Italia poza szlakiem

Moje toskańskie lekcje gotowania

- Czego chciałabyś się nauczyć? Masz jakieś specjalne życzenia? - Moje jedyne życzenie to dobra zabawa przy robieniu typowo toskańskich dań. - A zatem, załatwione! Nie mając pojęcia czego się mogę spodziewać, pojechałam do Chianti wziąć lekcje toskańskiej kuchni. Towarzyszył mi mój 12 letni syn i 9 letnia córka. To głównie oni mają się dobrze bawić. Zamiast wysłać ich na obóz narciarski, zagoniłam ich do garów. Mam tylko nadzieję, że ta wiedza im się kiedyś przyda. Tymczasem Chianti powoli budzi się z zimowego snu, to w końcu marzec.     Kierunek Toscana Mia Toscana Mia oferuje lekcje kuchni włoskiej w Chianti i we Florencji. Trzeba się wcześniej umówić, ilość miejsc na lekcjach jest ograniczona, pracuje się się w grupach maksymalnie 10 osobowych. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, byli już pozostali uczestnicy zajęć – dwa amerykańskie małżeństwa. Wszyscy dostaliśmy kuchenne fartuszki i przepisy, z którymi mieliśmy się tego wieczoru zmierzyć. Kuchnia gotowa, składniki na stole, więc zerknęłam do manu. Uśmiechnęłam się szeroko, bo zobaczyłam, że w końcu będę robić toskański makaron pici! Zaczęliśmy jednak zupełnie od czegoś innego … Na zdjęciu widoczna jest jedna z część kuchni, w której pracowaliśmy. Przystanek 1. Unieś mnie w górę! Tiramisù Wiedziałam, że mój syn ucieszy się szczególnie na deser, tiramisù to jego popisowe dzieło w domu! Tiramisù musi spędzić trochę czasu w lodówce zanim będzie gotowe do podania dlatego lekcje zaczęliśmy właśnie od niego. Dzieci chętnie wykonywały wszystkie polecenia, aż miło było popatrzeć. Powiem tylko tyle, mój syn po warsztatach zmodyfikował swój przepis. Jeśli potrzebujecie doskonały przepis na ten deser odsyłam Was do bezpośrednio do przepisu, którym podzieliła się Danusia, poświęciłam mu osobny post, Tiramisù - przepis na szczęście.   Przystanek 2. Nie płacz, kiedy odjadę Tacchino al latte. Indyk na mleku Gdy tiramisù zniknęło w lodówce wzięliśmy się za kolejne danie. Indyk został związany elegancko sznureczkiem, aby się nie rozpadł w czasie gotowania, tymczasem my kroiliśmy warzywa, które miały się dusić razem z mięsem, a następnie zalane mlekiem spokojnie gotować na małym ogniu. Też płaczesz, gdy obierasz cebulę? Jak ja tego nie cierpię dlatego wzięłam się za marchewkę i pora, cebulę zostawiłam super odpornym. Warzywa najpierw podsmażyły się z masłem i oliwą w rondlu, a następnie został dodany indyk, który został lekko obsmażony z każdej strony po chwili został zalany 1l mleka. Od tej pory zadaniem jednego z uczestników było przewracanie indyka co 10 – 15 minut w przedziale 45 minut. jak się zmieniało daniu widać na poniższych zdjęciach.   Przystanek 3. Więc choć pomaluj mój świat Peperoni al forno. Zapiekana papryka Miało być ładnie i kolorowo, miało być smacznie. Czerwona i żółta papryka już czekały w gotowości. Pięknie pokroiliśmy 6 papryk w paski, a następnie układaliśmy naprzemienne kolorami. Każdą warstwę posypywaliśmy bułką tartą, dodawaliśmy oliwę i kapary. A potem do piekarnika na pół godziny. I Voilà!   Przystanek 4. Wężowisko Pici, po prostu pici Pici to nic innego, jak najprostsza toskańska pasta. Przygotowanie ciasta, wałkowanie, krojenie to tylko wstęp do wspólnej zabawy, jakim jest robienie z ciasta jak najdłuższych „węży”. Bawiliśmy się przy tym świetnie, jednak to najbardziej pracochłonna część warsztatów. Nie wszyscy mieliby ochotę wykonywać takie zadanie codziennie w domu, a przecież kiedyś to było normą.   W międzyczasie przygotowywaliśmy także sos do pici. Czosnek, pomidory, oliwa, odrobina soli i pieprzu, oto cały sekret. Toskańska kuchnia została stworzona przez prostych ludzi, więc i dania są proste.   Przystanek 5. Solidna dawka żelaza Crostoni al cavolo nero. Grzanki z jarmużem Na koniec pozostaje do przygotowania małą przekąska, toskański chleb na ciepło z jarmużem, cebulą i czosnkiem. Smakowita przekąska udowadniająca, jak kuchnia toskańska może być smaczna i zaskakująca jednocześnie. W międzyczasie wszystko się upiekło i ugotowało, więc mogliśmy zasiadać do biesiadowania. 6. Ostatni przystanek. Biesiadowanie Pici wymieszano z pomidorami i dodano parmezan. Zjedliśmy póki gorące. Następnie indyk został pokrojowy w plasterki, a wokół niego ułożono paprykę, która wyszła doskonale. Na stole pojawiły się gorące crostoni al cavolo nero, które schrupałam z wielką chęcią. Na koniec najbardziej oczekiwany przez wszystkich deser tiramisù. Jedzenie i wino zawsze doskonale rozwiązują języki, a ponieważ wino było dostępne przez cały czas, nie brakowało opowieści zza oceanu, wszak większość gości była właśnie stamtąd. Tu muszę dodać, że podawano wino było produkowane przez sąsiada Toscana Mia, Chianti Classico. Muszę jednak przyznać, że było w moim guście.   A teraz zapytacie czy było jakieś ale … Toscana Mia w Chianti mieści się w typowo toskańskim domu, w którym większość sprzętów jest już dość zużyta, co widać na pierwszy rzut oka. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy wyobrażają sobie naukę gotowania w niemalże sterylnych warunkach, tutaj tego nie znajdziecie. Nie byłam w dolnej kuchni, gdzie odbywają się zajęcia w sezonie, więc nie mam pojęcia, jak ona wygląda. To, co ja widziałam to typowo domowa kuchnia, której przydałoby się pewnie odświeżenie i być może nie przeszłaby testu białej rękawiczki perfekcyjnej pani domu, jednak czy aby na pewno o to w tym chodzi? Fartuchy, które otrzymujemy na początku, nie są wysokiej jakości, ale spełniają swoją rolę w czasie zajęć i zniosą zapewne jeszcze kilka prań. Biorąc pod uwagę obecność dzieci na zajęciach można mieć obiekcje do dodawania alkoholu i kawy do deseru. Wystarczy zwrócić uwagę, jeśli coś Wam nie pasuje. Można przygotować inny deser lub zastosować zamienniki. Pamiętajcie, że manu możecie wybrać już w momencie pierwszego kontaktu i może być takie, jakie chcecie. Podobnie jest z uwagami, możecie je zgłosić w dowolnej chwili.   A teraz czas na konkrety. Jak się zapisać na taki kurs 1. Zacznij od przeglądnięcia strony Toscana Mia, aby wybrać ofertę najlepszą dla siebie – lekcje gotowania, nauka języków obcych, wycieczki w poszukiwaniu najlepszego jedzenia i wina zarówno w Chianti, jak i we Florencji, a następnie skontaktuj się z nimi. Na ich stronie znajdziesz wszelkie dane kontaktowe. Paola i Simonetta (#toscanamiasisters) są obecne w wielu mediach społecznościowych, na które trafisz także za pośrednictwem ich strony. Mail info@toscanamia.net. 2. Lekcje gotowania są przeprowadzane nawet dla jednej osoby, z reguły jednak grupa wynosi 8-10 osób. 3. Zajęcie są prowadzone w języku angielskim i zajmują zwykle 4,5 godziny. W tym czasie przygotowuje się 5 potraw, a następnie biesiaduje. Są jednak także inne kursy do wyboru. 4. Każdy z uczestników otrzymuje fartuch Toscana Mia oraz przepisy. W trakcie warsztatów dostępne są przekąski, woda i wino. 5. Ceny kursów są uzależnione od Twojego wyboru, mój kurs kosztował 152 EUR (byłam z dwójką dzieci). Zgłaszając się na warsztaty trzeba było najpierw wypełnić formularz wpisując ewentualne alergie pokarmowe oraz preferencje odnoście dań. Dzięki temu Simonetta i Paola, które prowadzą szkołą, wiedziały z kim mają do czynienia i co mogą zaproponować. Na warsztaty zgłaszają się goście z różnych stron świata, trzeba wziąć pod uwagę ich preferencje, wyznanie, alergie i wszelkie ograniczenia. To wcale nie jest takie łatwe! Simonetta i Paola są siostrami. Znakomicie mówią po angielsku, włosku i francusku, ponadto Simonetta włada także hiszpańskim, a Paola niemieckim i innymi językami, gdyż języki obce są jej pasją. Niestety nie mówią (jeszcze) po polsku.   Jak dojechać do Toscana Mia Toscana Mia znajduje się zaledwie godzinę drogi od Florencji, 40 minut od Sieny czy 10 minut od Radda in Chianti. W pobliżu znajduje się wiele urokliwych miasteczek, jak San Gimignano, Montalcino, Pienza czy Montepulciano. To absolutnie najpiękniejsze zakątki Toskanii. Ja poszłam na łatwiznę, wynajęłam samochód jeszcze w Pizie i byłam całkowicie niezależna. Wpisałam w mojej nawigacji adres Toscana Mia i dojechałam bez najmniejszych problemów. Musicie wziąć pod uwagę fakt, że samochód lub skuter to najlepsza i najwygodniejsza opcja na poruszanie się po Chianti. Jedyną przeszkodą w całkowitym skupieniu się na drodze, są widoki za oknem. Mamy ochotę zatrzymać się co kilka metrów i koniecznie wszystko uwiecznić. Adres: Podere Le Rose Località Poggio S. Polo, 2 53013 – Gaiole in Chianti koordynaty GPS: N 43° 26’ 49” E 11° 22’ 41”   A na koniec mały TIP 3 w 1 czyli jak zorganizować sobie najlepszy dzień w Chianti! Co mam na myśli pisząc 3 w 1? W jednej okolicy, w jeden dzień, możesz sobie zafundować aż 3 atrakcje dla ducha i ciała! Niestety nie mam tu na myśli spa, wybaczcie. Na lekcje do Toscana Mia trafiłam dzięki uprzejmości i rekomendacji firmy To-Toskania, która oferuje najlepsze domy na wynajem w Toskanii, Umbrii i Apulii. Mieszkając w okolicach Gaiole in Chianti, u cudownej Holly w Trigfolio, miałam do Toscana Mia zaledwie około 20 minut jazdy. Tuż obok, zaledwie kilka minut od Toscana Mia brałam także udział w degustacjach wina w Casanuova di Ama i Castello di Ama. Można więc zaplanować albo jeden bardzo intensywny dzień w tych okolicach lub rozłożyć to na dwa, a nawet 3 dni, dozując powoli sobie przyjemności.     Degustacja w Castello di Ama wraz z oprowadzeniem po winnicy – 2h, wyłącznie po umówieniu się na wizytę. Degustacja w Casanuova di Ama – zależy od waszego rozgadania się, ale załóżcie ok. 1,5 h. Lekcje gotowania w Cooking School Toscana Mia – 4,5 godzina, a nawet nieco dłużej.   Proszę, sami zobaczcie na mapie, jak te trzy miejsca są blisko siebie. Gotowa mapa jest tu: Toscana Mia – Casanuova di Ama – Castello di Ama   I trochę PR-u, niech im będzie O Paola i Simonetta ukazało się wiele artykułów prasowych, także same publikują w magazynach (nie tylko) kulinarnych w USA, Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Japonii, Holandii czy Brazylii. Występowały także wielokrotnie w programach telewizyjnych w różnych krajach europejskich. Dziś można sie od nich uczyć kuchni włoskiej, języków obcych, a także zgłębiać tajniki oliwy extra vergine, włoskich win i piw oraz oczywiście włoskiego stylu życia! Lekcje przebiegały w niezwykle sympatycznej atmosferze, siostry chętnie odpowiadają na wszelkie pytania, dzielą się swoją wiedzą i historią. Musicie wiedzieć, że posiadają własny ogród organiczny i hodują zioła. Są także niezwykle dumne własnej z oliwy, którą produkują.   I to byłoby na tyle … Rozgadała się, jak zwykle:). Uściski najserdeczniejsze i wielkie podziękowania dla Mikołaja i Seana z To-Toskania za możliwość udziału z lekcjach, Magda

Italia poza szlakiem

Wiosna w Chianti? Dlaczego warto jechać do Toskanii

- To już nie zima, ale jeszcze nie wiosna – powiedział Luca ze zmatowioną miną. – Prawdziwą wiosną tu jest szał kolorów, a teraz … zobacz sama. Rozejrzałam się dookoła. Nie ma jeszcze kolorów? Uciekłam z szarego Hamburga do toskańskiego Chianti i byłam najszczęśliwsza, że tu trawa jest wspaniale zielona, magnolie są całe obsypane kwiatami, forsycje atakują żółcią, a drzewa owocowe pokazuję z całą śmiałością delikatnie różowe płatki. Wokół domu gaje oliwne, strzeliste cyprysy, młodzieńczo zielona wierzba i wielobarwne wzgórza. Jedynie za wcześnie dla winorośli, one wciąż uśpione, czekają na mocniejszą dawkę promieni słonecznych. Zanim się otworzą na nowe, muszą mieć pewność, że będą spełnione ich wszelkie zachcianki. Za to cytryny za chwilę będę gotowe oddać się do ostatniej kropli soku. I jak tu się nie czuć wyjątkowo? Luca jest Toskańczykiem, jego żona Holly Irlandką i wspaniałą artystką. Poznali się, gdy Holly przyjechała „na chwilę” do znanej pracowni ceramiki w Chianti uczyć się rzemiosła od najlepszych. Została nieco dłużej, to już ponad 20 lat. Mogli zamieszkać wszędzie, a jednak zdecydowali się, że to właśnie tu będzie ich dom. Było to dla nich zupełnie oczywiste. To, gdzie się jest, znaczy czym się jest. Im głębiej owo miejsce przenika w jaźń, tym bardziej się umacnia więź z owym miejscem. Wybór miejsca nigdy nie bywa przypadkowy, to wybór czegoś, czego się pragnie.  Wiecie, kto po powiedział? Frances Mayes w swojej książce „Under the Tuscan Sun”. Pasuje do nich idealnie. Pracują ciężko każdego dnia, wszystko wymaga atencji, przycięcia, sprzątnięcia, nakarmienia, dobrego słowa. Ale te urywki, skrawki, chwile zupełnie ulotne Holly łapie i już nie wypuszcza, trwale przenosi na obraz. Koniecznie zobaczcie jej prace na stronie Holly Melia. Zdradzę Wam, że cała jej rodzina to znani artyści. Luca też jest artystą, choć wymiar jego prac jest nieco inny. Mistrzowsko przywraca kamienne domy do życia, powstają arcydzieła codziennego użytku, solidny kawał dachu nad głową dający poczucie stabilności. Jak ten, przecudny Trifoglio, w którym gościłam przez tydzień. Miałam problem, żeby moje dzieci, z którymi tu przyjechałam, wyciągać na wycieczki, dom i okolica zapewniała im wszelkie rozrywki. Są kury i wielka przestrzeń, koty, i jest Charlie Brown – słodki psiak właścicieli, wygodne łóżka, piec dający błogie ciepło, czego chcieć więcej? Basen? Jest, oczywiście! Internet, telewizja i … świeża jajka na śniadanie od szczęśliwych kur Holly. Dlaczego Chianti wiosną? Warto zamienić szarość na zieleń. Młodą, soczystą, właśnie wybuchającą. Tu wiosna jest miesiąc szybciej niż u mnie w Hamburgu. Pojechałam do samego serca Toskanii, moją bazą było Gaiole in Chianti. Pogoda bywała nieco kapryśna, słońce budziło, ale popołudniami deszcz lubił odświeżać krajobraz. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadzało. Moim celem było poznanie symboli Chianti i ludzi, którzy pracują, by można było je spróbować, dotknąć, poczuć. Poznałam, co to dążenie do doskonałego. Winnice, gaje oliwne, zamki, Eroica i czarny kogut Gallo Nero to symbole Chianti.   Postawiłam na niewielkie miasteczka, wino z symbolem czarnego koguta, kamienne zamki, oliwę i lekcje gotowania. Nie spieszyłam się. Pokażę Wam teraz, jak można cieszyć się Chianti wiosną.   Barbischio Maleńkie, kamienne mikro-miasteczko, zaledwie kilka domów i zagadkowa wieża. Barbischio intryguje, nie da się przejechać obok bez myślenia o jego historii. Jak wyglądało kiedyś? Jak wyglądał istniejący to niegdyś zamek? Dziś turyści zaglądają tu głównie z powodu wspaniałej kuchni miejscowych trattorii, niesamowitych widoków, specyficznego klimatu. Czy duchy mieszkających tu niegdyś ludzi wciąż można dostrzec za rogiem? Tak właśnie się czułam. Mijałam Barbischio codziennie. TIP: Będąc tu – wcale nie przejazdem – wpadnij koniecznie zjeść do Osteria Il Papavero. Gaiole in Chianti Miasto, w którym wszędzie są znaki z napisem L’Eroica. L’Eroica to słynny wyścig kolarski w stylu retro, w tym roku wypada 2 października. Duch kolarstwa panoszy się tu już od wiosny, ale poza tym jest jeszcze cicho i bardzo spokojnie. Życie towarzyskie toczy się w barach i sklepikach, a gdy słońce rozgrzewa atmosferę dzieci biegają radośnie, gdy tylko zakończą szkolne obowiązki. W miasteczku jest kilka sklepów lecz nie wszystkie są przed sezonem otwierane punktualnie, przecież pogawędka z sąsiadką jest dużo ważniejsza. Okazuje się, że nawet tutaj, w Gaiole, Włosi mówią po polsku. Przekonałam się o tym na poczcie, gdy usłyszałam ponaglające – Szybciej, szybciej! TIP: Najlepsza pizza w mieście kupicie w Pizza it Ciamparini Corrado przy Via Roma 20. Sam lokal jest, jaki jest, ale i tak warto tu zjeść. San Gimignano Jadąc w ulewie, jakiej dawno nie widziałam, miałam nadzieję, że zostawię ją w końcu za sobą. Nie udało się, poddając się mokrej rzeczywistości kupiłam dwa parasole. Średniowieczny Manhattan zlitował się w końcu i wkrótce na niebie ukazała się piękna tęcza. Miasteczko zachwyca tak w deszczu, jak w słońcu, punkt obowiązkowy dla każdego zakochanego w Toskanii. TIP 1: W miasteczku są wyznaczone duże parkingi dla turystów, odpłatne, nie powinno być problemów ze znalezieniem wolnego miejsca. Z każdego z nich jest bardzo blisko do serca San Gimignano. TIP 2: Najlepsze lody kupicie w Gelateria Dondoli. Siena To miasto wyjątkowe, więc i ja nie szczędziłam kilometrów. Trzy razy w Sienie w ciągu tygodnia i nie żałuję ani jednego. Piazza del Campo to punkt obowiązkowy, Palazzo Publico i kto ma siłę, niech wspina się na wieżę Mangia, bo widok z niej jest oszałamiający! A potem koniecznie najpiękniejsze w Toskanii Duomo i w końcu wsłuchać się w słowa Herberta i pójść za jego radą z ”Barbarzyńcy w ogrodzie”: Jeśli kogoś Bogowie uchronili od wycieczek, jeśli ma za mało pieniędzy lub za dużo charakteru, aby wynająć się przewodnikom, pierwsze godziny w nowym mieście należy poświecić na łażenie według zasady prosto, potem trzecia na lewo, znów prosto i trzecia w prawo. Mikołaj – dziękuję za przypomnienie tego dzieła! Siena to Palio, Siena to jej dzielnice (contrady). Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć, chociaż czekajcie, u mnie to już raz było Palio – strach, pot i łzy. Sienia oszalała! TIP: Jeśli przyjedziesz tu samochodem, kieruj się na centrum, jedź za znakami kierującymi na parkingi. Możesz zostawić samochód bezpiecznie. Castello Di Brolio Cóż, zastałam wielkie wrota szczelnie zamknięte. Byłam o dwa za za wcześnie, więc nie dało mi było zobaczyć zamku Brolio od środka, jednak sama droga do zamku i przecudne tereny wokół były wystarczającą nagrodą. Castello Di Brolio należał do Bettino Ricasoli, drugiego premiera zjednoczonych Włoch, który porzucił politykę na rzecz enologii i opracował kupaż win Chianti. Może następnym razem! TIP:  Tuż obok zamku znajduje się willa, gdzie nakręcono „Ukryte pragnienia” z Liv Tyler i Jeremym Ironsem, w okolicy znajdziecie także wiele miejsc z filmu. Castello di Meleto Jadąc w kierunki Sieny z Gaiole in Chianti, widziałam Castello di Meleto za każdym razem, za dnia pięknie prezentował się na wzgórzu, w nocy kusił pięknie oświetlony. Ciągle chciałam skręcić, ale ciągle coś było już umówione. Gdy dzień w końcu zapowiadał się słoneczny, decyzja zapadła natychmiast! Droga do Meleto jest wspaniała, pod górę i kręta, pięknie obsadzona drzewami. Można tu wpaść na degustacje i zwiedzanie, warto się umówić. Ja zadowoliłam się widokiem pięknego ogrodu i okolicznego krajobrazu. Następnym razem wpadnę też i na wino, a może i nocleg? Szkoda tu spędzić tylko pół godziny. Lekcje gotowania z Toscana Mia Jeśli jesteś miłośnikiem kuchni sterylnej, idealnie czystej, metalowych szafek i blatów, białych ścian i testu białej rękawiczki – nie jedź tu!! To miejsce, gdzie dusza toskańska hula po domu, jest wielki kominek, gdzie można przysiąść na murku, kanapy i stare fotografie rodzinne. Jest kolorowa cerata na stole i deski wielokrotnego użytku, tu jest serce i sprzęty zużyte, bo takie jest toskańskie gotowanie. Jest wspólna praca i świetna atmosfera dzięki siostrom, które prowadzą to miejsce, Simonetta i Paola. Lekcje trzeba wcześniej zarezerwować, zwłaszcza, że w sezonie odbywają się one codziennie i to w dwóch kuchniach jednocześnie! Powiem Wam tylko tyle, był to absolutnie wspaniale spędzony czas, to było 4,5 godziny wspaniałej zabawy, babrania się w mące, krojenia, siekania, układania! Prócz nas były jeszcze dwa amerykańskie małżeństwa i dawaliśmy z siebie wszystko. No, może panowie trudnili się głównie trzymaniem kieliszków z doskonałym Chianti, które wytwarza sąsiad, ale naprawdę było świetnie. Lekcjom poświęcę osobny post, więc na razie tylko tyle. I coś jeszcze, na murku przy kominku siedział pewien starszy pan, lat ponad 80. Namiętnie układał na tablecie pasjansa. Chwalił internet i nowoczesne zabawki jako wielki pomocnik w utrzymaniu dobrej sprawności umysłu na stare lata. A potem kazał mi podać swoje ręce i zapytał, co czuję:). Nic nie czułam, aż po chwili … jednak coś, zimno, wyraźne zimno na dłoniach poczułam. W tym domu mieszka też uzdrowiciel :). Casanuova di Ama Jak tu wejdziecie to szybko nie wyjdziecie. Jak coś – to ostrzegałam! Nie zrzucajcie później na mnie winy, że polecałam, że wychwalałam, i że gorąco zachęcałam. Wchodzicie na własne ryzyko i tylko od Was zależy z czym stąd wyjdziecie!!! Każdemu, każdemu i powtórzę to jeszcze raz – każdemu polecam wizytę u Daniele. Gospodarstwo nie jest wielkie, jednak ludzie czarujący, a wino i oliwa znakomite. Jest też grappa i są przetwory, od wyboru, do koloru. Spędziłam tu prawie 3 godziny. Zbyt fantastyczne to miejsce, by nie powiedzieć o nim czegoś więcej dlatego czekajcie na post poświęcony moim degustacjom w Chianti. Powiem Wam tylko tyle, koniecznie umówcie się na degustację win u Daniele! Castello di Ama Zamek, którego … nie ma. Castello był, ale od dawna nie ma po mim śladu. Została nazwa, została ziemia, została idea, pojawił się właściwy człowiek na właściwym miejscu!  Dziś to jedna z lepszych winnic Toskanii i całych Włoch. Odbudowana, rozbudowana otwiera drzwi bardzo szeroko! Więc jak będzie, przyjedziesz? Aby zobaczyć to miejsce i uczestniczyć w degustacji konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Zupełnie to nie dziwi, ponieważ zwiedzanie Castello wraz z degustacją trwa 2 – 2,5 godziny. Miejsce to jest niezwykłe także z innego powodu, raz w roku pojawia się tu jakiś wyjątkowy artysta, który zwykle pozostawia sobie monumentalną instalację artystyczną. Nie chcę zdradzać teraz zbyt wiele, ponieważ wkrótce będzie o tym miejscu więcej. Już teraz powiem Wam tylko, że warto. Jeśli jesteś fanem win niezwykłych, historii ciekawych, sztuki niezwykłej koniecznie zaplanuj wizytę w Castello di Ama! Panzano in Chianti Przede wszystkim tu jest niebezpiecznie!!! Nie można spokojnie prowadzić samochodu, nie można się skupić należycie, nie można utrzymać wzroku na drodze! Jeśli naprawdę chcecie jechać do Panzano, musicie mieć własnego kierowcę i to najlepiej zupełnie niewzruszonego! Możecie krzyczeń, machać rękami, kazać mu się zatrzymać co metr, tak o – na drodze, a on spokojnie ma jechać do celu. Widoki są tu obłędne. Przestrzegam! Bądźcie uważni, nad wyraz rozsądni. Dojeździe, a potem spacer Wam wszytko wynagrodzi! Kocham to miejsce, choć średniowieczna część miasteczka jest naprawdę niewielka, główny kościół nad wyraz skromny, uliczki wąskie, podwórka ciasne, pranie wieszają nawet na płotach, a psom szczekać chyba się już nie chce. TIP 1: Parking jest bardzo dobrze oznaczony, wystarczy jechać za znakami. A jeśli tu nie znajdziecie miejsca, spróbujcie szczęścia na dole, w bardziej współczesnej części miasteczka i spacerkiem podejdźcie na górę. To w gruncie rzeczy jest bardzo blisko, a zmiana perspektywy jest bardzo korzystna dla pamiątek w postaci kolejnych zdjęć, które przywieziemy z wakacji. TIP 2: W Panzano warto odwiedzić słynnego rzeźnika Dario Cecchini i jego doskonałą restaurację. Lunch najlepiej zjeść między 12 a 15:00, nie jest wówczas wymagana rezerwacja, a i ceny są najkorzystniejsze. Radda in Chianti Skręcić nie skręcić? Nie zastanawiaj się zbyt długo. Radda musi znaleźć się na Twojej trasie. Położona na wzgórzu, zaprasza widokami i średniowiecznymi klimatami. W centrum najważniejszy, choć nie największy jest Palazzo Pretorio z fasadą ozdobioną płaskorzeźbami przedstawiającymi tarcze herbowe mieszkańców miasta, a vis-à-vis kościół S. Niccolo ze współcześnie przebudowaną fasadą. Nie da się tu nie trafić. I na koniec …   Dlaczego warto przyjechać do Toskanii wiosną Zacznijmy po kolei – ekonomicznie i praktycznie. Wiosną jest taniej, a może nawet … lepiej? Przeanalizujmy to. Koszty podróży i noclegu. Ceny biletów lotniczych są tańsze niż w szczycie sezonu, trzeba jednak zwrócić uwagę na częstotliwość latania i zaplanować urlop pod loty. Bądź elastyczny! W szczycie sezonu zwykle jedziemy od soboty do soboty, więc jeśli loty wypadają w inne dni tygodnia upewnijmy się, że nasz gospodarz (jeśli to nie hotel) to zaakceptuje. Ceny noclegów także są znacząco tańsze. W końcu wiosna jest poza sezonem! Na miejscu. Jeśli gościmy w agroturystyce możemy mieć szansę tratowania nas naprawdę wyjątkowo! Kto wie, może gospodarz poświęci nam więcej czasu, pokaże swoje gospodarstwo, a może nawet obdzieli jajkami od własnych kur czy oliwą z własnego gaju? Zaprosi na lampkę wina i luźną pogawędkę? Sama tego doświadczyłam nie raz! Ma po prostu dla nas trochę więcej czasu. Jajka od kur Holly były różnokolorowe i wychodziła z nich przepyszna jajecznica! Turyści. Są, a jakże! Ale to tylko niewielki procent tych, którzy przyjadą w szczycie sezonu. Można swobodnie przejść się po mieście, nie trącając nikogo. Nie ma kolejek, nie ma nerwów, ceny biletów nie skaczą szaleńczo do góry, jest bosko! Poza tym dla wielu z nas latem bywa zbyt gorąco na zwiedzanie, za to wiosną jest idealnie!!! Rezerwacja noclegu Do rezerwacji noclegu skorzystałam z polskojęzycznego serwisu To Toskania specjalizującego się w wynajmie najlepszych domów w Toskanii, a także Umbrii i Apulii. Zdecydowałam się na piękny, ale nieduży dom dla 3 osób, Trigfolio, ponieważ jechałam do Toskanii z moimi dziećmi i nie potrzebowaliśmy większego. Okazał się strzałem w dziesiątkę! Salon z aneksem kuchennym i wolno stojącym piecem (nasz ulubieniec), przestronna sypialnia, duża i wspaniale funkcjonalna łazienka, pralka, szuszarka, w domu było absolutnie wszystko.     Obsługa serwisu jest prosta i intuicyjna, więc nie będziesz miał z nim problemu, a w razie czego jest Mikołaj, polska twarz To Toskania, który jest szalenie pomocny. Prawdę mówiąc pozwolę sobie na więcej i prześlę mu szczególne podziękowania, ponieważ otrzymałam od niego mnóstwo sprawdzonych i świetnych informacji, które znacznie pomogły mi w wyborze miejsc i sposobie spędzania czasu w Toskanii. Mikołaj jest świetnym specjalistą od regionu, ale chyba przede wszystkim niezwykłym pasjonatem! Wow! Zdecydowanie Włochy to jego miłość. Ale wróćmy do rezerwacji – wystarczy wpisać datę przyjazdu, ilość tygodni i osób i serwis sam szuka dla Ciebie domu:). A potem możesz już szaleć, wybierać lokalizacje, rodzaj apartamentu, wyposażenie, zakres cenowy i … znajdujesz swój wymarzony dom! Rezerwujesz, wpisujesz kilka swoich danych i gotowe. Moja rada – czytaj wszystkie informacje dokładnie, szczególnie te o wpłatach, opisy domu, wyposażenie, lepiej wiedzieć więcej niż. Ja miałam kilka pytań, więc dla pewności pisałam do Mikołaja. Serwis przesyła Ci mailowo potwierdzenia Twojej rezerwacji i późniejszych kroków w serwisie. To nie był pierwszy portal, z którego korzystałam do rezerwacji domów, więc byłam miło zaskoczona jego konstrukcją. Dojazd Wybrałam połączenie lotnicze do Pizy, a następnie na lotnisku wynajęłam samochód. Wypożyczalnie samochodów są oddalone 500 m od lotniska, dowozi do nich bezpłatny autobus z przystanku oznaczonego Shuttle Bus, jeżdżący co 15 min. Jeśli ma się wygodną walizkę z kółkami polecam ten krótki spacerek. Wystarczy po wyjściu z lotniska skierować się w prawu i iść chodnikiem wzdłuż parkingu i drogi, aż po chwili będzie skręt w prawo, gdzie z daleka już będą widoczne nazwy firm oferujących samochody. Ponieważ miałam ochotę zobaczyć morze, zanim ruszyłam do Gaiole in Chianti, skręciłam w kierunku Marina di Pisa. W tamtejszym markecie kupiłam pizzę w kawałkach, coś na deser i razem z dziećmi zjedliśmy lunch z widokiem na morze. Tak, to był bardzo dobry pomysł! Brakowało mi widoku morza i jego zapachu. Spędziliśmy tu przyjemnie około dwóch godzin. Wyobraźnie mi jednak podpowiadała, jak tu musi wyglądać w szczycie sezonu. Tymczasem to Gaiole di Chianti miałam około 2 godzin jazdy.   Ah, kończę już. Moc wspomnień. Życzę Wam Toskanii wspaniałej! Wyjeżdżając jedno miałam w głowie, wrócić jak najszybciej. Ogromne podziękowania dla To Toskania! Polecam Wam szukanie u nich domów.   Pozdrawiam najserdeczniej, Magda

Italia poza szlakiem

Jak zostać Master Chef kuchni włoskiej?

Kiedy poznaję takie dziewczyny, jak Agnieszka, rozpiera mnie duma! Bo można! Można wyjść poza schemat, czerpać z życia garściami, a przy tym mieć kochającą rodzinę i być szczęśliwą. Agnieszka to ambitna bestia. Wie, że dla chcącego te góry do zdobycia wcale nie są aż takie wysokie, małymi krokami można zdobyć ten szczyt. To nie jest dziewczyna, która brnie do celu po trupach. Jest Polką mieszkającą we Włoszech, z definicji ma utrudnione zadanie, ale nie daje sobie wmówić, że nie można. Prawdę mówiąc, dawno nie spotkałam kogoś, kto ma tyle pomysłów na życie, na siebie, na to, co mógłby robić, jak się rozwijać, w którą stronę iść, ale ma także mnóstwo pokory i potrafi przyznać się do błędów. To mi się spodobało. Bardzo cenię, gdy w człowieku pozostaje ta krzta skromności, dystansu do samego siebie i to, że nie zawsze musi mieć ostatnie słowo. Agnieszka, tak trzymaj! No właśnie, przedstawiam Agnieszkę, która przez kilka dni pokazywała mi Piemont i jego największe skarby. Oto ona!     Agnieszka Liwińska – dyplomowana sommelier AIS, na co dzień pracuje we Włoskim Instytucie Kulinarnym dla Obcokrajowców ICIF (Italian Culinary Institute For Foreigners), jako ICIF referent for Poland. Przewodnik turystyczny i nauczycielka języka angielskiego. Wspaniale gotuje i jest świetną znawczynią kuchni piemonckiej, o czym przekonałam się wielokrotnie. Miłośniczka jazdy na motocyklach, zawsze uśmiechnięta i otwarta na ludzi. Po włosku mówi, jak rodowita Włoszka. Mama dwójki dzieci. Jeśli ktoś szuka polskiego speca od piemonckiej kuchni i win – nie mogliście trafić lepiej! Agnieszka mieszka w Piemoncie od 10 lat i zna świetnie swój region! Jej specjalnością są (nie tylko) wycieczki enograstronomiczne i to w samym sercu Piemontu. Kontakt: poland@icif.com Jej specjalność to:   „Odtwarzać obraz cudzego życia z poszlak i ułamkowych fragmentów.” Gustaw Herling Grudziński   Dzisiaj opowiem Wam o ICIF. W końcu po to tam pojechałam:).   Szkoła w murach średniowiecznego zamku ICIF – Instytut Kuchni, Kultury i Enologii Włoski Regionów założono w 1991 roku jako stowarzyszenie non-profit, aby promowało włoskie tradycje enokulinarne oraz lokalne produkty spożywcze poza granicami Włoch poprzez organizację szkoleń i imprez promocyjnych. W 1997 roku Instytut zainaugurował „nową”, jakże prestiżową siedzibę główną, średniowieczny zamek Castello di Costiglione d’Asti, położony w niewielkim miasteczku Costiglione d’Asti na wzgórzach Monferrato, słynnych z produkcji win Barbera i Moscato. Dzięki współpracy Unii Europejskiej i Regionu Piemont udało się szkolę wyposażyć w nowoczesny sprzęt i ułożyć najlepszy program kulinarny.   Castello di Costiglione d’Asti został uwieczniony w logo szkoły. Od tamtej pory ICIF bardzo się rozwinął, co wymusiło rozbudowę o położony nieopodal nowoczesny pawilon z licznymi udogodnieniami. Teraz to on jest głównym miejscem funkcjonowania szkoły. W zamku, który jest częściowo prywatny, nadal ICIF ma wiele pomieszczeń, w których się pracuje, uczy i przyjmuje gości. Tam także znajdują się sale, które mnie najbardziej przypadły do gustu, cudownie zaaranżowane zamkowe piwnice, których znajdziemy wystawę oliwy i wina, salkę, w której dojrzewają sery i miejsce, gdzie robi się czekoladowe cuda! Najważniejsza jest jedna sala do nauki o winach i oliwie, profesjonalnie wyposażona, a ilości butelek z zawartością na półkach, regałach, w skrzyniach robi piorunujące wrażenie! Najlepsi włoscy producenci wina i oliwy zabiegają, aby studenci ICIF-u mogli „trenować” na ich produktach.   Jeśli marzysz, aby skończyć profesjonalną szkołą kuchni włoskiej, czytasz o właściwym miejscu!    Widok na fragment Costiglione d’Asti. Zamek, w którym mieści się szkoła widać po prawej stronie.   Nauka w zamkowych piwnicach Teraz będzie o sali do nauki o winach i oliwie. WINO Enologia (ojnologia lub winoznawstwo) to nauka zajmująca się szeregiem dziedzin związanych z produkcją wina, jak uprawa winorośli, sposoby określania składu poszczególnych gatunków wina, produkcja, sposoby przechowywania, zasady degustacji. Tu studenci skupiają się na poznaniu włoskich win i umiejętności łączenia ich z odpowiednimi potrawami. Dzięki specjalnie podświetlanym stołom można dostrzec nawet najbardziej subtelną różnicę w barwie wina. OLIWA W nauce degustacji oliwy jej kolor, w odróżnieniu od koloru wina, nie stanowi przedmiotu profesjonalnej analizy dlatego degustacji dokonuje się w szklaneczkach z ciemnoniebieskiego szkła. Ja nie jestem profesjonalistą, więc zwykle degustuję w maleńkich plastikowych kieliszkach, ale tu studenci uczą się z pełnym profesjonalizmem, oceniając jej wygląd, zapach, smak, pikantność, kwasowość. Degustowanie oliwy jest fascynujące i polecam Wam w czasie pobytu we Włoszech wizytę u jakiegoś producenta, który zapewne umożliwi Wam degustację swoich produktów, abyście mogli wybrać dla siebie tę najlepszą. (Kulinarna) Wieża Babel  Po drugiej (nowszej) części szkoły oprowadzała mnie szefowa, kobieta pełna wiary w misję szkoły, Ilaria Scalet. Tutaj uczniowie muszą być bardzo zdyscyplinowali, ponieważ to, co zobaczyłam to istna Wieża Babel! Gdy Chef uczy – gotuje i jednoczenie opowiada o kolejnych stopniach wtajemniczenia, studenci notują, nagrywają komórkami lub pilnie słuchają zapisując obrazy w swoich głowach. Chef mówi po włosku, uczniowie są z różnych zakątków globu, stąd też każda grupa językowa ma swojego tłumacza. Tłumacze dwoją się i troją, aby właściwie przetłumaczyć słowa mistrza, a ten jest wyjątkowo wesołym człowiekiem, więc i wrzuca co chwilkę jakąś ciekawostkę. Agnieszka także pełni rolę tłumacza, gdy pojawiają się polscy studenci (niestety nie było ich zbyt wiele, jak dotąd). Dla mnie to dość niecodzienny widok, tymczasem studenci traktują to najzupełniej ze spokojem i widać, że się w tym świetnie odnajdują. W swojej pracy też muszą mieć podzielną uwagę, więc chyba nie powinnam się temu dziwić. Chef to ten pan w okularach z pomarańczowo-niebieskimi oprawkami. Bardzo żywiołowa postać. A teraz spytacie, jakie kursy oferuje szkoła Uff. No to już mówię:).   KURSY PROFESJONALNE Kurs Master - najbardziej kompleksowy kurs, to 180 dni intensywnych zająć w szkole + profesjonalne szkolenie we włoskich restauracjach starannie wyselekcjonowanych przez ICIF na terenie Włoch. Zakres kursu jest bardzo szeroki – od ogólnej wiedzy na temat włoskich tradycji kulinarnych w poszczególnych regionach, przez technologie gotowania i innowacyjne techniki, przygotowywanie ciast i włoskich deserów, chleba, foccacci, pizzy, produkcja lodów i sorbetów oraz 14 lekcji poświęconych wyłącznie włoskim winom, obejmując degustację oraz naukę parowania wina do jedzenia. Dodatkowo nauka obejmuje wiedzę na temat funkcjonowania we Włoszech restauracji i ich zarządzaniem, kuchni wegańskiej i wegetariańskiej, gotowaniem dla Muzułmanów, zajęcia na temat analizy zagrożeń i krytycznych punktów kontroli produktów spożywczych HACCP, typami produktów i nauką języka włoskiego. Szkoła posiada własny akademik, zapewnia doskonałe materiały, tłumaczy na zajęciach, doskonale wyposażoną bibliotekę, opiekę i wyżywienie w studenckiej stołówce. Koszt kursu to 10 000 EUR. Dla osób poważnie myślących o swojej zawodowej przyszłości związanej z kuchnią włoską pod okiem wyłącznie najwyższej klasy profesjonalistów – jest o czym myśleć. Krótki Kurs Kuchni Włoskiej i Enologii - kurs zawiera szereg zajęć teoretycznych i praktycznych z wszelkich aspektów kuchni włoskiej, także desery, naukę o technikach degustacji win, najważniejsze włoskie wina, parowanie wina z jedzeniem oraz naukę języka włoskiego. Możliwe są także zajęcia we włoskich restauracjach. Kurs trwa 90 dni, jego koszt to 4 500 EUR. Zarządzanie Gospodarką Żywnościową - kursy dla przyszłych kierowników kuchni włoskiej dla dużych sieci hotelowych, zarówno włoskich i zagranicznych. Kurs Sommeliera - włoskie wina i mistrzowskie łączenie wina z jedzeniem. Kurs Mistrza Lodziarstwa - 3 tygodnie zajęć w szkole + (opcjonalnie) 5 tygodni praktyk we włoskich lodziarniach wyłącznie będących członkiem Akademickiego Laboratorium Mistrzów Lodziarstwa. Koszt kursu to 3 800 EUR. Istnieje możliwość zapisania się tylko na wybrany moduł (jeden tydzień), wówczas koszt wynosi 1 500 EUR. Kurs Mistrza Pizzy – 8 tygodniowy kurs Pizza Chef podzielony na 3 tygodnie zajęć teoretycznych i 5 tygodni praktyki w instytucie, w czasie których studenci uczą się także, jak prowadzić pizzowy biznes od A do Z. Koszt kursu to 3 800 EUR. Istnieje możliwość zapisania się tylko na wybrany moduł (jeden tydzień), wówczas koszt wynosi 1 500 EUR. KURSY TEMATYCZNE Kurs gotowania bez glutenu - tygodniowy kurs dla wszystkich zainteresowanych tematyką przygotowywania dań bez glutenu. Kursy tematyczne „A” - tak dla amatorów, jak profesjonalistów, trwające 3 tygodnie i oparte na kuchniach regionów, skupiają się na pojedynczych tematach, jak oliwa, pasta, pizza, chleb itp. Kursy tematyczne „B” - dla amatorów i profesjonalistów, trwające 1 tydzień i oparte na kuchniach regionów, skupiają się na detalach poszczególnych tematów. Możliwe rozwinięcia o poziom B1, B2. Kurs Włoskiego Cukiernictwa – dwa tygodnie zajęć teoretycznych i praktycznych, możliwość dalszej specjalizacji we włoskim cukiernictwie. Koszt kursu to 5 000 EUR. Istnieje jednak możliwość zapisania się tylko na wybrany moduł (jeden tydzień), wówczas koszt wynosi 1 500 EUR. Kurs Mistrza Czekolady Chocolatier - 4 tygodnie teoretycznych i praktycznych zajęć w szkole prowadzonych wyłącznie przez Mistrzów z Akademickiego Laboratorium Mistrzów Czekolady oraz możliwość odbycia 20 tygodniowego stażu w wybranych sklepach z czekoladą lub laboratoriach rzemieślniczych wyselekcjonowanych przez Instytut. To chyba najsłodsza praca na świecie:). Międzynarodowy Kurs Baristy i Barmana, Poziom 1 –  tydzień teoretycznych i praktycznych zajęć, w trakcie których studenci uczą się m.in. prawidłowych technik przygotowywania włoskiego espresso i cappuccino, a także nauczyć się technik dekoracji. KURSY DLA AMATORÓW Lekcje gotowania dla turystów, miłośników kuchni włoskiej i smakoszy w każdym wieku. Są to m.in. 3-6 dniowe wyjazdy edukacyjne edukacyjne mające na celu propagowanie tradycji kulinarnych włoskich regionów wszystkim zainteresowanym, lekcje gotowania i poznawanie win włoskich, dedykowane szkolenia dla biznesu.   Podsumujmy to … Zastanawiałam się nad tym czy kursy są drogie. Na pierwszy rzut oka 10 – 5 czy nawet 1,5 tys. EUR to brzmi dużo, ale prawdę mówiąc biorąc pod uwagę, co zapewnia szkoła, jakie warunki nauki, materiały, tłumaczy, akademik, wyżywienie, możliwość szkolenia u najwyższej klasy profesjonalistów, dochodzę do wniosku, że to odpowiednia cena. Jeśli ktoś myśli o profesjonalizacji, pracy z najlepszymi, w hotelach, ośrodkach z najwyższej półki  - to jest to moim zdaniem najlepsza z możliwych decyzja. Ukończenie Instytutu otwiera drogę pracy z najlepszymi na całym świecie. Powiecie, że szkolą się tu głównie Azjaci. A ja się temu nic, a nic nie dziwię! Kuchnia włoska odnosi ogromne sukcesy w Azji! Azjaci mają ogromne parcie na dostępność win włoskich (i innych europejskich) z najwyższej półki, doceniają je i chcą mieć u siebie wyspecjalizowanych sommelierów. Do tego niezwykle cenią kuchnię włoską dlatego też nie dziwi mnie fakt , że ICIF blisko współpracuje z wieloma szkołami, m.in. w Szanghaju czy Seulu. Można się oczywiście uczyć kuchni włoskiej w Azji, ale … nie poznać tych smaków u źródła? Nie zjeść lodów na włoskiej ulicy? Nie słyszeć cudownie różnorodnych dialektów, nie zjeść tortellini w Modenie, cannolo na Sycylii, białej trufli w Albie? To trzeba przeżyć i poczuć tu, na miejscu:). Z największą przyjemnością wszystkich zainteresowanych tematem odsyłam bezpośrednio do Agnieszki, email: poland@icif.com i oczywiście na stronę ICIF - Italian Culinary Institute For Foreigners. Mamy niepowtarzalna okazję uczyć się po polsku od najwyższej klasy specjalistów.   Dziękuję Agnieszce za cudowne piemonckie dni, które bardzo, bardzo wspomina cała moja rodzina (tak tak, cała moja rodzina). A dla ciekawskich – dzięki Agnieszce poznałam doskonałego piemonckiego winiarza, Massimo Pastura, o którym pisałam w artykule Witajcie w królestwie Barbera d’Asti. Winny świat Piemontu wg Massimo Pastura. Tymczasem ściskam najserdeczniej, dziękując za Twoją uwagę! Magda  

Italia poza szlakiem

Tiramisù – unieś mnie w górę. Przepis na szczęście

Dolce San Valentino a tutti! Dzisiaj gościnnie występuje u mnie Danusia Indyk z Toskanii, która chce podziewać się z Wami swoim wspaniałych przepisem na Tiramisù. Idealny deser, aby zaimponować drugiej połówce na Walentynki! Oddaję jej głos:). Słodkie Walentynki i włoskie Tiramisù, czyli dosłownie unieś mnie w górę:). Moje kremowe Tiramisù zostało okrzyknięte nie tylko przez gości w agroturystyce, ale i przez Włochów, którzy mieli okazję je skosztować, mianem idealnego! Zasmakowało mi bardzo Tiramisù mojej włoskiej szwagierki na jednej z rodzinnych kolacji urodzinowych i zapytałam, jak je robi. Kosztując ten deser w wykonaniu drugiej szwagierki, wyciągnęłam średnią i doszłam do przepisu idealnego! Jedna na pół kg mascarpone daje 5 jajek, druga twierdzi że deser jest zbyt jajeczny i przyrządza go z 3 i jest krytykowana przez tą pierwszą, że jest mało kremowe, generalnie siostry nie przepadają za sobą! Ja więc do mojego dodaję 4 jajka, a amaretto zamieniłam na białe martini i kakao na gorzką czekoladę. Wcześniej nie dodawałam w ogóle czekolady do środka, a tylko posypywałam wierzch dla dekoracji, ale od czasu, jak przygotowywałam kolację dla grupy tenisistów z Sieny, jeden z nich, czterdziestopięcioletni singiel mieszkający z rodzicami – tak zwany bamboccione, czyli duży synek mieszkający nadal z mamusią, notabene dość popularne zjawisko we Włoszech – powiedział mi: „pyszne, ale moja mama robi lepsze, bo dodaje jeszcze gorzkiej czekolady”. I tak oto poznałam sekret perfekcyjnego Tiramisù! Mamy zawsze mają rację! Tiramisù alla Daiana 500 g serka mascarpone 4 jajka 4 łyżki cukru biszkopty pavesini (cieniutkie chrupiące biszkopciki), można również savoiardi przekroić na pół wzdłuż aby były cieńsze ok. 100 ml dobrego espresso ok. 50 ml białego martini 150 g gorzkiej czekolady   Białka ubić z odrobiną soli na sztywną pianę, stopniowo dodawać cukier i jeszcze chwilę ubijać na wolniejszych obrotach miksera. Żółtka wymieszać z serkiem mascarpone i dodawać po trochę ubitych z cukrem białek delikatnie mieszając całość do powstania jednolitej masy. Biszkopty maczać w kawie wymieszanej z martini i kolejno układać warstwami w pucharkach lub dużym niewysokim naczyniu: masa  – biszkopty, masa – biszkopty. Warstwy posypywać drobno pokrojoną czekoladą według uznania. Wierzch posypać utartą czekoladą i schłodzić w lodówce przynajmniej 2 godziny przed podaniem. Czasami deser, jeśli nie jest dobrze schłodzony lub zbyt kremowy, źle się kroi. Ja nakładam go po prostu łyżką. Raz zdarzyło mi się jak podawałam tiramisu na talerzykach, że porcje nakładane łyżką nie były idealne, wręcz jedna z Pań zwróciła mi uwagę, że ona nigdy by tak swoim gościom nie podała deseru kremowego bo wygląda po prostu brzydko! Ale potem prosząc o dokładkę i przepis stwierdziła z uśmiechem, że to dobry pomysł i szybsze wykonanie, skoro nie trzeba nakładać do pucharków, a deser jest i tak przepyszny!   Przepis i zdjęcia tiramusu – Danusia.   Mam nadzieję, że wykorzystacie jej przepis nie jeden raz:). Udanych Walentynek!!! Magda

Italia poza szlakiem

5 romantycznych miejsc we Włoszech na Walentynki

A więc … ma być wyjątkowo? Będzie. W końcu, to Twoja opowieść. Lubię Ci oddać głos. Tak, Tobie. Ile mogę gadać w kółko tylko ja? To Ty widziałeś taki kawał Włoch, ja za Tobą nie nadążam. Próbuję, ale jest Ciebie zbyt dużo, zwyczajnie nie dam rady. Dlatego dzisiaj to właśnie Ty opowiesz, gdzie zabierzesz swoją drugą połówkę na Walentynki. Nie mów, że nie obchodzisz. Hej! Jesteś w Italii, jednym z najbardziej romantycznych miejsc na świecie, więc wysil się choć na odrobinę romantyzmu. Masz do dyspozycji 20 regionów, tysiące miasteczek, kiczowate zachody słońca nad morzem i górskie wspinaczki, leniwe parki i gadatliwe knajpki, co wybierasz?   W zeszłym roku to ja zaproponowałam 10 miast idealnych na Walentynki we Włoszech. W tym roku Twoja kolej:). Oto 5 romantycznych miejsc, polecanych przez Czytelników Italia poza szlakiem na włoskie Walentynki!   Małgosia Jankowska i … Asyż, Umbria „Święto Zakochanych – Dzień Świętego Walentego dzieli ludzi na tych, którzy są jego zwolennikami, ale także tych, którzy nie odnotowują tego wydarzenia w swoim kalendarzu. Wolny wybór jest oznaką dojrzałości, zdecydowania i uświadomienia sobie własnych potrzeb. Dla mnie to jedynie pretekst, by nieco głębiej i pełniej pomyśleć o drugiej połowie, by dać ukochanej osobie odczuć, jak jest ważna. Cudownie byłoby ten czas spędzić w miejscu, które wprawi nas w wyjątkowy nastrój, a zabiegany umysł uwolni od pośpiechu i spraw przyziemnych. Jako zapalona miłośniczka Italii, polecam na tę okazję Asyż. Dla większości z nas w pierwszym skojarzeniu przywołamy pamięć Św. Franciszka. I słusznie. Ów święty za życia zdecydował o swoim ubóstwie, oddaniu sprawom wyższym – duchowym, wyzbyciu się dóbr doczesnych. Ale sposób, w jaki żył, jak myślał i postępował to prawdy uniwersalne, które mogą łączyć osoby wierzące, jak i niewierzące. Mistycyzm tego miejsca jest wszechobecny. Nie ma tłumów, które są standardem w większych i popularniejszych miastach. Turyści, którzy odwiedzają Asyż, szanują jego magię, wyciszenie. Mnóstwo tu uroczych i zadbanych uliczek oraz zakamarków. Warto zatrzymać się w Asyżu i poczuć dobre wibracje tego miejsca, pokontemplować bycie razem i wypić pyszną, włoską kawę…….” Danusia Indyk i jej … Toskania „Zakochać się w…Toskanii. Nie potrzebuję ani chwili zastanowienia, aby odpowiedzieć na pytanie, które znane mi miejsce uważam za najbardziej romantyczne. To Toskania, a zwłaszcza jej dolina Val d’Orcia! I to nie dlatego, że tutaj od kilku lat mieszkam, bo nawet gdybym przeprowadziła się na drugi koniec świata, moje serce zostało by w Toskanii! Biorąc pod uwagę tutejsze zapierające dech w piersiach widoki, które są obowiązkowo zamieszczane na najpiękniejszych pocztówkach, kalendarzach czy obrazach i stają się logiem Toskanii, może mój wybór jest dość oczywisty i banalny. Ale jak tu nie zakochać się od pierwszego wejrzenia w pejzażu, który jest po prostu stworzony do zachwytu, malowniczy i urokliwy o każdej porze roku? Romantyczność doliny jest bezdyskusyjna! Polecam podróż Walentynkową, która na pewno nie będzie ostatnią wizytą w tym zakątku Toskanii. Ja tutaj zostałam.” Wywiad z Danusią możecie przeczytać tutaj: W Toskanii jest wszystko, co kocham. Alicja Ćwieczkowska i miejsce, gdzie … urodził się św. Walenty, Umbria „Chyba nie ma odpowiedniejszego miejsca na spędzenie Walentynek, niż miasteczko, z którego wywodził się sam św. Walenty. Nie wszyscy wiedzą, że ów święty pochodził właśnie z Włoch, a dokładniej z Terni w regionie Umbria. Przyznam szczerze, że miasto samo w sobie nie jest najbardziej urokliwym miejscem w Italii, ale za to Umbrię nie bez powodu nazywa się „zielonym sercem Włoch”. Polecam Wam szczególnie położony 10 km od Terni jeden z najwyższych wodospadów w Europie, Cascata delle Marmore. Miejsce naprawdę warte zobaczenia, zarówno za dnia, jak i wieczorem, kiedy podświetlony wodospad gwarantuje romantyczną atmosferę.” Zdjęcie ©Rafał Wojczal  Justyna Karolina i … Bergamo, Lombardia „W tym niezwykle urokliwym mieście większość turystów odwiedza tylko lotnisko w drodze do Mediolanu. A szkoda, bo Bergamo ma wiele do zaoferowania dla każdego, a już na pewno dla zakochanych w dniu ich święta. Dużo słońca, malownicze krajobrazy, labirynt czarujących uliczek Starego Miasta, ludzie garściami czerpiący z życia i barwni artyści uliczni, których można słuchać godzinami. Dodając do tego wyborne cappuccino, prawdziwą włoską pizzę i orzeźwiający Aperol, otrzymamy przepis na idealną walentynkową randkę. A jeśli tylko zarezerwujemy lot o świcie, rozpocznie się ona już w chmurach – zapierającym dech w piersiach widokiem wschodu słońca nad Dolomitami.” Gosia Płaczkiewicz i … Polignano a Mare, Apulia „Choć takich miejsc godnych poleceni we Włoszech jest wiele – mój ukochany Rzym, Asyż z cudownymi uliczkami, Florencja, niesamowite Alberobello czy słynna Wenecja  - pewnie mogłabym tak długo wymieniać. Ale tak naprawdę dla mnie osobiście (nie tylko ze względów sentymentalnych) to Polignano a Mare i Monopoli a Mare w Apulii ze swoimi romantycznymi restauracjami w skałach i pięknymi widokami ze skalnych klifów. To miejsca nie tylko na świętowanie Walentynek, miłośnicy „włoskich klimatów” powinni je odwiedzić. Choć tak naprawdę trudna to sprawa polecić jakieś miejsce, jak kocha się Włochy w całości miłością bezwzględną. To samo dotyczy wyboru zdjęć – trudne bo jest ich za dużo:-).”   A Ty? Co byś dodał do tej listy? Może … napisz w komentarzu, proszę. Jestem niezwykle zaciekawiona, gdzie Ty zabrałbyś swoją drugą połówkę we Włoszech. Uściski, Magda

Italia poza szlakiem

Walentynki lsaajckhsdkahkvhsdk.

A więc … ma być wyjątkowo? Będzie. W końcu, to Twoja opowieść. Lubię Ci oddać głos. Tak, Tobie. Ile mogę gadać w kółko tylko ja?   To Ty widziałeś taki kawał Włoch, ja za Tobą nie nadążam. Próbuję, ale jest Ciebie zbyt dużo, zwyczajnie nie dam rady. Dlatego dzisiaj to właśnie Ty opowiesz, gdzie zabierzesz swoją drugą połówkę na Walentynki. Nie mów, że nie obchodzisz. Hej! Jesteś w Italii, jednym z najbardziej romantycznych miejsc na świecie, więc wysil się choć na odrobinę romantyzmu. Masz do dyspozycji 20 regionów, tysiące miasteczek, kiczowate zachody słońca nad morzem i górskie wspinaczki, leniwe parki i gadatliwe knajpki, co wybierasz? Już chyba wiem. Odkrywamy karty?   Małgosia Jankowska i … Asyż „Święto Zakochanych – Dzień Świętego Walentego dzieli ludzi na tych, którzy są jego zwolennikami, ale także tych, którzy nie odnotowują tego wydarzenia w swoim kalendarzu. Wolny wybór jest oznaką dojrzałości, zdecydowania i uświadomienia sobie własnych potrzeb. Dla mnie to jedynie pretekst, by nieco głębiej i pełniej pomyśleć o drugiej połowie, by dać ukochanej osobie odczuć, jak jest ważna. Cudownie byłoby ten czas spędzić w miejscu, które wprawi nas w wyjątkowy nastrój, a zabiegany umysł uwolni od pośpiechu i spraw przyziemnych. Jako zapalona miłośniczka Italii,  polecę na tę okazję Asyż. Dla większości z nas w pierwszym skojarzeniu przywołamy pamięć Św. Franciszka. I słusznie. Ów święty za życia zdecydował o swoim ubóstwie, oddaniu sprawom wyższym – duchowym, wyzbyciu się dóbr doczesnych. Ale sposób, w jaki żył, jak myślał i postępował to prawdy uniwersalne, które mogą łączyć osoby wierzące, jak i niewierzące. Mistycyzm tego miejsca jest wszechobecny. Nie ma tłumów, które są standardem w większych i popularniejszych miastach. Turyści, którzy odwiedzają Asyż, szanują jego magię, wyciszenie. Mnóstwo tu uroczych i zadbanych uliczek oraz zakamarków. Warto zatrzymać się w Asyżu i poczuć dobre wibracje tego miejsca, pokontemplować bycie razem i wypić pyszną, włoską kawę…….”   Danusia Indyk i jej … Toskania Zakochać się w…Toskanii. Nie potrzebuję ani chwili zastanowienia, aby odpowiedzieć na pytanie, które znane mi miejsce uważam za najbardziej romantyczne. To Toskania, a zwłaszcza jej dolina Val d’Orcia! I to nie dlatego, że tutaj od kilku lat mieszkam, bo nawet gdybym przeprowadziła się na drugi koniec świata, moje serce zostało by w Toskanii! Biorąc pod uwagę tutejsze zapierające dech w piersiach widoki, które są obowiązkowo zamieszczane na najpiękniejszych pocztówkach, kalendarzach czy obrazach i stają się logiem Toskanii, może mój wybór jest dość oczywisty i banalny. Ale jak tu nie zakochać się od pierwszego wejrzenia w pejzażu, który jest po prostu stworzony do zachwytu, malowniczy i urokliwy o każdej porze roku? Romantyczność doliny jest bezdyskusyjna! Polecam podróż Walentynkową, która na pewno nie będzie ostatnią wizytą w tym zakątku Toskanii. Ja tutaj zostałam.     Alicja Ćwieczkowska i miejsce, gdzie … urodził się św. Walenty, Umbria Chyba nie ma odpowiedniejszego miejsca na spędzenie Walentynek, niż miasteczko, z którego wywodził się sam św. Walenty. Nie wszyscy wiedzą, że ów święty pochodził właśnie z Włoch, a dokładniej z Terni w regionie Umbria. Przyznam szczerze, że miasto samo w sobie nie jest najbardziej urokliwym miejscem w Italii, ale za to Umbrię nie bez powodu nazywa się „zielonym sercem Włoch”. Polecam Wam szczególnie położony 10 km od Terni jeden z najwyższych wodospadów w Europie, Cascata delle Marmore. Miejsce naprawdę warte zobaczenia, zarówno za dnia, jak i wieczorem, kiedy podświetlony wodospad gwarantuje romantyczną atmosferę. Zdjęcie ©Rafał Wojczal  Justyna Karolina i … lombardzkie Bergamo W tym niezwykle urokliwym mieście większość turystów odwiedza tylko lotnisko w drodze do Mediolanu. A szkoda, bo Bergamo ma wiele do zaoferowania dla każdego, a już na pewno dla zakochanych w dniu ich święta. Dużo słońca, malownicze krajobrazy, labirynt czarujących uliczek Starego Miasta, ludzie garściami czerpiący z życia i barwni artyści uliczni, których można słuchać godzinami. Dodając do tego wyborne cappuccino, prawdziwą włoską pizzę i orzeźwiający Aperol, otrzymamy przepis na idealną walentynkową randkę. A jeśli tylko zarezerwujemy lot o świcie, rozpocznie się ona już w chmurach – zapierającym dech w piersiach widokiem wschodu słońca nad Dolomitami.

Italia poza szlakiem

Stworzyłam opowieść. A Ty? Kiedy zrobisz swoją?

Aparaty cyfrowe zmieniły nasz sposób utrwalania podróży. Dawniej zastanawiałam się czy widok, który widzę jest wystarczająco piękny, aby go utrwalić, w końcu klisza miała zaledwie 36 klatek. Teraz nie mam takich ograniczeń, mogę pstrykać tysiące zdjęć, a jedynym problemem jest wybranie później tych, które chce się pokazać światu. A jednak … kiedyś celebrowało się każde wywołane zdjęcie, nie ważne, że niewyraźne, nie ważne, że wszystko było żółte, każde było ważne. Cierpię na fotografowanie w zbyt dużych ilościach. Czasem od razu wiem, że zrobiłam „to zdjęcie”, ale w reguły pstrykam za dużo, a później niekoniecznie mam siłę to oglądać, wybierać, przebierać, obrabiać … Rzadko wywołuję zdjęcia, a przecież to najlepszy i najtrwalszy sposób na zachowanie naszych chwil. W końcu postanowiłam się poprawić. Chciałam ostatnio komuś wyjątkowo podziękować za piękne chwile. Chciałam podziękować Marco Giulietti i ludziom ze Stowarzyszenie Valle del Sentino za zorganizowanie mojej rodzinie niezapomnianych chwil w Umbrii i Marche. Postanowiłam podziękować w jakiś namacalny sposób, ale jeszcze nie wiedziałam, jak. Czasem rozwiązania pojawiają się same. Tak było tym razem, napisała do mnie Paulina z Printu.pl i zaproponowała stworzenie książki fotograficznej. Wiele znajomych osób chwaliło się książkami fotograficznymi, które podsumowywały ich podróże, ważne chwile, wydarzenia w ich życiu. Pomysł dojrzewał we mnie dość długo, bo podróże, bo wyjazdy, prezentacje, inne zajęcia, mijały tygodnie. Właściwie to minęły prawie 3 miesiące. W tym czasie w mojej głowie książka była już gotowa, pora było się ogarnąć i po prostu ją stworzyć.   Od samego początku wiedziałam, że okładkę będzie zrobić street art, który urzekł mnie w bramie w Fabriano, gdy wychodziłam z jednego z tych zachwycających niewielkich teatrów w Marche. Przeszłam przez bramę i natychmiast musiałam się cofnąć. Piękne zielone oczy, smukła szyja zdobiona delikatnym naszyjnikiem, a potem zadarłam głowę do góry i zobaczyłam resztę:). Przyjechałam w te okolice po raz drugi. Koniecznie chciałam tu wrócić, nie wiem dokładnie, co mnie tutaj tak gnało. Podobało mi się wszystko i nie potrafiłam wskazać, co najbardziej. Jesienią 2015 roku spędziłam na granicy Umbrii i Marche niespełna tydzień, były to jednak dni wyjątkowe. Postanowiłam to zawrzeć na kilku stronach dziękując w swoisty sposób za te dni, spotkania, okazane zainteresowanie i przede wszystkim serce. Książka dodarła już do adresata. Od razu dostałam wiadomość, że to było jak promyk słońca w pochmurny dzień. Wspomnienia i podziękowania od serca zamknięte na kilku stronach książki. Dołożyłam jeszcze kilka zdań, sentencji tak dla mnie ważnych.   Nie czekajcie. Każdy komputer kiedyś odmówi współpracy, każdy dysk może ulec zniszczeniu, zdjęcia mogą przepaść, bo wysiądzie serwer. Te wydrukowane, te wywołane to wciąż najlepsza forma do ich zaistnienia, współistnienia i natychmiastowego przywołania wspomnieć. Nie pytaj więc czy warto. Książka fotograficzna to jak Twoja własna powieść. Od Ciebie zależy czy będzie to romansidło, sensacja, kryminał czy książka przygodowa. Jak ją zapiszesz taka będzie. Obraz mówi więcej niż wiele, wiele słów. Zobaczcie, jak wyszła moja książka. To książka pełna tajemnic, zakamarków, przygód i ludzi. A fabuła … niech to pozostanie (choć odrobinę) moją tajemnicą!   Moja książka powstała w zaledwie chwilę. Wybrałam szablon, wstawiłam zdjęcia, a później się zastanawiałam, jak opisać te zdjęcia. Jak powiedzieć pięknie, że dziękuję, że jestem prawdziwą szczęściarą móc spotkać takich ludzi na swojej stronie.   Tak. To jest moja książka. A jaka będzie Twoja? Uściski najmocniejsze, Magda ps. Paulina dziękuję! Printu.pl wydrukował moje emocje:).

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają. Made in Marche – lokalne produkty spożywcze

Marche. To jeden z moich ulubionych włoskich regionów. Przecięty dwoma dużymi łańcuchami Apeninów, krajobraz pełen wzgórz i dolin, w których – jakby ktoś porozrzucał z góry perły – położone są miasteczka. Wiele z nich pamięta średniowiecze, niektóre powstały znacznie, znacznie później. Region powoli otwiera się dla turystów, ukazując najbardziej skrywane dotąd skarby. Zachwyca przyroda i otwartość ludzi, zachwyca sztuka i tradycja. Także ta – kulinarna. W podróż po smakołykach Marche zaprasza Ania i … ja:). Ania mieszka w regionie Marche od 15 lat. Goszczę ją na blogu już po raz trzeci, nic dziwnego, ona uwielbia pisać i wychwalać swoje miejsca we Włoszech! Jak sama pisze, tutejszą tutejszą kuchnię i kulturę poznawała stopniowo. Dziś zapewnia nas, że są tu pyszności, o których nie mamy pojęcia. My zachwycamy się pizzą, lasagną czy mozzarellą, tymczasem tu, w Marche są istne „gastronomiczne perełki”. Uwierzymy jej na słowo? Anna Traczewska, PlorIT   Z wykształcenia prawnik, a w życiu blogerka, tłumaczka, bibliotekarka, katechetka, chórzystka. Mieszka od 15 lat we Włoszech z mężem i dwójka dzieci. Jeśli chcecie śledzić jej poczynania w mediach społecznościowych wystarczy kliknąć w poniższe ikonki.       Oto trzy produkty, które z całego serdecznie poleca Ania. Wino musujące Jurek Pierwsze to wino musujące z Marche o polskiej nazwie. Jurek! Pochodzi ono z winnicy o polsko-włoskiej historii. Zachwycił mnie jej arystokratyczny rodowód, przywiązanie do korzeni i pracowitość właścicieli. Wyśmienity smak wina musującego brud, otrzymanego metodą klasyczną zapada w pamięć tak samo jak jego nazwa – zdrobnienie Jerzego. Zapraszam Was do poczytania mojego bogatego artykułu o winach w Marche z tej oto piwnicy. Olive ascolane Drugim kulinarnym daniem są olive ascolane. Nazwę swą zawdzięczają pięknemu miastu Ascoli Piceno, które słynie z ich produkcji. Jest to rodzaj street food’u, często podawany w knajpach i restauracjach regionalnych jako „frittura mista” czyli smażona mieszanka. Nie powstydzą się też nowożeńcy, którzy podają je na weselach jako regionalny rarytas. Ich przygotowanie jest dość pracochłonne. Należy wypełnić wydrylowaną oliwkę mięsem, obtoczyć w bułce i smażyć na oleju. Czytajcie tu: Kiełbasę poproszę … ile metrów? Ciauscolo lub salame nostrano Trzecią pysznością z Marche jaką proponuję Wam skosztować jest ciauscolo lub salame nostrano. Są to dwa rodzaje kiełbaski, zbliżone smakiem i przepisem, a jednak rozróżniane przez ekspertów. Wiem, jest ona tłuściutka, robiona wg starej receptury. Powinna poczekać 19 dni za nim zostanie zdegustowana, żeby się dobrze przemacerować. Są też jej dwa typy: miękka i twarda. Ja wolę tę mięciutką, którą można rozsmarować na świeżutkiej kromce chleba. Pyszna, niezapomniany smak. Poznałam producenta salame nostrano. Czytajcie tu: Kiełbasę poproszę … ile metrów?   Można by jeszcze wyróżnić inne smakołyki z Marche takie jak: strozzapreti – rodzaj makaronu w formie wiertła od wiertarki. cremini – crema pasticiera (krem o konsystencji budyniu) obtoczony w bułce tartej i smażony, często podawany wraz z olive ascolane, vincisgrassi – rodzaj lasagni, wzbogaconej o sos beszamelowy, różnorodność mięsa (zdarza się nawet koguci grzebień) a nawet odrobinę trufli. Do ciasta dodawane jest wino marsala lub wino cotto – słodkie wino z Marche, przepyszne!!!! brodetto di pesce – rodzaj rosołu z różnorodnych gatunków ryb, a nawet ich głów i ogonów. Przepis jest dość skomplikowany Tylko tu w moim rejonie dania te mają specyficzny smak. Możecie się ze mną skontaktować, a podam Wam adresy ich producentów. Są to ludzie, którzy związani są od wieków z tą ziemią, z ich tradycjami i przepisami swych dziadków. A teraz ja, Italia poza szlakiem   Ponieważ całym sercem uwielbiam region Marche, postanowiłam dodać coś także od siebie. Lista mogłaby być długa, ale skoro skupiamy się tylko na kilku przykładach, zmuszona jestem i ja zawęzić pole wyboru. Mam nadzieję, że będąc w tych okolicach spróbujecie je obowiązkowo! Jeśli szukacie mnie w mediach społecznościowych, kliknijcie w poniższe ikonki.     Salame di Fabriano To absolutna królowa salami. Jadłam wiele różnych, nie tylko we Włoszech oczywiście, ale uwierzcie mi, gdy spróbujecie salami z Fabriano, zrozumiecie, jak to jest wyjątkowe i niepowtarzalne. Przyjrzyjcie się wielkości i kształtowi słoniny – duże romby! To właśnie znak rozpoznawczy Salame di Fabriano. Prócz Fabriano salami to produkuje się także w okolicznych miejscowościach: Arcevia, Cerreto d’Esi, Genga, Serra San Quirico, Sassoferrato, Matelica, Esanatoglia, Serra Sant’Abbondio, Frontone, Pergola, Pioraco i Fiuminata. Jeśli będziecie w okolicy – kupcie koniecznie. Nie będę tu pisać o niezwykłym smaku, bo … musicie tego spróbować sami! To salami absolutnie najwyższej jakości, a świnka z której ono powstaje musi być karmiona najwyższej jakości pokarmem, wyłącznie z upraw lokalnych, wolnych od GMO. To produkt znajdujący się na liście włoskiego Prezydium Slow Food zajmującego się ochroną zagrożonych produktów, bo z uwagi m.in. na niewielką liczbę producentów Salame di Fabriano jest za taki uważane. Przy okazji – czy gdzieś to można kupić w Polsce? Fave dei Morti Przepyszne ciasteczka, które w swojej nazwie co prawda nawiązują do … śmierci (morte – śmierć), ale to dlatego, że są to tradycyjnie przygotowywane ciasteczka z okazji Święta Zmarłych. Szkoda je jeść tylko jeden raz w roku, są zbyt pyszne. We Włoszech jest dość silna tradycja przygotowywania szczególnych słodyczy z okazji Święta Zmarłych, a ich nazwy do tego nawiązują. Takie specjalne ciastka czy desery dla zmarłych zawierają zwykle proste składniki: mąka, jajka, cukier i aromaty, a w tym wypadku – także drobno zmienione migdały i dlatego Fave dei Morti są takie pyszne! Miód z truflą Marche to jeden tych regionów, gdzie trufle są i chętnie dodaję się do wielu produktów (dodaje się jedynie czarne trufle). Oczywiście, zapach jest bardzo, bardzo charakterystyczny, ale taki miód idealnie pasuje do serów i wędlin. Nie wahajcie się kupić choćby maleńkiego słoiczka. Crescia con porchetta Do jedzenia porchetta nie muszę chyba specjalnie zachęcać (pod warunkiem, że nie jesteś wege). To wspaniały sposób m.in. na szybkie zaspokojenie głodu w czasie wycieczki, czy w Umbrii czy w Marche wszędzie kupicie lokalny street food w postaci crescia con porchetta – podawane na ciepło, rewelacja! Po takim posiłku macie zapewnioną energię na kilka godzin! O porchetta już pisała Ania w poście poświęconym Umbrii dlatego zachęcam do kliknięcia tu Made in Umbria – lokalne produkty spożywcze. Wszystkich tych smakołyków próbowałam dzięki uprzejmości Federico, który 3 lata temu porzucił stabilną pracę w fabryce Indesit (większość z nas ma pewnie w domu jakiś sprzęt Indesit czy Ariston) dochodząc do wniosku, że życie chyba jednak może wyglądać zupełnie inaczej. Teraz prowadzi sklep z lokalnymi produktami spożywczymi wyłącznie najwyższej jakości!  Sam wyszukuje producentów i tylko ci z najlepszymi produktami dostarczają produkty do jego sklepu. Będąc w Sassoferrato nie możecie ominąć jego sklepu!!! Znajdziecie go bez problemu, w dolnej części miasta, przy głównej ulicy, logo ze słodką świnką, da Federico, Sapori della Tradizione, jak klikniecie, znajdziecie go na Facebooku. Podaję także adres Via B. Buozzi 2/c, Sassoferrato. Degustacja lokalnych produktów odbyła się w Rafaello Residence w Sassoferrato, Via Leopardi 34. Jeśli szukacie nietuzinkowego noclegu w sercu Sassoferrato umieściłam informacje o tym miejscu w rekomendowanych przeze mnie noclegach. Na koniec nie mogę nie wspomnieć jeszcze o kilku „must eat” w Marche:). Wędliny Lonza stagionata Lonzino Marchigiano Fegatini di Muccia Pancetta arrotolata Ciauscolo (o tym pisała Ania, ale i ja muszę dodać) Coglioni di Mulo Sery Pecorino al vino Pecorino fresco Pecorino alle erbe di monte Caciotta Mista Bufala Toscanello Caciotta alle noci, al pepe Piattella Carbonello Ciasta wszelkie odmiany crostaty, wszystkie pyszne, wszystkie trzeba spróbować, podam tylko kilka przykładów: Crostata con Nutella Crostata con confettura extra di Pesche Crostata con confettura extra di Frutti di Bosco I wiele, wiele innych! Ok, kończę, bo ta lista mogłaby być znacznie, znacznie dłuższa. Z mojej strony ukłony niskie w kierunku Marco, Frederico i Rinaldo z Valle del Sentino.   Koniecznie zajrzyjcie do pozostałych wpisów z serii Made in …- lokalne produkty spożywcze. To wspólny projekt z Polkami mieszkającymi we Włoszech, każda z nich zachwala smakołyki swojego region, a i ja dodaję kilka słów od siebie:). Wspólnie z dziewczynami przybliżyłyśmy Wam już regionalne produkty zachwalające SARDYNIĘ, LIGURIĘ, EMILIĘ-ROMANIĘ, PIEMONT, KALABRIĘ, SYCYLIĘ, LOMBARDIĘ i UMBRIĘ. Czekajcie na kolejne wpisy z tej serii, bo to jeszcze nie koniec!    Jeśli podobał Ci się tekst, dołącz do mnie na Facebooku. Tam codziennie znajdziesz nowe inspirujące zdjęcia i informacje. Zapraszam także do śledzenia mnie na Instagramie!  Pozdrawiam, jak zwykle bardzo mocno, Magda

Italia poza szlakiem

Bergamo – totalnie praktyczny przewodnik

Bergamo to jedno z piękniejszych włoskich miast, które dzieli się na dwie, jakże odmienne części – położone na wzgórzu, średniowieczne, otoczone murem, przepiękne górne miasto –  Città Alta i nowoczesne, tętniące życiem centrum biznesowe, dolne miasto - Citta Bassa. Każde inne, każde wspaniałe. Dla nas, dobra wiadomość jest taka, że Bergamo jest dostępne z Polski przez cały rok i co ważne – jest to jedno z najtańszych połączeń lotniczych Polska-Włochy! Można tu dolecieć już za 39 zł! Do Mediolanu jest zaledwie 50 km. A jeśli jeszcze masz wątpliwości czy warto przyjechać do Lombardii, dodam tyle – to jeden z najciekawszych włoskich regionów, pełnym zapierającym dech widoków, gór, jezior, wyjątkowych miasteczek, a transport publiczny jest tu doskonale zorganizowany.   No i jak? To mam coś jeszcze. ___ Z okazji EXPO 2015 miasto uruchomiło nową stronę Visit Bergamo, gdzie znajdziesz komplet informacji o mieści i całej prowincji oraz specjalną aplikację na smartfony VisitBergamo dostępną zarówno na iPhone, jak i telefony z Androidem. Ponadto w mieście znajdują się łącznie 62 punkty dostępowe, wystarczy się zarejestrować, aby móc korzystać za darmo z internetu. ___ Jeśli siedząc w wygodnym fotelu poświęciłeś kilka minut na zerknięcie co oferuje Bergamo mam nadzieję, że zechcesz tu przyjechać i zobaczyć to miasto na własne oczy! Aby Ci ułatwić decyzję jeszcze bardziej, przygotowałam specjalnie dla Ciebie super praktyczny przewodnik, dzięki któremu możesz dokładnie zaplanować swoją podróż.   Co znajdziesz w tym wpisie? Città Bassa. Dolne Miasto - Centro Piacentiniano i Sentierone - Accademia Carrara - Funiculare Città Alta. Górne Miasto - Piazza Vecchia - Piazza Del Duomo - Weneckie Mury Bergamo - Wzgórze San Vigilio - Wycieczka po Città Alta z przewodnikiem Gdzie zjeść - Na obiad - Na aperitif/ Aperitivo - Inne, polecane przez miejscowych miejsca, gdzie warto zajrzeć Informacje praktyczne - Planowanie podróży i kosztów - Tanie loty z Polski – z kim, kiedy i za ile - Jak dojechać do Bergamo - Punkty informacji turystycznej - Gdzie zostawić bagaż - Wycieczka z przewodnikiem turystycznym - Gdzie spać Podziękowania   Città Bassa. Dolne Miasto Zachęcam Was gorąco, aby rozpocząć zwiedzanie właśnie tu, gdzie żyje i pracuje większość mieszkańców miasta. Tu znajdziecie mnóstwo noclegów, sklepów, restauracji i pubów. Jeśli jedziecie autobusem z lotniska sugeruję Wam wysiąść w okolicach dworca kolejowego, zostawić swój bagaż w przechowalni i ruszyć pieszo przez miasto. Nie pożałujecie. Poświęćcie Bergamo Bassa chociaż godzinę, to wystarczy, aby zobaczyć całkiem sporo. Centro Piacentiniano i Sentierone Idąc od dworca kolejowego główną ulicą Viale Papa Giovanni XXIII dochodzimy do centralnego punktu Bergamo Bassa, Porta Nuova. To szeroka brama, otoczona dwoma neoklasycznymi budynkami, nie sposób jej nie zauważyć, otwiera drogę do nowoczesnej części Bergamo, której budowę zakończono w 1927 roku. Porta Nouva to przede wszystkim centrum handlowe rozłożone między Via XX Settembre i Via Tasso. Via – to po włosku ulica. Jeśli zapytać miejscowych o ulubione miejsce niedzielnych spacerów zapewne usłyszysz o deptaku, ulicy Sentierone. Zachowało się tu kilka budynków z poprzednich epok, jak kościół San Bartolomeo ze słynnym ołtarzem z 1516 wieku, kościół Sant’Alessandro della Croce, kościół Santo Spirito z obrazami Lorenzo Lotto czy Teatr Dionizetti wraz z pomnikiem tego słynnego muzyka. Accademia Carrara Dla miłośników sztuki to miejsce obowiązkowe. Ta najważniejsza galeria sztuki w Lombardii, została założona w 1794 roku. Po sześciu latach prac renowacyjnych została ponownie otwarta dla zwiedzających w kwietniu 2015 roku. Znajdują się tu dzieła takich mistrzów, jak Botticelli, Mantegna, Raffaello, a także rzeźby, porcelana i wiele innych dzieł sztuki z głównych europejskich i włoskich szkół. Zajrzyjcie koniecznie na Via San Tomaso. A naprzeciwko Akademii Carrara znajdziemy Galerię Sztuki Nowoczesnej.   Funiculare Tymczasem wędrujemy dalej główną ulicą, lekko pod górę kierując się ku kolejce Funicolare, która zawiezie nas do zupełnie innego świata, do Bergamo Alta. Można nie korzystać z kolejki i pójść pieszo lub podjechać autobusem nr 1 (ten sam, który jedzie z lotniska). Rozkład jazdy Funiculare   Città Alta. Górne Miasto Górne Miasto położone jest na wzgórzu, otoczone murem, co miało w przeszłości strategiczne znaczenie. Ja jechałam kolejką Funicolare, widoki w czasie jazdy są wspaniałe, na całe Dolne Miasto. Po kilku minutach wysiadamy na Piazza Mercato delle Scarpe, w centrum historycznego Bergamo. I to jesteśmy! A tak się prezentuje mapa Bergamo Alta.   Źródło mapy Zajrzyjmy zatem do najważniejszych miejsc tej części miasta. Do serca miasta, skupionego wokół Piazza Vecchia i Piazza del Duomo prowadzi Via Gombito.   Piazza Vecchia Obowiązkowym punktem Bergamo Alta jest stosunkowo niewielki plac miejski Piazza Vecchia, który powstał w XV wieku. W przeszłości było to centrum polityczne i administracyjne miasta. Plac wydaje się ponoć większy niż jest w rzeczywistości. Na placu znajduje się kilka istotnych budynków: Torre Civica, znana także jako Campanone – na szczyt tej XII wiecznej wieży można wjechać windą, wstęp 3 EUR. Palazzo della Ragione – wstęp 6 EUR, ulg. 4 EUR. W rezydencji zachowały się freski z XIV i XV wieku autorstwa m. in. samego Bramantego – są to postaci filozofów. Fontanna Contarini – ufundowana przez weneckiego możnowładcę Alvise Contarini Publiczna Biblioteka Angelo Mai   Na tyłach Piazza Vecchia znajduje się od razu drugi najważniejszy w mieście Plac Katedralny, Piazza del Duomo.   Piazza del Duomo Duomo – katedra w Bergamo jest poświęcona św. Aleksandrowi. Kościół został wybudowany na planie krzyża łacińskiego. W nawie znajduje się sześć kaplic. Z prawej strony przylega do nawy głównej Kaplica św. Wincentego i błogosławionego Jana XXIII. Bazylika Santa Maria Maggiore – trójnawowy, przepiękny kościół wybudowany między XII a XIV wiekiem. To przykład lombardzkiego stylu romańskiego. Wejście do bazyliki zdobi gotycki portyk, a wnętrze zostało stworzone w stylu barokowym. Legenda (częściowo potwierdzona źródłami pisanymi) głosi, że kościół został wybudowany dla wypełniania ślubu złożonego Matce Bożej przez mieszkańców Bergamo, proszących o uchronienie miasta od suszy, głodu i dżumy, które nawiedziły okolicę w 1133. 15 sierpnia 1137 biskup Bergamo, Grzegorz, poświęcił kamień węgielny. Warto zwiedzać bazylikę w towarzystwie miejscowego przewodnika, który zna wszystkie ciekawostki związane z tym miejscem. Capella Colleoni – to mauzoleum rodu Colleoni, zaprojektowane przez Giovanniego Antonio Amadeo. Bartolomeo Colleoni był jedną z najbardziej wpływowych i zasłużonych osób w historii Bergamo. Z zewnątrz kaplica robi spektakularne wrażenie, to ikona sztuki lombardzkiej. Dobudowana do kościoła w latach 70. XV wieku, jej fasadę zdobi całe mnóstwo miniaturowych arkad, balustrad i skręconych kolumn. Wydaje się zapowiedzią wielkiego budynku, tymczasem wnętrze jest niewielkie, a zachwyca przede wszystkim sklepieniem z XVIII wieku.   Ciekawy jest herb rodziny Colleoni, przedstawiający trzy jądra. ___ Bartolomeo Colleoni urodził się z trzema jądrami zamiast dwóch i uważał to za szczególny dar,  stąd ich obecność w herbie. Dlatego wychodząc z kaplicy nie zapomnijcie potrzeć dłonią herbu rodziny Colleoni, to przynosi szczęście i bogactwo. ___ Szukajcie herbu w bramie.   Weneckie Mury Bergamo Rozciągające się na długości 6 200 m mury obronne to najbardziej charakterystyczny element Bergamo Alta. W końcu to one spowodowały, że Bergamo zostało rozdzielone na górne i dolne miasto. Można tu usiąść na jednej z ławek i czekać aż do nocy, widok na oświetlone Dolne Miasto – tego się nie da opisać. Ale wracając do murów, historia ich powstania jest bardzo ciekawa. Zbudowała je Republika Wenecka w XVI wieku, wówczas bowiem Bergamo nabrało dużego znaczenia strategicznego. Budowa murów miała trwać rok, jednak nieco się przeciągnęła i w sumie zajęła 27 lat i przyniosła znaczny rozwój miasta. Aby rozpocząć prace nad tym ogromnym projektem do miasta zjechało wielu robotników, architektów z Wenecji i Bergamo oraz żołnierzy, którzy mieli pilnować porządku. Plan zakładał zburzenie aż 250 budynków – domów, pracowni, a także 8 miejsc kultu, jak katedra św. Aleksandra czy konwent dominikanów pod wezwaniem św. Szczepana. Efektem tego ostatniego było 8 ekskomunik nałożonych przez lokalne duchowieństwo na hrabiego Sforzę Pallavicino, który musiał podjąć wiele wysiłków (i wysokich kwot), aby zostały z czasem odwołane. Ważnym elementem Murów Weneckich są 4 bramy: Świętego Augustyna, Świętego Jakuba, Świętego Aleksandra i Świętego Wawrzyńca – obecnie Giuseppe Garibaldiego. Przez trzy z czterech bram codziennie mogą wjeżdżać samochody. Głównym wjazdem do Górnego Miasta jest Brama Świętego Augustyna, zaś Brama Świętego Jakuba przeznaczona jest tylko do ruchu pieszego. W weekend cała przestrzeń otoczona murami staje się wielką strefą przeznaczoną tylko dla pieszych.   Wzgórze San Vigilio Być w Bergamo i nie być na szczycie wzgórza San Vigilio? Nie możecie sobie tego zrobić. Oto, co musicie wiedzieć, w Bergamo są dwie linie kolejki Funicolare. Ta pierwsza prowadzi z dolnego do górnego miasta, a druga z Bergamo Alta właśnie na wzgórze San Vigilio. Nie jest tak łatwo ją znaleźć, ale bądźcie wytrwali i pytajcie o drogę. Jak już dojedziecie na górę lub dojdziecie pieszo – uliczki są kręte, wąskie i pod górę, ale czemu nie – nie zatrzymujcie się przy stacji kolejki lecz idźcie wyżej! Po wyjściu ze stacji należy kierować się w prawo i idź pod górę niestety dość niewygodną dla stopy w butach z cienką podeszwą drogą:). Już po kilku minutach dojdziemy do schodów, którymi znowu wspinamy się pod górę. Warto pokonać te wszystkie trudności dla tych widoków:). Jeśli możecie, zostańcie tam aż do zachodu słońca:). W końcu, jak mówią: Im bardziej ma się w życiu pod górkę … tym piękniejsze później będą widoki. Rozkład jazdy Funiculare San Vigilio Na wzgórze kursuje także miejski autobus linii 21. Początkowy przystanek znajduje się w pobliżu dolnej stacji kolejki przy Colle Aperto. Swój przystanek początkowy i końcowy ma tam równie autobus linii 1A.   Wycieczka po Città Alta z przewodnikiem  Guide Turistiche Città di Bergamo - jeśli chcecie zwiedzić centrum historyczne Bergamo w Città Alta z przewodnikiem bez wcześniejszego umawiania, zwykle takie 2 godzinne trasy w języku angielskim (i włoskim) są organizowane od kwietnia do października w każdą środę, sobotę i niedzielę o godz. 15:00. Cena to 10 EUR od osoby, dzieci gratis. Punkt spotkania Biuro Informacji Turystycznej IAT, Via Gombito, 13, Bergamo Alta.   Jeśli jesteście grupą lub interesuje Was inny termin, inna trasa, itp. wystarczy się z nimi skontaktować i wszystko omówić, email: info@bergamoguide.it, tel. +039 035 344205. Dla turystów indywidualnych są organizowane różne trasy tematyczne za równo po mieście, jak i całej prowincji Bergamo. Macie do wyboru tasy: historia sztuki i kultura, enokulinaria (lokalne produkty spożywcze), trekking wśród natury, ścieżki religijne, muzyczne i inne. Nie znalazłam w ofercie przewodnika mówiącego po polsku, dostępne języki to: angielski, niemiecki, włoski, francuski, hiszpański, portugalski, rosyjski, holenderski. Ja skorzystałam i bardzo ich polecam. Jeśli nie chcecie zwiedzać zbyt wielu kościołów wystarczy to powiedzieć na początku, ustalcie, co Wam bardziej odpowiada.   Gdzie zjeść Moim zdaniem próbowanie regionalnych dań zawsze przybliża nam miejsce i ludzi. Można się nastawiać na kolejną pizzę, ale .. dlaczego nie spróbować tego, z czego dumni się tutejsi mieszkańcy? Będąc w Bergamo może się do tego przekonacie? Miejscowi bardzo chętnie opowiadają o historii tych dań. Spróbujesz?   Jeśli zapytacie o kultowe dania kuchni Bergamo usłyszycie: polenta i pierożki o wdzięcznej nazwie casoncelli. Klasyczne wina z tego rejonu to Valcelepio oraz Moscato Scanzo!   To już wiecie co zjeść, a teraz czas na odpowiedź – gdzie zjeść. Polecam Was dwa miejsca – jedno na obiad, drugie na apreritif. W obu byłam, jadłam i dobrze się bawiłam. Oba miejsca polecili nam miejscowi:). I nie zawiodłam się. Na obiad Ristorante Vineria Cozzi - przepyszne lokalne jedzenie zjecie w Città Alta (górnym mieście) w restauracji, której nie sposób nie zauważyć, położona przy głównej uliczce, w oczy rzucają się liczne kosze piknikowe! To jej znak rozpoznawczy, jak i wspaniała właścicielka – uśmiechnięta od ucha do ucha Simone, której rodzice podarowali to miejsce, gdy miała zaledwie 18 lat!!! (nie, to nie ta pani przy kasie:)). Lokal niezwykle klimatyczny, 3 sale, pysznie i bardzo przyjemnie. Wejście zaliczyłam od … wylania wina na pana przy stoliku obok czego nawet nie zauważyłam. Obróciłam się w niewłaściwą stronę i moja torba narobiła bałaganu… A to jest właśnie uśmiechnięta właścicielka, Simone. Co jadłam? Primi Casoncelli con pancetta, burro e salvia – w cenie 14 EUR. Pyszne i nieco tłuściutkie pierożki casoncelli z masłem (burro) i boczkiem (panchetta) i szałwią (salvia), typowe danie Bergamo. W tej części Włoch lubią jadać troszkę więcej tłuszczu. Szałwia była pysznie chrupiąca. Secondi Polentina bergamasca ripiena ai formaggi, in guazzetto di pomodoro e tartuffo – za 12,50 EUR. Wyglądała tak pięknie, że musiałam najpierw popodziwiać. Bergamo jest królestwem polenty. Dostałam kilogram w prezencie. To danie to polenta nadziewana serem i truflami, polana wspaniałym sosem pomidorowym. Nie wygląda na duże, ale za to bardzo sycące. Wino poleciła nam właścicielka:). Mają ponad 300 wyselekcjonowanych przez swoich sommelierów win, więc wybaczcie, ale nie pamiętam dokładnie co piłam, prócz tego, że było czerwone i świetnie pasowało do casoncelli. Zakończmy tę opowieść moim zdjęciem z instagrama:). Na aperitif/ Aperitivo Il Caffé della Funicolare - tu jest sprawa prosta. Wystarczy, że pójdziesz na kolejkę (funicolare), aby zjechać na dół do Bergamo Bassa, ale zamiast wsiadać do wagoniku, spojrzysz w głąb pomieszczenia. Te cudowne drzwi i widoczne okna w tym tym samym stylu długo nie muszą kusić, bo szybko zauważasz też taras, a z niego boski widok na miasto w dole! Wejdź tu koniecznie i zamów aperitivo. Happy hours zaczynają się od 18:00. Dostaniesz sery i lokalne wędliny, wino i pewnie coś jeszcze. Fotele/ krzesła są wygodne i naprawdę nie trzeba się nigdzie spieszyć:). Miasto nocą jest wspaniale oświetlone, a stąd masz na nie najlepszy widok w mieście. Poza tym pociągi powrotne do Mediolanu jeżdżą bardzo często.   Festina lente to moja maksyma. Spiesz się powoli i … (pozwolę sobie dodać) delektuj się życiem.   Jeśli nie chcecie chodzić po restauracjach nie martwcie się, bowiem nie brakuje w uliczkach Bergamo także takich sklepów:).   Inne, polecane przez miejscowych miejsca, gdzie warto zajrzeć NA LODY La Marianna podobno to właśnie tu wymyślono (przez przypadek) smak straccciatella! Czy to bajka czy legenda, na lody maszerujemy właśnie tu. W tym miejscu autobus miejski ma ostatni przystanek. Adres: Largo Colle Aperto, 2. Uwaga, w poniedziałki mają zamknięte! Mają także lokal na lotnisku, a także w innych miejscach w mieście, adresy znajdziecie TU. NA PIWO Birreria Elav – miejscowi uwielbiają to lokalne piwo rzemieślnicze produkowane od 2005 roku. Piazza Mascheroni, 1/c – Bergamo Alta. NAJLEPSZE DELIKATESY W MIEŚCIE Salumeria Gastronomia Mangili – Via Colleoni 7. Dostaniecie tu najlepsze sery i wędliny i profesjonalną poradę. NA KAWĘ Dwie historyczne kawiarnie, do których koniecznie zajdź będąc w Bergamo Alta. Caffè del Tasso – Piazza Vecchia, 3. Znajduje się na liście Slow Food TOP 15 historycznych kawiarni Włoch. Trudno jej nie zauważyć będąc na Piazza Vecchia. Pasticceria Cavour - Via Gombito, 7. Działa od 1880 roku. Znajdziecie ich także na facebooku Pasticceria Cavour.   A po jedzeniu, najlepszy jest spacer po mieście.     Informacje praktyczne Zacznij tu, od przepięknej strony informacji turystycznej  Visit Bergamo.   Planowanie podróży i kosztów Porządnie zaplanowana podróż to jeden z najistotniejszych elementów udanego wyjazdu. I zawsze pojawia się to samo pytanie – ile mnie to będzie kosztować. To podstawowe pytanie jest często najtrudniejsze, bo trzeba najpierw sprawdzić loty i ich koszt w interesującym nas terminie, później poszukać noclegu, przyznacie, że to czasochłonne i bywa frustrujące. I chociaż przygotowałam dla Was poniżej analizę lotów w 2016 roku tanimi przewoźnikami z Polski do Bergamo to przecież nie wyczerpuje ona wszystkich możliwości. Dlatego, jeśli nie chcesz tracić czasu na przeszukiwanie całego internetu polecę Ci tylko jedno, za to bardzo wygodne narzędzie, które w mig załatwi to za Ciebie – wyszuka lot i zaproponuje nocleg w najkorzystniejszej cenie, a do tego od razu podsumuje Twoje koszty. Na pytanie „a ile nas to będzie kosztowało” – masz gotową odpowiedź. To nowe narzędzie na rynku i chętnie z niego korzystam, Tripvariator.pl. Z założenia serwis szuka najtańszych połączeń i najtańszych noclegów, a o to mnie najczęściej pytacie. Wpisałam skąd/ dokąd chcę lecieć i na ile. Wyszukiwarka sprawdziła dostępność noclegu w moim ulubionym hostelu w Mediolanie i podliczyła koszty całości podróży. Serwis działa także na terenie Niemiec, skąd ja latam najczęściej. Poza tym na Ukrainie i Białorusi. Prościej zaplanować i policzyć już nie można.     Tanie loty z Polski – z kim, kiedy i za ile Międzynarodowe lotnisko w Bergamo-Orio al Serio, położone jest ok. 50 km od centrum Mediolanu. Wyspecjalizowanym w obsłudze tanich przewoźników lotniczych. Z Polski dolecimy tu liniami: Ryanair: Kraków, Poznań, Warszawa – Modlin, Wrocław. Wizz Air: Gdańsk, Katowice, Warszawa-Chopin, Poznań (od 15 września 2015 roku). Z lotniska do dworca kolejowego Milano Centrale można dostać się autobusem. A oto szczegóły:  Loty liniami Ryanair z miast: Kraków, Warszawa-Modlin, Wrocław.   Loty liniami WizzAir z miast: Gdańsk, Katowice, Warszawa-Chopin, Poznań (od 15 września 2015 roku). Jak dojechać do Bergamo Autobusem Autobus nr 1 na trasie lotnisko-Bergamo i Bergamo-lotnisko kursuje co 20 min, czas jazdy - 20 min. Przystanek autobusowy znajduje się po prawej stronie od wyjścia z hali przylotów i jest dobrze oznaczony. Dojedziemy nim do centrum miasta oraz do Città Alta, ostatni przystanek to Colle Aperto. Bilety komunikacji miejskiej można kupić w punkcie informacji turystycznej w hali przylotów. Transport miejski można sprawdzić na stronie ATB Bergamo. Rozkłady jazdy oraz wykaz tras autobusów ATB Komunikacja dzienna Komunikacja wieczorna Bilet miejski umożliwia przejazd na trasie lotnisko – miasto oraz dodatkowo przejazdy kolejkami Funiculare. Ceny biletów: bilet 24-godzinny  – 5 EUR bilet 72-godzinny – 7 EUR   Pociągiem  Jeśli jedziesz z Mediolanu to najwygodniejsza forma dotarcia do miasta. Pociągi jeżdżą często, zwróć tylko uwagę jaki to pociąg, przejazd Frecciabianca jest znacznie droższy niż zwykłym pociągiem osobowym. Kolej:  http://www.trenitalia.com   Samochodem Z autostrady A4 Turyn-Wenecja należy wybrać zjazd na Bergamo, do Centrum. Zarówno w Dolnym, jak i Górnym mieście ruch samochodowy jest ograniczony. W okresie świąt wjazd do Górnego Miasta jest zabroniony w godzinach 10:00-12:00 i 14:00-19:00. W czasie letnim dodatkowo zabroniony jest wjazd w piątki i soboty w godzinach 21:00-1:00.   Taxi Radio Taxi: +39 035 4519090   Punkty informacji turystycznej Koniecznie tu zajrzyjcie. Dostaniecie niezbędne mapki, ulotki i foldery, uzyskacie wszelką informację. Tu także możecie się umówić na wycieczkę z przewodnikiem. Lotnisko Orio al Serio – sala przylotów tel. +39 035 320 402 aiport@visitbergamo.net Dolne miasto, Città Bassa Bez problemu znajdziecie ten punkt – zaraz po wyjściu z dworca PKP trzymajcie się lekko prawej strony, przejdźcie na drugą stronę i po chwili zobaczycie biały budynek Turismo Bergamo. Tuż obok jest automatyczna przechowalnia bagażu (na tyłach McDonald’s). V.le Papa Giovann XXIII tel. +39 035 210 204 turismo1@comune.bg.it Górne miasto, Città Alta Via Gombito, 13 (Wieża Gombito) tel. +39 035 242226 turismo@comune.bg.it   Gdzie zostawić bagaż Lotnisko teren przylotów tel. +39 035 320402 szukaj informacji na stronie lotniska Dolne miasto w centrum – tuż obok dworca kolejowego i autobusowego, na tyłach McDonald’s. To automatyczna przechowalnia bagażu. W środku są dwa rozmiary skrytek, za mniejszą zapłacimy 3 EUR za dobę, za większą 4 EUR/dobę. Do środka można włożyć tyle bagaży, ile się zmieści. Zgubienie kluczyka kosztuje 50 EUR, więc lepiej nie wkładać do dziurawej kieszeni. Mapka i niezbędne informacje znajdziecie TUTAJ Rozmiary bagażu: głębokość/szerokość/wysokość (80x40x50) – mniejszy (93x60x65) – większy Górne miasto w Wieży Adalberto – Piazza Cittadella tel. +39 035 5293888   Gdzie spać O ile Bergamo Alta jest idealne do zwiedzania i podziwiania wspaniałych krajobrazów, o tyle Bergamo Bassa stanowi centrum (nie tylko) wieczornego życia i to właśnie tu jest najlepiej szukać noclegu. Szybko i łatwo dojdziemy z dworca kolejowego, pod ręką są dostępne sklepy, autobusy i przede wszystkim wspaniała atmosfera miasta. Skwery pełne ludzi, śmiech i świetna atmosfera. Ceny także są niższe niż w historycznej części  miasta. Oto moje sprawdzone miejsca. B&B Early Leaving  - od 20 EUR za osobę; pokoje dwuosobowe. W cenie śniadanie transfer z/na lotnisko. Dostęp do internetu (WiFi). Właściciel bardzo sympatyczny i pomocny, wielu Polaków u niego nocowało. Właściciel wynajmuje 2 z 4 pokoi. Alex E Angie – przede wszystkim doskonała lokalizacja, wszędzie jest blisko. Z tarasu świetny widok na Bergamo Alta. Bezpłatne WiFi. Blisko sklepy. Śniadanie wliczone w cenę. Central Hostel BG -  w samym centrum, eleganckie pokoje, w cenę wliczone śniadanie. Cena od 23 EUR od osoby. Hotel B&B Bergamo – rewelacyjna jakość, a bardzo dobra cena dlatego ponoć pokoje sprzedają się jak świeże bułeczki:). Położony 650 metrów od dworca kolejowego. Na terenie całego obiektu można korzystać z bezpłatnego WiFi. Pensjonat B&B Fleur de Lis Accademia – położony w doskonałym miejscu, zaledwie 150 metrów od muzeum sztuki Accademia Carrara. Bezpłatne WiFi, bezpłatny transfer z lotniska w godzinach 08:00 – 00:00. W cenę wliczone śniadanie. Bardzo przyjemne miejsce. B&B Bonomelli - pensjonat położony 5 minut od dworca kolejowego. Apartamenty typu studio, pyszne śniadania w cenie. Rewelacyjnie położony. Pensjonat B&B Prenditempo – spacerem 10 minut od dworca kolejowego, świetne pokoje, doskonałe śniadania wliczone w cenę i zniżka dla gości w sąsiedniej pizzerii. Lokalizacja jest doskonała, bo i tak wieczory spędza się w Bergamo Bassa.   Oczywiście noclegów jest tu o wiele, wiele więcej, więc jeśli moje rekomendacje nie są dla Was wystarczające, szukajcie na własną rękę korzystając z licznych wyszukiwarek, takich, jak: Booking.com Hostel Brookers A jeśli interesuje Cię kemping – najbliżej miasta jest miejsce dla Camperów, natomiast kempingi są poza obszarem miasta, tu znajdziecie szczegóły Kempingi w okolicach Bergamo.   Podziękowania Bergamo mogłam odwiedzić dzięki zaproszeniu organizacji Blog Ville, która zaprosiła blogerów z całego świata do Lombardii we wrześniu 2015 roku. Po samym mieście byłam oprowadzana wraz z koleżankami z Rosji i Francji przez wspaniałą z Visit Bergamo. Składam także podziękowania na ręce przewodnika z organizacji Guide Turistiche Città di Bergamo za wspaniały 2 godzinny spacer po mieście pełen ciekawych historii.   Mam nadzieję, że ten przewodnik zachęci Was do odwiedzenia miasta, a także przyda się Wam w trakcie samego zwiedzania Bergamo. Pozdrawiam serdecznie, Magda

Italia poza szlakiem

Dlaczego pojechałam do włoskiego regionu Marche

Co to znaczy „zaliczyć” Włochy? Być w Rzymie? Pojechać do Wenecji? Zobaczyć Toskanię? A może doświadczyć Neapolu lub Sycylii? A co, jeśli „zaliczyliśmy” już wszystko?   A może powinnam zapytać inaczej – jakim typem turysty/ podróżnika jesteś? Czego poszukujesz w podróżach? Co Cię fascynuje lub czego pragniesz doświadczyć? A może kluczowe jest to, na jakim etapie życiowym jesteśmy i to warunkuje, jak zwiedzamy? Pewnie wszystkiego po trochu.   Ja poszukuję ludzi i opowieści.    Cudownie jest zwiedzać muzeum, gdy opowiada o nim pełna werwy i miłości do tego co robi archeolożka, podziwiać nowoczesną sztukę, gdy całym ciałem opisuje ją młody pracownik galerii. Nawet jeśli nie rozumiem, jak ważna jest ta kreska na obrazie, po tym chłopaku widzę, że artysta miał nią tak wiele nam przekazać. Ludzie pasji. To oni mają klucze do zamkniętych kościołów, to oni wprowadzą cię do teatru tylnymi drzwiami, to oni mają moc otwierania Twojej głowy i serca na nowe doświadczenia. Gdyby nie ich opowieści ta mozaika na podłodze byłaby tylko kolejną mozaiką.   Męczą mnie wielkie metropolie. Wolę ucieczkę do mniejszych miast, bo tam znajduję ludzi, którzy poświęcą mi swój czas, jestem i ja dla nich ciekawym człowiekiem.   Dlatego jesienią 2015 roku pojechałam do Sassoferrato w regionie Le Marche. Jeszcze rok temu nie wiedziałam o istnieniu tego miasteczka, dziś jestem jego przyjaciółką. Urzekli mnie ludzie, przyroda i sztuka. Gdzie w ogóle leży ten region Marche?   Region ciągnie się na południowy wschód od San Marino, nad Adriatykiem. Graniczy z Emilią-Romanią, Toskanią, Umbrią, Lacjum i Abruzją. To ostatni region po stronie Adriatyku przed tzw. Mezzogiorno, czyli południową częścią kraju. W skład regionu wchodzą prowincje: Ankona, Pesaro e Urbino, Macerata, Ascoli Piceno i od 2009 roku Fermo. Ja będę Wam opowiadać o prowincji Ankona, a konkretnie jej zachodnim krańcu. Źródło mapy Moim zdaniem największą zaletą regionu jest brak wielkich miast. Największym mankamentem – brak bezpośrednich lotów z Polski do stolicy regionu, Ankony. Po pierwsze ludzie Poznajcie Marco Wszystko zaczęło się w październiku 2014 roku w miejscowości Fabriano w regionie Marche [czyt. Marke]. Pod koniec workshopów dla tour operatorów podszedł do mnie kolejny właściciel agriturismo prezentując na tablecie swoją ofertę. Piękne, nowoczesne, bardzo gustowne, ale cena – jak mi się wydawała – zabójcza dla polskiej kieszeni, co dałam mu do zrozumienia. Nie zraził się. Z jakiegoś powodu – nazwijcie to intuicją – zaczęłam obserwować jego działania na Facebooku. Szybko się okazało, że to człowiek doskonale znający region. To był Marco. Z zaciekawieniem obserwowałam, jak poświęca swój czas na oprowadzanie ludzi po wzgórzach i górach łączących Marche i Umbrię. Przecież nie musi tego robić, ma swoją pracę i jeszcze agroturystykę, a jednak niemalże co weekend widzę, jak publikuje zdjęcia zmęczonych, ale bardzo szczęśliwych ludzi, którzy dzięki niemu odkryli te rejony i być może – przy okazji – także cząstkę siebie. A zatem to człowiek, któremu się chce. Teraz wiem, że Marco jest certyfikowanym przewodnikiem Guida naturalistica o ambientale escursionistica. Teraz wiem, że robi to, bo to kocha.   Ponieważ już rok temu postanowiłam, że chcę wrócić do Marche i pokazać ten region mojej rodzinie, pomyślałam, że skontaktuję się z nim. Tak też zrobiłam. Valle del Sentino Zazdroszczę Marco tego umiłowania do swojego regionu. W jego oczach widziałam dziecięcą radość, gdy opowiadał o przyrodzie, niezwykłych kościołach, archeologii i sztuce. Sassoferrato i okolice mają tak dużo do zaoferowania, jednak w Polsce nie ma ani jednego przewodnika turystycznego poświęconego Marche, a te omawiające wybrzeże Adriatyku wspominają jedynie o kilku nadmorskich miejscowościach regionu.   ____ Marco i jego żona Romina wiedzą, że takich, jak oni pasjonatów w regionie jest więcej. W końcu doszli do wniosku, że tylko wspólna praca wielu osób ma sens. Zakładają w pierwszych miesiącach 2015 roku Stowarzyszenie Valle del Sentino, którego logo symbolizuje dwie góry, dwa regiony i rzeka, które je łączy. Marche i Umbria w tym miejscu stanowią jedność. ____   Współpraca z administracją regionu odpowiedzialną za promocję nie jest łatwa, to nie jest „ta” najbardziej reprezentacyjne część Marche. A przecież w najbliższej okolicy są słynne na całym świecie Grotte di Frassasi, jednak nikt nie zadbał o to, aby zatrzymać turystę w okolicy na dłużej niż tylko kilka godzin, więc przyjeżdżają i wyjeżdżają. Szkoda. Dlatego ludzie z okolic doliny rzeki Sentino postanowili działać. Poświęcając mi swój czas i zapraszając do odwiedzenia swojej części Italii robią pierwszy krok ku międzynarodowej popularyzacji Valle del Sentino.   Najlepszą rzeczą w podróży, jaka może Cię spotkać, gdy miejscowy pokaże Ci miejsca, do których samodzielnie nie dotarłbyś nigdy. Mało tego, wielu okolicznych mieszkańców też nie zna tych miejsc.   Poczułam się niezwykle wyróżniona, poczułam też ciężar odpowiedzialności. Ta ekipa zwyczajnie na mnie liczyła. Czy zechcecie razem ze mną wyruszyć w tę podróż? Zastanawiacie się pewnie czy warto tu przyjechać. Czy ta podróż jest dla mnie? Zdecydowanie tak! Jeśli jesteś jednym z tych, którzy: uwielbiają wspaniałą kuchnię i wino, kochają przyrodę – góry, lasy, wzgórza, jaskinie i rzeki, morze, uwielbiają fotografować (czymkolwiek), interesują się  historią i sztuką, potrzebują wyciszenia, a nawet szukają odpowiedzi na najważniejsze pytania, lubię wędrówki o rożnej skali trudności, uwielbiają rytm niewielkich włoskich miasteczek, albo … są miłośników trufli:). To nie koniec listy. Ale czyż podróż nie jest ciekawsza, jeśli nie będzie też odrobiny tajemnicy? Wiecie co, dzisiaj więcej Wam nie powiem. Niech to będzie zapowiedź, prolog, preludium, słowo wstępne, wprowadzenie. Niech nim będą poniższe fotografie. Tak, to wszystko znajdziecie w Marche, a nawet w bardzo małym jego kawałeczku. Jak mówią … ciąg dalszy nastąpi. Zaciekawiłam Was chociaż odrobinę? Uściski, jak zwykle mocne! Magda

Italia poza szlakiem

Witajcie w królestwie Barbera d’Asti. Winny świat Piemontu by Massimo Pastura

Poznaję Włochy enokulinarnie od 2010 roku. Co roku inny region, wiele winnic odwiedzonych, wiele win ze sobą przywiezionych, ale …. dopiero w 2015 roku mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że trafiłam na właściwe miejsca, właściwych producentów, na wina, które wspominam, o których myślę i których szukam tu, gdzie mieszkam. Co więc się takiego stało? Ano tylko tyle i aż tyle, że „te” miejsca znajdowali dla mnie „właściwi” ludzie mieszkający na miejscu i znający najlepszych winiarzy w swojej okolicy. Muszę Wam powiedzieć, że pierwszy raz aż tak dużo win przypadło mi do gustu i zapadło głęboko w pamięć, a to dla mnie najlepsza rekomendacja ich jakości. Dlatego chcę Wam o nich opowiadać.   Ale najpierw musicie wiedzieć, że to nie jest to artykuł sponsorowany, jego celem jest pokazanie Wam miejsca na mapie Włoch, gdzie warto pojechać, warto degustować i warto się edukować poprzez wzbogacanie swojej wiedzy winiarskiej. No i zapraszam tu wyłącznie Czytelników, którzy ukończyli 18-sty rok życia. Dzisiaj będzie o kimś, kto okiełznał szczep Barbera do perfekcji i tworzy z niego wyłącznie mistrzowskie kompozycje. Massimo „Max“ Pastura   Mówią o nim, że trudno jest znaleźć kogoś, kto bardziej kochałby swoją pracę. Nie miałam pojęcia, że będę miała zaszczyt go odwiedzić i poznać osobiście. A jednak, świat jest pełen niespodzianek i … dobrych ludzi, którzy wiedzą, co najlepsze. Dobrym duchem mojego piemonckiego poznawania smaków była Agnieszka Liwińska, Polka od lat mieszkająca w Piemoncie, sommelier i znawczyni regionu. To właśnie ona zawiozła mnie do Cascina La Ghersa, gdzie od końca lat osiemdziesiątych XX wieku Massimo kontynuuje rodzinną tradycję produkcji najlepszego wina Barbera d’Asti. To już czwarte pokolenie.   ________ W Piemoncie mówi się, że Barbera przybiera charakter ludzi, który ją uprawiają – jest skromna, ale jednocześnie silna i krzepka. Patrzę na Massimo i uśmiecham się pod nosem, dokładnie tak opisałabym tego faceta! Ale nie mogłabym nie dodać jeszcze jednego określenia – „nieuleczalnie zauroczony pasjonat”. ________   A co to za jeden ten Barbera?   Barbera to szczep uprawiany nie tylko we Włoszech, ale to właśnie tu, na północy Italii daje ono najlepsze wina. Ponad połowa win produkowanych w Piemoncie i południowo-zachodniej Lombardii jest właśnie z tego szczepu. Co ciekawe, to drugi szczep Italii, pod względem ilości upraw (po Sangiovese). W wielu restauracjach na świecie bardzo chętnie podaje się Barberę, ponieważ ona po prostu świetnie komponuje się z jedzeniem. Niestety w Polsce nie jest tak popularna, a szkoda, bo to klasyczne włoskie wino obiadowe, soczyste, kwaskowate i wytrawne. Niestety przed dekadą świat piemonckich winiarzy, skuszonych zdobywaniem tzw. punktów Parkera, goniąc za uzyskaniem jak największej ilości punkcików w skali tego najbardziej wpływowego krytyka wina na świecie, niemalże zaprzepaścili dobre imię Barbery. Te czasy jednak minęły i – jak mówią – ciemne dni „sparkeryzowanej” (od nazwiska Roberta Parkera) Barbery minęły bezpowrotnie. ________ Barbera jest robione ze szczepu o tej samej nazwie w piemonckich okręgach: Barbera d’Asti, Barbera d’Alba i Barbera del Monferrato. ________   Barbera ma mniejszą zawartość tanin niż chociażby słynne Nebbiolo, jest także bardziej owocowe i ma wysoką kwasowość, ale wciąż pozostaje w cieniu wspomnianego Nebbiolo, a więc win takich jak: Barolo, Barbaresco i Nebbiolo. Zgodzicie się z tym?   Jak podają specjaliści: Barbera jest najłatwiej przystosowującym się i żywotnym szczepem z trzech głównych piemonckich odmian (nebbiolo, dolcetto, barbera). Może dawać wina znacznie różniące się od siebie – od lekkich, po potężne, wymagające dłuższego okresu leżakowania w piwnicy. Po kilku latach, wino może być takie, a nawet lepsze jak sławne Barolo. Często wino z Barbery mylone jest z winem z Cabernet Sauvignon, z powodu podobnego aromatu czarnej porzeczki, chociaż śliwkowe akcenty i wyższa kwasowość, mogą być tropem wskazującym na Barberę. Źródło ________ Cytowani przeze mnie specjaliści nie wspominają jednak o grignolino, a teraz i temu szczepowi powoli zwraca się honor. ________   Nie byłam wcześniej zwolenniczką Barbery, ale odkąd wróciłam od Maxa ciągle kupuję Barbera d’Asti (nie Barbera d’Alba) i porównuję z winami jego produkcji. Minęło już 2,5 miesiąca, a ja wciąż nie znalazłam niczego podobnego do jego win. Coraz bardziej przekonuję się, że byłam w winnym niebie:). Nieuleczalnie zauroczony pasjonat   Massimo od początku skupiał się na tworzeniu wina zawierającego wszystko to, co najlepsze w tym szczepie i miejscu, w którym wzrasta. Prawdopodobnie już milion razy opowiadał o swoich winach, a jednak na jego twarzy wciąż maluje się uśmiech płynący gdzieś tam z głębi i te pełne zainteresowania oczy! Przez ponad 2 godziny oprowadza nas po swoim królestwie, odpowiadając na każde nasze pytanie, a potem z zaciekawieniem przyglądał się naszym reakcjom w czasie degustacji. Massimo jest winiarzem, enologiem i właścicielem Cascina La Ghersa, która należy do jego rodziny od 1928 roku. Są tu wciąż krzewy, które sadził jego pradziadek.   Największą pasją Pastury są stare odmiany winogron Piemontu, takie jak Barbera, Timorasso, Moscato czy Cortese.   Nizza Monferrato - stolica Barbery Winnice należące do Cascina La Ghersa położone są na obszarze prestiżowego terytorium wzgórz Nizza Monferrato, zwróconym do doliny Nizza, uznanym za teren DOC, ciągnącym się aż do środka terenów produkcji Barbera d‘Asti. To idealny obszar z południowym i południowo-zachodnim nasłonecznieniem oraz kamienistą glebą, która doskonale chroni winorośle przed przemarzaniem. Winnice rozpościerają się na wzgórzach, jak okiem sięgnąć, a w pogodne dni można zobaczyć nawet szczyt Monte Viso, oddalony o około 90 km. W czerwcu 2014 roku tutejszy krajobraz winnic został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w ramach obiektu pod nazwą Krajobraz winnic Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato. Jest więc jednym z 6 obszarów winnego krajobrazu Piemontu. Wcześniej denominacja Nizza była podstrefą Barbera d’Asti.   ________ Od lipca 2016 r. będą dostępne pierwsze oficjalne butelki z etykietą NIZZA DOCG, czyli Barbera ścisłe związana z terytorium (jej specyficzny charakter). ________   Tak na marginesie Nizza jest uznawana za stolicę Barbery. Czy kupię wina Pastury w Polsce? Mam ogromną nadzieję, że zechcecie poszukać win Massimo Pastura w dobrych sklepach z winami w Waszej okolicy, bowiem mamy w Polsce dystrybutora jego win. To firma Pavonique z podwarszawskiego Piaseczna. Można i kupić u nich, ale minimum 6 butelek. Swoją drogą zapewniam Was, że to byłby doskonały zakup. Ceny za butelkę – od 39 zł i tym razem jakość idzie w parze z ceną. Szczęściarze z branży będą się mogli spotkać osobiście z Massimo w styczniu w Warszawie. Niestety impreza jest zamknięta – wyłącznie dla zaproszonych gości. A mnie marzy się kiedyś otwarta degustacja win Massimo w Polsce, najlepiej z jego opowieściami w tle. Wtedy wina smakują najlepiej:). Co szczególnie mogę Wam polecić? Timian DOC Cóż, mój number 1 to Timian DOC! Wino niezwykłe – taka właśnie adnotacja tkwi w moich notatkach. Wina ze szczepu Timorasso nie udaje się uzyskać każdego roku. A jeśli aura sprzyja i zbiory są udane, Timorasso musi jeszcze leżakować co najmniej 13 miesięcy w drewnianych beczkach. Za to powstaje wspaniałe białe wino o złocistym kolorze i intensywnym bukiecie zapachowym kwiatu akacji, dojrzałej gruszki i miodu. Dla mnie wyjątkowe i niepowtarzalne, jak miejsce, gdzie rośnie to winogrono – Colli Tortonesi (Wzgórza Tortona) – wina należące do tej apelacji noszą nazwę Colli Tortonesi DOC. Ten rejon obejmuje około 30 miasteczek położonych na łagodnych wzgórzach w prowincji Aleksandria w Piemoncie, łącznie to 1800 hektarów winnic z czego zaledwie 40 hektarów to Timorasso! Sami więc widzicie, jak wyjątkowe to miejsce i jak wyjątkowe to wino. Il Pioggio DOCG Słynne Gavi wyrabiane z odmiany winogron Cortese, orzeźwiające, a jednocześnie eleganckie w stylu, znakomicie pasujące do dań z owoców morza, idealne do kuchni piemonckiej. Winnica położona jest pomiędzy miastami Gavi i Novi Ligure, a średni wiek winorośli to 60 lat. Znajdziemy tu zapach kwiatów i owoców, z nutami, które przypominają brzoskwinie, owoce tropikalne, wapno i głóg. Uwielbiam! Muascae Tym razem czerwone, dające solidnego kopa Barbera d’Asti Superiore. Sadzonki osobiście sadził Massimo w 1996 roku. Rocznie powstaje około 2200 butelek tego wina. Dla mnie wino o genialnym, głębokim kolorze, a w zapachu intensywne nuty czarnej porzeczki, sok żurawinowy, mentol, nuty jagód jałowca, pieprz i sole mineralne. To wino to szczyt elegancji! Idealne do wszystkich potraw mięsnych, twardych serów. Doskonałe wino medytacyjne.   Z win czerwonych polecam także: Vignassa Barbera d’Asti Superiore DOCG – jedno z klasyków i duma Cascina La Ghersa! Jeśli wino ma oznaczenie DOCG to oznacza najwyższą jakość. Jak widzicie zdjęcie mi już wyszło nieco niewyraźnie … wszak to Superiore! Smentia DOC – ze szczepu Croatina, podobnie jak Timian pochodzi z apelacji Colli Cortonesi. Pachnie niezwykle, nie jest ciężkie, a do tego pyszne i cudowne! Cóż, tyle mówią moje notki, bo zamiast fachowych określeń mam po prostu mnóstwo wykrzykników przy słowie „cudowne”. Wybaczcie, nie jestem sommelierem. Spineira DOC – tym razem Grignolino d’Asti – cudowne, lekkie, niezwykłe, zaledwie 1700 butelek rocznie.   Giorgia Moscato d’Asti DOCG Klasyka piemoncka na koniec. Słodkie wino Moscato d’Asti, które Massimo Pastura nazwał tak, jak swoją córkę Giorgia, która przyszła na świat w tym samym roku, co wino – 2000. Dlatego jest ono wyjątkowo bliskie sercu Massisimo. Wspaniałe, białe wino, słodziutkie, jak jego córka! Odmiana to Moscato bianco di Canelli. Wyczujemy tropikalne owoce i biały kwiaty, cytrusy i orzechy laskowe. To wino można pić zarówno racząc się słodkim deserem, owocami, jak i twardymi serami czy gorgonzolą. Wino idealne właściwie o każdej porze dnia, gdy złapie nas pragnienie:). Ja miałam okazję popijać nim wspaniałe kozie sery! Ponieważ po degustacji czas nas gonił, Massimo wręczył nam butelkę Giorgia zapewniając, że do kozich serów będzie idealne. I było!   To oczywiście nie koniec, ale zainteresowanych odsyłam na stronę Massimo, gdzie są opisane wszystkie wina, które produkuje, Cascina La Ghersa. Jak dojechać do Cascina La Ghersa Z autostrady A21 Turyn-Piacenza zjechać wyjazdem Asti-Est i od razu zjechać na Autostradę A33, kierunek Asti – Alba – Cuneo. Jechać w kierunku Alba/Cuneo przez około 15 km, aż do zjazdu na Canelli – Nizza Monferraoto, do Acqui Terme i jechać około 10 km na S.P. 456 (Asti-Mare), kierunek Canelli, aż do miasteczka Moasca. Jadąc za znakami „Centro” dojedziemy do znaku informującego o skręcie do „Cascina La Ghersa”. Azienda Agricola Cascina La Ghersa Reg. Chiarina, 2 14050 Moasca (Asti) Piemont, Włochy               Źródło mapy    Gdzie nocować To akurat najmniejszy problem, ponieważ w odległości spaceru od Cascina La Ghersa Massimo wraz ze swoją polską żoną (tak, tak!!) prowadzą Locanda La Ghersa w miejscowości Aglliano Terme. Przepiękny widok na wzgórza Monferrato i do tego piękne i wygodne pokoje.   Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i jeszcze raz dziękuję Agnieszce Liwińskiej za to niezwykłe popołudnie w piemonckich krajobrazach. Magda

Italia poza szlakiem

Pojadę do Włoch w 2016 roku. Czas na wyzwanie i konkurs!

Za chwilę Nowy Rok, czas podsumowań, ale przede wszystkim planów na najbliższe 12 miesięcy. Może zaplanowałeś już swoje wakacje, ale ja pozwolę się Tobie zapytać – czy zaplanowałeś swój wyjazd do Włoch? Może już byłeś i wszystko widziałeś, a może Włochy są ciągle tylko Twoim marzeniem? Znowu nie masz na nie czasu, pieniędzy, śmiałości albo nie masz z kim pojechać? To jeszcze jedno pytanie - czy jesteś w stanie zaoszczędzić 5 zł dziennie? Wystarczy nie kupować batonika (to i dla zdrowia dobre), gazety, jedzenia na mieście? 5 zł dziennie, dasz radę tyle zaoszczędzić? W ciągu miesiącach uzbierasz w ten sposób 150 zł. W ciągu 10 miesięcy uzbierasz 1500 zł. A w październiku – pojedziesz na 4 dni do Włoch! Co Ty na to? Podejmiesz wyzwanie? To wymaga stworzenia planu już teraz   1. Jak oszczędzać pieniądze? Weź puszkę, słoik lub skarbonkę, napisz na niej „na Włochy” i wrzucaj tam codziennie 5 zł. Jeden warunek – nie ma opcji wyciągania. Sama dobrze wiem, jak łatwo odkręca się słoik i wyciąga „bo potrzebuję drobnych”. Dlatego warto wziąć coś, z czego nie można łatwo wyjąć pieniędzy lub nawet tylko trwale niszcząc naszą skarbonkę:). Możesz także stworzyć nowe konto przeznaczone tylko na ten cel i najlepiej zrobić tam stałe zlecenie przelewu, 150 zł co miesiąc. Niech przelew idzie od razu, jak pensja wpływa na konto. Stałe zlecenie od stycznia do października 2016 r. Oto kilka artykułów, które warto przeczytać, by dowiedzieć się więcej, jak zaoszczędzać pieniądze na podróże: Jak sfinansować podróż Skąd brać pieniądze na podróż Skąd brać pieniądze na podróże Skąd wziąć pieniądze? Jak oszczędzać na podróże? Jak oszczędzić pieniądze na wymarzoną podróż?   2. Kiedy i dokąd pojechać do Włoch? Czy muszę wziąć urlop?   KIEDY? Osobiście uwielbiam Włochy w październiku. Jest wciąż ciepło, można liczyć na sporo słońca, jest mało turystów, a ceny są znacznie bardziej przyjemne niż w szczycie sezonu. No i te kolory jesieni – najlepsze są właśnie w październiku! Poza tym to wystarczająco dużo czasu, aby zebrać odpowiednią kwotę.   JAK? SAMOLOT Sprawdź loty do Włoch z najbliższego lotniska w październiku 2016 roku. Sprawdzamy loty do Włoch liniami: Ryanair, Wizzair, Alitalia czy ew. LOT. Pomóc Ci może mój artykuł na temat Tanich połączeń Polska-Włochy 2015. Weź pod uwagę loty z najbliższego większego miasta, ale pamiętaj, że Polski Bus bardzo tanio zawiezie Cię do Berlina na przystanek Port lotniczy Berlin-Schönefeld, skąd też masz mnóstwo ciekawych połączeń. Zobacz w jakie dni są loty i już teraz zaplanuj dokąd najwygodniej byłoby Ci polecieć. Weź pod uwagę dni tygodnia, być może będziesz musiał wziąć 1 lub 2 dni urlopu, bo np. loty z Poznania do Rzymu są w sobotę, a powrót jest we wtorek.   POCIĄG lub  AUTOKAR To dłuższa podróż, ale przecież nie każdy lubi latać i nie każdy chce latać. Tym razem zorientuj się jak najszybciej, jakie są najwygodniejsze opcje dojazdu z Twojego miejsca zamieszkania. Pewnie podróż autokarem będzie najdłuższa, ale może Ty właśnie lubisz tak podróżować. Być może będziesz potrzebować o dzień, a nawet dwa więcej urlopu, proszę pamiętaj o tym. Dla przykładu – podróż z Gdańska czy Warszawy do Rzymu to około 27-28 godzin. Poszukaj przewoźnika, który oferuje jak największy komfort jazdy. Z wiekiem coraz bardziej się docenia większą przestrzeń między siedzeniami. Informacji i biletów szukaj w internecie lub skorzystaj z biur podróży, które zapewne są w Twoim mieście i mają w ofercie połączenia autokarowe do Włoch. Pociąg to bardzo wygodna forma podróżowania, dodatkowo zapewnia możliwość podziwiania krajobrazów zza okna. Z Polski do Włoch nie dojedzie się bezpośrednio, będzie potrzebna przesiadka, np. w Wiedniu. Prawdopodobnie będzie to także droższa forma podróży niż autokarem, jednak można się wyspać, pospacerować po pociągu i kulturalnie zjeść w wagonie restauracyjnym. Osobiście uwielbiam ten odgłos tadam-tadam:). Dla przykładu podróż z Krakowa do Rzymu potrwa około 20 godzin. Najlepiej pytać bezpośrednio w kasach międzynarodowych PKP zarówno o opcje połączeń, jak i cenę biletu. Jeśli kochasz jazdę pociągiem lub cierpisz na chorobę lokomocyjną i źle się czujesz w autokarze, polecam spacer na najbliższy dworzec PKP.   SAMOCHÓD Jazda samochodem do Włoch to bardzo wygodna forma, wybierając jednak ten środek transportu musisz dodać, prócz kosztów przeznaczonych na paliwo, także opłaty za autostrady (Polska, Włochy) oraz winiety, które obowiązują – w zależności od trasy, jaką wybierasz – w Czechach, na Słowacji, w Austrii. Więcej na temat wyjazdu do Włoch samochodem znajdziecie w artykule Droga polska-Włochy. Opłaty, autostrady.   DOKĄD? Nie mogę za Ciebie odpowiedzieć na to pytanie, ale analiza połączeń lotniczych (jeśli zdecydujesz się na ten wariant) pomoże Ci bardzo szybko ustalić dokąd i za ile polecisz.   Z KIM? Jeśli nie chcesz jechać sam, jeśli nie masz z kim, zapraszam Cię do naszej grupy na Facebooku, może się okazać, że z Twojej okolicy pojedzie więcej osób i zwyczajnie stworzycie niewielką grupę. Kto wie?   3. Mój miesięczny harmonogram   30 dni to czas, w którym uczymy się wyrabiać w sobie nawyk. Dlatego pierwszy miesiąc okładania po 5 zł dziennie jest dla sprawy kluczowy. Najlepiej, abyś zaplanował wrzucanie 5 zł do skarbonki o tej samej porze dnia. Sugeruję po prostu nie wydawać monet 5 złotowych:). Sugeruję jednak wziąć kalendarz w ręce i od razu zaznaczyć kilka ważnych informacji. Styczeń – czas na decyzję. Jeśli podejmujesz to wyzwanie zapraszam Cię do specjalnie stworzonej w tym celu grupy na Facebooku Pojadę do Włoch w 2016 roku. Tu będziemy się wzajemnie wspierać, planować, inspirować, odliczać odłożone pieniądze, a także szukać promocji na loty, noclegi, kto wie, może lepiej się poznamy? Luty – jeśli przetrwałeś styczeń, najtrudniejszy finansowo miesiąc roku, strasznie się ciągnący i wciąż „bolący” po grudniowych wydatkach to śmiało patrzysz w przyszłość. Masz już pomysł, gdzie pojedziesz? Marzec – wiosna tuż tuż. Wiosną łatwiej myśleć o wyjazdach. Rozglądaj się za lotami. Zapisz się na newsletter linii lotniczych, którymi obstawiasz, że polecisz do Włoch. Jeśli boisz się latać samolotem podglądaj połączenia autokarowe lub pociągiem. Twoja głowa już pracuje na pełnych obrotach i wizualizuje Twój pobyt we Włoszech. Kwiecień – kiedy są Twoje urodziny? Zdążysz zażyczyć sobie jakiś ekstra włoski prezent? Musisz poczuć się w klimacie. Czytaj przewodniki, oglądaj filmy z Italią w tle. Obserwuj promocje lotnicze. Maj – niech Cię energia rozpiera. Masz już w skarbonce albo na koncie 750 zł! Tak!!!!! Jesteś na półmetku!!! Czerwiec – Twoje dzieci kończą szkołę i zaraz będą wakacje. Pewnie gdzieś pojedziesz i pewnie czekają Cię spore wydatki. Nic się nie martw, odkładaj pieniądze jak zwykle, czasem troszkę egoizmu nie zaszkodzi, zamiast wydawać na kolejne lody czy niepotrzebne bibeloty, pomyśl o tych chwilach tylko dla Ciebie tam, we Włoszech. Stan konta „na Włochy” to 900 zł! Lipiec – czas wakacji. Nie poddawaj się, walcz o siebie i o każde 5 zł. Wiem, w sklepach są przeceny, to kuszące, ale czy na pewno potrzebujesz nowej kiecki? Kolejne spodnie? Prawdopodobnie teraz jest świetny czas, aby upolować zamiast kolejnego ciucha Twój bilet do Włoch! Sierpień – powiem Ci w tajemnicy, że już odłożyłeś 1200 zł. Mam nadzieję, że pamiętałeś, aby rozglądać się na dobrą ceną na Twój bilet lotniczy! Jeśli nie, zrób to w sierpniu. Jeśli jedziesz autokarem – mam nadzieję, że bilet już masz zaklepany:). Wrzesień – wraca szkoła, wracasz Ty do codzienności, a w skarbonce? Jeśli do tej pory jeszcze nie zarezerwowałeś noclegu, to weź się za to teraz koniecznie. Październik – tak, już za chwilę jedziesz do Włoch!!! Udało Ci się!   4. Co Ci może pomóc? Pomocny będzie kalendarz. Wówczas nie tylko zaznaczysz sobie ważne daty – wyjazdu, okresu, gdy trzeba szczególnie wypatrywać promocji na kupno biletu, rezerwacji noclegu, ale także codziennie odhaczysz swoje 5 zł wrzucone do skarbonki.     Akurat tak się składa, że kiedy pisałam te słowa, zgłosiła się do mnie Blanka Borgo z bloga Italia – jaka lubisz. Blanka bardzo prężnie wystartowała ze swoim blogiem i w 2015 roku ogłosiła światu, że Piemont to najpiękniejszy region Włoch i robi wszystko, aby nam to udowodnić! Z sukcesem, bo sama dałam złapać się jej na wędkę i pojechałam do Piemontu! Poznałam Blankę osobiście i bardzo jej kibicuję! A oto dowód:). Ja i Blanka w przepięknej Orta San Giulio w północnym Piemoncie!   Tymczasem Blanka przygotowała dla Was aż 2 kalendarze – a jakże – z Piemontu! W kalendarzu znajdziecie zdjęcia jej autorstwa oraz autorstwa gości, którzy skusili się na wizytę w tym regionie pod wpływem jej artykułów. Dziękuję Blanka!!! To się nazywa wyczucie czasu:). A teraz, co trzeba zrobić, aby wygrać kalendarz? KONKURS trzeba napisać w komentarzu pod tym postem Dokąd chciałbym pojechać do Włoch w 2016 roku i dlaczego akurat tam? do wygrania są 2 kalendarze Piemontese 2016 autorstwa Blanki Borgo z bloga Italia jaka lubisz Konkurs trwa od 29.12.2015 r. do 09.01.2016 r. do godz. 23:59   Razem z Blanką wybierzemy dwie odpowiedzi, które nas najbardziej poruszą, zainspirują, a może zaskoczą:). Bądźcie kreatywni, piszcie od serca! Wiem, że jest takie miejsce, o którym marzycie! Nie czekaj! Pisz komentarz już dzisiaj! Regulamin konkursu Pomysłodawcą i organizatorem konkursu jest autor bloga Italia poza szlakiem. Sponsorem nagrody za 1 i 2 miejsce w konkursie, jest Blanka Borgo, autorka bloga Italia jaka lubisz. W konkursie może wziąć udział każdy czytelnik bloga Italia poza szlakiem. Konkursowy opis należy zamieszczać w komentarzu pod tym wpisem na blogu Italia poza szlakiem. O wyborze zwycięzców zadecyduje autorka bloga Italia poza szlakiem wraz ze sponsorem nagród. Konkurs trwa w okresie 29.12.2015 r. – 09.01.2016 r. o godz. 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi 10.01.2016 r. na blogu Italia poza szlakiem w tym samym wpisie, co ogłoszenie konkursu. Nagrodzone zostaną 2 najciekawsze wypowiedzi. Nagrody zostają wysłane przez fundatora nagród, Blankę Borgo, autorkę bloga Italia jaka lubisz. Ewentualne pytania proszę zamieszczać w komentarzach tego posta.   Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam kochani Najbardziej włoskiego Nowego Roku 2016!!! Do zobaczenia we Włoszech!!!! Uściski, Magda

Italia poza szlakiem

Extra Vergine. Prawdziwe oblicze Ligurii

Włochy to 20 jakże różnorodnych regionów, a różnią się pięknie i każdy ma do zaoferowania coś wyjątkowego. W Toskanii zakochujemy się bez pamięci, wielkim uczuciem jesteśmy skłonni obdarzyć rzymskie uliczki, Wenecja rzuca na kolana, Bolonia wciąż pełna jest młodzieńczego uroku, Florencja jest i będzie królową, a sycylijskie serce pachnące rybą i gorącym słońcem rozpala nasze emocje. A co powiemy o Ligurii? Niewielki włoski region, jakby wciśnięty pod Piemont, to właściwie góry i morze. Tu o każdy kawałek ziemi dba się wyjątkowo, pracuje nad min ciężko, by plony były bogate. To trudna, ale wyjątkowa kraina. W Ligurii swój dom stworzyła Małgosia Klaus, Polka od lat mieszkająca w Niemczech. Wystarczył jeden urlop, by zachwycić się i wracać tu co roku. W końcu ta miłość do liguryjskiej ziemi zaowocowała kupnem domu, a później … praca, życie. Zapraszam Was na wywiad z Małgosią, która mówi wprost o tym, jaka jest Liguria naprawdę, bo to nie jest to region dla każdego. Daje nam także wskazówki co zrobić, gdy wpadnie nam do głowy pomysł kupna domu we Włoszech, ale przede wszystkim zachęca do liguryjskich wakacji tam, gdzie jej serce zostało – w okolicach Imprerii. Zaczynamy:).   Małgorzata czy Margherita? Małgorzata. Jest tyle odmian tego imienia, Niemcy nie mogli się połapać, że Gosia, Małgosia czy Małgorzata to jest to samo imię, w związku z tym zdecydowałam się na Małgorzatę i wszyscy się nauczyli. Ale we Włoszech jestem Margherita.   Bardzo się cieszę, że poznałam wreszcie Polkę, która – podobnie jak ja – mieszka w Niemczech i jest zafascynowana Italią. Napisałaś mi kiedyś, że jesteś bardzo zajętą osoba, jak to Polka – masz kilka etatów. Proszę opowiedz, jak to się stało, że mieszkasz w Niemczech i czym się tu zajmujesz? W latach 90. studiowałam we Wrocławiu na Akademii sztuk Pięknych i dostałam stypendium w Düsseldorfie. Pojechałam razem z moim pierwszym synkiem. Musieliśmy się tu zorganizować, dziecko poszło do przedszkola, ale w pewnym momencie stypendium się skończyło i trzeba było zadecydować czy wracamy do Polski czy zostajemy w Niemczech. Mieliśmy więcej możliwości w Niemczech, więc zostaliśmy tu. Nasze drugie dziecko urodziło się już tutaj. Ja widzisz, stało się to przypadkiem, nigdy nie planowałam wyjazdu do Niemiec, nie wybierałam emigracji, po prostu zasiedziałam się niechcący:). Po studiach na Akademii zaczęłam pracować w mediach, w reklamie w telewizji. Niestety jest to praca bardzo ciężka, nieuregulowane godziny pracy, a ja z małymi dziećmi – to było coś strasznego.  W pewnym momencie okazało się, że można zacząć pracować w szkole, był taki moment, że szukano nauczycieli. W związku z tym, po raz kolejny studiowałam, tym razem pedagogikę i wkrótce zaczęłam pracować w gimnazjum. W pewnym momencie pojechaliśmy z moim mężem na urlop do Ligurii – jak zwykle przypadkiem. Nasi znajomi mają od zawsze dom we Włoszech, ale ponieważ sami mieli dzieci, więc nigdy nie mogli nam wynająć swojego domu, ponieważ mieli ferie dokładnie w tym samym czasie co my. Aż jednego roku pojechali (przypadkiem) gdzieś indziej i udostępnili nam swój dom. Przyjechaliśmy na włoską wieś, stanęliśmy na balkonie i powiedzieliśmy sobie – kurczę, jak tu fajnie, też byśmy sobie taki dom kupili. To było prawie 15 lat temu. Zaczęliśmy szukać, głównie przez znajomych. Co roku przyjeżdżaliśmy do tej samej wsi, bo wciąż okazywało się, że można wynająć kolejny dom i kolejny i w pewnym momencie przyszedł sąsiad i nam zaproponował kupno domu. I tak zaczęło się nasze włoskie życie. Przez te wszystkie historie, po 10 latach zdecydowałam się przestać pracować w szkole, a zaczęłam się zajmować moją agencją maklerską. Liguryskie domy   Czy musiałaś znowu robić jakieś kursy, aby założyć agencję maklerską? Na szczęście nie. W Niemczech to nie jest zawód chroniony, więc każdy może się nazywać maklerem. Gdybym jednak chciała tę agencję otworzyć we Włoszech musiałabym kończyć jakieś specjalne kursy, tu biurokracja jest bardzo skomplikowana dlatego ja mam siedzibę firmy w Niemczech, bo jest łatwiej. We Włoszech jest bardzo sympatycznie, ale biurokracja potrafi być dobijająca, system podatkowy jest okropny.   Skąd ta decyzja? Jak Twoja wakacyjna przygoda liguryjska przerodziła się w pracę? Jak zwykle przypadkiem:). Podejrzewam, że jestem osobom kontaktową. Uczę się także szybko języków obcych. Tak, jak dobrze znam niemiecki – uczę w szkole, czytam, piszę po niemiecku, tak dość szybko nauczyłam się włoskiego, w związku z czym dość szybko nawiązałam kontakty z sąsiadami.  W pewnym momencie wszedł internet, a moi sąsiedzi ani nie mieli internetu, ani nie znali języków obcych. Zaczęło się od mojej najbliższej koleżanki, która miała dom do wynajęcia. Zapytała mnie czy mogłabym jej pomóc, bo znam niemiecki, angielski – czy ja nie mogłabym tego jej domu wynająć. No to zaczęłam, najpierw za darmo, z dobrego serca jej dom wynajmować. Potem pojawiła się jej siostra, która miała dwa domy na wynajem, no to wzięłam już troszkę pieniędzy, żebym miała chociaż na telefony. Później zadzwoniła sąsiadka, która też ma dom i poprosiła, aby jej też wynająć. W tej chwili mam tych domów 38. Uliczki, w których warto się zgubić    Na Twojej stronie znalazłam informację, że wszystkie te domy są albo Twoich przyjaciół, albo Twoich znajomych. Oni wszyscy zgłosili się do Ciebie. Pochwaliłaś się, że w tym roku miałaś 160 rezerwacji i że jesteś lepsza niż okoliczne agencje. Może nie jestem lepsza niż agencje, ale faktycznie znam te wszystkie domy, znam tych wszystkich ludzi prywatnie, wiem kto kim jest. Turyści często pytają o dom dla małego dziecka, albo dwupokojowy, a ja mogę im bardzo dobrze doradzić. Wiem, gdzie są dobre restauracje, gdzie są najlepsze plaże, więc ten kontakt jest zupełnie inny, bo ja im mogę naprawdę dobrze doradzić. Znam doskonale okolice, a także ludzi, a oni mnie, same korzyści.   38 domów. Czy one wszystkie są położone w okolicach Imperii? Tak.   To jest ta część Ligurii, do której Polacy w zasadzie w ogólnie nie jeżdżą. Masz polskich klientów?  W tym roku po raz pierwszy przyjechali Polacy z Polski. Wcześniej miałam Polaków, ale żyjących na emigracji –  z Anglii, z Niemiec. Jesień w liguryjskim domu Małgosi   Extra Vergine – dość niecodzienna nazwa na agencję wynajmującą domy na wakacje. Skąd ten pomysł? Razem z moimi włoskimi przyjaciółmi dość długo zastanawialiśmy się, jaką nazwę wybrać. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że Liguria to jest przede wszystkim oliwa. Jak oliwa to extra vergine. Poza tym jest taka książka angielskiej pisarki Annie Hawes „Extra Virgin”, która w Polsce jest dość popularna, a w Niemczech to jest bestseller. Stwierdziłam, że spróbuję, że to jest może dobra nazwa. Włosi nie byli zadowoleni, mówili – a co to za nazwa, taka dziwna, a co ty olej sprzedajesz? Ale mnie się wydaje, że ludzie może kojarzą ten region z oliwą. Można skryć się w basenie, a można przystanąć w cieniu drzewa oliwnego i podziwiać to, co za barierką oczy dostrzegą   W Niemczech Liguria jest dość popularnym miejscem na włoskie podróże, u nas niekoniecznie. Polacy wolą Toskanię, Rzym, Wenecję czy Florencję. Czym zachęciłabyś do przyjazdu do Ligurii? Atutem Ligurii jest to, że ona jest wciąż jeszcze bardzo autentyczna.Też lubię Toskanię, byłam tam i bardzo mi się podobało, ale Toskania jest dla mnie skansen. Wszystko jest wyremontowane i uszykowane pod turystów. Z Ligurią jest czasami trudno, ponieważ wiele osób, które tu przyjeżdżają mają pewne wyobrażenie o Włoszech i Włochach – z kalendarzy, z filmów, z reklamy oliwy czy wina, ze świata mody. Przyjeżdżają do Ligurii i są … zdegustowani – nie ma ludzi śpiewających czy grających na gitarach, nie ma wzgórz ze strzelistymi cyprysami, drogi są wąskie, ludzie raczej zamknięci. W restauracjach – jak im się nie chce, to nie podadzą kawy. Tacy są w Ligurii, jak Ci się u nas nie podoba, to jedź do domu. W Toskanii zrobią wszystko dla turystów, a Liguryjczycy – jak mu się nie chce, to nie zrobi. Czasami ludzie są zdziwieni, że plaże są tu tak małe, czemu jest tyle kamieni, czemu są takie wąskie drogi, a ja tłumaczę, że Liguria to są góry i morze i pomiędzy nimi jest tylko wąski paseczek ziemi. Tu żyją normalni ludzie, chłopi, którzy pracują na polu przy oliwkach, ludzie się nie przebierają specjalnie, nie udają życia włoskiego dla turystów. W Ligurii jest cały czas jeszcze stosunkowo tanio, szczególnie jeśli nie spędza się czasu tylko nad morzem tylko skręca się troszkę w głąb lądu, naprawdę można tanio spędzić bardzo piękne wakacje. Terakotowy krajobraz, w sam raz do porannej kawy:)   Włochy to okropna biurokracja, a jednak zdecydowałaś się kupić tu dom. Jak sobie z tym wszystkim poradziłaś? Mieliśmy dużo szczęścia. Naprawdę! Poznaliśmy ludzi, którzy nam od razu pomogli  – sąsiedzi, znajomi. Być może zapłaciliśmy za niektóre rzeczy więcej niż trzeba było, nie jestem w stanie tego stwierdzić, ale po roku dom był wyremontowany i mogliśmy się wprowadzać. Wszystko się udało. Wówczas, gdy kupowaliśmy nasz dom nie znałam jeszcze słowa po włosku. Mieliśmy także szczęście, ponieważ ta ruina, którą kupiliśmy była bardzo tania. Z mężem stwierdziliśmy, że za te pieniądze to my możemy w Düsseldorfie kupić garaż, albo działkę rekreacyjną, a tu mamy kawałek domu. Wymyśliliśmy, że postawimy namiot, nasze rzeczy będziemy trzymać w tej ruinie, obok był szlauch, z którego zrobiliśmy sobie prysznic. Mniej więcej w ten sposób spędziliśmy wakacje przez pierwsze dwa lata, nasze letnie urlopy. Kupiliśmy w Aldi duży namiot, taki dwupokojowy i z dwójką dzieci mieszkaliśmy na polu. Wszyscy sąsiedzi  z nas się śmiali, o czym dowiedzieliśmy się po latach.  W którymś momencie poznaliśmy pana, który jest architektem i to on powiedział nam, że z tej ruiny można dom zbudować. Skoro można, to podjęliśmy decyzję, że spróbujemy. I zbudowaliśmy. Cały dom ma – nikt mi nie chce w Polsce mi uwierzyć, jak o tym opowiadam – zaledwie 60 m kw. Mamy dwa pokoje, kuchenkę i łazienkę i tam spędziliśmy w ciągu 13 lat nasze wszystkie urlopy – wakacje letnie, jesienne, Boże Narodzenie, Wielkanoc i długi weekend na Zielone Świątki.   Każda wolna chwila to liguryjska chwila? Tak. Czasami jedziemy 12h tylko na dwie noce i wracamy. Ciągle coś jest do zrobienia, ciągle trzeba coś przywieźć. 3 lata temu kupiliśmy następny dom. Już duży w centrum wsi i to jest dom, w którym można mieszkać cały rok. Jako nauczyciel miałam możliwość raz wziąć roczny urlop i w zeszłym roku z tego skorzystałam. Przyjechałam tu na cały rok, spędziłam cały rok we Włoszech, by zobaczyć, jak to jest być samemu zimą we Włoszech. Moi synowi są już dorośli, starszy syn wyemigrował do Szwecji, a młodszy był akurat po maturze, robił praktykę, więc nie było problemu, nikogo nie musiałam wysyłać rano do szkoły. Mąż jeździł cały czas w tę i z powrotem, a ja mieszkałam tu sama z psem.   Czy któryś z Waszych domów jest przeznaczony na wynajem? Tak, ten mały. Większy dom zatrzymaliśmy dla siebie, mamy tu dużo osobistych rzeczy i zdecydowaliśmy wynająć tylko ten mały. Słońce raz dwa osusza pranie. Uwielbiam ten widok we Włoszech.   Masz poczucie, że czujesz się fizycznie / psychicznie we Włoszech inaczej niż w Niemczech?  Dlatego zdecydowałam się jednak kończyć z życiem niemieckim i wybrać się do Włoch. Pomimo, że bardzo dużo pracujemy we Włoszech, także fizycznie – przy drzewach oliwnych, bo ja mam bardzo duży ogród, ciągle muszę coś kopać, mury reperować, ale spędzamy cały dzień na świeżym powietrzu.   Opowiedz o tych oliwkach. Zaczęliśmy od około 40 drzew, w tej chwili mamy przycięte, w dobrym stanie – około setki. Możemy mieć jeszcze więcej, ale jest przy nich bardzo dużo pracy. Trzeba je nawieźć i przyciąć w odpowiednim czasie, latem trzeba cały czas kosić trawę dookoła drzew, a jesienią rozkładać sieci, wytrząsać drzewa i zbierać oliwki. Cały czas jest coś do roboty. Wszystko robimy ręcznie. To jest ciężka fizyczna praca, bolą ręce, bolą plecy, bolą nogi, ale człowiek jest szczęśliwy. Drzewa oliwne w ogrodzie Małgosi. Jak sobie z tym radzicie? Pracuje ze mną mąż i młodszy syn, który zawsze z nami jeździł. Ma świetny kontakt z miejscowymi, mówi też po włosku. Starszy syn przestał z nami jeździć, bo chciał już organizować sobie swoje wakacje samodzielnie. Mamy także dobrych sąsiadów, którzy nam pomagają.   Ile oliwy uzyskujesz ze 100 drzew? W tym roku uzyskaliśmy z około 90 drzew jakieś 90 l oliwy. Niestety w zeszłym roku pogoda była beznadziejna, oliwki opadły, nic nie było, ale ten rok był dobry.   Czy to jest ilość oliwy, która wystarcza dla Ciebie i Twojej rodziny czy udaje się także coś sprzedać? Połowa jest dla nas, połowa jest przeznaczona dla przyjaciół i znajomych, bo wszyscy już się przyzwyczaili, że mamy dobrą oliwę. Dlatego tylko niewielką część sprzedajemy. Tegoroczne zbiory   Co byś poleciła osobie, która miałaby taki sam pomysł jak Ty, która chciałaby zamieszczać w Ligurii. Od czego powinien zacząć? Przede wszystkim pojechać parę razy na urlop i to nie tylko w lecie lecz także zimą lub na Wielkanoc, jesienią, aby zobaczyć Ligurię w różnych porach roku. Z moich obserwacji wynika, że albo się zakochują i wracają albo, cóż – miałam turystów, którzy wysiedli z samochodu, nie rozpakowali nawet toreb i po 10 minutach odjechali. Nie wiem co im się nie spodobało, ale chyba nie odpowiadało to zupełnie ich wyobrażeniom o urlopie we Włoszech. Mówi się, że Liguria polaryzuje – albo się podoba, bo ludzie uwielbiają to połączenie gór i morza, albo wręcz przeciwnie. W górach jest prawdziwa dzicz, można wędrować godzinami i nikogo nie spotkać. Jeśli masz ochotę na rozrywkę – zjeżdża się na dół i jest riwiera, high life na wyciągniecie ręki – blisko jest Monako, Saint-Tropez, Cagnes-sur-Mer… Ale są i tacy, którym jest za głośno, za ciepło, za wąsko, dzwony dzwonią i nie można spać, nawet traktor jedzie zbyt hałaśliwie. W związku z tym Liguria nie jest miejscem, które wszystkim odpowiada w przeciwieństwie do Toskanii, która podoba się wszystkim, bo jest taka delikatna, miękka. Liguria jest troszkę twardsza. Liguryjczycy to chłopi, którzy mieszkają w górach i są to ludzie raczej zamknięci, oni potrzebują czasu, aby się otworzyć. Liguryjska riwiera, dla spragnionych morza i high life  Jaki jest Twój status we Włoszech jako mieszkańca? Jestem we Włoszech turystką. Nie mam tu prawa stałego pobytu. Mam firmę zarejestrowaną w Niemczech. W momencie, gdy miałabym firmę zarejestrowaną we Włoszech, musiałabym tu płacić podatki i tu mieć prawo stałego pobytu, a u nich system podatkowy jest bardzo skomplikowany. W Niemczech jest jednak znacznie bardziej uporządkowany. Podatki w Niemczech są wyższe, ale system jest łatwiejszy i mogę wiele rzeczy od podatków odciągać, co we Włoszech byłoby niemożliwe. Proste życie, szczęśliwe życie.   Porozmawiajmy teraz o twojej stronie Extra Vergine. W tej chwili jest w języku niemieckim i angielskim, ale wiem, że pracujesz także nad polską wersją językową. Problem z polską wersją w tej chwili spowodowany sytuacją finansową. Nie robię sama swojej strony tylko mam osobę za to odpowiedzialną. Ja robię wszystkie tłumaczenia, ale i tak potrzebuję osoby technicznej, aby wszystko spięła w całość, co niestety kosztuje. A ja mam teraz dwie strony – jedną z domami do wynajęcia, a drugą z domami do sprzedania, bo – jak zwykle przypadkiem – przyszło do mnie kilka osób, które stwierdziły, że skoro wynajmuję domy, to może i bym je sprzedała. W związku z tym powstała druga strona Extra Vergine Immobilien i ta strona jest już po polsku. Ja sprzedaję domy takie same, jak mój czyli na bardzo małą kieszeń, dla odważnych ludzi z małymi pieniędzmi.   W takim razie jeśli będę chciała kiedyś kupić do we Włoszech zgłoszę się do Ciebie. Północne Włochy mają tę przewagę, że można bez problemu dotrzeć tu samochodem w ciągu jednego dnia. Spójrz na rodzinę z 3 dzieci – takich ludzi często nie stać na samolot, a samochód dużo prościej zapakować i tu dojechać. A ponieważ ja znam doskonale wszystkie domy, które wynajmuję i ich właścicieli – zawsze znajdę coś właściwego. Domy, które mam w ofercie to są miejsca, gdzie można przyjechać także ze swoim psem. Liguria to świetna baza wypadowa. Mamy Francję i Monako pod bokiem. Do Piemontu można pojechać rano i wieczorem wrócić. Liguryjskie miasteczko, takich w okolicy jest wiele   Zajmujesz się teraz przede wszystkim swoją agencją, zmieniłaś swoje życie. Czy domy, które masz w ofercie są całoroczne? 90% domów w mojej ofercie to są domy całoroczne. Dbam o to, aby wszystkie mały nowoczesne ogrzewanie. Ponieważ gro moich turystów to są jednak Niemcy, a oni są bardzo wymagający i bardzo dokładni, w związku z tym muszę starać się, aby te domy były naprawdę dobrze wyposażone. Wszystkie mają pralki i lodówki, połowa ma zmywarki, wszędzie jest pościel, ręczniki, niemieckich turystów nie mogę wysłać do innych domów.  Dzwony, w każdej wsi są dzwony, które dzwonią co godzinę. Tu nie potrzeba zegarka, wystarczy liczyć ilość uderzeń:)   Staram się, aby był jak najwyższy standard. Ale im wyższy, tym cena jest oczywiście wyższa. Domy z basenami są znacznie droższe, ale osobiście uważam, że w Ligurii nie trzeba brać domu z basenem, gdyż morze jest bardzo blisko, wiem jednak, że niektórzy go potrzebują. Mam nadzieję, że Polacy przestaną w końcu jeździć do środków all inclusive w Turcji czy w Egipcie i odkryją naturę. Liczę, że coraz liczniej będą mieć ochotę na inną formę urlopu, może bardziej ekologiczną, że zaczną szukać ucieczki od takiej zmasowanej turystyki. I wtedy mogliby zacząć przyjeżdżać do mnie. Bardzo dziękuję za to spotkanie Małgosiu. Życzę Ci wszystkiego szczęśliwego liguryjskiego w 2016 roku:). Dla Czytelników, którzy chcieliby wynająć dom z oferty Małgosi mam 5% zniżki na hasło Italia poza szlakiem. Korzystajcie! Małgosia to jedna z tych osób niezwykle zarażających pogodą ducha i szerokim uśmiechem. Nie sposób przy niej się nie uśmiechać:). Małgorzata Klaus Extra Vergine – wynajem domów w okolicach Imprerii, Liguria. Extra Vergine Immobilien - sprzedaż domów w Ligurii.   Uściski najserdeczniejsze, Magda Wszystkie zdjęcia użyte w artykule są autorstwa ©Małgorzaty Klaus.

Jadą sanie, jadą!

Italia poza szlakiem

Jadą sanie, jadą!

Italia poza szlakiem

Najlepsze blogi o Włoszech 2015 wg Italia poza szlakiem

Rok 2015 był dla blogosfery italofilskiej przełomowy. Wiele blogów przeszło metamorfozę, odnalazły swój styl i zdefiniowały go. Powstają coraz lepsze teksty, tak o podróżach, kuchni, jak i stylu życia i nauce języka. Nie uzurpuję sobie prawa do wyłączności w ich ocenie, ale przecież czytam, zerkam i naturalnie – jedne podobają mi się bardziej, inne mniej. 2015 dla mnie samej był rokiem zmiany i oceniam to jako rozpoczęcie procesu, a nie fazy zakończonej. Włochy w Polsce 2015 W Polsce w 2015 roku nie brakowało polsko-włoskich imprez. Mieliśmy włoskie festiwale i konkursy literackie, były targi włoskiej żywności, jak też liczne spotkania autorskie, premiery teatralne, recitale, pokazy włoskich filmów i liczne koncerty. Uaktywniają się także włoskie restauracje, które organizują fantastyczne spotkania z kuchnią regionalną, a także prelekcje czy pokazy zdjęć. Inicjatyw jest coraz więcej i wszystkie witamy z otwartymi ramionami. W mojej pamięci szczególnie mocno zapisały się duże wydarzenia organizowane przez miłośników Włoch w Warszawie, Bydgoszczy, Trójmieście, Krakowie i Polkowicach. Nie da się nie zauważyć zniknięcia z rynku w 2015 roku Magazynu La Rivista, jednak już się szykuje nowy projekt na jego miejsce, na które osobiście bardzo czekam. Trzymam kciuki za powodzenie! Zobaczmy więc, kto wg Italia poza szlakiem był w 2015 roku na szczycie. Ranking blogów o Włoszech, A.D. 2015 Pozwalam sobie na krótkie podsumowanie roku 2015 wśród italofilskiej blogosfery, które jest bardzo, bardzo subiektywne. Chciałabym dać w ten sposób sygnał, że czytam, podpatruję i podziwiam. Jest to moja osobista ocena. Mam do niej prawo i nie zawahałam się z tego prawa skorzystać:). Zapraszam na mój osobisty ranking blogów o Włoszech, A.D. 2015.   Najlepsze blogi o Włoszech 2015 Julia Wollner - Julia już nie pisze tylko o Włoszech, pisze o całym zlepku kultur Śródziemiomorza! Dedykowane szczególnie dla osób spragnionych cudownie podanej o poranku wysokiej Kultury. Nie sposób nie podziwiać Julii i jej talentu pisarskiego. Trzymam kciuki za jej nowy projekt Lente! Pod słońcem Italii - kultura i kuchnia, historia, miejsca i ludzie. Archeolog ma idealne cechy do odkrywania Italii – ciekawość świata, zaglądanie w ruiny i sypiące się budowle, zamiłowanie do dobrego jedzenia i ciągłe włoskie podróże  - Aniu, tylko tak trzymaj. To był dla Ciebie świetny blogowy rok! Primo Cappuccino - Ania to po prostu świetne pióro. Pisze lekko, z ogromną pasją i wiedzą o Italii. Gdy zaczynasz czytać nie możesz się oderwać. I czy to nie jest najcudowniejsze? W świecie obrazków ona ich nie potrzebuje, ona buduje obrazy w naszych głowach słowami.   Największe odkrycie roku 2015 A co jeśli to nie bloger? Nie ma opcji, włoskolubny internet w 2015 roku poznał Dominikę Friedrich i jej przebogate opisy Sycylii i Kalabrii. Dominika z ogromną pasją opisuje skarby kuchni i krajobrazów tych dwóch regionów i teraz nie sposób nie myśleć o wyjeździe na południe słonecznej Italii. Szczególnie polecam jej fanpage Sycylia bocznymi drogami. Najbardziej nieumiejący usiedzieć na miejscu bloger czyli Największy Inspirator 2015 Kalejdoskop Renaty - podróżuje i inspiruje. Przykład blogerki, która wykorzystuje każdą wolną chwilę, aby pokazać swoją Italię, jej smaki (z reguły) na własnym talerzu i inspirować do działania. Nie osiada na laurach, wciąż się uczy, zdobywa nowe doświadczenia, poznaje ludzi, nie wiem, ile dni w tym roku Renata z mężem, z którym głównie podróżuje, spędziła w drodze, ale wygląda na to, że były to dobrze wykorzystane dni. Wielkie uznanie za podróże dłuższe i krótsze w 2015 roku! Najlepsza metamorfoza 2015 Pod słońcem Italii - Ania zmieniła szablon, postawiła na lepsze zdjęcia, pisze często i dobrze, ale znalazła się w moim zestawianiu – tu, gdzie jest – ponieważ postawiła na blog dwujęzyczny! I to był wg mnie strzał w 10! Dwukolumnowy układ tekstu – po polsku i po włosku i świetne teksty! Dlatego właśnie Ania wg mnie zasłużyła na miano najlepszej metamorfozy w 2015 roku. Najlepsze blogi do nauki języka włoskiego 2015 Nie mogę wyróżnić tylko jednego, bo wszystkie trzy przeszły doskonałe wizerunkowe zmiany i każdy uczy włoskiego zupełnie inaczej. Dlatego niech każdy wybierze coś dla siebie. Studia Parla Ama - Ola uczy, Ola bawi, Ola jest po prostu świetna w tym co robi! Włoskie Love - śliczna Natalia, śliczny blog i masa wiedzy o języku włoskim nie tylko o miłości:). PLorIT - Ania pisze po polsku i po włosku, idealne połączenie dla tych, którzy chcą się uczyć bardzo życiowo włoskiego. Najbardziej pracowity Bloger 2015 CiekawAosta - Agnieszka pracowała bardzo równo cały rok. Konsekwentnie skupia się na swoim regionie, atrakcjach większych i mniejszych, ludziach i ich historii, a także drobiazgach uroków życia w tym najmniejszym włoskim regionie. Jestem dla niej pełna podziwu, także za pracę nad tekstami po nocach z czołówką na głowie:). Dzięki niej wiemy tak wiele o Dolinie Aosty! Najlepsze artykuły lifestyle 2015 Włochy by Obserwatore - Jagoda w 2015 roku podjęła się nowych wyzwań blogowych, przeprowadziła kilka wywiadów, pisze sporo o alfabecie emigracji, jej blog przeszedł kilkukrotną zmianę wizerunkową, zanim osiągnęła wreszcie to, co teraz możemy podziwiać. Mnie jednak najbardziej podobają się jej teksty lifestylowe i właśnie za to wyróżniłam tu Jagodę. Najlepszy blog o życiu we Włoszech 2015 Dom z kamienia – Kasia konsekwentnie opisuje swoje toskańskie życie – dobre, bardzo dobre i te cięższe chwile. Jest szczerze, jest prawdzie i przede wszystkim bardzo rodzinnie. Największa niespodzianka 2015 Italia jaka lubisz – Blanka i jej Piemont to chyba największa niespodzianka roku 2015. Pojawiła się i objawiła nam północny Piemont, piękny i tak rzadko przez nas odwiedzany. Dzięki jej wpisom i zdjęciom wielu z nas właśnie ten region uznało za kolejny kierunek swoich wakacyjnych wojaży. Największa nadzieja na 2016 Bon Ton Italia – nareszcie mężczyzna! I to z bardzo, bardzo ciekawym projektem. Bacznie się przyglądam, czytam, bo za słowami na blogu kryje się kawał porządnej wiedzy. Czy rok 2016 będzie należał do faceta w tym babińcu? Trzymam kciuki! Hello Calabria – to jest świetny początek, rewelacyjne zdjęcia, ale ja chcę więcej i częściej:). Italia che meraviglia - doskonałe artykuły, doskonałe! Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie ich po prostu więcej, bardziej regularnie. Uwielbiam włoskie klimaty – czytam, czytam i cieszę się z ogromu różnorodności tematyki i liczę, że w przyszłym roku będzie wiele ciekawych artykułów. Największy nieobecny 2015 Mogłabym tego nie pisać, ale nie mogę, bo wciąż myślę i czekam na wielki powrót. Natalia z bloga Italia by Natalia miała największe wejście w 2015 z całej italofilskiej blogosfery. Wystartowała w konkursie Blog Roku 2014 i dostała się do finałowej 10. Niestety później Natalia zamilkła na blogu i to na cały rok. Natalio, czekamy na Twój powrót!   A jaki jest Twój ranking? Magda

Italia poza szlakiem

Ta chwila w Italii. Historia jednej fotografii

Zarzuciłam wędkę w oceanie facebooka. Szukałam tych, którzy będą mieli ochotę uzewnętrzniać się publicznie i to na cudzym blogu. Do mojego kosza na ryby wpadło kilka maili z historiami, które uwiodły mnie, zauroczyły wręcz. To są Wasze historie, Wasze wyjątkowe chwile, które zdążyliście uwiecznić na fotografii. Powiem szczerze, cudownie było je czytać, cudownie było je zobaczyć. Chyba muszę robić częściej takie akcje, bo jesteście kopalnią inspiracji. Ok, usiądźcie wygodnie. Oto ta chwila we Włoszech. Oto historia jednego zdjęcia.   Ania Prędka, Monti, Rzym Znajdowałam się w samym sercu tętniącego życiem miasta, gdy nagle świat wokół zwolnił. Paliła spokojnie, obserwując spacerujące w zawadiackich kapeluszach artystyczne dusze. Miałam ochotę zadzwonić do drzwi i zapytać, czy w oknie znajdzie się miejsce dla jeszcze jednej osoby, a na dnie kawiarki nie zostało przypadkiem wystarczająco na małą filiżankę espresso? Jola Więcław, Matera Zdjęcie wykonałam w Materze. Może nie pokazuje ono piękna tego miasta, ale doskonale odzwierciedla moje rozterki w tamtym czasie (2004 r.) – zostać czy wracać, ciemne i jasne strony emigracji.  Jolanta G., Rzym Akwedukty i via Appia Antica to było moje marzenie od dawna. Przeszłam 17 km, by je zobaczyć i poczuć się, jak w starożytnym Rzymie. Wspaniałe przeżycie i relaks po gwarze miasta. Paweł Litwiński, Costiera Amalfitana Dlaczego wybrałem to zdjęcie? Wracaliśmy z żoną z całodniowej wycieczki po Costiera Amalfitana – upał, tłum, ale i niesamowite widoki. Droga wiła się wzdłuż wybrzeża, coraz bardziej się ściemniało. I nagle, na jednym z zakrętów, przed nami otworzył się taki oto widok na wybrzeże w okolicy Positano tuż po zachodzie słońca.  Kasia, Rzym Ta chwila w Wiecznym Mieście. Zdjęcie jest dla mnie symbolem najpiękniejszych pięciu miesięcy w moim życiu spędzonych w Rzymie, tak jak symbolem Rzymu jest Koloseum. Ciepłe światło zachodzącego słońca symbolizuje ciepłe chwile i ciepłych ludzi, których miałam okazję tam spotkać i którzy towarzyszą mi w życiu do dzisiaj.  Karolina Hubkiewicz, Rzym Dopiero patrząc na Rzym z góry zrozumiałam, jak wielką historię ma to miejsce i ile milionów ludzi pracowało na to, aby wyglądało tak, jak teraz. Ile historii skrywało w swoich murach przez tysiące lat. W Rzymie czuję się najlepiej na świecie, kto wie, może właśnie dlatego, że stąd przywieźli mnie rodzice?  Edyta Dąbrowa, Toskania Przesyłam zdjęcie, które może nie jest najpiękniejsze na świecie, ale jest jednym z najciekawszych jakie zrobiłam. Zdjęcie przedstawia „Cyprysowy zawijas” w Val d’Orcia, tak często fotografowany przez zawodowych fotografów. Ale jest to zdjęcie niepodrasowane, nieobrobione, nie zrobione świetnym aparatem i z całkiem innej perspektywy – jest najlepsze, bo – w końcu – zrobione własnoręcznie!!!  Tomasz Brzeziński, Florencja Późne popołudnie to chyba moja ulubiona pora dnia. Ludzie spokojnie snujący się po celu po dużych placach i wąskich uliczkach miast, zachodzące słońce wspaniale oświetlające pobliskie budynki oraz nastrój pewnego rodzaju odprężenia po ciężkim dniu. Zdjęcie wykonałem w 2015 roku we Florencji podczas własnie takiej spokojnej, bezcelowej przechadzki.    Mgdalena_Magdallenna, Abruzja Wysyłam zdjęcie Campo Imperatore niedaleko L’Aquli. Kocham Italię za jej niespotykany urok, ale piękno tego miejsca jest po prostu powalające. Wyobraź sobie – cisza, pustka, potęga gór i wijąca się po dnie rozległej doliny wąska droga… W zachodzącym słońcu nie było widać, czy to chmury, czy góra, chłodny wiatr czesał włosy i tylko krowie dzwonki zakłócały spokój:). Wrócę tam , to pewne   Joanna Gorzawski, Toskania Przepiękne, gorące toskańskie popołudnie. Nadciągająca burza, przerzucająca groźne chmury z prawa na lewo … Chwila, moment, impresja ostatnich wakacji…  Wspomnienia tak bardzo sercu bliskie … I marzenie o powrocie:).   Dorota Ring, Sycylia Zdjęcie jak zdjęcie, dla mnie wspomnienie wspólnego posiłku z włoskimi przyjaciółmi, moje „wrota ” do raju. On Sycylijczyk, ona Bergamasca zaprosili nas do swojego gaju oliwnego na grillowane ryby i owoce morza. Do dnia dzisiejszego pamiętam smak ryb, wina domowej roboty i atmosfery razem spędzonych chwil. Która historia podobał się Wam najbardziej? Proszę, napiszcie w komentarzu, bo bardzo jestem ciekawa Waszego zdania. Dziękuję wszystkim autorom za podzielenie się swoją wyjątkową chwilą. Uściski najmocniejsze. Magda

Italia poza szlakiem

Jak się robi włoski festiwal w Polsce na szóstkę z plusem? Zapytajcie w Polkowicach

Czekałam na ten dzień. Odkąd zadzwoniła do mnie Joasia – teraz jesteśmy już po imieniu, odliczałam dni. A teraz mogę Wam opowiedzieć o tym, jak się w Polsce organizuje włoskie festiwale. Sami tworzymy tradycje Od 10 lat Polkowickie Centrum Animacji organizuje Miedziowe Spotkania z CUlturą. Co roku jest to spotkanie z kulturą innego kraju – były Czechy, Japonia, Szkocja, a nawet kultura Żydowska. Wreszcie w jubileuszowe, X spotkanie zaproszono do Polkowic Włochy. Po przyjeździe na miejsce zobaczyłam, jak bardzo profesjonalnie są te spotkania organizowane! Polkowice to przepiękne, bardzo zadbane miasto na Dolnym Śląsku. Miasto jest jednym z głównych ośrodków przemysłowych Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego, o czym przypomniałam sobie z lekcji geografii pod koniec podstawówki. Dobrze, że uważnie słuchałam. Dziś na tym terenie znajduje się podstrefa Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, i to tu jest fabryka silników samochodowych Volkswagena. Teraz już wiecie dlaczego są to Miedziowe Spotkania z CUlturą. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo moi gospodarze zadbali o najmniejszy szczegół. W Polkowicach przywitały mnie plakaty informujące o festiwalu. Festiwal Włoski został oficjalnie rozpoczęty przez włodarzy miasta – burmistrza Polkowic pana Wiesława Wabika oraz dyrektora Polkowickiego Centrum Animacji, pana Adama Wierdaka, który jest autorem wszystkich zdjęć poniżej tego tekstu. Honorowy patronat nad wydarzeniem objęła Ambasada Włoch w Polsce oraz Instytut Kultury Włoskiej w Krakowie. W ciągu półtorej miesiąca trwania festiwalu w Polkowicach można było spotkać znakomitości związane z wysoką kulturą, wciąż bowiem odbywają się koncerty, przedstawienia teatralne, wystawy fotograficzne, a także spotkania kulinarne, podróżnicze, lekcje włoskiego doprawione ucztą dla kinomanów. Szczegółowy repertuar znajdziecie na stronie Miedziowe Spotkania z Kulturą. Cóż, w Polkowicach pojawiły się takie nazwiska jak Aleksandra Seghi, Paolo Cozza, trzech tenorów: Bogusław Morka, Jan Zakrzewski, Mariusz Ruta; Stefano Terazzino i wiele innych znakomitości. Wiecie jakie to dla mnie ogromne wyróżnienie? Jeszcze dwa lata mogłam liczyć co najwyżej na prezentowanie wyników jakiegoś projektu programistycznego mojego zespołu, kto by wówczas pomyślał, że będę opowiadać Polakom o Włoszech? Zakładając bloga nawet nie przemknęło mi to przez głowę. Z okazji Festiwalu wydano specjalne foldery reprezentujące nie tylko wszystkich gości, a także okolicznościowe torby, filiżanki, kawę i wiele innych drobiazgów, na widok których buzia się szeroko uśmiecha. Teraz siedzę i pisząc tekst popijam swoje espresso z „miedziowej” filiżanki:).   Espresso(we) opowieści 25 listopada 2015 roku spotkaliśmy się w polkowickim kinie, gdzie najpierw wystąpili chłopaki z Cafe Silesia i opowiedzieli o kulturze picia kawy we Włoszech, a następnie ja opowiadałam o moich żeglarskich i enokulinarnych podróżach. Przedstawiam Wam panią Justynę, prowadzącą spotkanie i chłopaków z Cafe Silesia. Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Kawę parzą doskonale, więc gorąco Wam ich polecam. Po opowieściach chłopaki wzięli się do pracy, każdy uczestnik spotkania mógł liczyć na gorące espresso. W tej cudownie kawiarnianej atmosferze, siadając przy stoliku, jak z włoskiego filmu zaczęłam i ja swoją historię. Zaczęłam od początku, od 1997 roku, podróżowaliśmy razem przez trzynaście kolejnych włoskich regionów, kończąc na tegorocznych wyprawach do Lombardii, Marche i Piemontu. Jeśli nie pamiętacie, jak to się u mnie zaczęło, zerknijcie do wpisu o mojej włoskiej historii. Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Opowiadało mi się bardzo dobrze, gdzieniegdzie udało mi się zobaczyć a to uśmiech, a to błysk w oku, a to porozumiewawcze kiwnięcie głową. Dziękuję za wszystkie przejawy sympatii! Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Na poniższym zdjęciu panu Adamowi udało się uchwycić kawałek moich sycylijskich opowieści o zimnie i wietrze na morzu oraz kąpieli w wulkanicznych błotach na Vulcano (notabene dość specyficzny to rodzaj SPA, gdyż skóra choć gładka i sprężysta zapach ma jednak podejrzany),które nie mogły się inaczej zakończyć jak wspólnym, radosnym aperitivo. Właśnie sobie uświadomiłam, że do tej pory nie powstał o tym wpis na blogu. Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Padło pytanie, na które moja odpowiedź chyba bardzo rozczarowała część widowni: jeśli ktoś jedzie zupełnie po raz pierwszy do Włoch, gdzie powinieneś pojechać? Co byście powiedzieli? Moim zdaniem Rzym zawsze sprawdza się doskonale na ten pierwszy raz. Zdjęcie ©Adam Wierdak 2015 Na koniec czekała na mnie ogromna niespodzianka! Przecudna czerwona róża, która dojechała ze mną cała do Hamburga. Dziękuję za wszystkie pytania od słuchaczy. Mam nadzieję, że nieco zainspirowałam, podpowiedziałam i zapuściłam wirusa italofili tym, którzy do tej się jeszcze nie zarazili:). Ogromne podziękowania za zaproszenie składam na ręce Polkowickiego Centrum Animacji. Serdeczne uściski dla Joasi!   Kochani, możemy się uczyć organizacji włoskich festiwali od Polkowic, tego jestem pewna. To kwestia ludzi, którzy CHCĄ. W Polkowicach wyszło fantastycznie. W Polsce każdego roku odbywa się mnóstwo polsko-włoskich imprez, większych czy mniejszych. Gorąco zachęcam Was do wyszukiwania takich w Waszych miastach i miasteczkach. Można się mnóstwo dowiedzieć i nauczyć o Włoszech nie wyjeżdżając wcale z kraju. Zaglądajcie także do Italii poza szlakiem na Facebooku, bowiem także u mnie często pojawiają się informacje o włoskich wydarzeniach w całej Polsce. A może TY zorganizujesz włoską imprezę u siebie? Chętnie przyjadę:).   Więcej zdjęć i informacji na temat Włoskiego Festiwalu w Polkowicach oraz szczegółowy repertuar znajdziecie na stronie Miedziowe Spotkania z Kulturą. Uściski, Magda  

Italia poza szlakiem

IBeer. The best italian beer EVER

Wpis dla osób, które ukończyły 18 rok życia. Nigdy bym tu sama nie trafiła i nie próbowałabym tego piwa, gdyby nie Marco Giulietti z Associazione Valle del Sentino z Sassoferrato, którego to stowarzyszenia jestem oficjalnie przyjacielem (wreszcie mogę się Wam tym pochwalić). To była początkowo zupełnie nieplanowana wizyta, a okazała się jedną z największych niespodzianek mojej podróży do regionu Marche w 2015 roku. I musicie wiedzieć, że to nie jest wpis sponsorowany. A dlaczego tytuł jest po angielsku? Bo chcę, aby cały świat się dowiedział, że Włosi wreszcie stworzyli piwo, które moim zdaniem zdobędzie międzynarodową sławę! I chcę, abyście Wy wydzieli o tym pierwsi. Jeśli jesteś entuzjastą piwa, restauratorem, albo masz fajny pub – czytaj proszę tym bardziej uważnie! Oto doskonałe kreatywne piwa rzemieślnicze. Włosi to potęga wina, produkują coraz więcej i coraz lepsze, ale w przypadku piwa wciąż nie mogłam znaleźć nic, co by mnie porwało. Pewnie, gdybyście mnie zapytali jeszcze na początku października, jakie piwo we Włoszech warto spróbować, miałabym problem z jednoznacznym wskazaniem. Teraz, jest już pewniak na mojej liście! Możecie mi zarzucić, że mało widziałam, mało próbowałam, i w ogóle że mało się znam na piwach, a ja na swoją obronę mam tylko jedno – albo mi coś smakuje, albo nie. Byłam na naukach degustacji piwa u pani Julity z Browaru Wielkopolskiego, staram się smakować i wyczuwać, ale ostatecznie liczy się dla mnie tylko jedno – porwie mnie czy będzie tylko kolejnym z piw, o którym szybko zapomnę. A o tym zapomnieć nie mogę. Sala degustacyjna IBeer w Fabriano, region Marche IBeer, moje odkrycie roku! Dlaczego IBeer? To było moje pierwsze pytanie. - Skoro jest iPhone, iPad, iPod to dlaczego nie może być IBeer? Inspiracją były najlepsze produkty, bo do takich aspiruje … KOBIETA, która stworzyła IBeer, Giovanna Merloni. No właśnie, to kolejny element tej układanki, który mnie urzekł. Za IBeer stoi kobieta, wyjątkowo uzdolniona sommelier, która chciała pierwotnie stworzyć swoje wino, jednak ostatecznie zdecydowała inaczej i tak powstał produkt, który – jeśli tylko będziecie mieć okazję – koniecznie, koniecznie spróbujcie! W butelkach bardziej nawiązujących do wina niż piwa znajdziecie cudowną 1104 Bionda, 1405 Ipa i 2208 Ambrata. Bionda i Ipa szczególnie przypadły mi do gustu. 2208 Ambrata, cudownie bursztynowy, wspaniały, ożywczy Amber Szkoda, że nie miałam okazji poznać osobiście Giovanny, ale za to poznałam jej nauczycielkę – Genziane! Genziana, znakomita sommelier, teraz pracuje dla swojej uczennicy. Tak uwierzyła w jej projekt, że bez wahania podjęła nowe wyzwanie, promowanie na świecie nowego piwa. Genziana (nieco schowana za piwem) – sommelier i nauczycielka Giovanny, dziś dla niej pracuje, na pierwszym planie – narzeczony Giovanny i jednocześnie spec od procesu produkcji w IBeer Dlaczego IBeer jest tak wyjątkowe? Bo powstaje z pasji, wiedzy i najlepszych produktów. Przede wszystkim jest niezwykle delikatne. Jeśli macie problem z brzuchem pełnym gazu po piciu piwa, zapomnijcie o tym w przypadku któregokolwiek z browaru IBeer. Jest bardzo lekkie, świeże, bez dużej goryczki, a bąbelki gazu są ledwie zauważalne. Podaje się doskonale schłodzone. Niepasteryzowane. Tylko starannie wyselekcjonowane składniki! Uwielbiam je! Do produkcji używa się tylko starannie wyselekcjonowane składniki Okolice Fabriano to doliny, wzgórza i góry. Tuż obok dwa parki naturalne, a doliny przecinają rzeki pełne zimnej, czystej i wartkiej wody. To właśnie rejon zwany Valle del Sentino, tu region Marche łączy się z cudownie dziką Umbrią. Nalewa się 1104 Bionda Sam browar nie jest duży, za to sprzęt mają najwyższej jakości. Tu rodzi się i dojrzewa piwo, które mnie urzekło smakiem, delikatnością i wyjątkową świeżością. Tu każda butelka jest kapslowa specjalnym typem kapsla i pieczołowicie wykończona warstwą parafiny. Każda butelka to jak małe arcydzieło. Praca rzemieślnicza od początku do końca.  Tu kapsluje się butelki specjalnym typem kapsla Co oferuje IBeer? No właśnie. IBeer wypuścił swoje piwa na rynek w tym roku, tj. 2015. Każde piwo posiada w nazwie cztery cyferki, które oznaczają dzień i miesiąc, gdy piwo pojawiło się na rynku. Są to piwa niepasteryzowane, rzemieślnicze. I tak mamy:   1104 Bionda – 5,5% zawartości alkoholu. Lekkie, świeże, wyczuwalny bukiet cytrusowy. Jak dla mnie – piwo idealne niemalże na każą porę dnia. Niepasteryzowane, górna fermentacja. 1405 Ipa - 6,2% zawartości alkoholu. Złociste, wyraźny smak chmielu, lekko pikantne i owocowe, w ustach doskonale gorzki posmak. Idealne dla wszystkich, którzy kochają gatunek piwa India Pale Ale. Niepasteryzowane, górna fermentacja. 2208 Ambrata - 7,5% zawartości alkoholu. Piwo treściwe, wyczuwalne wyraźnie nuty karmelowe i przyprawy. Wzbogacona przyjemną nutą dymu, skierowane do wszystkich, którzy lubią mocne i intensywne w strukturze smaki, które zostają na dłużej. Niepasteryzowane, górna fermentacja.    I jeszcze dwa, których nie miałam okazji próbować: 3112 Special One, 3110 Octobeer. Marco Giuletti ze Stowarzyszenia Valle del Sentino (po prawej) wraz z narzeczonym Giovanny (po lewej), twórczyni marki IBeer, który oprowadzał nas po browarze i opowiadał o piwach    Jestem niezwykle dumna z Giovanny! W jej głowie powstają wciąż nowe przepisy i pomysły. Kreatorka piw z Fabriano. Może kiedyś uda mi się poznać ją osobiście.   A teraz pewnie zapytacie:   Gdzie kupić i gdzie poczytać o IBeer? Najbardziej na świecie polecam Wam przyjechać do Fabriano i spróbować piwa na miejscu. Ludzie są tu przesympatyczni, jednocześnie zafascynowani tym, co tworzą. Poza tym to wspaniałe uczucie, gdy człowiek, który dba o te wszystkie cenne (dosłownie) urządzenia i o każdą butelkę, opowiada o swojej pracy, a jego pasja aż poraża. I te okolice! W takim miejscu – zapewniam Was – powstają tylko wyjątkowe produkty. Przyjeżdżajcie do Fabriano, jeśli tylko macie taką możliwość. A jeśli nie, na stronie IBeer znajdziecie bez problemu opcje zakupu piwa – od pojedynczej sztuki po 6 czy 12-pak. Nawet nie znając włoskiego od razu się zorientujecie, co i jak. Ja swoje zakupy też zrobiłam:). To zdjęcie zrobiłam dzień po wizycie, butelka 0,75 l. Jak szaleć, to szaleć, więc kupiliśmy kilka takich buteleczek:).   Przyznaję, że butelka ze zdjęcia – zrobione jeszcze we Włoszech, na terenie Agriturismo Le Perelle, gdzie mieszkałam, wciąż czeka na wyjątkową okazję, aby je wypić. Chyba muszę się pospieszyć.     Moim marzeniem jest, abyście pewnego dnia natknęli się gdzieś na to piwo i przesłali mi wiadomość, że … miałam rację, albo … po prostu napiszcie do mnie, jak Wam smakowało.   Podaję Wam komplet danych adresowych, niech im będzie:). Browar i sala do degustacji IBeer Impresa AgricolaLoc. Collegiglioni, 54 60044 Fabriano, region Marche (prowincja Ankona), Włochy Telefon: +39 0732 24139 Email: info@ibeer.it   Uściski najserdeczniejsze nie tylko dla miłośników piwa! Magda

Italia poza szlakiem

W Toskanii jest wszystko, co kocham

Dankę poznałam kilka miesięcy temu, szperając w internecie natknęłam się ciekawą stronę, był telefon, zadzwoniłam. To był impuls. Ona też nie wiedząc zupełnie dlaczego, opowiedziała mi swoją historię. Jeden telefon, a poznałam wspaniałą osobę! Danusia przyjechała do Toskanii z miłości do pewnego Włocha, pokochała jego rodzinę i jego kraj, zaręczyli się i wtedy … narzeczony zginął tragicznie. A jednak jej toskańska przygoda nie zakończyła się. Nie spakowała się, nie wróciła do domu. Pomogła sobie i niedoszłym teściom spokojnie poukładać sprawy, zanim każdy był gotowy pójść w swoją stronę. To trwało długo, ale widocznie obie strony tego potrzebowały. Danka stanęła na własnych nogach i może Wam w końcu opowiedzieć, dlaczego tu, w Toskanii jest wszystko to, co kocha. Zaprosiłam Dankę do wpisu na moim blogu w ramach projektu Polki w Italii polecają. Ale … się spóźniła:). Nie mogę jednak jej wpisu nie opublikować:). Napisała wspaniałą opowieść pełną smaków, pracy i radości z życia i jego najdrobniejszych drobiazgów. Oto jej historia i jej …dania w roli głównej! A wszystko zaczęło się od miłości Nigdy nie marzyłam o przeprowadzce z moich rodzinnych Beskidów. Tym bardziej na myśl by mi nie przyszło, że zamieszkam i będę żyć w innym kraju. Zaraz po ukończeniu studiów wyjechałam do Włoch na trzy miesiące, a w tym roku od wyjazdu minęło sześć lat… Zatrzymała mnie tu miłość i teraz już czuję się pół Włoszką. Mój dom i moją codzienność otaczają winnice, gaje oliwne, alejki dostojnych cyprysów i pola uśmiechniętych słoneczników. Mój dom to Toskania. ___________  W Toskanii jest wszystko, co kocham. Tu odnalazłam moje miejsce na ziemi i to co było mi przeznaczone, prawdziwą miłość, która jak się okazuje, jest silniejsza od „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. ______________   Danuta Indyk „Home isn’t a place, it’s a feeling” Mieszkam na wsi w sercu Toskanii w dolinie Valdichiana graniczącej z najpiękniejszą pejzażowo Val d’Orcia. W tym urokliwym zakątku Toskanii prowadzę agroturystykę. Moja miłość do tego regionu, jego krajobrazu i kuchni, kultury i sztuki, przejawia się w codziennej pracy związanej z agroturystyką i otaczającym ją gospodarstwem, w każdym własnoręcznie, z ogromną pasją przygotowywanym daniu i deserze, w relacjach z turystami i zaangażowaniu w organizację każdemu z nich niezapomnianego wypoczynku. Jestem absolwentką Wydziału Technologii Żywności i Żywienia Człowieka na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. Moje wykształcenie idzie w parze z zamiłowaniem, bowiem kuchnia to zdecydowanie moje ulubione miejsce w domu. Jako dietetyk, uwielbiam wszystko co zdrowe, całkowicie poddając się BIO-modzie, ale w moim menu nie brakuje przekąsek, dań makaronowych, pokaźnego wołowego steka, pizzy, słodkiego deseru i oczywiście królującego na stole do każdego obiadu i kolacji wina. Tu nie ma sprzeczności czy niekonsekwencji, moim zdaniem to właśnie prawdziwie zdrowe podejście do życia – jeść wszystko, lecz z dystansem i umiarem! Daleko mi do perfekcyjnej pani domu jak i tej ch…-owej, ostatnio mocno wylansowanej w sieci. Gotuję z uśmiechem i pełnym zaangażowaniem, bo lubię! Antipasto Tipico Toscano – Crostini misti Na przystawkę uwielbiane są crostini czyli małe kanapeczki ze świeżego lub opiekanego chleba (bruscchetta). Pieczywo typowe toskańskie jest bez soli. Pasty do crostini są różnorodne, a najbardziej znane w tym regionie są crostini con fegatini di pollo – z pasztetem z wątróbek kurzych, znane jako właśnie crostini toscani. Pasztet jest przepyszny, a w skład jego oprócz wątróbki wchodzą między innymi: kapary, cebula, acciuge, wino, oliwa z oliwek, liść laurowy i inne przyprawy. Inne smaczne pasty do crostini są robione na bazie karczochów, szparagów, fasolki, tuńczyka z kaparami, grzybków, pietruszki i czosnku no i najsmaczniejsza i najprostsza bruschetta ze świeżymi pomidorami, oliwą i bazylią. Oczywiście wszystkie pasty przyrządzam własnoręcznie ze świeżych produktów, co doceniają moi goście i dlatego tak kochają moje antipasto. Primo piatto! I like pasta! Toskańskie pici…czyli grube robione ręcznie spaghetti, specjalność regionalnych gospodyń. Pasta fatta In casa czyli makaron domowy ręcznie robiony to wielka tradycja włoskiej kuchni i mimo tego, że przygotowanie takiego dania jest pracochłonne to nawet w dzisiejszym zabieganym świecie ta włoska tradycja nie zatraciła się i nie ma niedzielnego obiadu bez domowego makaronu. Ilekroć zostanę zaproszona gdziekolwiek w Toskanii na obiad w niedzielę lub nawet pojawię się u znajomych bez zapowiedzi, wiem że jako primo czyli pierwsze danie będzie właśnie ręcznie robiona pasta, której smak jest wart poświęconego czasu. Makaron domowy po prostu rozpływa się w ustach! Toskańskim specjałem są pici. Pici to grube spaghetti robione ręcznie. Jest jeszcze wariant robiony czy też „wygrywany” na specjalnej gitarze i to zdecydowanie moje ulubione muzykowanie w kuchni. Sposób przygotowania pici wydaje się być całkiem prosty, a uwierzcie, że wymaga kunsztu! Ciasto należy rozwałkować na grubość ok. 3 cm i pokroić na półcentymetrowe paseczki. Tu zaczyna się zabawa! Bierzemy po jednym paseczku. Rozciągamy lewą ręką, a prawą rolujemy na zewnątrz aż uformuje się długie i grube spaghetti. Pici nie może być ideale, ale staramy się, aby mniej więcej wychodziły ruloniki takiej samej grubości, by równomiernie się ugotowały. Zaraz po uformowaniu obficie posypujemy mąką, by się nie posklejały. Ponieważ zrobienie takiego makaronu dla licznej rodziny zajmuje naprawdę sporo czasu, częściej niż tradycyjne pici robię spaghetti alla gittara! Do przygotowania gitarowych spaghetti potrzebna jest oczywiście gitara! Nie spotkałam się nigdzie w Polsce z takim kuchennym sprzętem, ale coraz więcej moich gości kupują ją sobie na targu w małych miasteczkach. Domowe pici są same w sobie znakomite, nie wymagają ciężkich sosów, a najprostszych, jak sos pomidorowy ze świeżych pomidorów z czosnkiem czy pesto. Jednak za numero uno czyli mistrzowskie uważam pici alle briciole (z okruszkami chleba!). Przyrządza się je prażąc miąższ chleba pszennego i doprawiając to oliwą z oliwek (najlepiej pikantną z dodatkiem peperoncino). To doskonały przykład prawdziwej kuchni toskańskiej, bowiem w tej kuchni wyznawana jest zasada „nie marnować” stąd nie wyrzuca się nawet czerstwego chleba. Jest on natomiast składnikiem wielu potraw, a wśród nich oprócz dodatku do pici najsłynniejszymi są ribollita, panzanella czy pappa al pomodoro. Dania te opierają się na warzywach i kawałkach lub pokruszonym chlebie czerstwym – w każdej dobrej restauracji w Toskanii znajdują się one w menu i są przysmakami dla turystów. Na koniec dodam, że pici w innych regionach Włoch nie są znane! Będąc więc w Toskanii należy obowiązkowo to danie dopisać do listy must eat. Secondo piatto! Bistecca alla fiorentina – stek wołowy na 6+ To kawał soczystej wołowiny z kością, jedno z najprostszych i najbardziej charakterystycznych drugich dań Toskanii i uczta dla miłośników mięsa. Nie można być w Toskanii i nie spróbować chociażby kawałka bistecca. Sekretem dania jest…jakość mięsa! Tradycyjna bistecca pochodzi wyłącznie z doskonałego, chudego a soczystego mięsa młodego bydła rasy Chianina wypasanej w dolinie Valdichiana (stąd również nazwa – Chianina). Mówi się również, że to rasa etruska – jedna z najstarszych na świecie (białe muskularne bydło było wykorzystywane w pochodach triumfalnych Rzymian i Etrusków). Mięso to w porównaniu do wołowiny z innych ras bydła, cechuje mniejsza zawartość tłuszczu i cholesterolu, a większa białka co waloryzuje je jeszcze bardziej a w tygodniowym menu dla moich gości jest stałym punktem czwartkowego wieczoru. Przygotowanie wyśmienitego bistecca wymaga wprawy i trzeba bacznie uważać, aby nie przesadzić, gdyż stek musi być miękki i różowy w środku, a jak ktoś woli, nawet krwisty. Najlepiej przygotować steka na grillu czy też w domu na patelni grillowej, a zajmuje to chwilkę, po 5-7 minut z każdej strony, w zależności od grubości kawałka mięsa. Bistecca przyprawia się po przyrządzeniu jedynie solą oraz grubo zmielonym pieprzem, nie zapominając o obfitym doprawieniu toskańską oliwią z oliwek extra-virgin. Niejednokrotnie słyszałam od moich gości, również od tych, którzy próbowali steka w Argentynie, że to zdecydowanie najlepszy stek na świecie! Oczywiście warunkiem sine qua non jest, by był idealnie przyrządzony i spożyty w towarzystwie butelki wspaniałego, toskańskiego vino rosso. Dolce! Cantucci i Vin Santo Po przekąskach, pierwszym i drugim daniu pora na…dolce! Tradycyjnym toskańskim deserem są cantucci – kruche i twarde ciasteczka z migdałami. Swój niepowtarzalny smak zawdzięczają likierowi Vin Santo, który jest składnikiem ciasta, a potem nieodłącznym towarzyszem przy ich konsumpcji. Klasyczne cantucci wywodzą się z Prato i tam zwane są często jako biscotti di Prato. To przysmak regionalny Toskanii uwielbiany w całej Italii. Przygotowanie tych słodkości nie jest pracochłonne, a co najlepsze ich spożywanie wymaga…wina. Z ciasta na bazie mąki, jajek, cukru, masła i migdałów formuje się wałki, które są krojone po upieczeniu i powtórnie podpieczone -stąd kruchość i twardość ciasteczek. Cantucci można już kupić u nas i przypadają do gustu jako słodkości przy kawie czy cappuccino ale w Toskanii muszą być smakowane w towarzystwie dobrego Vin Santo, czyli słodkiego i ciężkiego wina o bursztynowej barwie, bogatym aromacie i smaku. Produkcja „Świętego wina” to prawdziwa sztuka, która wymaga czasu i cierpliwości. Jest to bowiem likier uzyskany z suszonych (z reguły w czasie od 1 do 3 miesięcy) białych winogron najczęściej szczepów Trebbiano i Malvasia. Z racji ogromnej koncentracji i słodyczy moszczu, wino ma wysoką zawartość alkoholu i jest bardzo słodkie. Moszcz bezpośrednio wlewany jest do małych dębowych beczek, w których fermentuje, a które cementuje się i otwiera co najmniej po 3 latach dojrzewania. Vin Santo nie da się pić jak zwykłego wina! Już po małym kieliszku kończy się bowiem odporność na słodycz tego likieru, jednak połączenie z cantucci to wyśmienity deser. Cantucci zanurza się częściowo w likierze, a kiedy wchłonie odrobinę wina i zmięknie, odgryzamy miękki kawałek i delektujemy się smakiem. Niebo w gębie! Mam nadzieję, że ta kulinarno – życiowa opowieść Danki spodobała się Wam. A ja Was zaproszę do postów, w których Polki mieszkające w Italii polecają Wam lokalne pyszności! Beata i Dagmara zapraszały na SARDYNIĘ, Dorotka kocha swoją LIGURIĘ, a Karolina EMILIĘ-ROMANIĘ, Blanka i Agnieszka dzielą między siebie PIEMONT, a Dominika i Aneta KALABRIĘ. Dominika zna wszystko i wszystkich dlatego niezmiennie poleca SYCYLIĘ, jak Ania i Marta LOMBARDIĘ. UMBRIA porwała serce Anii i nie puszcza, podobnie jak Kasię trzyma TOSKANIA. Uściski ogromne! Magda   Zdjęcia Danusi i jedzenia ©Danuta Indyk

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają. Made in Umbria – lokalne produkty spożywcze

Umbria nazywana jest świętym regionem, ponieważ to tu święty Franciszek doznał objawienia i założył zakon franciszkański. Ale Umbria to przede wszystkim góry i pagórki, jeziora i lasy oraz przebogata flora i fauna. Położona w samym sercu Włoch na zachodzie graniczy z Toskanią, na wschodzie z regionem Marche, a na południu z Lacjum. Ja jednak wolę myśleć o Umbrii „dzikość serca”, bo dla mnie to kraina zieleni, przestrzeni i dzikiej radości z widokiem górskie szczyty, niedostępne klasztory, szybki nurt rzek dostępnych tylko dla odważnych. Podejrzewam, że i Ty zostawisz tu kawałek swojej duszy, gdzieś między pagórkami i wypełnionymi kwiatami dolinami. Przewodniczkami po smakołykach Umbrii są Małgosia i Ania.   Małgorzata Chomicz, Umbria Pachnąca Truflami Artysta grafik, profesor na walizkach, gdyż uczy studentów technik grafiki na Wydziale Sztuki UWM w Olsztynie, a mieszka między Asyżem, a Perugią. Blog: Małgorzata Chomicz Oto, co Małgosia poleca szczególnie ze swojego regionu. CZARNA TRUFLA  Jest bezwzględnie królową kuchni umbryjskiej i produktów z tego regionu. Doskonała z długim makaronem typu tagliatelle oraz w jajecznicy, zadowoli najbardziej wyrafinowane podniebienie. OLIO EXTRAVERGINE DI OLIVA Umbryjska  oliwa z oliwek DOP, zwana zielonym złotem Umbrii, ma bardzo wysoką jakość, która niemal nie ma sobie równych we Włoszech. Najlepiej zaopatrzyć się w butelkę bezpośrednio w olejarnii (frantoio). Taka oliwa niwe ma sobie równych w smaku i zapachu! SAGRANTINO DI MONTEFALCO DOCG Montefalco Sagrantino DOCG, Sagrantino di Montefalco lub DOCG bierze swoją nazwę od szczepu winogron, z których są produkowane. Wino, które rozsławia Umbrię na całym świecie, w Polsce jest zupełnie nieznane. Wino do medytacji, dla koneserów o intensywnym, rubinowym kolorze, i głębokim, pełnym taninowym smaku z wysoką ilością alkoholu. Teraz czas na Anię, która na moim blogu gości już po raz kolejny. Za pierwszym razem polecała Wam miejsca w Umbrii, które ją wyjątkowo zauroczyły. Jeśli chcecie sobie to przypomnieć zerknijcie tu Polki w Italii polecają. Część 2: Włochy Środkowe. Anna Traczewska, PlorIT Z wykształcenia prawnik, a w życiu blogerka, tłumaczka, bibliotekarka, katechetka, chórzystka. Mieszka od 15 lat we Włoszech z mężem i dwójka dzieci. Facebook: Anna’s Blog PlorIT Twitter: @plorit Google+: Blog PlorIT Instagram: blogploit Umbria to pępek Włoch. Tu zaczęła się moja włoska „przygoda” i pierwszy kontakt ze smakołykami tej kuchni. Przedstawię Wam trzy podstawowe produkty i całą serię prosto z katalogu. Będzie coś dla każdego. Zacznijmy od królowej stołu. TRUFLA Wspaniały, o niezwykłym zapachu grzyb. Wystarczy jego odrobina, a nie zapomnicie tego smaku do końca życia. Jest on tak samo pyszny, cenny jak drogi. Grzyby te sprzedawane są na aukcjach. Poszukiwane w lesie przez specjalnie wytresowane psy, a nawet świnie. Trufle rosną pod dębami, w samej ziemi. Więcej informacji na temat trufli i produktów z jej dodatkiem możecie poznać na stronie Yubria. Bardzo Was do tego zachęcam, ponieważ jest polska wersja językowa!!! Również sama Ania napisała sporo na ten temat, czytajcie na PLorIT.   Torta al Testo Drugim daniem, którego smak jest niezapomniany i nie możecie zwiedzić Umbrii bez jego spróbowania jest Torta al Testo. Jest to rodzaj chlebka o starożytnym przepisie. Jak dla mnie, lepszy od pizzy i co najfajniejsze, że można go kupić za grosze w każdym zakamarku tego regionu. Możecie zażyczyć sobie przeróżny farsz: prosciutto, mozzarella, warzywa, grzyby, sery… wg gustu. Jest to świetna propozycja obiadu i kolacji podczas zwiedzania, zawijacie w serwetkę jak kanapkę i idziecie dalej. Można jednak rozsiąść się w sieci restauracyjnej TESTONE, zamówić winko, cieszyć oczy widokiem na Asyż i smakować to włoskie danie. Porchetta Trzecim smaczkiem jakim chciałam się z Wami podzielić jest porchetta. Wielu z Was na pewno widziało filmy na temat średniowiecza, a tam cała świnia na rożnie kręcona nad ogniem. Tu w Umbrii nie zapomniano tego rzemiosła. Taki tułów świni, jest czyszczony, eliminuje się wnętrza i kości i jej czyste mięso przyprawione wg receptury pradziadków piecze się w piecu. Takie mięso jest krojone w plastry jak szynka i serwowana na obiad, jako drugie danie lub stanowi farsz do bułeczek. Tak zwana bułka rosetta jest przekrawana na pół i wypełniana plastrami porchetty. Ta pożywna kanapka jest znów oferowana jako regionalny, wygodny i smakowity street food. Swoją przygodę z najwspanialszą porchettą w UMBRIACARNI opisałam w artykule o wdzięcznym tytule Ostatni odcinek świnki Peppy, poznacie przy okazji także inne regionalne wędliny. Koniecznie zajrzyjcie do pozostałych wpisów z serii Made in …- lokalne produkty spożywcze. To wspólny projekt z Polkami mieszkającymi we Włoszech, każda z nich zachwala smakołyki swojego region, a i ja dodaję kilka słów od siebie:). Wspólnie z dziewczynami przybliżyłyśmy Wam już regionalne produkty zachwalające SARDYNIĘ, LIGURIĘ, EMILIĘ-ROMANIĘ, PIEMONT, KALABRIĘ, SYCYLIĘ i LOMBARDIĘ. Czekajcie na kolejne wpisy z tej serii, bo to jeszcze nie koniec!   Jeśli podobał Ci się tekst, dołącz do mnie na Facebooku. Tam codziennie znajdziesz nowe inspirujące zdjęcia i informacje.  Pozdrawiam, jak zwykle bardzo mocno, Magda

Italia poza szlakiem

Mój kawałek Toskanii. Gdy miłość i pasja wywraca życie. Konkurs

„If you can dream it, you can do it” – te słowa tłumacząc na język polski „jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać” wypowiedział wiele lat temu Walt Disney i stały się inspiracją do działania dla wielu osób. Poznajcie Agnieszkę, która uwierzyła całym sercem w prawdziwość i moc tych słów. Zauroczona toskańską ziemią i jej aromatami pewnego dnia zamarzyła, aby jej pasja i miłość jednocześnie była bardziej namacalna nie tylko w czasie włoskich wakacji, ale także na co dzień i to tu gdzie mieszka – w Polsce. Nie wiedziała jednak, jak ma to zrobić. Wtedy koleżanki zamawiały pewne włoskie kosmetyki. Przyłączyła się do wspólnego zamówienia z ciekawości i tak poznała naturalne kosmetyki z Toskanii Erbario Toscano. Jej marzenie właśnie nabrało realnych kształtów! Ale …   Jeśli myślicie, że realizacja tego marzenia była taka łatwa – przeczytajcie mój wywiad z Agnieszką. Myślę, że może być wspaniałą inspiracją i motywacją dla każdego z nas, kto wciąż myśli o swoim własnym biznesie, bo przecież jeszcze tyle musimy się nauczyć, przygotować, dowiedzieć, poznać …. Znacie to? Aga znała to doskonale! Pokonując samą siebie każdego dnia dziś może w końcu o tym opowiedzieć. Bo czy można jednego maila wysyłać 1,5 roku?   Poznajcie wspaniałą dziewczynę, dla której miłość do Włoch przerodziła się w coś więcej niże tylko wakacyjne wyjazdy raz w roku. Oto Agnieszka Malczewska – Gortych, właścicielka firmy „PASSIONE”, założycielka sklepu online „Aromaty Toskanii”.   Agnieszko, spełniło się Twoje wielkie marzenie, otworzyłaś własny sklep internetowy pełen aromatów prosto z Toskanii. Tymczasem jesteś wziętą psycholożką i doradcą HR. Jak to się stało, że osoba która innym doradza rozwój zawodowy zmienia własny front działań o 180 stopni. Czy sama sobie byłaś doradcą? Nie zmieniłam swojego profilu zawodowego, myślę, że to co od ostatnich miesięcy robię to raczej realizacja tego, czego uczę innych – z jednej strony własna aktywizacja zawodowa, pomysł na swój biznes, a z drugiej podążanie za czymś co jest pasją, co się lubi i co sprawia przyjemność. To była długa droga pomiędzy momentem, gdy wpadłam na pomysł, aby sprowadzać naturalnego kosmetyki z Toskanii do Polski, a momentem, gdy otworzyłam ostatecznie swój sklep internetowy. To był proces zmian przede wszystkim we mnie, w moim myśleniu o biznesie, dlatego widzę, ze to czego uczę innych podczas doradztwa zawodowego, teraz przekułam na własne doświadczenie. To czyni mnie bardziej wiarygodną w pracy psychologa i doradcy. Odkąd Cię poznałam mam wrażenie, że dążysz do zrównoważonego życia, pełnego naturalnych składników, ekologii i ochrony zwierząt przed nieludzkim traktowaniem. Jesteś wegetarianką i „Świadomą Mamą”, masz dwójkę wspaniałych dzieciaków. A potem powiedziałaś, że chcesz mieć swój biznes, być przedsiębiorcą, kochasz Toskanię i chcesz jej kawałek ofiarować Polakom. Czy kosmetyki Erbario Toscano, których zostałaś właśnie dystrybutorem w Polsce wpisują się w Twoją filozofię życia? Tak, ten biznes i produkty łączą w sobie kilka tematów, o których wspomniałaś. Po pierwsze Toskania – to rzeczywiście „moje miejsce na ziemi” od około 10 lat. Jeżdżę tam wciąż i nie mam dość. A raczej apetyt rośnie i choć kocham całą Italię miłością wielką, to Toskania zawsze pozostanie głęboko w moim sercu i będzie ta nr 1. W tym miejscu się uspokajam, relaksuję, zachwycam, cieszę każdym szczegółem, nasycam przyrodą, poznaję fantastycznych ludzi, dobrze, zdrowo jem, świetnie się czuję. To miejsce mnie uskrzydla. I wciąż zaskakuje. Chciałam tą „miłość”, pasję jakoś połączyć, powiązać z moimi biznesowymi działaniami – takie małe marzenie. Spełniłam je:). Drugą jednak sprawą jest to, że nie byłabym w stanie sprzedawać produktów, do których nie byłabym przekonana, nie przetestowałabym ich lub miałabym wątpliwości etyczne, aby je proponować innym. W tym wypadku – nie było żadnych wątpliwości. Wystarczy przeczytać historię firmy, którą napisał obecny właściciel – Egisto Bertozzi. Właściciel Erbario Toskano – Egoisto Bertozzi Czym tak szczególnym zauroczyły Cię te kosmetyki? Zaczęło się od zamówienia, jakie zrobiliśmy wspólnie ze Stowarzyszeniem Italianissima, do którego należę. To była propozycja, aby zamówić coś wspólnie z firmy Erbario Toscano i aby mogło to przyjść do Polski jedną przesyłką. Nic wtedy nie wiedziałam o tych produktach, ale ponieważ wszystko co toskańskie mnie interesuje – zamówiłam „ w ciemno” balsam do ciała z organicznej oliwy z oliwek. I…… zakochałam się…. Kosmetyk okazał się znakomity na moje problemy ze skórą zimą, pięknie pachniał i był tak starannie, ze smakiem opakowany. Nie mogłam się napatrzeć. I wiesz co? Tę pierwszą moją buteleczkę, zamówioną prawie 3 lata temu mam do dnia dzisiejszego. Stoi (już pusta) w łazience, na półeczce i przypomina mi o tej pierwszej chwili, gdy odkryłam markę i pomyślałam: chciałabym móc kupić te produkty w Polsce. Dalej, interesując się więcej produktami Erbario Toscano, każdy następny argument mnie przekonywał bardziej. Naturalne składniki kosmetyków (certyfikat ICEA), dbanie o środowisko w trakcie produkcji, brak testów na zwierzętach, składniki wyłącznie roślinne, brak szkodliwych substancji. Wszystko przemawiało na „tak”.   Uchylisz nieco rąbka tajemnicy? Ile czasu Ci zajęło otwarcie sklepu od momentu pierwszych rozmów z Włochami? Zacznę od tego, ile czasu minęło od pomysłu. Gdy pojawiła się we mnie myśl, aby sprowadzić produkty Erbario Toscano do Polski, podzieliłam się tym pomysłem z kilkoma znajomymi italofilami. Odbiór był bardzo pozytywny, dostałam wsparcie i dużo zachęty. A wtedy….. przez 1,5 roku decydowałam czy napisać do Erbario Toscano z pytaniem o możliwość współpracy. Zapytasz, dlaczego? Bo tak bałam się, że usłyszę „nie”. Wydawało mi się, że powinnam może jeszcze lepiej się przygotować, jeszcze bardziej profesjonalnie działać, lepiej znać język, może coś już stworzyć, zanim do nich napiszę – słowem, obudziła się we mnie zmora w postaci „perfekcjonizmu”, który blokuje przedsiębiorczość, a nie pomaga. Kiedyś usłyszałam na szkoleniu dotyczącym zakładania własnej firmy bardzo mądry tekst:    „Większość ludzi uważa, że aby zacząć swój biznes, musi mieć wszystko zapięte na ostatni guzik, przygotowane perfekcyjnie. I okazuje się, że nigdy nie zaczynają, ciągle są w fazie planów i przygotowań, wiecznie coś poprawiają, wciąż nie są zadowoleni z efektu. A tymczasem – zacznij, po prostu. Z niedoskonałym planem, z nie-idealnym przygotowaniem.  Poprawiać swoje błędy zdążysz w trakcie trwania biznesu, a sam rynek, klienci będą i tak go weryfikować”.   Gdy przypomniałam tę myśl – ocknęłam się. Stwierdziłam, że jeśli za chwile nie zacznę, ktoś inny wpadnie na taki sam pomysł i mnie ubiegnie. A wtedy nie będę mogła tego sobie darować już nigdy. I gdy dałam sobie porządnego „kopa”, wzmocniłam się szkoleniem motywacyjnym i zaczęłam krok po kroku działać – w końcu rozpoczęłam realizować swoje małe marzenie. Napisałam do Erbario Toscano list (nie powiem już jak długo go przygotowywałam, bo to naprawdę świadczy o syndromie perfekcjonisty). A potem w napięciu czekałam. I….. pewnego dnia przyszedł mail. Napisali: „Z chęcią będziemy z Tobą współpracować”. Plany stały się rzeczywistością! Przy okazji moich wakacji w Toskanii, umówiłam się z nimi na spotkanie, aby omówić warunki współpracy i poznać się osobiście. Od tego momentu zaczęłam działać nad stworzeniem własnego sklepu i założeniem działalności. Do dnia oficjalnego otwarcia sklepu zajęło mi to 4 miesiące.   Czy wszystko szło jak po maśle? Jak to zwykle bywa – nie. Zaczynając od tworzenia sklepu internetowego, własnego logotypu, czy wizji wizualnej, poprzez ustalenia techniczne, zagadnienia finansowe oraz ustalanie zasad współpracy z samymi Włochami – na każdym z tych etapów napotykałam na jakieś trudności. Trudne były dla mnie na początku próby komunikacji z Włochami – przyzwyczajona byłam do bardzo szybkich biznesowych reakcji i odpowiedzi, jeszcze z moich doświadczeń poprzednich prac w korporacjach. Tymczasem Włosi naprawdę z niczym się nie spieszą. U nich nie ma ASAP. Na początku bardzo się irytowałam, bo ja chciałam wszystko „na już”, szybko. Potem zrozumiałam, że oni tak funkcjonują i ani moja złość, ani ponaglenia tego nie przyspieszą. Lepiej jest zaakceptować to ich działanie w myśl zasady „piano, piano….”  - w końcu – sama zdecydowałam się na współpracę akurat z Włochami. Trudności są po to, aby je pokonywać – i są znakomitą szkołą przedsiębiorczości. Wiele się wtedy nauczyłam.   Otwarcie własnego biznesu to ogromne wyzwanie i zmiana w życiu. Czego nauczyło Cię to doświadczenie o Tobie samej? To dobre pytanie, bo myślę, że przygoda z przedsiębiorczością i własnym biznesem zawsze jest drogą odkrywczą. Przede wszystkim zrozumiałam, że potrafię więcej, niż myślałam. Że więcej w mojej głowie utartych, nieprawdziwych opinii o sobie samej, które przez wiele lat blokowały mnie w działaniach („ bo ja przecież tego nie potrafię”, „inni są ode mnie lepsi”, „nigdy tego nie robiłam”, „nie nadaję się” itp.). Jasne, że miałam wątpliwości – jestem psychologiem , nie handlowcem – wchodziłam w nową dla mnie branżę. Z drugiej strony zrozumiałam, że każdy z nas, jako przedsiębiorca coś sprzedaje. Jeśli nie produkty, to swoje usługi, siebie – warto więc na sprzedaż spojrzeć w taki sposób, wtedy odczarowuje się to zagadnienie. Jeśli jestem przekonana, że to, co oferuję innym jest warte polecenia, że nie wstydzę się swoich produktów i usług – to jest to już ogromny kawałek sukcesu. Kocham Włochy, Toskanię, cenię naturalność produktów, poszukuję takich sama, używam produktów Erbario Toscano na sobie i rodzinie – więc wiem, co sprzedaję. Nie próbuję namawiać klientów, ja po prostu wiem, że te produkty są tak dobre, że przekonają swoim działaniem. To, co jest wspaniałe w prowadzeniu biznesu, to spotykanie inspirujących ludzi, przedsiębiorczych kobiet, ciekawych biznesów, współpracujących partnerów biznesowych, że moje życie, spojrzenie na świat znacznie się zmieniło. To ciekawa przygoda i naprawdę ważne doświadczenie, nawet jeśli bywa „pod górkę” i często nie jest łatwe.     Twój włoski świat bardzo mocno kręci się wokół Toskanii. Wspominałaś mi kiedyś, że czujesz się tam jak u siebie, że mogłabyś tam mieszkać. Założyłaś najpierw profil na Facebooku: Toskania bliżej, później dołożyłaś do tego blog pod tym samym tytułem, a teraz zostałaś przedsiębiorcą i na dłużej związałaś się z Toskanią. Co Cię tak strasznie ciągnie w ten region? Wspomnę, że moja miłość rozlewa się już na więcej regionów Italii, niż tylko na Toskanię. Ale od niej rzeczywiście zaczęło się wszystko. Myślę o miłości do tej ziemi trochę metafizycznie. Wydaje mi się, że do niej należę, że moja dusza ma tam swoje miejsce. Kiedyś, jeden z  moich włoskich znajomych, po dłuższych ze mną rozmowach i poznaniu mnie lepiej powiedział, że jestem „completely tuscan soul” i ja czuję podobnie. Nie umiem wymienić jednej konkretnej rzeczy. To raczej stan ducha, pewne poczucie harmonii i równowagi, jakie odczuwam, gdy tam przyjeżdżam. Czuję się tam na właściwym miejscu. Akceptuję wszystko, jest mi dobrze z tą mentalnością ludzi, z ich niespiesznością, umiłowaniem do prostych, codziennych czynności, cenię sobie celebrację życia, uczę się zatrzymywać to „zapędzenie” w sobie, jakie w Europie, szczególnie w pracy korporacyjnej osiągnęło wysoki poziom. Lubię też ten spokój, możliwość bycia sam na sam z ciszą, ranny widok na drzewa oliwne bądź winnice naszych włoskich przyjaciół. I te kolory, takie kolory świata, ze aż dech zapiera….   Zostańmy więc jeszcze w Toskanii. Gdybyś mogła kupić jutro dom w Toskanii, gdzie chciałaś mieszkać? To samotna willa na wzgórzu i złota pola dookoła, duże miasto tętniące życiem, a może jedna z tych nadmorskich części toskańskiego wybrzeża? Już się rozmarzyłam:). A na poważnie, zamieszkanie we Włoszech jest na mojej „bucket list”, jednakże jeżdżąc tam od wielu lat, poznając ludzi, rozmawiając z Włochami mam już świadomość, że nie jest to taka bajka zamieszkać i żyć jako obcokrajowiec, we Włoszech. Życie tam, to już nie nieustanne wakacje, jak czasem nam się wydaje. Włosi borykają się z masą problemów jako przedsiębiorcy. Ale mieć kawałek swojej ziemi, aby móc tam przyjechać, kiedy tylko dusza zatęskni – tak, chciałabym. Ostatnio ujęła mnie tak bardzo Umbria i jej zieloność i dzikość przyrody, że mam tam wypatrzone kilka miejsc, w którym mogłabym…. ☺   A teraz czas na KONKURS! Jeśli masz ochotę poznać kosmetyki Erbario Toscano zapraszam Cię do udziału w konkursie. Konkurs trwa w okresie 11 – 20 listopada 2015 roku. Oto pytanie konkursowe. Z jakim zapachem kojarzy Ci się Toskania?  Napisz w komentarzu pod tym postem na blogu 1 – 2 zdania. Bądź kreatywny! Wybiorę te najciekawsze, najbardziej kreatywne 3 odpowiedzi!   A oto nagrody: Woda perfumowana 7,5 ml – LEGNO DI ROSA (Drzewo Różane) Balsam do ust – z linii organicznej ROYAL GRAPE Mydło z kwiatami nagietka z linii VANIGLIA PICCANTE Nie czekajcie do ostatniej chwili! Piszcie komentarze już dzisiaj! Regulamin konkursu Pomysłodawcą i organizatorem konkursu jest autor bloga Italia poza szlakiem. Sponsorem nagrody za 1 i 2 miejsce w konkursie, jest firma ”PASSIONE” ul. Romana Drewsa 4/37, 61-606 Poznań. W konkursie może wziąć udział każdy czytelnik bloga Italia poza szlakiem. Konkursowy opis należy zamieszczać w komentarzu pod tym wpisem na blogu Italia poza szlakiem. O wyborze zwycięzców zadecyduje autorka bloga Italia poza szlakiem, która wybierze 3 najciekawsze wypowiedzi. Konkurs trwa w okresie 11 – 20.11. 2015 r. o godz. 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi 21.11. 2015 r. na blogu Italia poza szlakiem w tym samym wpisie, co ogłoszenie konkursu. Nagrodzone zostaną 3 najciekawsze wypowiedzi. Nagrody zostają wysłane przez fundatora nagród, firmę „PASSIONE” ul. Romana Drewsa 4/37, 61-606 Poznań. Ewentualne pytania proszę zamieszczać w komentarzach tego posta.   Powodzenia!!! Uściski, Magda Zdjęcie: ©Agnieszka Malczewska-Gortych, ©Erbario Toskano

Monte Isola – raj znajdziesz w Lombardii

Italia poza szlakiem

Monte Isola – raj znajdziesz w Lombardii

Italia poza szlakiem

Nie wytrzymam. Pocztówka pełna wsparcia

Lipiec  2015 r. Jestem na wakacjach na Mazurach. Dostaję telefon. M.- młoda i prześliczna, wylądowała w szpitalu. - Co się stało? - M. źle się poczuła, nie mogła sobie przypomnieć, gdzie mieszka, jak się nazywa, jak ma imię jej mąż, gdzie pracuje. Wygląda na udar. Lekki udar mózgu. Robią podstawowe badania, robią bardziej specjalistyczne badania. Na wyniki trzeba czekać.   Sierpień 2015 r. M. ląduje u radiologa, robi usg jamy brzusznej. - Ale proszę Pani, Pani wątroba – to są guzy nowotworowe.   M. ma 27 lat. Kilka miesięcy wcześniej bawiłam się na jej weselu. Ma plany, chce kupić mieszkanie, myśli o dziecku.   Są pozostałe wyniki. Zatrważające. Są liczne guzy przerzutowe. W wielu organach. M. nie chce o tym nikomu mówić. Zakazuje najbliższej rodzinie mówienia o tej sytuacji. Lekarze chcą potwierdzić diagnozę. Sprawdzają markery. Czekanie na wyniki.   Są. Markery nie wyszły jednoznaczne. Może to jednak nie jest nowotwór, może coś innego? - Miała Pani ostatnio jakiś duży stres? - Tak, miałam.   M. puszczają nerwy, płacze w samochodzie mamy całą drogę do domu.   - Musimy zrobić biopsję.   Biopsja niczego nie wykazała. Zapada kolejna decyzja. Laparoskopia i pobranie wycinka. Czekanie na wyniki. Mijają kolejne dni. Są.   Droga Pani. To bardzo rzadka odmiana nowotworu wątroby. Są dwa duże guzy, osadzone głęboko i mocno ukrwione. Liczne przeżuty, płuca, okolice, nerek … nie można tego dalej słuchać. - Ok, podajcie mi chemię. - Wie Pani, ja już bym chemią Pani nie męczył … - Dajcie mi chemię. Wezmę, ogarnę się i wracam do pracy. - Mogę Pani zaproponować jedynie taką ogólną chemię, starego typu. Ale ….   Szukanie cudu. Lekarza, który podjąłby się cudu. Są tacy?   Wrzesień 2015 Mediolan. Dostaję telefon. M. będzie jechać do Warszawy. Tam ją przyjmą. Zaproponowali lek za 14 tysięcy. Ale sprzedadzą taniej, bo to po pacjencie, który nie zdążył zużyć. Sprawdzam neta, lek niemiłosiernie drogi, wszyscy sprowadzają z Indii, bo można kupić za ułamek tej kwoty. M. czeka na termin wizyty.   Zegar tyka. Przeraźliwie. Głośno.   Hamburg. Mam telefon. Była. Lekarz jej wszystko powiedział. Było ich dwóch, mieli jej wszystkie wyniki, mówili bez ogródek. - W Pani sytuacji nie ma szans na jakikolwiek zabieg chirurgiczny. Nie ma szans na przeszczep, na wycięcie, na to wszystko jest już za późno. Pani się już nie kwalifikuje. Ta chemia, ona też niczego nie gwarantuje, ale … nic innego nie mogę Pani zaoferować w tej sytuacji.   Październik 2015 M. na 27 lat. Jest piękna, młoda, właśnie zaczyna życie. Życie z chemią.   10.10.2015. Pierwsza rocznica ślubu. M. publikuje na facebooku swoje ślubne zdjęcie. Pisze  do męża: „Tak było rok temu, a teraz tylko marzę, aby móc się z Tobą zestarzeć”. Ludzie klikają, składają życzenia. M. zaczyna brać chemię. Nikt nie wie, jak zareaguje. Jeszcze tylko dwa dni z okazji rocznicy nad ukochanym morzem nim opadnie z sił. Gdy wracają już się zaczyna…   Tak. To historia prawdziwa, choć zapewne pełna niedociągnięć. Jestem daleko. M. to moja najbliższa rodzina. M. to córka mojej siostry. A to jest prośba o wsparcie M. w niej walce o zdrowie, o życie, o spełnienie jej rocznicowego marzenia. Wiesz co jest w chorobie najważniejsze? Tak, to głowa. Proszę Cię o wysłanie do M. pocztówki pełnej wsparcia.   Jeśli chcesz wysłać do niej pocztówkę z miejsca, gdzie mieszkasz, chwilowo przebywasz, pomieszkujesz – napisz do mnie italiapozaszlakiem@gmail.com. Wyślę Ci adres do M. i słowa, o które Cię poproszę. Wszystkie pocztówki mają bowiem mieć to samo jedno zdanie.   W ten prosty sposób możesz zrobić bardzo wiele. Możesz wywołać uśmiech na jej twarzy. To ją wzmocni, przywoła uśmiech. Dużo uśmiechów to dużo mocy do walki. Proszę, udostępnij tę wiadomość. Może ktoś jeszcze zechce mi pomóc przywołać ten uśmiech. Dziękuję.    

Polki w Italii polecają. Made in Toskania – lokalne produkty spożywcze

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają. Made in Toskania – lokalne produkty spożywcze

Wonderful EXPO 2015. Pytasz czy warto?

Italia poza szlakiem

Wonderful EXPO 2015. Pytasz czy warto?

Polki w Italii polecają. Made in Lombardia – lokalne produkty spożywcze

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają. Made in Lombardia – lokalne produkty spożywcze

Polki w Italii polecają – Made in Kalabria – lokalne produkty spożywcze

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają – Made in Kalabria – lokalne produkty spożywcze

Polki w Italii polecają. Made in Sardynia – lokalne produkty spożywcze

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają. Made in Sardynia – lokalne produkty spożywcze

Polki w Italii polecają. Made in Liguria – lokalne produkty spożywcze

Italia poza szlakiem

Polki w Italii polecają. Made in Liguria – lokalne produkty spożywcze

Ełk – niedoceniana perła Mazur

Italia poza szlakiem

Ełk – niedoceniana perła Mazur