POJECHANA

Co robić w Tamarindo?

Jeśli interesuje Cię kultura wysokich lotów, piękna architektura, lubisz odwiedzać starożytne świątynie czy nowoczesne galerie sztuki, to w Tamarindo nie znajdziesz nic dla siebie. Jeśli jednak jesteś spragniony wakacyjnego relaksu i zabawy, to przyjazdem do tej turystyczno- surferskiej miejscowości trafiłeś w dziesiątkę! Jeśli wybierasz się do Tamarindo i szukasz namiarów na sprawdzone bary, restauracje, noclegi i plaże, to w dziesiątkę trafiłeś zaglądając do tego tekstu. Co można robić w Tamarindo? Surfować Choćby z zamkniętymi oczami, związanymi rękami i nogami, nie ma siły żebyś nie znalazł w Tamarindo sklepu/wypożyczalni desek surfingowych i instruktora. A przy wieczornym piwie dowiesz się wszystkiego o pływach i o tym gdzie i kiedy warto być, by złapać dużą falę. Plażować Plaża w Tamarindo przyznam szczerze mnie szczególnie nie zachwyciła (ale ja w tym temacie mocno zblazowana jestem), była jednak wystarczająco dobra, by wyskoczyć na nią w przerwie na lunch. Dużo, dużo bardziej przypadła mi do gustu oddalona o kilkanaście kilometrów Playa Avellanas (na którą można dostać się taksówką lub wypożyczonym rowerem) ze słynną na całą okolicę restauracją Lola’s (nazwaną tak od imienia zamieszkującej plażę… świni) serwującą pyszne (sprawdziłam!) dania. Ale to nie wszystko, bo plaż wokół dostatek. Wystarczy przejść przez rzekę na północnym krańcu Playa Tamarindo (przepraszam, przepłynąć łódką- nie brodzimy przez rzekę, bo pełno w niej krokodyli!) żeby znaleźć się na Playa Grande. W niedalekiej okolicy mamy też plażę Langosta i Flamingo. Jestem pewna, że każdy znajdzie tu coś ulubionego plażowego dla siebie. Imprezować Wieczór zaczynamy w La Oveja Negra, a potem w zależności od dnia tygodnia idziemy dalej: we wtorki do Sharky’s na wieczór karaoke, w środy do Pacifico na Ladies Night (wejście kosztuje 2 dolary i panie do północy nie płacą za drinki), w czwartki na Reggae Night do Pacifico, w piątki wszyscy się bawią w Crazy Monkey, w soboty za 3 dolary jest open bar w El Be (open bar obowiązuje od 22 do 23 i od 24 do 1 w nocy), a potem wszyscy spotykają się w Sharky’s. Do tego dochodzą jeszcze imprezy specjalne: Full Moon Party, Pool Party czy imprezy na katamaranie, więc miejcie imprezowicze oczy i uszy otwarte. Jeść W Tamarindo można zjeść wszystko: włoską pizzę, izraelski hummus, meksykańskie tacos, japońskie sushi, amerykańskie hamburgery i vegańskie sałatki. W wydaniu od ulicznego, po luksusowe. Do najczęściej polecanych restauracji i barów należą: Bamboo Sushi Club (jak nazwa wskazuje podają tu sushi- pyszne!), Long Boards (tanie i smaczne BBQ), Green Papaya (wariacje na temat tacos), Cafe Tico (pyszna kawa, kombinowane soki owocowe, świeże sałatki i kanapki- codziennie inny wybór, codziennie znakomite),  Antichi Sapori (kuchnia włoska), Shrimp Hole (owoce morza). Zwiedzać Nie, w Tamarindo nie ma co zwiedzać (wycieczka od klubu do klubu to clubbing a nie zwiedzanie), ale miasteczo jest doskonałą bazą wypadową do kilku parków narodowych kuszących wodospadami, gorącymi źródłami i wulkanami. Najczęściej polecanymi przez wypytanych przeze mnie lokalsów są Rincon de la Vieja, Monteverde, wulkan Tenorio, Arenal i Miravelles. Z Tamarindo można też wybrać sie na weekendową wycieczkę do hipisowskiego Montezuma, albo (ale koniecznie na dłużej!) do sąsiadującej z Kostaryką, podobno dużo tańszej, a nie mniej ciekawej Nikaragui. Tamarindo oferuje również mnóstwo typowo turystycznych atrakcji dostępnych w licznych agencjach: zorganizowane wycieczki, parki linowe, wypożyczalnie quadów, przejażdżki konne, rejsy katamaranem i wiele innych. Ceny co prawda (w mojej ocenie) są mocno wygórowane, ale… kto bogatemu zabroni! Bawcie się dobrze. A jakbyście się zastanawiali, gdzie spać ,żeby było nie tylko przyjemnie, ale i w przystępnej cenie, to łapcie poniższą listę. Polecane tanie noclegi w Tamarindo: La Oveja Negra Hostel Pura Vida Pura Vida Mini Hostel Coral Reef Surf Hostel & Camp Blue Trailz Hostel & Surf Camp Tekst powstał we współpracy z międzynarodową szkołą języków obcych Education First. Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera! Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy. Post Co robić w Tamarindo? pojawił się poraz pierwszy w Pojechana.

Sistersowe polecajki #46

SISTERS92

Sistersowe polecajki #46

Incredible India , Indie – informacje praktyczne

Tu i Tam

Incredible India , Indie – informacje praktyczne

POSZLI-POJECHALI

Boże Ciało w Łowiczu

Najbardziej kolorowa, znana poza granicami Polski, procesja w Łowiczu w Boże Ciało jest najlepszym pomysłem na jednodniową wycieczkę w ten dzień, jeśli mieszkacie w obrębie 200 km od Warszawy, zrezygnowaliście z życia w korkach przedłużonego weekendu, starając się znaleźć zaciszne miejsce w polskich landszaftach, albo na urlop w ten Artykuł Boże Ciało w Łowiczu pochodzi z serwisu Poszli-Pojechali.

Travelerka

7 rzeczy, które warto zrobić na São Miguel – czyli pierwszy raz na Azorach

Podobno jest to najbardziej zielone miejsce w Europie. Podobno jest dziko i naturalnie. Podobno w ciągu jednego tylko dnia można doświadczyć wszystkich czterech pór roku. Tak jest napisane w nielicznych przewodnikach o tym regionie i w czasopismach o podróżach. A jaka jest rzeczywistość? Pagórkowaty krajobraz pokryty dziesiątkami wulkanicznych stożków, soczysta zieleń wiecznie wilgotnych łąk i błękit…

BANITA

Nasza klasa, czyli nauka języka w tyglu kultur

Wyjazd do szkoły językowej to nie tylko możliwość nauczenia się języka obcego, ale również – a dla wielu może przede wszystkim – szansa na poznanie ludzi z innych krajów, często kulturowo zupełnie nam obcych i dowiedzenie się ciekawych rzeczy o krajach, o których nie mieliśmy do tej pory większego pojęcia. Kilka osób z mojego kursu zgodziło się odpowiedzieć na moje trzy pytania. Poznajcie tych, z którymi spotykam się w Brighton […] The post Nasza klasa, czyli nauka języka w tyglu kultur appeared first on B *Anita.

Plecak i Walizka

Nauka języka obcego za granicą – moich 8 złotych zasad

Dwukrotnie w życiu miałam okazję odbyć naukę języka obcego za granicą. Spodobało mi się bardzo, nie tylko ze względu na rozwój moich językowych umiejętności, ale przede wszystkim na możliwość poznania danej kultury “od środka” i przebywanie z lokalnymi ludźmi. Oczywiście byłam wtedy niczego nieświadomym młokosem i w tej nauce popełniłam wiele błędów, które wyniosłam z […] Post Nauka języka obcego za granicą – moich 8 złotych zasad pojawił się poraz pierwszy w Plecak i walizka.

loswiaheros

Oko za oko, czyli jak się pozbyć duchów przeszłości

Niezależność i brak skrępowania – to przez całe moje świadome życie dwie główne maksymy, których staram się trzymać. To one popychały mnie do różnych decyzji zawodowych. To one miały wpływ na wybory, które podejmowałem w życiu osobistym. To w końcu one, przeważyły szalę za pomysłem ponad 4-letniej podróży i rzucenia wszystkiego w diabły. Jedna rzecz … The post Oko za oko, czyli jak się pozbyć duchów przeszłości appeared first on Podróże LosWiaheros - blog podróżniczy.

,,Noce w Rodanthe” Nicholas Sparks

SISTERS92

,,Noce w Rodanthe” Nicholas Sparks

TROPIMY

InsPiMacje 1/2016 + KONKURS!

Dzisiaj wyjątkowe – po pierwsze bo dawno ich nie było (to dopiero pierwsze w tym roku, whaaaat?), a po drugie bo mamy dla Was kupony zniżkowe i KONKURS! Chodźcie! Na początek… Jeże i konkurs... Post InsPiMacje 1/2016 + KONKURS! pojawił się po raz pierwszy w TroPiMy.

KOŁEM SIĘ TOCZY

Podróż po Mongolii. Kompletny (?) informator praktyczny

Mongolia raczej nie jest najpopularniejszym kierunkiem podróży, nie przyjeżdża tutaj dużo podróżnych, jednak ciągle dostawałem wiele pytań o podróżowanie po tym kraju i w końcu przysiadłem i zebrałem wszystko co wiem. Powstał najdłuższy tekst na całym blogu, mam nadzieję, że każdy kogo ciekawi Mongolia skorzysta, a ci, co jeszcze nie myślą o podróży do Mongolii, może się The post Podróż po Mongolii. Kompletny (?) informator praktyczny appeared first on Kołem Się Toczy.

wszedobylscy

Poznaj średniowieczne zwyczaje w Osadzie Sławutowo

Czym głównie zajmował się średniowieczny lud? Co jadano na kolację w średniowieczu? Jak rozpalano kiedyś ogień? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, to musicie koniecznie odwiedzić Osadę Sławutowo. Rekonstrukcja średniowiecznej osady znajduje się w niewielkiej wsi Sławutowo – wystarczy skręcić z głównej trasy prowadzącej z Trójmiasta na Półwysep Helski, by znaleźć się w zupełnie innym świecie. W słowiańskiej osadzie znajduje się osiem drewnianych chat, a wszystko otoczone jest drewnianą palisadą. Na terenie osady “mieszka” garncarz, tkaczka, zielarz, specjalista od broni czy piekarz. To oni oprowadzają zwiedzających po osadzie, a ich opowieści pełne są ciekawostek – z uwagą przysłuchiwać się im będą i dzieci i dorośli. var lightbox_transition = 'elastic'; var lightbox_speed = 800; var lightbox_fadeOut = 300; var lightbox_title = false; var lightbox_scalePhotos = true; var lightbox_scrolling = false; var lightbox_opacity = 0.201; var lightbox_open = false; var lightbox_returnFocus = true; var lightbox_trapFocus = true; var lightbox_fastIframe = true; var lightbox_preloading = true; var lightbox_overlayClose = true; var lightbox_escKey = false; var lightbox_arrowKey = false; var lightbox_loop = true; var lightbox_closeButton = true; var lightbox_previous = "previous"; var lightbox_next = "next"; var lightbox_close = "close"; var lightbox_html = false; var lightbox_photo = false; var lightbox_width = ''; var lightbox_height = ''; var lightbox_innerWidth = 'false'; var lightbox_innerHeight = 'false'; var lightbox_initialWidth = '300'; var lightbox_initialHeight = '100'; var maxwidth=jQuery(window).width(); if(maxwidth>900){maxwidth=900;} var lightbox_maxWidth = maxwidth; var lightbox_maxHeight = 700; var lightbox_slideshow = false; var lightbox_slideshowSpeed = 2500; var lightbox_slideshowAuto = true; var lightbox_slideshowStart = "start slideshow"; var lightbox_slideshowStop = "stop slideshow"; var lightbox_fixed = true; jQuery(document).ready(function(){ jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_703694 .huge_it_like_count').each(function(){ if(jQuery(this).text()3||jQuery(this).text().length>4||jQuery(this).text().length>5)&&jQuery(this).text().length6||jQuery(this).text().length>7||jQuery(this).text().length>8)&&jQuery(this).text().length9||jQuery(this).text().length>10||jQuery(this).text().length>11){ jQuery(this).text(function (_,txt) { return txt.slice(0, -9)+'b' }); } }) jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_703694 .huge_it_dislike_count').each(function(){ if(jQuery(this).text()3||jQuery(this).text().length>4||jQuery(this).text().length>5)&&jQuery(this).text().length6||jQuery(this).text().length>7||jQuery(this).text().length>8)&&jQuery(this).text().length9||jQuery(this).text().length>10||jQuery(this).text().length>11){ jQuery(this).text(function (_,txt) { return txt.slice(0, -9)+'b' }); } }) var thumbLike; jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_703694 .huge_it_like_thumb').each(function(){ thumbLike=jQuery(this).attr('data-status'); if(thumbLike=='liked'){ jQuery(this).parent().find('.like_thumb_up').addClass('like_thumb_active'); jQuery(this).parent().addClass('like_font_active'); } }) var thumbDislike; jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_703694 .huge_it_dislike_thumb').each(function(){ thumbDislike=jQuery(this).attr('data-status'); if(thumbDislike=='disliked'){ jQuery(this).parent().find('.dislike_thumb_down').addClass('like_thumb_active'); jQuery(this).parent().addClass('like_font_active'); } }) function randomString(length, chars) { var result = ''; for (var i = length; i > 0; --i) result += chars[Math.round(Math.random() * (chars.length - 1))]; return result; } jQuery(document).on("click tap",".huge_it_gallery_like_cont_703694 .huge_it_gallery_like_wrapper",function(){ var image_id=jQuery(this).parent().find('.huge_it_like_count').attr('id'); var status=jQuery("span.huge_it_like_thumb[id='"+image_id+"']").attr('data-status'); function setCookie(name, value, expires, path, domain, secure) { document.cookie = name + "=" + escape(value) + ((expires) ? "; expires=" + expires : "") + ((path) ? "; path=" + path : "") + ((domain) ? "; domain=" + domain : "") + ((secure) ? "; secure" : ""); } function getCookie(name) { var cookie = " " + document.cookie; var search = " " + name + "="; var setStr = null; var offset = 0; var end = 0; if (cookie.length > 0) { offset = cookie.indexOf(search); if (offset != -1) { offset += search.length; end = cookie.indexOf(";", offset) if (end == -1) { end = cookie.length; } setStr = unescape(cookie.substring(offset, end)); } } return(setStr); } function delCookie(name) { document.cookie = name + "=" + "; expires=Thu, 01 Jan 1970 00:00:01 GMT"; } var resStatus=jQuery(this).parent().find("span.huge_it_like_thumb[id='"+image_id+"']").attr('data-status'); var resStatus2=jQuery(".huge_it_dislike_thumb[id='"+image_id+"']").attr('data-status'); //alert(resStatus2); ///////////////////////////// if(resStatus2==undefined){ if(resStatus=='unliked'){ date = new Date(); date.setHours(date.getFullYear() + 1); var cookie=setCookie('Like_'+image_id, randomString(10, '0123456789abcdefghijklmnopqrstuvwxyzABCDEFGHIJKLMNOPQRSTUVWXYZ'), date.toUTCString()); }else if(resStatus=='liked'){ var cookie=getCookie('Like_'+image_id); } }else{ if(resStatus=='unliked'&&resStatus2=='unliked'){ date = new Date(); date.setHours(date.getFullYear() + 1); var cookie=setCookie('Like_'+image_id, randomString(10, '0123456789abcdefghijklmnopqrstuvwxyzABCDEFGHIJKLMNOPQRSTUVWXYZ'), date.toUTCString()); }else if(resStatus=='unliked'&&resStatus2=='disliked'){ date = new Date(); date.setHours(date.getFullYear() + 1); var newCookie=getCookie('Dislike_'+image_id); var cookie=setCookie('Like_'+image_id, newCookie , date.toUTCString()); delCookie('Dislike_'+image_id); }else if(resStatus=='liked'){ var cookie=getCookie('Like_'+image_id); } } var data={ action:'huge_it_video_gallery_ajax', task:'like', image_id:image_id, cook:getCookie('Like_'+image_id), status:status } jQuery.post('http://wszedobylscy.com/wp-admin/admin-ajax.php',data,function(response){ if(response){ response=JSON.parse(response); if(response.like){ var likeNumber=response.like; if((likeNumber.length>3||likeNumber.length>4||likeNumber.length>5)&&likeNumber.length6||likeNumber.length>7||likeNumber.length>8)&&likeNumber.length9||likeNumber.length>10||likeNumber.length>11){ likeNumber=likeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.like=likeNumber; } if(response.dislike){ var dislikeNumber=response.dislike; if((dislikeNumber.length>3||dislikeNumber.length>4||dislikeNumber.length>5)&&dislikeNumber.length6||dislikeNumber.length>7||dislikeNumber.length>8)&&dislikeNumber.length9||dislikeNumber.length>10||dislikeNumber.length>11){ dislikeNumber=dislikeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.dislike=dislikeNumber; } if(response.like3||likeNumber.length>4||likeNumber.length>5)&&likeNumber.length6||likeNumber.length>7||likeNumber.length>8)&&likeNumber.length9||likeNumber.length>10||likeNumber.length>11){ likeNumber=likeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.like=likeNumber; } if(response.dislike){ var dislikeNumber=response.dislike; if((dislikeNumber.length>3||dislikeNumber.length>4||dislikeNumber.length>5)&&dislikeNumber.length6||dislikeNumber.length>7||dislikeNumber.length>8)&&dislikeNumber.length9||dislikeNumber.length>10||dislikeNumber.length>11){ dislikeNumber=dislikeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.dislike=dislikeNumber; } if(response.like var imagemargin=0; var imagerandomize=false; var imagecssAnimation=false; var imagecssAnimationSpeed=2000; var imageheight= 120; var imagejustify= true; var imageshowcaption= true; //var imagemaxheight=; //var imagefixed=; .justified-gallery { width: 100%; position: relative; } .justified-gallery a{ border:none; } .justified-gallery > a, .justified-gallery > div { position: absolute; display: inline-block; opacity: 0; overflow:hidden; filter: alpha(opacity=0); /* IE8 or Earlier */ } .justified-gallery > a > img, .justified-gallery > div > img { /* width: 200px !important;*/ position: absolute; top: 50%; left: 50%; padding: 0; //border: px solid #; //border-radius: px; } .justified-gallery > a > .caption, .justified-gallery > div > .caption { display: none; position: absolute; bottom: 0; padding: 5px; left: 0; right: 0; margin: 0; color: #3AD6FC; font-size: 13px; font-weight: 300; font-family: sans-serif; //margin-left: px; background:rgba(255,28,28,0.9) !important; overflow: hidden; text-overflow: ellipsis; white-space:nowrap; } .justified-gallery > a > .caption.caption-visible, .justified-gallery > div > .caption.caption-visible { display: initial; opacity: 0.7; filter: "alpha(opacity=70)"; /* IE8 or Earlier */ -webkit-animation: justified-gallery-show-caption-animation 500ms 0 ease; -moz-animation: justified-gallery-show-caption-animation 500ms 0 ease; -ms-animation: justified-gallery-show-caption-animation 500ms 0 ease; } .justified-gallery > .entry-visible { opacity: 1.0; filter: alpha(opacity=100); /* IE8 or Earlier */ -webkit-animation: justified-gallery-show-entry-animation 300ms 0 ease; -moz-animation: justified-gallery-show-entry-animation 300ms 0 ease; -ms-animation: justified-gallery-show-entry-animation 300ms 0 ease; } .justified-gallery > .spinner { position: absolute; bottom: 0; margin-left: -24px; padding: 10px 0 10px 0; left: 50%; opacity: initial; filter: initial; overflow: initial; } .justified-gallery > .spinner > span { display: inline-block; opacity: 0; filter: alpha(opacity=0); /* IE8 or Earlier */ width: 8px; height: 8px; margin: 0 4px 0 4px; background-color: #000; border-top-left-radius: 6px; border-top-right-radius: 6px; border-bottom-right-radius: 6px; border-bottom-left-radius: 6px; } .play-icon { position:absolute; top:0px; left:0px; width:100%; height:100%; } .load_more2 { margin: 10px 0; position:relative; text-align:center; width:100%; } .load_more_button2 { border-radius: 10px; display:inline-block; padding:5px 15px; font-size:14px !important;; color:#FF1C1C !important;; background:#26A6FC !important; cursor:pointer; } .load_more_button2:hover{ color:#FF4242 !important; background:#0FEFFF !important; } .loading2 { display:none; } .paginate2{ font-size:18px !important; color:#26A6FC !important; text-align: center; margin-top: 25px; } .paginate2 a{ border-bottom: none !important; } .icon-style2{ font-size: 18px !important; color:#26A6FC !important; } .clear{ clear:both; } .play-icon.youtube-icon {background:url(http://wszedobylscy.com/wp-content/plugins/gallery-images/Front_end/../images/play.youtube.png) center center no-repeat;} .play-icon.vimeo-icon {background:url(http://wszedobylscy.com/wp-content/plugins/gallery-images/Front_end/../images/play.vimeo.png) center center no-repeat;} jQuery(document).ready(function($){ $( window ).load(function(){ $('.justified-gallery a').each(function(){ var img=$(this).find('img'); if($(this).find('img').attr('alt')==''){ // alert('yo'); img.parent().find(".caption" ).css('display','none'); } }) }) }) jQuery(document).ready(function(){ jQuery("#mygallery_70").justifiedGallery(); }); Drewniane chaty pokryte strzechą zostały wybudowane z dbałością o szczegóły. W każdej chacie możemy zobaczyć, jak kiedyś mieszkali Słowianie, czy łóżko obłożone słomą było wygodne, jak przygotowywano posiłki, ile pracy zajmowało uszycie ubrania. Ale wizyta w Osadzie Sławutowo to nie tylko możliwość, by zobaczyć jak wyglądało życie tysiąc lat temu. Na własnej skórze możemy sprawdzić, jak to było żyć w średniowieczu! Bez prądu, porcelanowej zastawy czy ubrań z popularnych sieciówek. Bo w  Osadzie odbywają się różne ciekawe warsztaty: możemy lepić garnki z gliny, tkać, filcować czy piec podpłomyki. Szczególnie to ostatnie cieszy się największą popularnością. A jeśli przyjedziecie tutaj większą grupą to pracownicy Osady przygotują specjalne gry dla dzieciaków – takie wymagające logicznego myślenia, sprawności oraz umiejętności przewodzenia swoimi osadnikami. Dodatkową atrakcją jest możliwość zrobienia ogniska czy pikniku. Lubimy takie oryginalne miejsca, w których nie tylko można się bawić, ale przy okazji czegoś się dowiedzieć, nauczyć. Z naszej strony ogromne ukłony dla wszystkich pracowników Osady, którzy z niezwykłą pasją i w niesamowicie wciągający sposób potrafią opowiadać o średniowiecznych czasach. var lightbox_transition = 'elastic'; var lightbox_speed = 800; var lightbox_fadeOut = 300; var lightbox_title = false; var lightbox_scalePhotos = true; var lightbox_scrolling = false; var lightbox_opacity = 0.201; var lightbox_open = false; var lightbox_returnFocus = true; var lightbox_trapFocus = true; var lightbox_fastIframe = true; var lightbox_preloading = true; var lightbox_overlayClose = true; var lightbox_escKey = false; var lightbox_arrowKey = false; var lightbox_loop = true; var lightbox_closeButton = true; var lightbox_previous = "previous"; var lightbox_next = "next"; var lightbox_close = "close"; var lightbox_html = false; var lightbox_photo = false; var lightbox_width = ''; var lightbox_height = ''; var lightbox_innerWidth = 'false'; var lightbox_innerHeight = 'false'; var lightbox_initialWidth = '300'; var lightbox_initialHeight = '100'; var maxwidth=jQuery(window).width(); if(maxwidth>900){maxwidth=900;} var lightbox_maxWidth = maxwidth; var lightbox_maxHeight = 700; var lightbox_slideshow = false; var lightbox_slideshowSpeed = 2500; var lightbox_slideshowAuto = true; var lightbox_slideshowStart = "start slideshow"; var lightbox_slideshowStop = "stop slideshow"; var lightbox_fixed = true; jQuery(document).ready(function(){ jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_713694 .huge_it_like_count').each(function(){ if(jQuery(this).text()3||jQuery(this).text().length>4||jQuery(this).text().length>5)&&jQuery(this).text().length6||jQuery(this).text().length>7||jQuery(this).text().length>8)&&jQuery(this).text().length9||jQuery(this).text().length>10||jQuery(this).text().length>11){ jQuery(this).text(function (_,txt) { return txt.slice(0, -9)+'b' }); } }) jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_713694 .huge_it_dislike_count').each(function(){ if(jQuery(this).text()3||jQuery(this).text().length>4||jQuery(this).text().length>5)&&jQuery(this).text().length6||jQuery(this).text().length>7||jQuery(this).text().length>8)&&jQuery(this).text().length9||jQuery(this).text().length>10||jQuery(this).text().length>11){ jQuery(this).text(function (_,txt) { return txt.slice(0, -9)+'b' }); } }) var thumbLike; jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_713694 .huge_it_like_thumb').each(function(){ thumbLike=jQuery(this).attr('data-status'); if(thumbLike=='liked'){ jQuery(this).parent().find('.like_thumb_up').addClass('like_thumb_active'); jQuery(this).parent().addClass('like_font_active'); } }) var thumbDislike; jQuery('.huge_it_gallery_like_cont_713694 .huge_it_dislike_thumb').each(function(){ thumbDislike=jQuery(this).attr('data-status'); if(thumbDislike=='disliked'){ jQuery(this).parent().find('.dislike_thumb_down').addClass('like_thumb_active'); jQuery(this).parent().addClass('like_font_active'); } }) function randomString(length, chars) { var result = ''; for (var i = length; i > 0; --i) result += chars[Math.round(Math.random() * (chars.length - 1))]; return result; } jQuery(document).on("click tap",".huge_it_gallery_like_cont_713694 .huge_it_gallery_like_wrapper",function(){ var image_id=jQuery(this).parent().find('.huge_it_like_count').attr('id'); var status=jQuery("span.huge_it_like_thumb[id='"+image_id+"']").attr('data-status'); function setCookie(name, value, expires, path, domain, secure) { document.cookie = name + "=" + escape(value) + ((expires) ? "; expires=" + expires : "") + ((path) ? "; path=" + path : "") + ((domain) ? "; domain=" + domain : "") + ((secure) ? "; secure" : ""); } function getCookie(name) { var cookie = " " + document.cookie; var search = " " + name + "="; var setStr = null; var offset = 0; var end = 0; if (cookie.length > 0) { offset = cookie.indexOf(search); if (offset != -1) { offset += search.length; end = cookie.indexOf(";", offset) if (end == -1) { end = cookie.length; } setStr = unescape(cookie.substring(offset, end)); } } return(setStr); } function delCookie(name) { document.cookie = name + "=" + "; expires=Thu, 01 Jan 1970 00:00:01 GMT"; } var resStatus=jQuery(this).parent().find("span.huge_it_like_thumb[id='"+image_id+"']").attr('data-status'); var resStatus2=jQuery(".huge_it_dislike_thumb[id='"+image_id+"']").attr('data-status'); //alert(resStatus2); ///////////////////////////// if(resStatus2==undefined){ if(resStatus=='unliked'){ date = new Date(); date.setHours(date.getFullYear() + 1); var cookie=setCookie('Like_'+image_id, randomString(10, '0123456789abcdefghijklmnopqrstuvwxyzABCDEFGHIJKLMNOPQRSTUVWXYZ'), date.toUTCString()); }else if(resStatus=='liked'){ var cookie=getCookie('Like_'+image_id); } }else{ if(resStatus=='unliked'&&resStatus2=='unliked'){ date = new Date(); date.setHours(date.getFullYear() + 1); var cookie=setCookie('Like_'+image_id, randomString(10, '0123456789abcdefghijklmnopqrstuvwxyzABCDEFGHIJKLMNOPQRSTUVWXYZ'), date.toUTCString()); }else if(resStatus=='unliked'&&resStatus2=='disliked'){ date = new Date(); date.setHours(date.getFullYear() + 1); var newCookie=getCookie('Dislike_'+image_id); var cookie=setCookie('Like_'+image_id, newCookie , date.toUTCString()); delCookie('Dislike_'+image_id); }else if(resStatus=='liked'){ var cookie=getCookie('Like_'+image_id); } } var data={ action:'huge_it_video_gallery_ajax', task:'like', image_id:image_id, cook:getCookie('Like_'+image_id), status:status } jQuery.post('http://wszedobylscy.com/wp-admin/admin-ajax.php',data,function(response){ if(response){ response=JSON.parse(response); if(response.like){ var likeNumber=response.like; if((likeNumber.length>3||likeNumber.length>4||likeNumber.length>5)&&likeNumber.length6||likeNumber.length>7||likeNumber.length>8)&&likeNumber.length9||likeNumber.length>10||likeNumber.length>11){ likeNumber=likeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.like=likeNumber; } if(response.dislike){ var dislikeNumber=response.dislike; if((dislikeNumber.length>3||dislikeNumber.length>4||dislikeNumber.length>5)&&dislikeNumber.length6||dislikeNumber.length>7||dislikeNumber.length>8)&&dislikeNumber.length9||dislikeNumber.length>10||dislikeNumber.length>11){ dislikeNumber=dislikeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.dislike=dislikeNumber; } if(response.like3||likeNumber.length>4||likeNumber.length>5)&&likeNumber.length6||likeNumber.length>7||likeNumber.length>8)&&likeNumber.length9||likeNumber.length>10||likeNumber.length>11){ likeNumber=likeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.like=likeNumber; } if(response.dislike){ var dislikeNumber=response.dislike; if((dislikeNumber.length>3||dislikeNumber.length>4||dislikeNumber.length>5)&&dislikeNumber.length6||dislikeNumber.length>7||dislikeNumber.length>8)&&dislikeNumber.length9||dislikeNumber.length>10||dislikeNumber.length>11){ dislikeNumber=dislikeNumber.slice(0, -9)+'b'; } response.dislike=dislikeNumber; } if(response.like var imagemargin=0; var imagerandomize=false; var imagecssAnimation=false; var imagecssAnimationSpeed=2000; var imageheight= 120; var imagejustify= true; var imageshowcaption= true; //var imagemaxheight=; //var imagefixed=; .justified-gallery { width: 100%; position: relative; } .justified-gallery a{ border:none; } .justified-gallery > a, .justified-gallery > div { position: absolute; display: inline-block; opacity: 0; overflow:hidden; filter: alpha(opacity=0); /* IE8 or Earlier */ } .justified-gallery > a > img, .justified-gallery > div > img { /* width: 200px !important;*/ position: absolute; top: 50%; left: 50%; padding: 0; //border: px solid #; //border-radius: px; } .justified-gallery > a > .caption, .justified-gallery > div > .caption { display: none; position: absolute; bottom: 0; padding: 5px; left: 0; right: 0; margin: 0; color: #3AD6FC; font-size: 13px; font-weight: 300; font-family: sans-serif; //margin-left: px; background:rgba(255,28,28,0.9) !important; overflow: hidden; text-overflow: ellipsis; white-space:nowrap; } .justified-gallery > a > .caption.caption-visible, .justified-gallery > div > .caption.caption-visible { display: initial; opacity: 0.7; filter: "alpha(opacity=70)"; /* IE8 or Earlier */ -webkit-animation: justified-gallery-show-caption-animation 500ms 0 ease; -moz-animation: justified-gallery-show-caption-animation 500ms 0 ease; -ms-animation: justified-gallery-show-caption-animation 500ms 0 ease; } .justified-gallery > .entry-visible { opacity: 1.0; filter: alpha(opacity=100); /* IE8 or Earlier */ -webkit-animation: justified-gallery-show-entry-animation 300ms 0 ease; -moz-animation: justified-gallery-show-entry-animation 300ms 0 ease; -ms-animation: justified-gallery-show-entry-animation 300ms 0 ease; } .justified-gallery > .spinner { position: absolute; bottom: 0; margin-left: -24px; padding: 10px 0 10px 0; left: 50%; opacity: initial; filter: initial; overflow: initial; } .justified-gallery > .spinner > span { display: inline-block; opacity: 0; filter: alpha(opacity=0); /* IE8 or Earlier */ width: 8px; height: 8px; margin: 0 4px 0 4px; background-color: #000; border-top-left-radius: 6px; border-top-right-radius: 6px; border-bottom-right-radius: 6px; border-bottom-left-radius: 6px; } .play-icon { position:absolute; top:0px; left:0px; width:100%; height:100%; } .load_more2 { margin: 10px 0; position:relative; text-align:center; width:100%; } .load_more_button2 { border-radius: 10px; display:inline-block; padding:5px 15px; font-size:14px !important;; color:#FF1C1C !important;; background:#26A6FC !important; cursor:pointer; } .load_more_button2:hover{ color:#FF4242 !important; background:#0FEFFF !important; } .loading2 { display:none; } .paginate2{ font-size:18px !important; color:#26A6FC !important; text-align: center; margin-top: 25px; } .paginate2 a{ border-bottom: none !important; } .icon-style2{ font-size: 18px !important; color:#26A6FC !important; } .clear{ clear:both; } .play-icon.youtube-icon {background:url(http://wszedobylscy.com/wp-content/plugins/gallery-images/Front_end/../images/play.youtube.png) center center no-repeat;} .play-icon.vimeo-icon {background:url(http://wszedobylscy.com/wp-content/plugins/gallery-images/Front_end/../images/play.vimeo.png) center center no-repeat;} jQuery(document).ready(function($){ $( window ).load(function(){ $('.justified-gallery a').each(function(){ var img=$(this).find('img'); if($(this).find('img').attr('alt')==''){ // alert('yo'); img.parent().find(".caption" ).css('display','none'); } }) }) }) jQuery(document).ready(function(){ jQuery("#mygallery_71").justifiedGallery(); }); Przeczytaj równieżKraina w kratę. Odkryj piękno PomorzaLeonardia. Królestwo drewnianych gierOdkrywamy Kaszuby. Z wizytą w Kaszubskim Parku Miniatur i GigantówMikołajki na morzu ze Stena LineUstka jest na fali Post Poznaj średniowieczne zwyczaje w Osadzie Sławutowo pojawił się poraz pierwszy w Wszędobylscy.

POJECHANA

Mieszkać jak Tico, mieszkać w Kostaryce

Siedzę na werandzie w bujanym fotelu, u moich stóp śpi miniaturowy pies, na kolanach leniwie przeciąga się gigantyczny kot (międzykontynentalny bliźniak mojego adoptowanego w Polsce futrzaka), nad moją głową skrzeczą kolorowe papugi, mango, kokosy i pomarańcze dojrzewają powoli w słońcu. Przez podwórko niemal niepostrzeżenie przebiega potężnych rozmiarów iguana. Jestem w Santa Rosa nieopodal Tamarindo, w domu Sandry, która gości mnie pod swoim dachem przez okres mojego kursu hiszpańskiego w szkole językowej Education First w Kostaryce. Pokój dzielę z przesympatyczną Christiną z Danii, a stół z rodziną i przyjaciółmi Sandry, którzy lubią ją odwiedzać w porze kolacji- wcale im sie nie dziwię, bo moja gospodyni jest znakomitą kucharką i codziennie przyrządza inne smakowite specjały. Jemy tradycyjne kostarykańskie dania z ryżem i fasolą, takie jak obiadowe casado, czy śniadaniowe gallo pinto. Sandra uczy mnie robić tortille z mąki kukurydzianej i kolejnych hiszpańskich słów, gdy próbuję w tym nowym dla mnie języku dyskutować z nią o życiu. Chodzimy razem na spacery oglądać zachód słońca (i by trochę rozruszać rozleniwione upałem ciała), w weekend moja urocza gospodyni zabiera mnie na swoją ulubioną, omijaną przez tłumy turystów plażę. Szkolnym zwyczajem, uczniowie mieszkający u rodzin goszczących nazywają swoich gospodarzy goszcząca (host) mamą i goszczącym (host) tatą. Z racji niedużej różnicy wieku między mną a Sandrą, postanawiamy, że będzie moją (host) siostrą. Wieczorami ćwiczę swoje kiełkujące umiejętności językowe na kolejnych odwiedzających ten gościnny dom Tico, jak sami siebie nazywają mieszkańcy Kostaryki. Funkcjonują tu specjalne określenia, doskonale oddające charakter tego narodu, na przykład tico czas, czyli czas, którego nie obowiązuje tradycyjny zegar, no bo bracie pura vida, czyli wyluzuj, nie spiesz się, ciesz się życiem i z każdego wspaniałego dnia. Tekst powstał we współpracy z międzynarodową szkołą języków obcych Education First. Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera! Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy. Post Mieszkać jak Tico, mieszkać w Kostaryce pojawił się poraz pierwszy w Pojechana.

Jak dobrze nam zdobywać góry: Trzy Korony.

PO PROSTU MADUSIA

Jak dobrze nam zdobywać góry: Trzy Korony.

           Niezwykle zmienny i niepewny jest tegoroczny maj. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie i zwykle, gdy tylko planowaliśmy jakiś wypad, to się psuła. Na szczęście ostatni weekend był pod tym względem niezwykle łaskawy i wreszcie mogliśmy powrócić na górskie szlaki, na których notabene nie było nas od końca sierpnia zeszłego roku. Tęsknota więc była ogromna i chęci też, ale musieliśmy wziąć pod uwagę stan naszej kondycji i na początek wybrać jakąś lekką trasę. Padło na Pieniny i ich najpopularniejszy szczyt, czyli Trzy Korony. Każde z nas już tam kiedyś było, ale razem jeszcze nie, więc nie zastanawialiśmy się długo. W sobotę się wyspaliśmy i wyruszyliśmy w kierunku miasteczka Sromowce Niżne, gdzie rozpoczynał się nasz szlak. :)tam właśnie się wybieramy! ;)          W sobotnie przedpołudnie przejazd Zakopianką i później dalej przez Nowy Targ do Sromowiec był prawdziwym wyzwaniem i po nieco dwóch godzinach dopiero dotarliśmy na miejsce. Po drodze już można było zachwycać się pięknem okolicy, ale zdecydowanie najlepsze było przed nami. W Sromowcach zaparkowaliśmy pod kościołem, przebraliśmy buty, zapakowaliśmy plecaki i raźnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Cel naszej wyprawy dumnie wznosił się przed nami. Nieco tylko martwiły nas wiszące nad nim chmury, ale pogoda miała być ładna. I tej wersji się trzymałam. ;)         W Sromowcach swój początek ma spływ Dunajcem razem z flisakami, stąd też co kilka chwil można było zobaczyć na wodzie ich łodzie (ależ rym mi wyszedł ;p). Można powiedzieć, że było tutaj wszystko, co jest mi potrzebne do szczęścia - woda i góry. Tym razem jednak zdecydowanie mocniej ciągnęło mnie w stronę tych drugich. Początkowy fragment żółtego szlaku wiedzie asfaltem, więc niewiele ciekawego się tutaj działo. Prawdziwa część wyprawy zaczynała się dopiero od schroniska, gdzie asfalt ów się kończył. :)komunikat bardzo prawdziwy - było i zabłocone miejscami i ślisko też było, ale bez upadku się obyło. ;)         Od schroniska żółty szlak biegł już głównie ścieżką po kamieniach. Na samym początku mijało się jeszcze pola, na których radośnie pasły się owce. Jedna się nawet do nas uśmiechnęła.;)             Kawałek dalej pola się kończyły i wchodziliśmy do wąwozu, gdzie cicho plumkał strumyczek, a zdecydowanie głośniej zachowywali się turyści. Nieco zaskoczył nas fakt, że wszyscy już schodzili, ale dzięki temu przez większość czasu szliśmy tylko we dwoje. I dobrze, bo ja (jak zawsze) dość głośno zachwycałam się miejscami, które właśnie mijaliśmy. Na początku ten wąwóz zrobił na mnie naprawdę spore wrażenie, bo wcześniej tą trasą nie szłam. A szkoda, bo naprawdę niezwykle malowniczo tutaj było. :)          Z momentem wejścia do lasu rozpoczęła się wspinaczka. Na znacznym fragmencie tego szlaku znajdowały się schody, co chwilami nieco wybijało mnie z rytmu. Tutaj dopiero wyszedł nasz (a głównie mój) brak kondycji, bo zipałam jak hipopotam, któremu ktoś kazał przebiec maraton. To był ten drugi moment, w którym cieszyłam się, że byliśmy sami na szlaku. Jeszcze by ktoś pomyślał, że jakieś zwierze zdycha gdzieś w krzakach. ;)       Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy na Przełęcz Szopka, gdzie żółty szlak krzyżuje się z niebieskim - prowadzącym na Trzy Korony. Można tutaj sobie spokojnie posiedzieć na drewnianych ławeczkach, napić się wody i odpocząć. Jest to też rewelacyjny punkt widokowy, bowiem roztacza się stąd absolutnie przepiękny widok na Tatry. Tak przynajmniej sądzę, patrząc po zdjęciach z tego miejsca, bowiem nam akurat pogoda pod tym względem nie dopisała i Tatry tonęły w chmurach. Można się było owszem dopatrzeć ich zarysu, który nieco widać też na moich zdjęciach, ale zdecydowanie liczyliśmy na coś więcej. To już drugi raz, gdy Pieniny płatają nam takiego psikusa, ale mam nadzieję, że do trzech razy sztuka, jeszcze na Sokolicę chcemy wejść. ;)       Z przełęczy na Trzy Korony jest już prawie rzut beretem, więc szybciutko przelecieliśmy ten fragment szlaku. Mieliśmy cichą nadzieję, że skoro na szlaku nikogo praktycznie nie było, bo wszyscy schodzili, to i na szczycie będzie spokój. Oczywiście wiadomo jak się kończą takie nadzieje - wielkim rozczarowaniem, zwłaszcza w polskich górach. Po skasowaniu na bramce biletów wejściowych (normalny 5 zł, ulgowy 2,5 zł, w ciągu tego samego dnia jest ważny i na Trzy Korony i na Sokolicę), zaczęliśmy iść metalowymi podestami na taras widokowy. Niestety, nasze szczęście pod tym względem nie zna granic, więc przed nami była radosna wycieczka emerytów z donośną panią przewodnik. Jak już wbili na ten taras, tak zejść z niego nie chcieli. Mieliśmy wrażenie, że przewodniczka niedługo zacznie opowiadać, co widać kilkaset kilometrów dalej, bo tak się rozpędzała w opisywaniu majaczących na horyzoncie szczytów. Z dobre pół godziny spędziliśmy na tych schodach, na szczęście tutaj też widoków nie brakowało. Tomasz nawet kozicę wypatrzył. ;)przełom Dunajca, po lewej stronie Słowacja i Czerwony Klasztor.        Niestety, nawet fakt, że wreszcie wycieczka sobie poszła (pani przewodnik koniecznie chciała jeszcze podyskutować o roślinkach otaczających nas, ale doszła do wniosku, że w sumie może zrobić to na schodach) nie zmienił tego, że widoki z tarasu też nie należały do najwspanialszych. Ładnie prezentował się płynący w dole Dunajec, nieźle widoczny był Czerwony Klasztor na Słowacji, ale generalnie widoki nas zawiodły. test na dobry wzrok - jak się dobrze przyjrzysz - zobaczysz Tatry. ;pobowiązkowe selfie na pierwszym tegorocznym szczycie.w oddali widać jezioro Czorsztyńskie.        Zbyt długo na tarasie nie pobyliśmy, zarządziliśmy szybki odwrót i tuż przy kasach zasiedliśmy na drugie śniadanie. W międzyczasie dotarła szkolna wycieczka, zrobił się gwar i hałas, aż panowie z parku narodowego stojący na kasie chcieli zacząć wręczać mandaty niespokojnym dzieciom wchodzącym na skałki. Na szczęście, obyło się bez tego. Generalnie całkiem interesującym doświadczeniem jest takie przyglądanie się ludziom z boku. Tutaj jednak z każdą chwilą było to coraz bardziej męczące, więc szybko zakończyliśmy nasz popas i ruszyliśmy w drogę powrotną. Dla urozmaicenia sobie wędrówki wybraliśmy inny szlak. Idąc dalej niebieskim dotarliśmy na Polanę Korsarzyska, gdzie odbiliśmy na zielony prowadzący niemalże już do samego schroniska Trzy Korony. Schodzenie zawsze przychodziło nam zdecydowanie szybciej, więc ten fragment drogi nie zajął nam zbyt wiele czasu.          W schronisku chwilkę odpoczęliśmy, kupiliśmy pocztówki, na których przybiliśmy pieczątki i skierowaliśmy się z powrotem do miasteczka. Kilka lat temu zbudowano tutaj kładkę nad Dunajcem, łączącą Sromowce ze słowacką wioską Czerwony Klasztor, więc nie mogliśmy się oprzeć takiej okazji i wybraliśmy się za granicę. ;) Ciężko powiedzieć, czy trawa jest tutaj zieleńsza, ale na pewno widok na Trzy Korony z kładki najbardziej mi się spodobał. ;) A wracając do samochodu, zobaczyliśmy jeszcze dwa bociany siedzące w gnieździe. Tak na szczęście. ;)wieża Czerwonego Klasztoru widoczna w oddali. :)widok ze słowackiej strony.Trzy Korony i Dunajec z kładki granicznej między Polską a Słowacją.          Zawsze chodząc po górach korzystaliśmy z aplikacji Google "Moje trasy", więc bardzo rozczarował nas fakt, że już nie istnieje. Dzień przed wyjazdem szukaliśmy czegoś co pomogłoby nam rejestrować trasę wędrówki i padło na Endomondo, używane najczęściej przez biegaczy. W górach też się całkiem nieźle sprawdziło, tylko brakuje nam możliwości sprawdzenia wysokości w trakcie wchodzenia, dopiero po zakończeniu taka opcja się pojawia. Może ktoś używa jakiś podobnych aplikacji i coś fajnego by nam polecił? Chociaż mapkę poglądową po przejściu całej trasy Endomondo robi całkiem niezłą. ;)      Jak widać po mapce, trasa wyszła nam w kształcie serduszka z ogonkiem. ;) Nie była jakaś najcięższa, taka w sam raz na przypomnienie sobie czym jest wędrówka po górach. W tym roku planujemy nieco więcej łazić, celujemy głównie w słowackie Tatry, więc taki rozruch jest niezbędny przed wyruszeniem na dłuższe trasy. Ale powiem Wam szczerze - to absolutnie przecudowne uczucie znów wrócić na szlak. Te endorfinki po wysiłku są naprawdę niepowtarzalnym odczuciem i mimo bolących mięśni przez kilka dni, warto się tak przejść. :)~~Madusia.PS. W najbliższym czasie na blogu zacznie się dziać więcej, bo planuję nieco rozszerzyć zakres swoich zainteresowań. Zobaczmy czy się Wam spodoba, bo na pewno dzięki temu zdecydowanie częściej będzie się tu pojawiać coś nowego. :)A na razie zapraszam też na mój Instagram, gdzie ostatnio coraz więcej się udzielam. :)

Włochy by Obserwatore

Przyjazna Bolonia czyli jak zwiedzać miasto za darmo

By http://obserwatore.euWłochy, a zwłaszcza turystyczne miasta włoskie mogą  ale NIE zawsze MUSZĄ BYĆ DROGIE. Jest przecież cała masa rzeczy do zrobienia i miejsc do odwiedzenia, które nie kosztują nic a pozwalają poznać prawdziwe, choć może mniej oczywiste oblicze miasta. A jak się mają sprawy w Bolonii? Co można tu robić oprócz jedzenia, które, nota bene, kosztuje niemało? Jak […]Czytaj oryginalny wpis: http://obserwatore.eu.

Rejs statkiem po Wiosce rybackiej w Kaliningradzie

SISTERS92

Rejs statkiem po Wiosce rybackiej w Kaliningradzie

Coimbra i zaczarowany las

idziemy dalej

Coimbra i zaczarowany las

Naszym pierwszym przystankiem na północ od Lizbony jest Coimbra. Po drodze zatrzymujemy się co prawda w Óbidos (więc formalnie jest to przystanek drugi), ale ponieważ jest pochmurno, a miasto na pierwszy rzut oka wydaje się niezwykle urokliwe postanawiamy, że wrócimy do niego w drodze powrotnej. Przy wjeździe do Coimbry słyszymy ryk klaksonów samochodowych, radosne okrzyki i śpiewy kibiców. Parę chwil później stoimy w ogromnym korku, a gdy okazuje się, że mistrzostwo Portugalii zdobyła właśnie Benfica Lizbona nie możemy wyjść z podziwu. Dla nas to trochę tak, jakby w Łodzi cieszyli się ze zwycięstwa Legii, ale być może w Portugalii animozje między klubami nie są aż tak duże. Coimbra była niegdyś stolicą Portugalii, dziś jest przede wszystkim miastem studentów, w którym rytm wyznacza kalendarz akademicki. Jedną z największych atrakcji jest Uniwersytet – najstarsza uczelnia wyższa w Portugalii (1290 r.), powstała w miejscu królewskiej siedziby na wzgórzu. Z dziedzińca rozciąga się piękna panorama miasta i rzeki Mondego. Warto zajrzeć do biblioteki, bo to jedna z najpiękniejszych bibliotek na świecie. Do jej budowy użyto najszlachetniejszych gatunków drewna z Ameryki Południowej, tak by stworzyć jak najdogodniejsze warunki do przechowywania książek. Zgromadzono w niej 60 tys. woluminów z XVI-XVII wieku. A gdy jest się już na terenie uczelni można pokręcić się po kampusie i zajrzeć do kilku innych zakątków: kaplicy św. Mikołaja, Sali Prywatnych Egzaminów czy do sal wykładowych wyłożonych azulejos. Nieopodal Uniwersytetu znajduje się Ogród Botaniczny założony w 1772r., który opisywany jest w przewodnikach jako „must see”. Niestety gdy do niego docieramy, okazuje się że spora część jest z jakiegoś powodu zamknięta więc jesteśmy lekko rozczarowani. Postanawiamy zejść ze wzgórza, by spojrzeć na miasto z drugiej strony. W tym miejscu muszę napisać, że spacerowanie po portugalskich miastach nie jest wcale prostą sprawą. Wiele z nich leży na wzgórzach, więc człowiek przyzwyczajony do warszawskich nizin, szybko czuje w nogach to „górskie” ukształtowanie terenu. Na koniec przechadzamy się deptakiem, a wracając do hotelu na krótką siestę (to jest bardzo dobry zwyczaj!!) odwiedzamy jeszcze kościół św. Krzyża, Nową i Starą Katedrę. Mówiąc szczerze Coimbra nie wydaje nam się wyjątkowa. Widać, że czasy świetności ma już za sobą, a momentami sprawia wręcz wrażenie miasta opuszczonego. Gdyby nie studenci i turyści chyba w ogóle nie byłoby w nim życia. Ale jeszcze tego samego dnia udajemy się do miejsca, które absolutnie nas zachwyciło, a mianowicie do lasu zakonników w Bussaco. Historia tego miejsca sięga VI wieku, kiedy to Benedyktyni zasadzili tu pierwszy las. Kolejny zakon otoczył ów las murem. Dzięki mnichom rośnie tutaj kilkaset gatunków drzew z całego świata. Na skraju lasu na ruinach karmelitańskiego klasztoru powstał neoromantyczny pałac, który miał być rezydencją królewską. Dziś jest siedzibą hotelu, który znany jest z jednej z najbogatszych w Portugalii kolekcji win. Las Bucaço jest przepiękny, niezwykle zadbany (momentami przypomina park) i jest jednym z ulubionych miejsc spacerów mieszkańców Coimbry i okolicznych miejscowości. Wyznaczono w nim kilkanaście szlaków o różnej długości i różnym stopniu trudności, więc każdy znajdzie coś dla siebie i będzie mógł się przenieść do magicznego i zaczarowanego świata. Zdecydowanie to miejsce zapamiętam z Coimbry i okolic najbardziej. Być może niektórzy uznają mnie za ignorantkę, ale następnym razem chyba nawet ominęłabym miasto na rzecz całodniowej wycieczki do zaczarowanego lasu. 

WHERE IS JULI+SAM

Po Polsce. Z książką

W bagażniku – karton moich książek i dwie walizki, moja i mojej najlepszej przyjaciółki. W głośnikach – przeboje lat dziewięćdziesiątych. Za oknem – kolorowe pola i błękitne niebo. W głowach – milion historii do przegadania i jeszcze więcej do opowiedzenia Wam – czytelnikom! Spotkajmy się w Polsce! Tak się zaczyna moja przygoda – kilka dni […] The post Po Polsce. Z książką appeared first on Where is Juli + Sam.

Zastrzyk Inspiracji

Zmiana Klimatu w Opocznie

Zmiana klimatu to nowa restauracja na terenie Opoczna. Po przekroczeniu jej progu możecie liczyć na pyszne jedzenie, świetny wystrój i przede wszystkim genialną atmosferę! Niewątpliwie ogromną wadą małych miast jest brak miejsc, w których można zjeść pyszne potrawy. Najczęściej możemy liczyć na karczmy z tłustym jedzeniem, pizzerie, dyskoteki z mini barami i oczywiście wszechobecne kebaby. Niestrawność żołądka gwarantowana! Tak samo było także w moim rodzinnym mieście! Zdecydowanie brakowało tam restauracji z daniami wykonanymi ze świeżych produktów. Aż do czasu, w którym na terenie Opoczna powstała "Zmiana Klimatu". Nie dość, że zjecie tam przepyszne dania, ale będziecie mieli szansę spędzić miło czas. Zmiana Klimatu ma świetnie wyposażone wnętrze (króluje drewno), ale także przede wszystkim genialną atmosferę, która udziela się wszystkim gościom! Zmiana Klimatu to restauracja z produktami sezonowymi. Znajdziecie tam sałatki, przeróżnego rodzaju pasty, dania rybne, czy też pizze. Ostatnimi czasy w menu Zmiany Klimatu królują dania ze szparagami.  W tym miejscu możecie także liczyć na tradycyjne potrawy kuchni polskiej, takie jak: rosół, filet z kurczaka, czy sznycel z jajkiem. Sporą część menu zajmuje oferta burgerów. Od tradycyjnych przez kurczakburgera, po jego angielską wersję. W porównaniu z hamburgerami serwowanymi przez tradycyjne fast foody burgery ze Zmiany Klimatu są o niebo lepsze i przede wszystkim smaczniejsze. Zamiast tony tłuszczu znajdziecie tam najwyższej klasy mięso i przede wszystkim świeże warzywa. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Warto spróbować także tamtejszych drinków -  wybór jest naprawdę przeogromny! A ich wielkość zdecydowanie różni się d tych, które możecie wypić w większości lokali. W ofercie są drinki z sokami z warzyw i owoców, białkami jajka, czy przeróżnymi przyprawami. W okresie letnim warto skosztować bezalkoholowych shaków (np a algami, selerem, pietruszką  owocami), czy też orzeźwiających lemoniad. Będąc w Zmianie Klimatu obowiązkowo skosztujcie tamtejszego ciasta czekoladowego! Wręcz rozpływa się w ustach! Zmiana Klimatu - cennik Ceny dań, których możecie spróbować w Zmianie Klimatu są naprawdę przystępne! Porcje są spore, więc na pewno nie wyjdziecie stamtąd głodni Napoje: Ceny kaw rozpoczynają się od 5 złotych Piwa z beczki - ceny rozpoczynają się od 5 złotych Drinki - ceny rozpoczynają się od 13 złotych Sałatki - od 13 złotych Pasty - od 13 złotych Jeśli będziecie w Opocznie koniecznie wstąpcie do Zmiany Klimatu! Na pewno wyjdziecie wyjdziecie stamtąd najedzeni, a na dodatek spędzicie czas w przemiłej atmosferze!Artykuł Zmiana Klimatu w Opocznie pochodzi z serwisu zastrzykinspiracji.pl.

qbk blog … photoblog

Festiwal Kolorów w Warszawie 2016

Festiwal Kolorów w Warszawie 2016. Tym razem na Stadionie Syrenki, ale jak zwykle wesoło i bardzo kolorowo. Dużo zdjęć, zapraszam! Warszawa, Stadion Syrenki, 22 maja 2016

Czym się różni Birma 2009 od Birmy 2016?

career break

Czym się różni Birma 2009 od Birmy 2016?

Leonardia. Królestwo drewnianych gier

wszedobylscy

Leonardia. Królestwo drewnianych gier

Gra pamięciowa – Memory game

Orbitka

Gra pamięciowa – Memory game

RUSZ W PODRÓŻ

Motywacja – co Cię naprawdę motywuje?

Motywacja. Magiczne słowo dzięki któremu ludzie ponoć czynią cuda. Sprawia, że nam się chce, że osiągamy cele, że idziemy do przodu. Motywacja to jednak nie tylko to co chcemy my, ale też co chcą od nas inni. Bo motywacją może być zarówno własna radość czy zdrowie jak i czyjś szacunek, podwyżka, nie utracenie przed kimś […] Zobacz również: Dookoła świata Oda do Zimoluba Bla bla bla – czyli jak sami sobie utrudniamy i jak możemy sobie ułatwić

Kami and the rest of the world

Slovenian Alps – a paradise on Earth!

Couple of years ago I spent few days in Slovenia as part of my railway trip around Europe. I based myself in Ljubljana, the charming capital of this tiny yet incredible country and did probably the most popular day trip I could – to the Slovenian Alps. The plan was to visit only Bled but […] Post Slovenian Alps – a paradise on Earth! pojawił się poraz pierwszy w Kami and the Rest of the World.

Czy warto nawiązywać zagraniczne znajomości?

SISTERS92

Czy warto nawiązywać zagraniczne znajomości?

hamaki…

Dobas

hamaki…

Ludzie: transformacje miłością

Fizyk w podróży

Ludzie: transformacje miłością

Kiedyś też sądziłem, że  i n w a z j a  to po prostu mieszkać w domu zbitym z desek krytym blachą czy plastikiem, z klepiskiem zamiast podłogi. Nie o to chodzi. I n w a z j a  to ten strach, że w każdej chwili mogą cię wypędzić. To pytanie, które zadajesz sobie każdego wieczoru: czy jutro będę spał w tym samym miejscu?Cesar1.Niewielki, leciwy samochód Cesara zjeżdża z zachodniej wylotówki z Pereiry. Jadę za nim. Ruchliwa dwupasmówka zamienia się w wąską drogę gruntową, a miejsca obszernych willi z wysokimi żywopłotami zajmuje soczyście zielone pastwisko porozdzielane ogrodzeniami z drutu kolczastego. Zapowiada się dłuższa wycieczka, bo trawy zdają się ciągnąć po horyzont, bez cienia osady czy jednego choćby domu. Nagle droga załamuje się i spada ostro w dół, z niczego wynurza się skrzyżowanie. Kontynuujemy w prawo. Już nie wśród pastwisk, a w ciasnym sąsiedztwie dwóch rzędów domów.Kiedyś biegła tędy linia kolejowa. Potem państwo ją zaniedbało, linię zamknięto i najwyraźniej zapomniano o jej istnieniu. Tory sprzedano i został tylko ten wąski pas ziemi niczyjej, wciśnięty między zielone pagóry pastwisk. W niewidocznej dla nikogo Esperanza-Galicia - jak ochrzczono postkolejową wieś – mieszka przeszło osiem tysięcy osób. Statystyczny mieszkaniec Pereiry – handlowej stolicy Eje Cafetero, kolumbijskiego centrum upraw kawy – nie zdaje sobie sprawy z istnienia pęczniejącej inwazji. Niewidzialni mężczyźni pracują na polach i budowach. Niewidzialne kobiety siedzą w domach albo zatrudniają się jako gosposie i służące w domach majętnych biznesmenów z Pereiry, którzy za swój rejon wybrali właśnie ziemie na zachód od miasta. Zobacz też → Jak Kolumbijczyk z klasy średniej spędza weekendW Kolumbii inwazją nazywa się dom lub całą osadę utworzoną „na dziko”, tj. bez pozwolenia czy prawa własności do terenu. Bardzo często na zasadzie inwazji powstają dzielnice czy przedmieścia wielkich miast: inwazyjna historię ma na przykład całe południe stołecznej Bogoty. Jak powstaje inwazja? Pocztą pantoflową: ktoś zauważył zapomnianą nitkę kolejową i postawił pierwszą chałupę. Z desek, z blach, z gliny. Opowiedział o tym kuzynowi. Kuzyn po drodze do Esperanzy spotkał innych tułaczy, i tak pomału pęczniała osada, wioska czy może już miasteczko – tłumaczy Cesar.Gdy domagają się pomocy państwa, słyszą, że ich osiedle to bezprawna inwazja, że nic im się nie należy. Ale na koniec miesiąca przychodzi im posłusznie opłacić podatek gruntowy. Dlatego teraz nie martwimy się już tak bardzo o kwestię prawną: pobieranie opłat przez urząd gminy to <<de facto>> uznanie prawa mieszkańców do domów, które tu pobudowali. Ale to nie jedyny problem Las Colonias, jednego z przysiółków rozrastającej się Esperanzy-Galicii, na którym skupiły się działania fundacji Crisol, utworzonej przez Cesara i jego żonę Anę. Większość mieszkańców osiedla to uciekinierzy z całego kraju: los desplazados, czyli wysiedleni w wyniku działań wojennych. To są bardzo często ludzie, którzy mieli swoje domy, pola, bydło. Z dnia na dzień musieli wszystko zostawić, by tułać się bez niczego, ale przeżyć.Las ColoniasBalkonGaraż2.Od przeszło pół wieku w Kolumbii trwa – z większym lub mniejszym nasileniem - wojna domowa. Nominalnie lewicowa partyzantka (guerilla) stawia czoła kolejnym prawicowym rządom. Od dłuższego czasu konflikt coraz wyraźniej toczy się nie tyle o idee równości społecznej, co o kontrolę nad handlem kokainą. Za rządów prezydenta Alvaro Uribe tworzono tak zwane oddziały samoobrony mające na celu ochronę – znów: nominalnie – chłopów, w praktyce: wielkich posiadaczy ziemskich. Grupy takie jak Autodefensas Campesinas del Magdalena Medio, Autodesensas Campesinas de Cordoba y Uraba – autodefensas campesinas znaczy tyle  co samoobrony chłopskie - zasłynęły zwłaszcza z... masakr chłopów. Ziemie po wymordowanych dziwnym trafem znajdują się potem w rękach kogoś z rodziny Uribe, tak że w Kolumbii nikt już chyba nie wierzy w czystość intencji polityków: ani z lewicy, ani z prawicy. W ostatnich latach konflikt nieco przycichł, zwłaszcza w najbardziej zaludnionych, centralnych częściach kraju. Chociaż i tam od czasu do czasu zdarzają się podpalone autobusy czy powalone wieże elektryczne. W wielu rejonach departamentów słabo zaludnionych i przygranicznych - takich jak Nariño, Chocó, Putumayo, Caquetá, Norte de Santander czy Arauca - guerilla czy paramilitarni wciąż mają silne wpływy lub wręcz pełnię kontroli. Bywa różnie: mieszkańcy niektórych regionów opanowanych przez partyzantów chwalą porządek i wzorowe bezpieczeństwo. W innych przypadkach, tak guerilla jak i paramilitarni, przychodzili do wiosek – i dalej przychodzą!, poprawia mnie Cesar - i w sposób brutalny przejmowali władzę absolutną. Zabierali żywność, chłopców siła wciągali we własne szeregi, dziewczyny gwałcili. Jeśli nie pomogłeś – mogli zabić. Jeśli pomogłeś – automatycznie stawałeś się wrogiem przeciwnej bandy. Jeśli przyszli ci drudzy, mordowali. Każda rodzina to inna historia. Jedni dostali 24 godziny by wynieść się z domu. Inni zdecydowali się na ucieczkę, gdy widzieli jak w sąsiedniej wiosce płonęły domy. Marleny w wieku trzynastu lat została porwana przez guerillę. Okazała się tak słabowita, że porywacze zostawili ją po drodze w przypadkowym domu. Zgwałcona przez właściciela, przedostała się z powrotem do swojego miasteczka. Ojciec długo nie chciał jej przyjąć: myślał, że córka uciekła z jakimś facetem. Gdy mogła w końcu wrócić do rodziny, uciekać musieli wszyscy. W miasteczku zjawiła się któraś z grup zbrojnych. Matka Marleny zamknęła się z dziećmi w domu. Przez szparę w ścianie z desek zobaczyły ojca leżącego na ziemi, z karabinem wycelowanym w głowę. Puścili go. O pierwszej w nocy ojciec zdecydował spakować najpotrzebniejsze rzeczy i uciekać z całą rodziną. By wyjść z miasteczka należało przejść dwa punkty kontrolne. Przy <<kontroli>> nie chodziło o to czy cie puszczą czy nie, tylko czy cię zastrzelą czy nie. Udało się: zostawili za sobą dom, ziemię i cały dobytek. Szczęśliwi, że przeżyli. To są ludzie z regionów wojny, ludzie, którzy widzieli śmierć na własne oczy. Udało im się stamtąd uciec, ale z traumami, z niepewnością, ze strachem, że historia może się przecież powtórzyć.Pozostali to po prostu ludzie z ekonomicznego marginesu, którzy w Las Colonias zobaczyli szansę na zagwarantowanie sobie własnego miejsca na ziemi: osoby przygniecione brakiem nadziei, brakiem wiary w siebie. Kobiety doświadczone przez pobicia i gwałty. Społeczność przesiąknięta maczyzmem: tak od strony mężczyzn, jak i kobiet, które zaakceptowały swoją poboczną rolę, swoją podrzędność.Tutaj jak facet odchodzi, nie ma żałoby. Za dwa tygodnie jest następny. Dziewczyny po prostu szukają kogoś, kto je utrzyma razem z dziećmi z poprzednich związków A za tym idzie wianuszek kolejnych deformacji: przemoc domowa, wykorzystywanie nieletnich córek itd. Rodziny trudne, ojcowie nieczuli, nieobecni. 3.Droga przez Esperanza-Galicia, biegnąca w miejscu byłego torowiska, jest tak wąska, że gdy z przeciwka nadjeżdża autobus, Cesar musi szukać jakiegoś załomu czy wnęki, by pojazdy mogły się wyminąć. Ten autobus to jest jakaś magia – śmieje się – możesz na niego czekać ponad godzinę i nie przyjedzie. Ale jak zjawisz się w Esperanzy samochodem, zawsze na niego trafisz!Blisko zachodniego końca miasteczka-inwazji odbijamy w lewo, w miejsce, gdzie domy nie obstawiają już ciasno wąskiego pasa drogi, a otaczają jedyne w okolicy boisko do piłki nożnej. To jest właśnie Las Colonias: sto dziesięć rodzin z czterech stron Kolumbii, w trudnych warunkach, z trudnymi historiami. Samochód Cesara zatrzymuje się co kilkanaście metrów, wita się z wszystkimi napotkanymi kobietami: witaj kochana, jak żyjesz, co się z tobą działo, objęcia, uściski. Mężczyzn nie widać. Gdy wysiada, Cesara oblepia grupa dzieciaków. Przytula je, bierze na ręce i usiłuje rozzłościć. Zobacz – powtarza za każdym razem – wszystkie brzydkie! - i pokazowo kręci głową z niesmakiem. W Las Colonias jest jak na obozie przygotowawczym do Miss Colombia. Centralne miejsce na osiedlu zajmuje – obok boiska – jedyny budynek postawiony od zera przez Crisol. Bambusowa konstrukcja mieści na dole salę przedszkola i bibliotekę. Na piętrze znajduje się dodatkowe obszerne pomieszczenie na lekcje angielskiego i inne zajęcia, oraz dwa niewielkie gabinety na spotkania z psychologiem i lekarzem. Pracę w tej społeczności rozpoczęliśmy od najmłodszych. W przedszkolu dwudziestka piątka dzieciaków dostawała naukę i obiad, a dla ich mam ruszyły pierwsze warsztaty.To było osiem lat temu. Dzisiaj liczba podopiecznych wzrosła do czterdziestu pięciu, podzielonych na dwie grupy: od dwóch do czterech lat i od czterech do pięciu. Zajęcia odbywają się od poniedziałku do piątku, od ósmej rano do trzeciej po południu. Oprócz obiadów dzieciaki dostają także śniadania i drugie śniadania. Posiłki wydawane są w stołówce – dobudówce do domu jednej z pań aktywnie uczestniczących w procesach prowadzonych przez fundację. W tym samym pomieszczeniu odbywają się zajęcia dla starszej grupy. Młodsza bawi się i uczy w bambusowym domku. Każdą z grup zajmuje się dwie osoby: nauczycielka i jej pomocnica. I to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które udało nam się osiągnąć: wszystkie cztery panie zajmujące się dzieciakami są z Las Colonias. Mało tego: obecnie trzy z nich studiują pedagogikę dziecięcą. To ogromne wzmocnienie dla naszej działalności, bo te dziewczyny są doskonałymi nauczycielkami: mają świadomość jak ważne jest ich zadanie, mają świetną szkołę od mojej żony, i od całego Crisolu: tak jak my działamy z miłością, tak teraz one z miłością nauczają. Ana, żona Cesara, jest nauczycielką z wieloletnim doświadczeniem. Nieco przy kości, bardzo spokojna, z jej jasnych oczu bije ciepło. Pracuje w państwowej szkole w Esperanza-Galicia. Stosuje nowatorskie metody nauczania: w listopadzie zeszłego roku kolumbijskie ministerstwo edukacji zaprosiło ją do Bogoty by podzieliła się swoimi doświadczeniami. W Kolumbii istnieje system wiejskich przedszkoli, czy raczej <<przechowalni na dzieci>>: może je prowadzić właściwie każda pani domu, która posiada – owszem – odpowiednio duże i czyste pomieszczenie w swoim domu, ale już bez żadnego wykształcenia czy choćby kursu kierunkowego – opowiada Ana. Potem w szkole zdarza mi się słyszeć w rozmowach między dzieciakami: <<a pamiętasz jak nas w przedszkolu przywiązywali do krzeseł?>>.Przedszkole w La Esperanza oferuje doświadczenia zdecydowanie innego rodzaju: naucza się przez zabawę. Nauczycielki wybierają dzieciom bajki odpowiednie do tematyki, jaką chce się poruszać. W tym roku – zarówno w zajęciach przedszkolnych, jak i w spotkaniach z mamami – kładzie się nacisk na rozwiązywanie konfliktów. Szukamy więc na przykład historyjki o tym jak to niedźwiedź pokłócił się z tygrysem. Ale nie skupiamy się tylko na konflikcie i jego rozwiązaniu, bo bajka zaczyna się powiedzmy od tego, że niedźwiedź wstaje rano i robi naleśniki. Dzieci wiedzą co to naleśniki? Nie? No to idziemy do kuchni i robimy. Ale najpierw trzeba odpowiednio przeliczyć ilość składników tak, żeby wystarczyło dla wszystkich – i tu wchodzi odrobina matematyki. W innych wypadkach zabiera się dzieci na wycieczkę w pole, albo po domach i wciąga się do gry mamy, sąsiadów. W ten sposób z jednej strony łączymy naukę z zabawą, a z drugiej: czytamy doświadczając, uczestnicząc. Dziecko uczy się czytać smakując znaczeń, a nie składając litery. W tradycyjnym cyklu nauki, w porządku, ja mogę przeczytać dowolny wyraz, powiedzmy  p-e-r-y-s-k-o-p, ale nie mam zielonego pojęcia co to znaczy!W każdy poniedziałek i środę do przedszkolaków przyjeżdża nauczyciel wychowania fizycznego. W piątki: nauczycielka angielskiego. Raz w miesiącu dzieciaki jeżdżą na Uniwersytet Technologiczny w Pereirze na lekcje francuskiego. Maluchy, które bez działalności Crisolu pewnie byłyby zostawione sobie samym, patrząc w telewizor i na kłótnie między rodzicami, dostają kompleksową opiekę. Stworzone przez fundację przedszkole ochrzczono jako RE+CREO,Bo <<recreo>> [z hiszp. przerwa] to najlepsza część szkolnej edukacji – śmieje się Cesar - ale <<recreo>> oznacza także  t w o r z y ć  od nowa oraz  u w i e r z y ć  od nowa*. Tworzyć nowe życie w warunkach pokoju, uwierzyć w siebie, w swoje możliwości. I dodaje: Tak więc to nie jest jakaś tam <<przechowalnia na dzieci>>, tylko centrum edukacyjne najwyższej jakości! Skromność na bok, ale RE+CREO to jest właśnie jak powinno się zajmować dzieciakami ze społeczności problematycznych. Mało tego: taka forma prowadzenia przedszkola jest nawet tania! Gdyby tylko rządzący, politycy się temu przyjrzeli...[*  zarówno czasownik recrear, który można przetłumaczyć jako tworzyć (crear) od nowa (re), jak i czasownik recreer, wierzyć (creer) od nowa (re), w pierwszej osobie l.p. przyjmują formę recreo]PiłkarzeKibicePokazowa lekcja salsy ObserwującyWięcej obserwującychPrzedszkolny obiadekBambusowy domekPrzedszkolne ganianie4.I jasne, że na tym angielskim raz w tygodniu, i mniej jeszcze na francuskim raz na miesiąc, nie się perfekcyjnie mówić w obcych językach. Ale dzięki dodatkowym zajęciom dowiadują się, że istnieje coś więcej, niż Las Colonias, praca na budowie i piłka nożna.W sobotnie poranki odbywają się próby chóru. Zupełnie na poziomie, z utalentowanym nauczycielem i coraz bogatszym repertuarem. Grupa konfekcji odebrała półtora roczny kurs szycia i projektowania. Dzisiaj dziewczyny same zdobywają zamówienia, kalkulują koszty i projektują ubrania: niedawno skończyły stroje ludowe dla zespołu tanecznego, obecnie pracują nad uniformami nauczycieli. Do niedawna w niedziele spotykała się grupa teatralna, ale miejski departament kultury, który zaoferował instruktora, zmienił zarząd i instruktora obecnie brak. W poniedziałki, wtorki i soboty odbywają się lekcje angielskiego dla wszystkich chętnych z Las Colonias. Od sześciu lat funkcjonuje grupa obserwacji ptaków, prowadzona przez samego Cesara.Ktoś może powiedzieć, że ta grupa obserwacji ptaków to jakiś pomysł z kapelusza, bez sensu. Ale młodzież, która do niej należy, dowiaduje się nie tylko o ptakach. Chodzi też o to, że my z nimi wyjeżdżamy: do Pueblo Rico, do Manizales, do Ibague. Dzieciaki mają szanse zobaczyć świat poza Las Colonias, mają jakieś inne życie poza codziennością, inne doświadczenia, poznają ludzi, miejsca, kultury, uczą się dobrego zachowania. I rzeczywiście: kiedy dziewczyny z grupy obserwacji wracają do swoich domów, do Las Colonias, jest dla nich zupełnie jasne, że przyszłość to nie koniecznie siedzenie w domu i rodzenie dzieci. Ich horyzonty są szersze niż tylko znaleźć sobie chłopaka... Zakochują się, jasne, jak my wszyscy się zakochujemy: zakochują się coraz bardziej i bardziej, i w końcu jest wpadka [śmiech], ale te dziewczyny mają już świadomość, że ich przyszłość zależy od nich samych. W każdą środę odbywają się warsztaty psychologiczne gdzie leczy się rany powstałe w wyniku doświadczeń zarówno konfliktu zbrojnego jak i złego traktowania przez mężczyzn. Duży nacisk kładzie się na odbudowanie własnej wartości. Kobiety biorące udział w spotkaniach przestają akceptować rolę niewolnic domowych, zaczynają sprzeciwiać się maltretowaniu, domagają się szacunku. Wreszcie: akceptują własna przeszłość, zaczynają patrzeć w przyszłość, zaczynają marzyć.Przed pojawieniem się Crisolu w Las Colonias mogłam patrzeć tylko w ziemię – opowiada Marleny, ta sama, której ojciec nie chciał przyjąć w domu, po tym jak została porwana i później zgwałcona. Dziś mogę patrzeć w oczy. Znam swoją wartość.Gdy znalazła się w Las Colonias, miała ukończoną zaledwie druga klasę podstawówki. Skończyła tę podstawówkę, skończyła liceum i obecnie jest na czwartym roku pedagogiki, pogodzona ze swoją przeszłością, radosna, silna, jedna z najaktywniejszych kobiet na osiedlu. Kiedy rozpoczynaliśmy działalność Crisolu – tu znów Cesar – słowo <<uniwersytet>> było tutaj zabronione. Jeśli jakiś dzieciak mówił matce, że chce studiować, matka mówiła mu <<weź się nie wygłupiaj, to nie jest dla ciebie!>>. Dzisiaj mamy siedem osób na studiach: dziewczyny, chłopaki, matki z dziećmi. I te osoby stają się przykładem dla następnych. Gdy teraz rozmawiam o uniwersytecie i mówią mi <<nie, to nie dla mnie, ja z trójką dzieci...>>, mam za przykład dwie matki z trójką dzieci, które studiują, które ponadto odmieniły zupełnie swoje życie osobiste i rodzinne. Gdy w zeszłą środę ogłosiłem nabór chętnych na studia, zgłosiło mi się osiem osób. I ja się oczywiście martwię, bo załatwić pieniądze na czesne dla ośmiu osób nie będzie łatwo [śmiech], ale to pokazuje jak gigantyczna zmiana nastąpił w mentalności tych ludzi. Pan od chóruChór grupa młodszaAngielski5.Cesar, choć stroni od religii, ma życiorys zupełnie biblijny: książkowy przykład syna marnotrawnego. Pochodzi z zamożnej rodziny. Na studiach w Bogocie ojciec opłacał mu indywidualny apartament, samochód i wszelkie koszta, w tym czesne na jednym z najdroższych uniwersytetów w kraju. Alkohol? Dużo! Marihuana? Hurtowo! Kobiety? Mnóstwo kobiet! Nigdy nie miałem przekonań lewicowych, prospołecznych, bo niby skąd miałem je mieć?Po studiach wrócił do biznesowej Pereiry i stał się jeszcze jednym bogatym przedsiębiorcą kawowego regionu. Przejął rodzinną firmę obuwniczą, ale po kilkunastu latach zbankrutował. Próbował zakładać dyskoteki, ale nic z tego nie wychodziło. A wydatki nagliły: dwóch synów kończyło studia w Bogocie na równie drogich uniwersytetach jak ten, na którym uczył się Cesar. Wyjechał do Stanów. Spędził pięć miesięcy pracując fizycznie. Z dyrektorskiego piedestału spadł na sam dół drabiny awansu zawodowego: od 8 do 16 mył podłogi w szkolnych salach, od 17 do 22 sprzątał biura. Wszystkie zarobione pieniądze wysyłał synom. Któregoś dnia zadzwoniła do niego była żona: jest projekt, który trzeba poprowadzić. Chodziło o niewielkie szkoły na wioskach, gdzie dzieciaki nie mają dostępu do edukacji. Planowano pięć takich instytucji. Gdy rozdzielono cztery, Ana, nauczycielka z Esperanza-Galicia i przyszła żona Cesara, zaproponowała umieścić piątą w Las Colonias. Projekt trwał dziesięć miesięcy: za mało, by rozwiązać jakiekolwiek istotne problemy, ale na tyle tylko wystarczyło pieniędzy przekazanych przez niemiecką fundację. W tym czasie Cesar i Ana zdążyli się zakochać: w sobie i w Las Colonias. Z tej miłości narodził się Crisol.Był ze mnie znany w całej Pereirze pies na baby. Teraz pomagam kobietom, to jest coś w rodzaju zadośćuczynienia. Faceci w Las Colonias patrzą na mnie podejrzliwie: sabotuję im robotę [śmiech]!Chociaż kierunek życia dał zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, dawne znajomości przydają się. Znajomi i rodzina stanowią jedno ze źródeł finansowania fundacji: wiele osób przelewa miesięcznie po 20, 50, 100 tysięcy pesos [80 tysięcy to mniej więcej 100zł]. Właściciel niewielkiej hurtowni warzywnej regularnie przekazuje ryż, fasolę i soczewicę na rzecz stołówki przedszkolnej, inny zaopatruje Crisol w owoce. Cesar i Ana zbierają po znajomych stare telewizory, garnki, łóżka czy ubrania i raz w miesiącu sprzedają je w Las Colonias.To są symboliczne ceny: trzy tysiące za jeansy, tysiąc [niewiele ponad złotówkę] za podkoszulek. Chodzi o to, że jak dasz ludziom za darmo, to tego nie szanują. Dlatego sprzedajemy, i dzięki temu mamy dodatkowe źródło dochodów dla fundacji. Ale głównym źródłem dochodów są – jak zapewnia Cezar – cuda i magia. Tu naprawdę się dzieją cuda albo magia, albo jest tutaj Bóg, jest Jehowa, Pachamama, Pierwszy Poruszyciel, Najwyższa Istota czy jakby kto Go chciał nazywać, w każdym razie mamy stałe wsparcie od Właściciela całego tego bałaganu. Na początku się dziwiliśmy, wzruszaliśmy, byliśmy zaskakiwani, ale tyle już się tych cudów wydarzyło, że staliśmy się bezczelni i zaczęliśmy prosić, żądać wręcz, że chcemy to czy tamto. I zawsze dostajemy!Jednym z cudów grubszego kalibru była wystawa dotycząca działalności Crisolu w jednym z centrum handlowych Pereiry. Przypadkowo przechodził tamtędy prezes jednej z największych firm farmaceutycznych w kraju. Od tamtego czasu przedsiębiorstwo finansuje działalność Re+Creo: daje na pensje nauczycielek, funduje materiały dydaktyczne, dokupuje czego by brakowało na stołówce. Podobne cuda i akty magii pozwalają znaleźć firmy lub osoby opłacające czesne dla siedmiu studentów uniwersyteckich z Las Colonias, łącznie z dofinansowaniem na transport.Bo wydostać się z Las Colonias to jest osobna historia! I to także z tego powodu na dłuższą metę nie możemy polegać na wolontariuszach. Młody człowiek przyjeżdża, zakochuje się w Las Colonias i z miejsca oferuje pomoc. Ale po miesiącu zdaje sobie sprawę w co się wkopał. Ma godzinę czy dwie zajęć, do tego godzina na dojazd, godzina na powrót, i ten autobus co to nigdy się go nie można doczekać: robi się z tego pół dnia. Dlatego taka osoba, jak tylko znajdzie inną opcję zatrudnienia, kończy współpracę z nami. I teraz wyobraź sobie: prowadzimy terapie rodzinne z psychologami i taki psycholog po miesiącu znika. Zjawia się następny, ale trzeba zaczynać od zera, a nikt nie ma ochoty co rusz opowiadać nowej, nieznanej osobie o swoich osobistych, bolesnych przeżyciach. Takie sytuacje rzeczywiście zdarzały się na początku funkcjonowania Crisolu, dlatego z czasem zdecydowano się opłacać wszystkich nauczycieli, instruktorów i specjalistów. Nie są to miliony, ale kwoty wystarczające, by utrzymać ciągłość procesów. W Las Colonias można się zakochać, ale samą miłością się nie najesz! Pomoc Crisolu też wymaga swego rodzaju opłaty.W naszej działalności jest całkowicie jasne, że pracujemy dla osób, które chcą transformacji, które chcą odmienić swoje życie. Dlatego wspieramy tych, którzy przychodzą na warsztaty, spotkania, które uczestniczą w działaniach. To nie jest dla wszystkich, nie wszyscy są na to gotowi. I jasne, czasem po prostu nie są gotowi  t e r a z, ale za pięć lat już będą. Każda z kobiet, która uczestniczy w środowych spotkaniach formacyjnych, dostaje bon uczestnictwa. Podobnie raz w tygodniu, w piątek po południu, odbywa się dokładne sprzątanie w przedszkolu, mycie wszystkich zabawek i przyrządów. Mamy rozdzielają między sobą kolejne piątki miesiąca i za to sprzątanie również dostają bon. Kolejny bon dostają przychodząc raz w tygodniu by pomagać w rozdzielaniu obiadów na przedszkolnej stołówce. Na podstawie tych bonów dziewczyny mogą zapisać swoje pociechy do przedszkola. A faceci?Wiesz, my, faceci, jesteśmy od kobiet głupsi i bardziej niż one nieczuli. Poza tym mężczyzna w Las Colonias zazwyczaj pracuje cały dzień, wraca zmęczony, w weekendy gra w piłkę i pije: nie ma kiedy uczestniczyć w procesach. Zresztą... daj spokój, ja się zupełnie z facetami nie dogaduję [śmiech]! 6.O poranku na ogród zlatują się ptaki. W zagłębieniach pofałdowanych okolic Pereiry rozmywają się ostatnie mgły. Okolica jest zielona i cicha. Kiedy szukaliśmy domu bardzo zależało nam na tym, by otaczały go dojrzałe drzewa. Bez drzew nie ma ptaków.W karmnikach zostawia im banany obrane za skórki. Do wieczora wydziobią wszystko. Odwdzięczą się śpiewem. Cesar i Ana mieszkają tylko we dwoje, ale na tarasie roi się od krzeseł i foteli, do tego kilka stolików. Wszystko z drugiej ręki: zawędrowało do domu gdzieś między wyrzuceniem przez kogoś ze znajomych a sprzedaniem w Las Colonias. I już zostało. Podobno jak zjeżdża się rodzina, i tak nie wystarcza miejsc: na  wyrzuconych meblach, na patio wynajmowanego domu.Kiedyś miałem wszystko, dzisiaj nie mam nawet własnych czterech kątów. Ale to właśnie wcześniej, przed Crisolem, ciągle mi czegoś brakowało. Dopiero teraz jestem spokojny: to zdecydowanie najlepszy okres mojego życia.W najlepszym okresie swojego życia ma pięćdziesiąt siedem lat. Rano wsiada na rower, zjeżdża gruntową drogą na obwodnicę Pereiry i kieruje się na zachód. Do Las Colonias ma w sumie piętnaście kilometrów. Gdy dojeżdża na miejsce, jego pracą jest po prostu być, być obok, towarzyszyć. Pozdrawia, klepie po ramieniu, przytula, doradza. Zagląda do każdego domu, pyta co u kogo, śmieje się.Wiesz, te wszystkie zajęcia, ten angielski, chór i tak dalej, to są tylko szczegóły. Tak naprawdę żeby pomóc tym ludziom potrzeba tylko jednego. To są kobiety, którymi zawsze ktoś poniewierał: jak nie wojna, to facet. Im potrzeba miłości, tak po prostu. Potrzeba by być tu, obok nich, by widziały, że komuś na nich zależy, że są dla kogoś ważne. By wiedziały, że mają w kimś oparcie. Tylko tyle. Nie musi robić nic więcej: już nie. Panie przejęły ciężar organizacyjny działań Crisolu. Przyjeżdża nauczycielka angielskiego, ktoś przynosi klucz i otwiera klasę. W stołówce przedszkolnej gotuje się obiad. Student dziennikarstwa – jeden z tych siedmiu osób, które rozpoczęły wyższą edukację - chodzi po domach wypytując co mieszkańcy chcieliby znaleźć w powstającej gazetce Las Colonias. Dziewczyny z grupy konfekcyjnej zjawiają się by skonsultować detale zamówienia na uniformy nauczycielek. Nad wszystkim unosi się domowa atmosfera sympatii i ciepła. Życzliwość rozbrzmiewa w głośnym śmiechu, tłumaczy się na dotyk i objęcia. Ma się wrażenie, że wojna i przemoc nigdy wśród tych ludzi nie istniały. W jednym z domów zastajemy wyraźnie smutną staruszkę. Powtarza, że wszystko w porządku, ale Cesar, między jednym a drugim żartem, dopytuje w czym problem, obejmuje kobietę tak jak syn obejmuje matkę, by w końcu i ona sama się roześmiała. To dobry chłopiec -  zwróciła się do mnie – zawsze poprawia mi humor!Dory chłopiec się wzruszył. To było rano, a spędziliśmy razem cały dzień. Cesar wielokrotnie przypominał sobie słowa staruszki, ze łzą w oku: nazywał je zapłatą za swoją pracę.Najważniejszy efekt działalności Crisolu? To to, że jestem szczęśliwy! Dostawałem propozycje administrowania przedsiębiorstwami, mogłem zarabiać kilka tysięcy dolarów miesięcznie, ale to mnie już nie interesuje. Gdy spotykam byłych kolegów z branży – dyrektorów wielkich przedsiębiorstw, właścicieli rozległych terenów – to oni mi zazdroszczą! Mało który z nich, oprócz pieniędzy, dopracował się spokoju wewnętrznego. Ja – owszem. Co bym zmienił w swoim życiu, gdyby powiedziano mi, że za miesiąc umrę? Nic, zupełnie nic.BananyKotOkolicaSzczęśliwy człowiek

Festiwal ze smakiem... Azji i Pacyfiku

Ale piękny świat

Festiwal ze smakiem... Azji i Pacyfiku

Już jutro w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie odbędzie się festiwal kulinarny. Impreza podczas której spróbujecie przysmaków kuchni Azji i Pacyfiku. Podróże to nie tylko zabytki i ludzie! To również smaki. I to właśnie smaki, czasem silniej oddziaływają na wyobraźnie i przywołują wspomnienia daleko skuteczniej niż zdjęcia. Przynajmniej ja tak mam. Idę wtedy do restauracji i zamawiam swoje ukochane libańskie Tabulleh, żeby poczuć się jak w dolinie Qadishy, płow by przywołać wspomnienia z ulic Samarkandy, czy najzwyklejszą kawę po turecku, by jej aromat przeniósł mnie do Stambułu. Za chwilę otrzymuje zamówienie, próbuję i... porażka, bo to nie jest to. Wiem to z własnego doświadczenia, jak trudno znaleźć autentyczne smaki Azji i Pacyfiku. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Karolina Krzywicka – kustosz Muzeum Azji i Pacyfiku, organizatorka Festiwalu Smaki Azji i Pacyfiku. Karolina pilnuje, by to co degustujemy było po prostu autentyczne, bez przysłówka „prawie”. Jak to robi? – Dobór wystawców to moja tajemnica! – mówi. – Po prostu szukam dobrych produktów, akcesoriów kulinarnych i mało znanych smaków. W Muzeum Azji i Pacyfiku to jedno z najbardziej aktywnych kulturalnie warszawskich muzeów. Tu ciągle coś się dzieje - a to pokaz, a to koncert, wykład czy spotkanie podróżnicze...– Ale dotąd nie było nic o kulinariach Wschodu – wspomina Karolina. – A przecież stanowią ważną część bardzo bogatej kultury tego wielkiego obszaru! Mało kto zdaje sobie również sprawę, że jest to obszar niezwykle zróżnicowany również pod względem kuchni, egzotyczny, ale też coraz bliższy za sprawą choćby azjatyckich barów i restauracji. Zatem Muzeum Azji i Pacyfiku jako jedyne muzeum w Polsce promujące kulturę i sztukę regionu Azji i Pacyfiku prędzej czy później musiało podjąć kulinarną rękawicę i zorganizować imprezę która przybliży smaki tamtych rejonów. I tak, rok temu odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Smaki Azji i Pacyfiku. To był prawdziwy sukces! W tym roku znowu czeka na nas prawdziwa uczta! Na stoiskach pojawią się najlepsze herbaty z Chin, Sri Lanki, Japonii czy Kushmi Tea z Iranu. Będzie można też kupić przyprawy z Indii i Libanu i najróżniejsze słodkości. – Nowością będzie na pewno kuchnia koreańska oraz afgańska i irańska. – mówi Karolina Krzywicka. Podczas festiwalu skosztujemy też potrawy uzbeckie, kazachskie i tureckie. – Specjalnie na festiwal z Krakowa przyjedzie jedyny dystrybutor produktów z wysp Pacyfiku - firma Pacific Kai – dodaje Karolina Krzywicka. – Oprócz stałej oferty, na zamówienie sprowadzają mniej znane i popularne produkty, na przykład duriana. Gdzie pojawia się jedzenie, powinny znaleźć się również oryginalne akcesoria. Przecież jedzenie to nie tylko smak, ale również rytuał do którego potrzebne są odpowiednie naczynka. posiłku. Kupimy zatem czajniczki na herbatę, czarki, filiżanki do kawy, miseczki, marokańskie tadżiny, ceramika do sushi... Ale to nie jedyne atrakcje. Oprócz degustacji odbędą się wykłady organizowane we współpracy z Asian Food Foundation oraz studiami podyplomowymi "Kultura kulinarna" UW. O godzinie 16.00 Maciej Wojtasik opowie o gościach alei azjatyckich na bazarze pod Stadionem Dziesięciolecia. Natomiast o godz. 15.00 Wiktoria Górecka zabierze nas w kulinarną podróż przez Wietnam. Skąd takie zainteresowanie Wietnamem? – Ponieważ Wietnamczycy stanowią największą mniejszość w Polsce, jedyną dużą grupę Azjatów – odpowiada Karolina Krzywicka. – A kuchnia wietnamska jest bliska Polakom. Dowód? Na warsztaty kuchni wietnamskiej „Aleja wietnamskich barów” lista uczestników zamknęła się w ciągu kilku godzin!Jednak na zakończenie festiwalu przeniesiemy się nie do Wietnamu, lecz do Japonii, do kuchni największego mistrza sushi Jiro Ono. Opowie o nim dokument „Jiro śni o sushi”. Czy już znaleźliście coś dla siebie? Gotowi wyruszyć w kulinarną podróż? Zatem spotykamy się jutro – w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie!Gdzie: Muzeum Azji i Pacyfiku, ul. Solec 24, WarszawaKiedy: 21 maja (sobota), godz. 11.00 – 20.00Lista stoisk:1. Herbaty z Chin - Sunrisetea2. Kuchnia afgańska - restauracja Szafran3. Słodycze tureckie - Ottomańska Pokusa4. Namaste India - restauracja indyjska5. Kuchnia libańska - restauracja Fenicja6. Herbaty ze Sri Lanki7. Smaki Orientu - produkty spożywcze z Turcji8. Kusmi Tea9. Przyprawy i produkty spożywcze z Iranu - PersPol10. Przyprawy i produkty spożywcze z Indii - Little India11. Kuchania wegańska - Om Cafe12. Produkty spożywcze i słodycze z Bliskiego Wschodu - sklep śródziemnomorski Fenicja13. Herbaty ajurwedyjskie - Bombay Bazaar14. Kuchnia syryjska15. Herbaty japońskie - Matcha16. Przekąski i produkty spożywcze z Iranu - Ambic17. ONGGI Restauracja Koreańska18. Aroy! Aroy! Tajska kuchnia19. Pacific Kai - produkty spożywcze z Australii, Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku20. Galeria Amaranth - porcelana i ceramika z Chin21. Soti Natural - zielona herbata22. MarokoArt - naczynia i ceramika z Maroka23. Homenjoy - ceramika z Turcji24. Kuroneko - przysmaki kuchni japońskiej25. Herbaty Czas - herbaty japońskie

POJECHANA

Trekking z widokiem na Lincancabur

Tak bardzo nie mogłam się doczekać by na własne oczy zobaczyć Lagunę Verde i majestatyczny wulkan Lincancabur, że te znane z pocztówkowych fotografii krajobrazy śniły mi się po nocach. Tak bardzo śpieszyło nam się do Eduardo Avarora National Park, że zlekceważyliśmy wszelkie aklimatyzacyjne zalecenia i przejechaliśmy z poziomu morza na ponad 4000 m w jeden dzień. Mój organizm powiedział temu wybrykowi stanowcze i kategoryczne nie. Pierwszy wieczór nad wymarzoną Laguną Verde przywitałam z płytkim oddechem, mdłościami, zawrotami i bólem głowy. Silny wiatr i temperatura gwałtownie spadająca wraz zachodem słońca poniżej zera wygoniła nas do śpiworów. Mieliśmy plan ruszyć o świcie na szczyt Lincancabur (5920 m) wykorzystując moment, gdy tutejszy świat zamarza i ustaje wiatr. Jednak gdy o drugiej nad ranem zadzwonił budzik, czułam się jakbym złapała zaledwie pięć minut snu, głowę boleśnie ściskała niewidzialna obręcz. Nie dałam rady się podnieść, Adrien poszedł sam. Zasnęłam chyba dopiero, gdy pierwsze promienie słońca zaczęły łaskotać zamarznięte ściany namiotu. Kilka godzin później ból głowy złagodniał, uspokojony lekkim śniadaniem żołądek też przestał się buntować. Wiedziałam już, że swoją przygodę z wysokością muszę zacząć małymi kroczkami, dlatego zamiast ruszyć na wulkan, wybrałam się na trekking dookoła Laguny Verde, wspinając się po drodze tylko troszeczkę na jedno ze zboczy góry. Było ciężko, serce wyrywało się z piersi, nogi z każdym krokiem zdawały się zwiększać ciężar, ale magiczne widoki rozciągające się dookoła wynagradzały wszystko. A co ze szczytem Lincancabur? Musi jeszcze trochę na mnie poczekać. Trasę podróży A&A dookoła świata możesz śledzić TU. Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy. Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera! Post Trekking z widokiem na Lincancabur pojawił się poraz pierwszy w Pojechana.