytywnej energii na cały dzień po porannym fuck upie. Po krótkiej podróży jesteśmy w marinie – czekamy na naszego sternika. Mija 5 minut, 10, 15 – po chyba pół godzinie pojawia się gość, pakuje nas na swoją łajbę i ruszamy w rejs w nieznane – to znaczy znane i określone – na jedną z najpiękniejszych piaszczystych wysepek okolicy. Jest to dzień lenistwa, kąpieli i fotografowania otaczającej nas przyrody. Jest bardzo twarda z licznymi szpiczastymi ostrymi wypustkami – dziwny twór – niech wraca do morza Pytamy sternika czy dostaniemy coś do picia na statku: Tak za 10 minut – odpowiada z bananem na twarzy Mija godzina od naszej prośby – tak się odmierza czas na Kubie i to też tłumaczy jego spóźnienie rano (zapewne był pewien, że przyszedł punktualnie) Lans na jachcie – Why Not? Wszystko wynagradza nam cel podróży. Krystalicznie czysta woda, delikatny bielusieńki piaseczek, palmy i na środku wyspy mała chatka z alkoholem i żarciem (wszystko w cenie i do oporu) tylko dla nas – na bogato – jak się bawić to się bawić!!!! Towarzyszą nam wylegające się w słońcu iguany i setki krabików. Rdzenny mieszkaniec wyspy – Iguana Cały dzień w raju. Tego życzę każdemu podczas podróży.

Odkrywanie Trynidadu. Kubańska perła architektury.

JULEK W PODRÓŻY

Odkrywanie Trynidadu. Kubańska perła architektury.

Ulice Trynidadu – czas zatrzymał się w miejscu Wjeżdżamy autobusem na przystanek w Trynidadzie. Wita nas wiwatujący tłum ludzi z tabliczkami nad głowami. Wow – myślę sobie, tak szybko wieści się roznoszą na Kubie i już wiedzą, że przyjechaliśmy. Niestety, to nie chodzi o sławę a ciężki zarobek. Każdy z tych ludzi walczy o klienta, o przetrwanie, o byt dla siebie i swojej rodziny. Na tabliczkach umieszczone są fotografie ich mieszkań – wynajęcie na dobę to niekiedy miesięczna pensja dla nich. Teraz rozumiem skąd taka jatka, gdy podjeżdża autobus. Całe życie miasta toczy się na ulicach My mamy zarezerwowany wcześniej nocleg u Felixa i wypatrujemy gościa (bo zadeklarował się, że po nas wyjdzie). Gdy już na siebie trafiamy – dostajemy info, że to tylko 5 minut na piechotę. Więc taszczymy te walizki po kocich łbach, w upale, pot z nas spływa i słychać tylko echem stukot kółek od naszych walizek. 5 minut na Kubie jest pojęciem względnym. Po zakwaterowaniu, od razu ruszamy w „miasto”. Labirynt uliczek, niska zabudowa, cała gama kolorów i mnóstwo ludzi na ulicach, zajętych swoimi codziennymi sprawami. Picie, plotki, gry itd. Pierwszym wyzwaniem jest posiłek. Jesteśmy poza sezonem, więc większość lokali jeszcze jest zamkniętych, ale to nie problem. Wyrasta przed nami rosły mężczyzna i proponuje obiad w swojej „restauracji”. Mężczyźni osobno, kobiety osobno Tu niedaleko serwujemy przepyszne i niedrogie jedzenie – informuje. Mamy mieszane uczucia, ale głód wygrywa – idziemy za nim. Gdy znacząco oddalamy się od centrum, ulice zamieniają się w polne drogi, gdzieś za oknami widać przelotne, ciekawskie spojrzenia, zaczynamy wątpić w istnienie tego lokalu. Po chwili potwierdza się nasza obawa – gość ciągnie nas do swojego domu – spanikowani dziękujemy i wracamy do centrum. Jak się później okazało, to dość powszechny sposób goszczenia turystów i tańszy niż klasyczna knajpa – oni po prostu tak zarabiają i nie ma w tym nic niebezpiecznego – chyba. Powolne życie na ulicach Trynidadu Kolejny dzień to dalsze zwiedzanie miasta. Idziemy w kierunku Plaza Mayor, wokół którego położone są największe zabytki miasta – barokowa katedra oraz klasztor Św. Franciszka. Labirynt cudownych uliczek, kolorowe kolonialne domy – to wszystko tworzy klimat żywcem przeniesiony w czasie. W roku 1998 miasto umieszczono na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Plaza Mayor z dumną katedrą Na każdym kroku jesteśmy zaczepiani przez mieszkańców, każdy chce coś sprzedać – cygara, wisiorki, banany – jesteśmy ich niepowtarzalną szansą na jedyny zarobek. Uświadamiam sobie, jak mamy fantastycznie mieszkając w Polsce a niestety nie zawsze to doceniamy. Dalej kierujemy się w kierunku Barrio Tres Cruses – największej atrakcji miasta, tak czytamy. Idziemy i idziemy, mijamy kolejne domostwa, już zaczynamy wątpić czy w ogóle ten plac istnieje. I jest …. Mnie osobiście opada szczęka – to tego miejsca tak długo szukaliśmy??? Barrio Tres Cruses – największa atrakcja miasta Fakt jest jednak jeden pozytywny – wokół placu jest najwięcej odrestaurowanych kolonialnych rezydencji. Z efektownymi rejas lub barrotes – wyszukanych krat z toczonego drewna, które wyparły drewniane okiennice w XIX wieku. Gdy do miasta wkroczył neoklasycyzm, zastąpiono je równie ozdobnymi kratami metalowymi. Zwiedzanie nas wykończyło – wieczór kończymy w lokalnym pubie smakując Chanchancharę – regionalny napój z miodu, rumu i soku cytrynowego. Jutro odreagujemy na Cayo Blanco.

Julek w krainie Mogotów.

JULEK W PODRÓŻY

Julek w krainie Mogotów.

Najlepszy środek transportu w Vinales Valley a jaki ekonomiczny No to jadę. Przed przyjazdem tutaj wpadła mi książka do łapek. Historie Polki, która za czasów szalejącej komuny stacjonowała z mężem na Kubie. Wtedy też pierwszy raz zetknąłem się z określeniem – mogoty. Mnie zaintrygowała nazwa. I już wiedziałem (chociaż nie miałem pojęcia co to jest), że będąc na Kubie spotkam się z tymi mogotami. Ja z koleżanką a w tle dolina mogotów Dość wcześnie rano mieliśmy pobudkę, bo i podróż daleka nas czekała. Do Vinales Valley mamy jakieś 185 km. Jednakże stan dróg na Kubie do najlepszych się nie zalicza, a i trasa prowadzi przez górzyste tereny. Czeka nas zatem podróż minimum 2,5 h, autobusem, jakiejś chińskiej (nieznanej mi) marki. Wszystko jest na opak, ale jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć i B. Suszarnia tytoniu Viniales, jest też pierwszym kontaktem grupy z prowincją. Zanim jednak docieramy do gościnnych mogotów, pierwszy przystanek w Pinar  del Rio (sosny nad rzeką). W Pinar, zwiedzamy fabrykę słynnego z tych okolic alkoholu Guayabita del Pinar produkowanego z Guajawy. Pinar del Rio – w fabryce alkoholu Guayabita del Pinar Po raz pierwszy (i nie ostatni), zaczepiają nas autochtoni, idą w ruch pierwsze cukierki (sprawdzają się zawsze na egzotycznych wyjazdach), które przełamują barierę wstydu pomiędzy nami a nimi. Rozpoczynają się pierwsze nieśmiałe rozmowy. Pinar del Rio – pierwszy przystanek Zaraz przed fabryką spotyka nas mężczyzna, chwalący się znajomością języka niemieckiego. Widać wziął nas za Niemców. Dobrze, że niektórzy z nas posługują się tym językiem, co owocuje uśmiechem na twarzy Kubańczyka. Opowiada nam jak pracował w fabryce maszyn w Niemczech (a może tylko tak zrozumieliśmy) Ruszamy dalej – już niedaleko. Dolina mogotów – Vinales Valley Vale de Vinales, leży wśród charakterystycznych formacji skalnych pasma Sierra de los Organos, nazywanych właśnie mogotami (no i się wyjaśniło u kogo gościny będę zażywał) . Są to porośnięte bujną roślinnością ostańce erozyjne, powstałe w okresie Jury. Wśród tych falujących po równinie formacji górskich poukrywane są liczne jaskinie. Zwiedzamy jedną z nich Cueva del Indio w której w czasie konkwisty, ukrywali się Indianie. W końcu widać światło w tunelu Po eksploracji groty, udajemy się na zasłużony lunch. Na koniec wycieczki pozostają nam dwie atrakcje: Moja mina, gdy się dowiaduję, że to nie kobiety na udzie cygara zwijają Pierwszą jest zwiedzanie, wciąż czynnych suszarni tytoniu z którego wyrabia się cygara. Pan demonstruje proces produkcji i zwijania tych rarytasów. I UWAGA: wbrew krążącym opinią to nie kobiety na swych udach a mężczyźni paluszkami najlepiej zwiją cygara na Kubie!!! Precyzja w zwijaniu to podstawa W dolinie wciąż żywe są tradycje rolnicze – tytoń uprawia się tradycyjnymi metodami przy użyciu pługa, ciągniętego przez byka. I właśnie byk stanowi kolejną atrakcję dla nas, gdyż okazuje się, że na nich tutaj się także jeździ – zatem mamy okazję (kto odważny) spróbować nowego środka transportu. Jak się włącza ten pojazd?? I w tym błogim stanie  otaczającej mnie przyrody, dotarło do mnie, że źle policzyłem sobie urlop!!! Lecąc na zachód zyskujemy dobę, ale wracając ją tracimy, czyli że będę w Polsce dzień później niż planowałem. FUCK, – podróże kształcą.

Hawana w 4 odsłonach.

JULEK W PODRÓŻY

Hawana w 4 odsłonach.

Było zwiedzanie, imprezowanie, awantura w barze, próba oszustwa. A to wszystko w cieniu rewolucji. Odsłona 1: Zabytki – nie sposób pokazać i opisać wszystkiego co oferuje Hawana. Jest skarbnicą budowli, architektury i niepowtarzalnego klimatu. Parque Central – z posągiem Jose Martiniego to najważniejsze miejsce życia towarzyskiego Kubańczyków Capitolio – wzorowany na waszyngtońskim Kapitolu, siedziba Senatu i Izby Reprezentantów – jednak nie zapominajmy kto tak na prawdę dzierży władzę w tym kraju Parque Central – po prawej fragment słynnego hotelu Iglaterra – w latach świetności gościł największych władców tego świata, po lewej zaś fragment Gran Teatro de la Habana Plaza de la Catedral – najbardziej kameralny z głównych placów Starej Hawany Plaza Vieja – pierwotnie pełnił funkcję targu niewolnikami. Obecnie w pełni odrestaurowany jest ulubionym miejscem turystów zasiadających w jednej z licznych restauracji lub pubów, wsłuchujących się w guajiras (poezja śpiewana) – my znamy chociażby Guantanamerę Forteca La Cabana – to własnie tutaj co wieczór kubańscy żołnierze przebrani w XVIII wieczne stroje oddają wystrzał armatni obwieszczający koniec dnia Odsłona 2: Rewolucja, Fidel Castro i Che – pierwsze hasła jakie przychodzą na myśl, gdy mówisz Kuba. I faktycznie na każdym kroku można odnaleźć ich ślady. Ernesto Che Guevara jest na Kubie najbardziej szanowanym bohaterem rewolucji. Jego wizerunek widzi się na Kubie wszędzie Kult Che jest do dziś niezwykle silny. Na ulicach Starej Hawany spotkać można do dziś jego zwolenników na każdym kroku (zdjęcia można robić, ale za opłatą) Jak nie ma w pobliżu malowidła ściennego z Che lub Castro, zawsze pojawia się inny zamiennik utrzymany w klimacie Nie ma Kuby bez Che – aktualnie jego wizerunek jest chyba najlepszym z biznesów na wyspie Odsłona 3: Jestem chodzącym dolarem, więc trzeba mnie doić ile wlezie, czyli salsa, zabawa i mojito leje się strumieniami. Z cyklu historia jednego wieczoru z podtekstem kryminalnym w tle: W barze Monserrate rozegrała się historyjka, której nie zapomnę do końca życia. Super lokal – tak mi się zdaje po wejściu do środka przez wahadłowe drzwi jak w saloonie. Zamawiamy Pina Coladę. W tak zwanym między czasie nagle pojawią się pierwsi muzycy Impreza się rozkręca. Kubańczycy zapraszają do zabawy nasze koleżanki. Jedna wielka balanga Czy stary czy młody – wszyscy tańczą. Nie przeszkadza zadyma przy barze, gdzie ktoś się z kimś naparza. Ochrona czuwa i reaguje. My bawimy się dalej Kolejne drinki, coraz więcej ludzi – WOW chyba bardzo popularny lokal Jak Kuba to mojito – a tutaj oj leją rum w sporych ilościach Wieczór powoli się kończy. Powoli znikają grajkowie i tancerze. A my dostajemy rachunek i… Co to kurwa jest ??? 150 CUC (jakieś 600 zł), kto tyle nabił??? Jest nieprzyjemnie i nerwowo. Teraz my jesteśmy przeciwko ochronie i kelnerom – robi się awantura. Z opresji ratuje nas kolega mówiący po hiszpańsku – płacimy i spadamy. Wychodzi, że cała dzisiejsza impreza była pod znakiem sponsorów z Polski. Właśnie taka jest Kuba. Skoro stać Cię żeby tutaj przyjechać, znaczy masz kasę!!! Płać za wszystko walutą, za to cudne zdjęcie też. Kuba jest zabawna, muzyczna, taneczna, kolorowa – tylko czy nie jest to tylko pocztówka?? Taka Kuba też istnieje – bardziej w Santiago de Cuba – o tym później Odsłona 4: Powoli, powoli. Jutro też jest dzień Najfajniej zwiedza się powoli. Usiąść, popatrzeć na to co Ciebie otacza – chłonąć i zapamiętywać Malecon – ulubione i całodobowe miejsce spotkań habaneros (hawańczyków) – mnóstwo kąpiącej się młodzieży i dzieci Łowiących ryby Czy zakochanych par. Woda agresywnie rozbija się o mur promenady a podczas niepogody woda bezlitośnie przedziera się kaskadami przez falochron i uderza w stojące budynki Wiele z tych pięknych domów jest bardzo zniszczonych – aktualnie prowadzi się szeroko zakrojone prace, aby uratować te, które jeszcze się da W dzielnicy Miramar natrafiam na jaguey – drzewo z setkami korzeni zwieszających się z konarów drzewa. Tutaj już jest mniej turystów, panuje cisza, spokój – można odkrywać inną część miasta bez zakłóceń Jutro kierunek Dolina Mogotów…

Kartka z podróży. W drodze na Kubę (o przygotowaniach, awaryjnym lądowaniu i pierwszym szoku na miejscu)

JULEK W PODRÓŻY

Kartka z podróży. W drodze na Kubę (o przygotowaniach, awaryjnym lądowaniu i pierwszym szoku na miejscu)

Tradycyjnie już tablica moim znakiem rozpoznawczym Zanim na Kubę to najpierw przygotowania. Z racji rozrzutu grupy po całej Polsce – trzymanie kontaktu i szybkość w uzyskiwaniu potwierdzeń (w tamtym okresie – rok 2010) stanowi wyzwanie. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Sprawdzam cenę, podejmuję rezerwację i czekam, aż się każdy wypowie. SMS jest jedyną formą kontaktu bo zazwyczaj wszyscy siedzą w robocie i ni jak idzie się dodzwonić. Realia na Kubie Jak już mam wszystkie decyzje i akcepty na tak. Następuje mój ulubiony moment – płatność i oczekiwanie na potwierdzenie nabycia biletów. Moja karta nie zadziałała, kolegi też, więc trzecia z rzędu osoba udostępniła nam swój limit, aby wszystkie bilety kupić. A można się nieźle walnąć przy rezerwacji – co też czynię przy dwóch pierwszych biletach i tym samym rozdzielam grupę na dwa różne loty. Póki jeszcze jest retro, każdemu gorąco polecam wizytę na tej wyspie FUCK – zauważyłem, że coś jest nie halo zaraz po kliknięciu kupuj. No to teraz telefon do Niemiec (bo tam jest biuro obsługi klienta) i łączonym niemiecko – angielskim tłumaczymy o co chodzi i prosimy o zmianę dla mnie i kolegi. Witamy na Kubie Gdy i to jest dopięte, wysyłamy maila do całej grupy: Hej, Po kilku kieliszkach wina, i małym zamieszaniu z kartami - Paziówna jest sponsorem wszystkich biletów lotniczych:-)DZIĘKUJEMY!!!! Udało się zmienić też lot mnie i Julkowi (po rozmowie z Panią Albiną:-)w łamanym niemiecko - angielskim) i lecimy już wszyscy razem:-) Jednym samolotem i cena jak się okazuje też ta sama= uffffffffffff!!! Wyszło 1614 Euro na 2 osoby - czyli po 807 euro na osobę Nie mamy możliwości rezerwacji miejsc tak jak to było w locie do Indii - więc po prostu we Frankfurcie musimy zrobić zadymę przy okienku i już. Lecimy boeingiem 767 - 300(ciut mniejszy niż ten do Indii). No to jednym słowem - ahoj przygodo ponownie:-)! Miłego wieczoru - albo raczej nocy! I tak to się wszystko zaczęło. Lecimy liniami Condor Air – ponoć dobre (spółka córka Lufthansy) – sprawdzimy. W dniu wylotu na Lotnisku Okęcie okazuje się, że otrzymujemy tylko boarding card na lot do Frankfurtu a dopiero w Niemczech otrzymamy kolejny bilecik. Kamienice bajkowe W Niemczech przy stanowisku z biletami jest taka rozpierducha, że aż się dziwie bo przecież „Ordnug muss sein”, ale nie tym razem. Tutaj dochodzi do regularnej walki o pierwszeństwo zdobycia biletu – jak widać chartery wszędzie na świecie mają podobny typ klienta. W końcu siadamy w samolocie i rozpoczyna się kołowanie. Ponieważ jest to charter, napoje alkoholowe są ekstra płatne – no trudno, jakoś przeżyjemy. Po jakiejś godzinie od startu – gdzieś nad Paryżem, gdy wszyscy już zaczynaj być rozluźnieni, rozlega się głos kapitana: Szanowni Państwo z powodu zdiagnozowanej usterki (oficjalnie popsuła się nawigacja co uniemożliwia loty nad oceanem) jesteśmy zmuszeni zawrócić do Frankfurtu i awaryjnie lądować na lotnisku. Zaczyna się zamieszanie, personel pokładowy szybciutko sprząta to co już zaczął roznosić, gdzieś nad Menem rozpoczynamy zrzucanie paliwa i szykujemy się do lądowania. Ustrój polityczny choć niezmienny od lat, to widać powolne modyfikacje dla mieszkańców Cisza w samolocie jak makiem zasiał, kto może wygląda przez okno – jakby to miało w czymś pomóc i spokojnie dotykamy kołami pasa lotniska. O dziwo, nie wypuszczają nikogo z samolotu, tylko naprawiają go przy pełnym obłożeniu. Kilka godzin później, gdy usterka zostaje usunięta, paliwo ponownie zatankowane – startujemy. Kolejny komunikat od Kapitana: Szanowni Państwo, w ramach przeprosin za całą sytuację linie lotnicze chcąc zrekompensować niedogodności podczas całego rejsu będą serwować napoje alkoholowe za darmo. I to jest jakiś plus tego całego opóźnienia. Kolejne godziny lotu upływają już spokojnie. Międzynarodowy port lotniczy w Hawanie Lądowanie w Hawanie jest w późnych godzinach nocnych (tego nie przewidzieliśmy) I od razu pierwsze skojarzenie, które rodzi się w głowie – czas się cofnął!!!! Chcieliśmy to mamy. Przechodzę przez ochronę bezpieczeństwa, wręczam paszport, uśmiecham się do zdjęcia i już – mogę wejść na teren Kuby. Acha, dostaję dokument (taka luźna karteczka z wpisaną datą wjazdu – przy wylocie mam ją oddać, inaczej nie wyjadę z kraju)!!! SICK Na koniec sprawdzają mi plecak i zabierają każdy ślad jedzenia jaki w nim znajdą – obowiązuje bowiem całkowity zakaz wwożenia żywności. Jest biednie, ale oni innego życia nie znają Nasza ekipa liczy 7 osób. Więc wyzwaniem będzie ogarnianie towarzystwa oraz każdy z możliwych transferów, o czym przekonujemy się już chwilę po wymianie pieniędzy na lokalne peso convertible (taka waluta specjalna dla turystów – kto starszy pamięta jak w Polskich Pewexach płaciło się bonami towarowymi PeKaO lub walutą wymienialną), gdy przychodzi do zamówienia taksówki. Gdy już jesteśmy zapakowani – rozpoczyna się „szaleńcza” jazda ciemnymi ulicami Hawany. Momentami ekscytacja, a potem strach Ciemno, pomarańczowa poświata pojedynczych latarni, odblaski w kałużach, majaczące sylwetki przechodniów, ciemne zjawy w podcieniach zrujnowanych domów. Obrazki rodem z jakiegoś kryminału albo lepiej horroru – i my w  środku tej scenerii. Wszystko wydaje się opustoszałe, zniszczone i po prostu straszne!!!! Jeszcze popularny środek transportu Kierowca się zatrzymuje nagle: Jesteśmy na miejscu – oznajmia Czuję jak żołądek podchodzi mi do gardła – Upss Spoglądam na obdrapany budynek – w jego wnętrzu znajduje się nasze pierwsze lokum – casa particulare. Ostatnie piętro, strome schody i my z wypchanymi walizkami – ahoj przygodo??